Dodaj do ulubionych

Hipochondria :(

24.07.07, 15:01
Ktoś cierpi na nerwicę hipochondryczną? Mnie to już dobija. Boli mnie głowa,
myślę czy to pogoda czy może nowotwór. Boli mnie brzuch, nie wiem czy coś
zjadłam, czy może mam początki sepsy. Boli mnie cokolwiek, i już myślę o
dziesiątkach chorób u których to cos może boleć. "Na topie" u mnie jest
sepsa. Po przeczytaniu artykułów w gazetach i wysłuchiwaniu wiadomości znam
prawie wszystkie możliwe objawy i w każdej sytuacji dopatruję sie czy to może
być sepsa. Badania lekarskie mam idealne, a pani doktor na moje pytanie o
sepsie stwierdziła że dziennikarze przesadzają i żeby mieć śmiertelną sepsę
to naprawdę trzeba albo być po ciężkiej operacji albo kompletnie o siebie nie
dbać, palić, pić z jednego naczynia, całować sie z osobami chorymi, robić
tatuaże albo wstrzykiwać narkotyki i to do tego trzeba mieć jeszcze bardzo
osłabiony organizm a i tak nie zawsze kończy sie to sepsą. Co oczywiście mnie
nie uspokoiło mimo że nie robię żadnej z powyższych rzeczy. Rodzinka uważa że
sie obijam i po prostu jestem leniwa i "nie mam większych problemów". Objawy
przechodzą jak wezmę tabletkę albo całkowicie, albo są na tyle słabe że
przestaję zwracać na nie uwagę. Czyli niby to nic takiego, ale strasznie
męczące. Do psychologa chodzę już prawie 2 lata, teraz chyba zamiast na
indywidualną pójdę na terapię grupową. Ktoś ma jeszcze ten problem?
Obserwuj wątek
    • edibogers Re: Hipochondria :( 26.07.07, 14:07
      nie lam się. ja tez bylam w dolku i jakos wyszlam z tego. wiem, ze to banalne
      ale sprobuj znalesc jakis cel na najblizszy dzień, np jutro nie bede sie
      zlościc a po paru dniach postaw sobie wiekszy. to pomaga. ja wieczorem biegam,
      cala zla energia ze mnie wtedy ucieka
    • 4lost.angel Re: Hipochondria :( 13.11.07, 00:06
      Witam wszystkich hipohondryków.
      Na tę nerwicę cerpiałam kilka lat.
      Chodziłam do psychologów, psychiatrów, dostawałam różne leki po
      których czułam się jeszcze gorzej- mnie akurat niezbyt to pomagało.
      Od lekarzy słyszałam te same zdania... że jestem osobą bardzo
      wrażliwą i właściwie całe leczenie sprowadzało się do wypisywania
      leków.
      Szczerze mówiąc wydaje mi się że hipohondryka zroumie tylko
      ktoś kto sam na to cierpiał i wie co znaczy panicznie bać się o
      swoje zdrowie, albo trzymać ten lęk gdzieś głęboko w podświadomości.
      Chodziłam ciągle do przeróżnych lekarzy, podejrzewałam u siebie
      wszystkie najgorsze choroby.
      Byłam u neurologa na SM, robiłam ciągle morfologię aby być spokojna
      że nie cierpię na białaczkę, zrobiłam nawet testy na Hiv i wiele
      wiele innych.
      Dobry wynik badań dawał ukojenie tylko na chwilę.
      Do tego wszytskiego byłam rozdrażniona, niespokojna, rozstrzęsiona,
      nie miałam na nic sił ani ochoty. Chciało mi się płakać, spać, i
      zrobić coś co uwolni mnie od strachu o własne zdrowie.
      Czasem bałam się wjśc z domu, bałam się że np zemdleję albo znowuż
      uciekałam z domu na ulicę -do ludzi żeby nie być sama.
      Nie wiem skad wlasciwie u mnie wziął się problem hipohondrii.
      Podejrzewam że mogło to być wynikiem pewnych traumatycznych wydarzeń
      w moim życiu.

      Wyleczyłam się sama.
      Przeczytałam wiele książek nt. nerwic, depresji itd... ale chyba
      pomogło mi dopiero pogodne spjrzenie na ludzkie problemy
      zawarte w książce "Nowa psychocybernetyka" Maxwella Maltza.

      Wydaje mi się że trudym ale dobrym krokiem ku wyzdrowieniu
      były próby jasnego i obiektywnego spojrzeia na mój lęk i...
      krzyczenia na siebie.
      Czasem krzyczałam na siebie w duchu, nawet przeklinałam kiedy tylko
      pojawila się myśl o jakimś objawie guza muzgu albo czegos innego.
      Poprostu na siebie krzyczałam np "Przestań do jasnej cholery
      wymyślac nastepny idiotyzm!!"
      Sposób ten znalazłam w jakiejś książce.
      Poczatkowo pomagało mi to przezwycięzyć własnie te głupie myśli,
      dalej... chyba mój umysł zaczął sam takie mysli kontrolować i ucinać
      kiedy się pojawiały.
      Teraz jestem już kilka lat po hiohondrii.
      Bez leków, bez lekarzy bez nawrotów.
      Trudno jest mi jednoznacznie powiedziec jak z tego wyszłam i to po
      klku latach walki roznymi sposobami.
      Na prawdę jasny osąd swoich romyślan i definitywna ich krytyka i
      ucienanie - bardzo mi pomogły.
      Wiem że hipohondrię podsyca się myślami które powodują lęk i tak
      koło się zamyka.
      Teraz to co robiłam i myslałam wtedy wydaje mi się niedorzeczne i
      śmieszne. Nawet jest mi czasem wstyd że młoda zdrowa dziewczyna
      wymyślała takie głupoty... :-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka