Dodaj do ulubionych

PiS agentem Moskwy?

13.10.13, 15:30
Taką, dość karkołomną tezę, sformułował Mirosław Czech w swoim artykule w dzisiejszej GW
wyborcza.pl/magazyn/1,134609,14761295,Polaku__patrz_na_wschod.html
PiS popiera zbliżenie Kijowa, Tbilisi i Kiszyniowa z Brukselą. Za warunek uznaje wypuszczenie na wolność Tymoszenko, opierając swoją politykę ukraińską na stosunkach z opozycją. W tym jednak przeszkadza historia. W czasie obchodów 70. rocznicy tragedii wołyńskiej Kaczyński oświadczył, że Ukraińcy muszą uznać, iż na Wołyniu miało miejsce ludobójstwo, tak jak Niemcy uznali swoją odpowiedzialność za ludobójstwo dokonane na Zydach - dopóki tego nie uczynią, nie ma mowy o normalizacji wzajemnych stosunków. Politycy PiS-u powoływali się na "apel 148", jakby nie byli świadomi, że w stosunkach z Ukrainą eskalowanie tematyki historycznej wokół kolejnych rocznic (od burzenia przez władze II RP cerkwi prawosławnych w 1938 r., poprzez rzezie na Wołyniu, aż po "akcję Wisła") prowadzić będzie do wniosku - obustronnego - że z tym sąsiadem nie warto utrzymywać normalnych stosunków. I że potrzebny jest trzeci, który uchroni Polaków przed nieuleczalnie nacjonalistycznymi Ukraińcami, a Ukraińców przed nieuleczalnie imperialistycznymi Polakami.

Grzmiąc, że Polsce zagraża neoimperializm Putina, polska prawica nie dostrzega, że jest tego imperializmu nader poręcznym instrumentem.

Wydaje się, że Kaczyński jest tego świadom, bo w połowie września gościł kilku opozycyjnych deputowanych z Batkiwszczyny, partii Tymoszenko, i Udaru Witalija Kliczki. Oświadczył, że współpracę z opozycją chce oprzeć na odrzuceniu nacjonalizmu "przy jednoczesnym podtrzymywaniu patriotyzmu obydwu stron i dobrej tradycji. Symbolem tej tradycji jest Semen Petlura." To dobry ruch, lecz problem tkwi w tym, że tak można było mówić przed obchodami 70. rocznicy Wołynia. Dziś PiS musi odpowiedzieć na pytanie, czy jest w stanie zmienić retorykę popierających go tzw. środowisk kresowych, dla których Ukraińcy są gorsi od hitlerowców.
(Mirosław Czech: "Polaku, patrz na wschód". Gazeta Wyborcza, 12-13 października 2013)
Obserwuj wątek
    • 99venus Re: PiS agentem Moskwy? 13.10.13, 19:36
      Czech: a Ukraińców przed nieuleczalnie imperialistycznymi Polakami.
      okazuje się,że upominanie się o pamięć i godny pochówek przeszło 100 tysięcy bestialsko pomordowanych Polaków przez zbrodniarzy UPA nazywane jest przez niektórych posiadaczy polskiego paszportu imperializmem.
      cierpliwość polska jest zaiste niewyobrażalna.
    • liberum_veto Re: PiS agentem Moskwy? 14.10.13, 21:51
      Dla Mirosława Czecha "agentami Moskwy" są wszyscy, którzy uznają rzeź wołyńską za ludobójstwo, zgodnie z obiektywnymi faktami historycznymi, jak też prawną definicją ludobójstwa, sformułowaną w Konwencji ONZ.

      "Agentami Moskwy" są więc zarówno PiS, jak też PSL, a nawet grupa 148 deputowanych ukraińskiego parlamentu, którzy apelowali do polskiego Sejmu o uznanie rzezi wołyńskiej za ludobójstwo. Mirosław Czech sądzi chyba, że jest bardziej ukraiński od samych Ukraińców...

      A za wystarczający "dowód" agenturalności wystarczy mu anonimowy list "grupy byłych i obecnych pracowników Służby Bezpieczeństwa Ukrainy", opublikowany na jednym z ukraińskich portali...

      Trzeba przyznać, że w swojej obsesji tropienia "agentów Moskwy" Mirosław Czech dorównał już samemu prezesowi PiS... A chyba go nawet przewyższył smile
      wyborcza.pl/magazyn/1,134609,14761295,Polaku__patrz_na_wschod.html
      W kwietniu sytuację wokół obchodów 70. rocznicy antypolskiej akcji UPA na Wołyniu zaostrzyło zgłoszenie przez ludowców radykalnego projektu uchwały Sejmu w tej sprawie (drugiego już, bo poprzedni, niemal identyczny, zgłosili ponad rok wcześniej). W przededniu głosowania na ich zaproszenie gościł w Sejmie Wadym Kolesniczenko, deputowany rządzącej Partii Regionów, wróg UPA i zwolennik integracji z Rosją. Reprezentował 148 deputowanych ukraińskich, którzy zwrócili się do polskich posłów, aby uznali rzeź na Wołyniu za ludobójstwo. Kilka tygodni temu na jednym z portali ukazał się list "grupy byłych i obecnych pracowników Służby Bezpieczeństwa Ukrainy", którzy przypisali autorstwo "apelu 148" wysokim funkcjonariuszom ukraińskich służb specjalnych - agentom Rosji.
      (Mirosław Czech, Gazeta Wyborcza, 12-13 października 2013)
    • liberum_veto PiS agentem Moskwy... 30.10.13, 19:24
      Podobną do Mirosława Czecha tezę formułuje w dzisiejszej GW Bartosz T. Wieliński
      wyborcza.pl/1,75968,14866392,Nie_milczmy_o_Ukrainie.html
      Jeszcze gorzej jest w opozycji. Kilka miesięcy temu prezes PiS poleciał do Gruzji poprzeć proeuropejskie aspiracje tego kraju i wyrazić zaniepokojenie tym, że premier Iwaniszwili wsadza przeciwników politycznych za kraty. O identycznych proeuropejskich aspiracjach Ukrainy nie powiedział ani słowa, choć jeśli Ukraina wróci na orbitę Rosji, to Gruzję czeka ten sam los. PiS zaczął nawet traktować Ukraińców jak ideologicznych wrogów, co pokazała niedawna debata o popełnianych podczas wojny mordach na Wołyniu. Prezydent Lech Kaczyński Ukrainę traktował priorytetowo, ale dziś w PiS nie ma już ekspertów, którzy budowali jego politykę wschodnią. Dziś priorytetem partii jest smoleńska brzoza.
    • liberum_veto ruski agent Macierewicz... 13.12.13, 16:05
      Wszystko zaczyna sie ukladac w logiczna calosc... smile
      www.wprost.pl/ar/428935/Macierewicz-kazal-przetlumaczyc-raport-z-likwidacji-WSI-na-rosyjski-przed-publikacja-po-polsku/
      Tzw. raport Macierewicza z likwidacji WSI został przetłumaczony na język rosyjski jeszcze przed publikacją dokumentu w języku polskim - dowiedział się "Wprost".

      O sprawie zlecenia przez Antoniego Macierewicza tłumaczenia raportu na język rosyjski dowiedzieli się posłowie komisji ds. służb specjalnych od oficerów SKW.

      Tłumaczka Irina O. za swoją pracę otrzymała 17 tysięcy złotych. Zatrudniono ją jednak bez procedury przetargowej, a umowę podpisano po zakończeniu tłumaczenia. Fragmenty raportu dostarczano do mieszkania kobiety znajdującego się na tzw. osiedlu rosyjskim w Warszawie, tj. przy ulicy Sobieskiego na Mokotowie.

      Według informacji uzyskanych przez posłów, raport początkowo planowano przetłumaczyć także na język niemiecki i ukraiński, jednak ostatecznie tłumaczenia dokonano tylko na rosyjski.

      W opublikowanym w 2006 roku raporcie z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych znalazły się nazwiska osób, które według komisji kierowanej przez Antoniego Macierewicza miały działać nielegalnie pracując bądź współpracując ze służbami. Część z wymienionych w raporcie skierowała w związku z publikacją pozwy przeciwko państwu.
      • lokis1271 Ta sprawa szyta jest chyba grubymi nićmi 13.12.13, 18:51
        Witam Kolego Liberum!
        Jak w tytule postu, coś tu jest niejasnego w publikacji "Wprost", polecam artykuł z www.niezalezna.pl

        niezalezna.pl/49479-przeciek-z-skw-odwet-za-informacje-o-kontaktach-pplk-pytla-z-rosjanami
        >>>Przeciek z SKW to odwet za informacje o kontaktach ppłk. Pytla z Rosjanami
        Atak na Antoniego Macierewicza wiąże się z upublicznieniem informacji na temat niejasnych kontaktów szefa SKW ppłk. Piotra Pytla z Rosją. - Tu należy szukać źródeł „przecieku” ze strony SKW – mówi niezalezna.pl Piotr Woyciechowski, były członek komisji weryfikacyjnej i likwidacyjnej WSI.

        Tygodnik „Wprost”, powołując się na oficerów SKW, napisał, że raport z likwidacji WSI został przetłumaczony na język rosyjski „jeszcze przed publikacją dokumentu w języku polskim”. Antoni Macierewicz nazwał te informacje absurdalnymi. - Gdy "Wprost" opublikuje ten materiał, zostanie wytoczony mu proces. To jest absolutnie niemożliwe, żeby jakikolwiek fragment Raportu z likwidacji WSI był wynoszony na zewnątrz przed ujawnieniem go przez Prezydenta RP – oświadczył Macierewicz.

        O motywy ataku niezalezna.pl zapytała Piotra Woyciechowskiego, byłego członka komisji weryfikacyjnej i likwidacyjnej WSI. - Atak na osobę likwidatora Wojskowych Służb Informacyjnych osiągnął poziom z filmów Barei. Widać, że strona atakująca nie ma poważnych zarzutów, które mogłyby publicznie zdyskredytować Antoniego Macierewicza. Atak zbiega się z krytycznymi ocenami wobec nominacji na szefa SKW ppłk. Piotra Pytla. Wobec nowego szefa kontrwywiadu wojskowego formułowane są od dłuższego czasu poważne zarzuty odnośnie jego niejasnych relacji z Rosjanami. Tu należy szukać źródeł „przecieku” ze strony SKW. To jest nieudolna próba odwetu wobec Antoniego Macierewicza – mówi niezalezna.pl Piotr Woyciechowski.

        Niezalezna.pl pisała, że ppłk. Piotr Pytel nie przeszedł badań na wariografie w związku z jego niewyjaśnionymi kontaktami oficerami rosyjskich służb specjalnych. Poseł Tomasz Kaczmarek skierował do szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza, szefa MON Tomasza Siemoniaka oraz do premiera Donalda Tuska pismo, w którym zwraca uwagę na niejasne kontakty nowego szefa SKW z Rosjanami.

        Wcześniej pojawiły się w mediach informacje, że zastrzeżenia do Pytla miał już pułkownik Grzegorz Reszka pełniący obowiązki szefa SKW od 2007 r. Reszka pisał do ówczesnego koordynującego służby ministra Jacka Cichockiego z wątpliwościami wobec Pytla, który wtedy rozpoczynał służbę w SKW.<<<

        Pozdrawiam
        L. Bodio
        Tczew
        • 99venus Re: Ta sprawa szyta jest chyba grubymi nićmi 14.12.13, 10:43
          ja bym osobiście do donosicielskiej działalności niejakiego Kaczmarka nie przywiązywał wagi.
        • liberum_veto Macierewicz działa, jakby był agentem rosyjskim 20.12.13, 00:15
          Tak uwaza nawet byly premier rzadu PiS Kazimierz Marcinkiewicz...
          www.tvn24.pl/antoni-macierewicz-od-lat-dziala-tak-jakby-byl-agentem-rosyjskim,380791,s.html
          W moim przekonaniu, od wielu wielu lat Antoni Macierewicz działa tak, jakby był agentem rosyjskim. Bardzo wiele rzeczy robi niejako przeciwko Polsce. Dla mnie to bez dwóch zdań - powiedział w "Kropce nad i" w TVN24 były premier Kazimierz Marcinkiewicz.

          Marcinkiewicz skomentował w ten sposób doniesienia tygodnika "Wprost", który w ubiegłym tygodniu napisał, że raport z likwidacji WSI został przetłumaczony jeszcze przed publikacją dokumentu na rosyjski, a tłumaczyć go miała zatrudniona bez przetargu Irina O., Rosjanka, która mieszkała w budynku przeznaczonym dla obsługi ambasady rosyjskiej.

          Posłowie PiS i Macierewicz (który jako szef komisji weryfikacyjnej WSI sygnował raport upubliczniony w 2007 r. przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego) uznają te zarzuty za absurdalne.

          Działania Macierewicza

          Zdaniem Marcinkiewicza "Antoni Macierewicz od wielu wielu lat działa tak, jakby był agentem rosyjskim". - Bardzo wiele rzeczy robi niejako przeciwko Polsce. Dla mnie to bez dwóch zdań - powiedział były premier.

          I podał przykłady - jego zdaniem - takich działań Macierewicza. - Cały raport, cała ta zupełnie nieudolna, makabrycznie nieudolna likwidacja WSI, wcześniej zupełnie nieudolna lustracja, atak na polskie autorytety, teraz cała ta afera smoleńska. Przepraszam, że tak mówię, ale to jest afera, to wykorzystywanie jakichś dziwnych profesorów, którzy kłamią, do walki z polskim rządem. To są straszne rzeczy robione przeciwko Polsce. Taka jest moja ocena jego działalności - powiedziała były premier.

          Pytany o sprawę rzekomego przetłumaczenia raportu na język rosyjski, Marcinkiewicz stwierdził: - Zrozumieć to, żeby tłumaczyć raport o likwidacji WSI na inne języki, w tym na rosyjski - ja takiej wyobraźni nie mam. To jest jakaś makabra. Ale jest jeszcze druga makabra, że SKW działa już tyle lat i taka sprawa wychodzi dopiero dziś, że oni tego nie sprawdzili. To jest strasznie ważna informacja, kto przetłumaczył, kiedy, dlaczego, do kogo to dotarło i kto w jaki sposób to wykorzystał - stwierdził były polityk.

          - Po co państwo polskie ma podawać innym państwom nasz raport o służbie specjalnej wojskowej już przetłumaczony na jakiś język - pytał.

          Komentując fakt, że ostatnio Macierewicz został wiceprezesem PiS, Kazimierz Marcinkiewicz stwierdził: - Jaka partia, taki wiceprezes. To pokazuje, w jakim kierunku idzie PiS. Kiedyś wiceprezesem partii był Kazimierz Michał Ujazdowski, a dziś jest Antonii Macierewicz. Taka zmiana nastąpiła u boku Kaczyńskiego - ocenił.
    • liberum_veto Jarosław Kaczyński popełnił tragiczny błąd 28.01.14, 20:07
      - Jarosław Kaczyński zrobił tragiczny błąd. On chyba nie ma żadnej orientacji w sprawach ukraińskich. Popełnia błędy i tym samym uwiarygodnił Ołeha Tiahnyboka, który stanął obok niego na Majdanie i jeszcze krzyknął "Sława Ukrainie Herojam Sława". Tego człowiek, który chce być po raz kolejny polskim premierem, robić nie może - stwierdził w Radiu RMF FM ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

      Ks. Isakowicz-Zaleski zaznaczył w "Kontrwywiadzie", że nie podoba mu się zaangażowanie części polskich polityków ws. Ukrainy. - Ich występy, kiedy wychodzą tam w obliczu kamer, wrzeszczą banderowskie hasła, to jest kompromitacja. Oni tam nic nie zrobią, tylko biją sobie punkty wyborcze i robią to dla polskich, a nie ukraińskich kamer - zaznaczył.

      Jak dodał, politycy z zewnątrz nie powinni stawać po żadnej ze stron na Ukrainie, ale nawoływać do pokojowego osiągnięcia porozumienia. - Ja sobie nie wyobrażam, żeby w Polsce ustawić barykadę z płonących opon i aby przyjeżdżali politycy z Niemiec czy Wielkiej Brytanii i podgrzewali nastroje, mówiąc "Atakujcie, atakujcie, bo rząd jest zły".

      Ks. Isakowicz-Zaleski przypomniał, że demonstrujący na Ukrainie walczą z legalną władzą. - Cała UE zbudowana jest na demokracji. Mnie też nie podoba się rząd Donalda Tuska, nie głosowałem na prezydenta Bronisława Komorowskiego, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby tę władzę obalać szturmem na budynki rządowe i rzucaniem butelek z koktajlem Mołotowa - mówił.

      "Człowiek, który chce być po raz kolejny premierem, nie może tak robić"

      Pytany, czy polscy politycy, w tym Jarosław Kaczyński, popełniają błąd, jeżdżąc na Majdan, ksiądz stwierdził: - Ja już skrytykowałem Kaczyńskiego jako jego wyborca, bo głosowałem na niego kilkakrotnie i uważam, że popełnił tutaj tragiczny błąd. To wynika z tego, że on chyba nie ma żadnej orientacji w sprawach ukraińskich. Popełnia błędy i tym samym uwiarygodnił Ołeha Tiahnyboka, który stanął obok niego i jeszcze krzyknął "Sława Ukrainie Herojam Sława".

      Jak dodał ks. Isakowicz-Zaleski, "człowiek, który chce być po raz kolejny polskim premierem, nie może robić takich rzeczy". - Zresztą co... Pojechał [Kaczyński - red.] raz, był parę godzin, wrócił do domu i na tym się skończyła cała aktywność -zauważył.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15347516,Ks__Isakowicz_Zaleski__Kaczynski_popelnil_tragiczny.html
      • 99venus Re: Jarosław Kaczyński popełnił tragiczny błąd 28.01.14, 21:23
        Kaczyński popełnia same błędy.całe jego życie to jeden,wielki błąd.
    • liberum_veto Spór z PiS o Majdan i nacjonalizm ukraiński 15.02.14, 23:44
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=9042
      Spór z PiS o Majdan i nacjonalizm ukraiński 2014-02-15

      Zamieszczam link do mojego spotkania z Krakowskim Klubem "Gazety Polskiej", które odbyło się 22 stycznia 2014 r. Pierwsza część, która dotyczyła książki "Personalnik subiektywny", przebiegła spokojnie. Druga, w której poruszony został wątek zaangażowania PiS w Majdan była już burzliwa.

      www.youtube.com/watch?v=J32x9x39-2w
      Po tygodniu w tym samym klubie gościem był "miodousty" prof. Andrzej Nowak, który starał się jak mógł nie tylko bronić nacjonalizmu ukraińskiego i pomyleńców ze "Swobody", ale i zdyskredytować moje poglądy, wietrząc wszędzie działanie "ruskich agentów" i ich mocodawców, czyli rosyjskiego KGB. Przy okazji wrzucił mnie, z czego bardzo się cieszę, do wspólnego worka z prof. Andrzejem Ziębą z Polskiej Akademii Nauk, redaktorem Rafałem Ziemkiewiczem i zasłużonym działaczem KPN, Ryszardem Bocianem.

      Na koniec ogłosił, że jego kandydatem na prezydenta Polski jest - uwaga! - Antoni Macierewicz, za co sala nagrodziła go gromkimi brawami.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
    • liberum_veto ks.Isakowicz o tzw.polityce wschodniej Kaczyńskich 09.03.14, 15:12
      Gazeta Polska podporządkowana tzw. polityce wschodniej braci Kaczyńskich 2014-03-06
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=9123
      Gdy siedem lat temu rozpoczynałem współpracę z "Gazetą Polską", to była ona szerokim forum dla osób o poglądach prawicowych i niepodległościowych. Niestety jednak w ciągu ostatnich lat stała się ona tubą medialną jednej tylko partii - PiS. Tak jak swego czasu "Gazeta Wyborcza" i "Tygodnik Powszechny" stały się tubami Unii Demokratycznej vel Unii Wolności i jej kolejnych mutacji.

      Z wieloma poglądami PiS, na którego głosowałem od 2005 r., zgadzałem się, ale uważałem, że moim prawem, a zarazem obowiązkiem, jako wyborcy jest nie tylko popieranie, ale i zwracanie uwagi, gdy partia ewidentnie błądzi. Krytykowanie niektórych posunięć partii braci Kaczyńskich udawało się mi na łamach "Gazety Polskiej" przez kilka lat, choć dochodziły mnie sygnały, że posłowie PiS zgrzytali zębami na niektóre moje felietony. W ostatnim jednak czasie trafiłem na barierę nie do przebycia. Stała się nią tzw. polityka wschodnia braci Kaczyńskich, łudząco podobna do zapatrywań Adama Michnika czy Jacka Kuronia. Polityka ta jest popłuczynami po zmurszałej teorii Jerzego Giedroycia. Opiera się przy tym na wyrachowanej zasadzie: "Wróg mego wroga jest moim przyjacielem". Mówiąc krótko, kto jest przeciwko Putinowi, ten automatycznie staje się przyjacielem Polski.

      Polityka ta doprowadzała do tak sprzecznych z polskim patriotyzmem działań jak bezkrytyczne wspieranie ukraińskiego prezydenta Wiktora Juszczenki, czciciela Bandery i zbrodniarzy UPA, co odbywało się kosztem pamięci o pomordowanych obywatelach Drugiej RP. Trzeba tutaj wyraźnie zaznaczyć, że Lech i Jarosław Kaczyński nigdy nie udali się na groby pomordowanych przez zbrodniarzy z UPA, znajdujące się nie tylko na zachodniej Ukrainie, ale i w południowo-wschodniej Polsce, choć ten region naszego kraju jest naturalnym matecznikiem PiS.

      Najnowszym przejawem tej polityki stało się puszczanie "perskiego oka" do banderowców spod znaku nazisty Ołeha Tiahnyboka i pomyleńców ze "Swobody". A do czego te osoby są zdolne, to najlepiej ukazuje to filmowa relacja z ostatniego marszu nacjonalistów w Kijowie. Proszę uważnie ją obejrzeć, wsłuchując się w wykrzykiwane hasła. Jedno z nich wykrzykiwał też prezes PiS wraz innymi politykami (także z PO) na Majdanie.

      www.youtube.com/watch?v=u6vx7k0nNnA=
      Oczywiście klakierzy i cyniczni przyboczni, których Jarosławowi Kaczyńskiemu nigdy nie brakowało, starają się przerobić Tiahnyboka i jemu podobnych na "mężów stanu", a ukraińskie środowiska nacjonalistyczne (także z Prawego Sektora), przeżarte ksenofobią i antysemityzmem, na "uczciwych patriotów". Trwa też proces wmawiania, że terrorystyczna działalność Stepana Bandery była nie antypolska, ale antyrosyjska. Święty Boże!

      Nie wiem, kto z polityków PiS naciskał na redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza, aby zablokował on mój ostatni felieton, przestrzegający przed fraternizowaniem się z banderowcami, którzy weszli do nowego rządu Ukrainy. Wiem jednak, że w ten sposób "Gazeta Polska" całkowicie podporządkowała się linii politycznej jednej tylko partii. Od tej pory nie będzie już ona mamić czytelników, że należy do "strefy wolnego słowa".

      PS. Red. Tomasz Sakiewicz do tej pory się do mnie nie odezwał, choć na mój temat udziela wywiadów innym. Przeczytaj jego pokrętną wypowiedź dla portalu Wirtualne Media
      www.wirtualnemedia.pl/artykul/ks-isakowicz-zaleski-gazeta-polska-zablokowala-moj-felieton-o-ukrainie-modlimy-sie-za-niego#
    • liberum_veto PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki 10.05.14, 16:25
      Z profesor ANNĄ RAŹNY, kierownikiem Katedry Rosyjskiej Kultury Nowożytnej w Instytucie Rosji i Europy Wschodniej na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozmawia Jan Bodakowski.
      nczas.com/wiadomosci/wywiad/prof-anna-razny-pis-udaje-ze-reprezentuje-elektorat-katolicki/
      NCZAS: Prawo i Sprawiedliwość jest partią reprezentującą elektorat katolicki, czy partią cynicznie pasożytującą na elektoracie katolickim? Jak bardzo różnią się realne działania od deklaracji partii Jarosława Kaczyńskiego?

      RAŹNY: PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki, manifestując swoją obecność na uroczystościach kościelnych, odwołując się do religijnych symboli czy wreszcie występując w katolickich mediach. Jego przedstawiciele wypowiadają się często jako jedyni politycy w katolickich dziennikach i tygodnikach, co sprawia, że nabierają one charakteru biuletynów tej partii. Jednakże w sprawach fundamentalnych dla katolicyzmu i jego wyznawców PiS nie uczyniło niczego, co potwierdzałoby działanie na ich rzecz. Epokowe pod tym względem znaczenie ma postawa tej partii wobec ochrony dzieci nienarodzonych na gruncie ustawodawstwa polskiego i unijnego, zgoda na ateistyczny i zarazem antychrześcijański traktat lizboński, milczenie na forum krajowym i unijnym w sprawie zagłady chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w krajach islamu, brak oficjalnego stanowiska w sprawie gender, sprzeczne z etyką chrześcijańską poparcie dla Euromajdanu, współtworzonego z nacjonalistycznym partiami – Swobodą i Prawym Sektorem – które nie odcięły się od nazizmu ukraińskiego Bandery-OUN-UPA i nie potępiły dokonanego przez te siły ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

      Na ile zaślepienie wyborców PiS jest wynikiem technik manipulacyjnych PiS, a na ile przejawem demoralizacji katolików, którzy zadowalają się tylko frazesami?

      Wyborcy PiS, podobnie jak reszta Polaków, są poddawani różnym odmianom manipulacji. Tymi wyborcami manipulują jednak nade wszystko ludzie PiS – politycy i ich środowiska. Jest to przeważnie szara manipulacja, która miesza autentyczne fakty z ich jednostronną interpretacją, prawdę z mistyfikacją (smoleńską), ideały prawicy z ideałami lewicy. W szarej manipulacji PiS selekcjonuje się ważne dla Polski informacje z punktu widzenia interesów tej partii i jej protektorów. Selekcja obejmuje nie tylko bieżącą politykę Polski, ale również politykę historyczną. Jest to przede wszystkim polityka przemilczania tego wszystkiego w przeszłości Polski XX wieku, co było i jest niezgodne z doktryną Giedroycia. W pisowskiej narracji historycznej i odpowiadającej jej polityce historycznej mamy więc jedną zbrodnię ludobójstwa, która powinna zostać osądzona – Katyń. Ludobójstwo dokonane na Polakach przez nazistów ukraińskich w czasie II wojny światowej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nie wymaga ani potępienia, ani nawet wyjaśnienia. PiS nie jest zdolne do współpracy z polskimi środowiskami narodowymi, ale podejmuje ją w ramach Euromajdanu z radykalnymi nacjonalistami ukraińskimi – spadkobiercami duchowymi i politycznymi Bandery. Gdy partia Jarosława Kaczyńskiego doszła do pełni władzy w 2005 roku, koalicję z LPR – podobnie jak z Samoobroną – potraktowała jako przejściowy przymus dziejowy, z którego uwolniła się (m.in. dzięki prowokacjom służb), wnioskując w 2007 roku – skutecznie – o rozwiązanie parlamentu i przedterminowe wybory. Wykluczenie otwarcia na polskie partie narodowo-konserwatywne przy jednoczesnej współpracy z ukraińskimi partiami nacjonalistycznymi to już nie jest nawet moralność selektywna, ale brak moralności. Te ukraińskie partie, nade wszystko Swoboda i Prawy Sektor, otrzymały od PiS – w tym przypadku także od PO i SLD – jasny przekaz, że ludobójstwo dokonane na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nie tylko nie zostanie potępione i rozliczone, ale kontynuatorzy jego ideologii będą traktowani w Polsce jako partnerzy polityczni nawet wówczas, gdy będą głosić hasła poszerzenia Ukrainy o polskie powiaty. Dostali sygnał, że w razie zagrożenia Polska może ich przyjąć, bo już teraz bojówkarze-terroryści postbanderowscy są leczeni w naszych szpitalach. Niestety, katolicki elektorat PiS jest ślepy i nie widzi jego fałszywej, selektywnej moralności, sprzecznej z etyką chrześcijańską. Taka postawa wyborców jest efektem gigantycznej manipulacji PiS, dokonywanej poprzez wykorzystanie symboli religijnych i katolickich mediów oraz instrumentalizację wartości chrześcijańskich. Jest także wynikiem tych zmian posoborowych, które doprowadziły w Kościele do spłycenia religijności katolików i ukierunkowały ich na tzw. atrakcyjność życia religijnego oraz fałszywie pojęty dialog z innymi religiami – taki, w którym katolik traci swą tożsamość religijną.
    • liberum_veto Obyśmy doczekali w PL polityka na miarę Orbana 20.08.14, 12:49
      Obyśmy doczekali się polskiego polityka na miarę Victora Orbana
      Wczoraj, 19 sierpnia 2014

      Jutro dzień św. Stefana, święto narodowe narodu węgierskiego. Z naszymi bratankami n ad Dunajem i Cisą wiele nas łączy - historia, kultura i umiłowanie wolności. Wiele też możemy im zazdrościć - wspaniała kuchnia, tak samo wspaniała muzyka, no i oczywiście Budapeszt, miasto piękne i niepowtarzalne.

      Osobiście najbardziej im zazdroszczę premiera Victora Orbana, polityka z wielką klasą, niezależnego, który - choć Węgry są członkiem Unii Europejskiej i NATO - nie klęka na kolana ani przed Brukselą, ani przed Berlinem, ani przed Waszyngtonem. Dba też bardzo o kilka milionów swoich rodaków, którzy w wyniku zdradzieckiego traktatu, zawartego w pałacu Grand Tranion w Wersalu w 1920 r., pozostali poza granicami kraju. Tworzą oni do dziś zwarte skupiska na terenie Słowacji, Rumunii, Serbii oraz Rusi Zakarpackiej, wcielonej do Ukrainy.

      Premier Węgier dba też o interesy polityczne i gospodarcze swego kraju. Z tego powodu jest znienawidzony przez establishment i finansjerę wielu państw. Ostatnio został też znienawidzony przez PiS, co jest ogromnym paradoksem. Jeszcze nie tak dawno bowiem Jarosław Kaczyński kreował się na "polskiego Orbana", a zależna od niego "Gazeta Polska" w styczniu br. wręczyła węgierskiemu premierowi tytuł Człowieka Roku. Dziś to samo środowisko zarzuca Wiktorowi Orbanowi, że jest wręcz "zdrajcą" i "ruskim agentem".

      Dlaczego? Po pierwsze, miał on odwagę upomnieć się o prawa, w tym o autonomię i podwójne obywatelstwo, dla mniejszości węgierskiej na wspomnianej Rusi Zakarpackiej. Powiedział w jednym wywiadów: "Ukraina nie może być stabilna, ani demokratyczna, jeśli nie da swym mniejszościom, włącznie z Węgrami, tego, co im się należy".

      Święty Boże! Takiego stanowiska w obronie polskiej mniejszości na Litwie, Białorusi czy Ukrainie nie byli w stanie po 1989 r. zająć żadni polscy politycy. Ani bracia Kaczyńscy, ani Bronisław Komorowski i Donald Tusk, ani inni, którzy w tej kwestii bezkrytycznie wyznają ideologię Jerzego Giedroycia i Adama Michnika.

      Po drugie, w sprawie kryzysu nad Dnieprem Orban powiedział: "Solidarność z Ukrainą tak, ale interesy gospodarcze są ważniejsze". Oczywiście na Majdan nie pojechał i pod czerwono-czarną flagą UPA i pod portretem Stepana Bandery się nie fotografował. Pamiętał bowiem, że banderowcy mordowali też Węgrów.

      Jutro złóżmy jak najserdeczniejsze życzenia braciom Węgrom, którzy zawsze byli naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. A sobie życzmy, abyśmy wreszcie nad Wisłą i Odrą doczekali się polityka na miarę Wiktora Orbana.

      Tadeusz Isakowicz-Zaleski
      www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-obysmy-doczekali-sie-polskiego-polityka-na-miare-victora-orb,nId,1486838
    • liberum_veto Nie wspieraj RU ani UA tylko na Kresach PL rodziny 21.09.14, 13:31
      Narodowcy pojawili się na proukraińskiej manifestacji PiS-u. "Nie wspieraj Rosji ani Ukrainy, tylko na Kresach polskie rodziny"
      Opublikowano: Piątek, 19 września 2014

      Na zorganizowaną w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę manifestację Prawa i Sprawiedliwości w Bielsku-Białej przybyli miejscowi narodowcy z transparentem wzywającym do pomocy Polakom na Kresach.

      Manifestacja na placu Bolesława Chrobrego w Bielsku-Białej odbyła się 17 września, w 75. rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. Miejscowe koło Prawa i Sprawiedliwości chciało w ten sposób wyrazić sprzeciw przeciwko rosyjskiej agresji mającej w opinii organizatorów miejsce na Ukrainie.

      Na demonstrację przyszli członkowie miejscowego koła Obozu Narodowo-Radykalnego. Przynieśli oni transparenty "Ukrainiec nie będzie moim bratem po tym, jak okazał się katem" oraz "Nie wspieraj Rosji ani Ukrainy, tylko na Kresach polskie rodziny".

      Facebook.com/Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/narodowcy-pojawili-sie-na-proukrainskiej-manifestacji-pis-u-nie-wspieraj-rosji-ani-ukrainy-tylko-na-kresach-polskie-rodziny
    • liberum_veto Dlaczego PiS popiera obrońcę sowieckiego pomnika? 21.10.14, 20:01
      Dlaczego PiS popiera obrońcę sowieckiego pomnika? 2014-10-21

      Korespondencja z Małopolski.

      Pełniący funkcję prezydenta Nowego Sącza już dwie kadencje (od 2006 roku) Ryszard Nowak ponownie wystartuje w zbliżających się wyborach samorządowych jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości.

      Muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczony tą decyzją Komitetu Politycznego PiS, ponieważ nie mogę zrozumieć, jak partia głosząca potrzebę dekomunizacji polskiej przestrzeni publicznej może stawiać na człowieka, który konsekwentnie broni stojącego w centrum miasta pomnika Armii Czerwonej i to wbrew uchwale radnych sprzed ponad 22 lat.

      PiS uchodzi w powszechnej świadomości rodaków za ugrupowanie bezkompromisowo walczące z reliktami komunizmu w Polsce zarówno w sferze symbolicznej, instytucjonalnej, jak i personalnej. Nie wiem, jak można to pogodzić z popieraniem polityka mającego całkowicie odmienne zdanie w tej kwestii i konsekwentnie występującego przeciwko racji stanu niepodległej Rzeczypospolitej.

      Mimo że wielokrotnie apelowały do niego w tej sprawie m.in. Sądecka Rodzina Katyńska, Nowosądecki Oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego, Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Wojewódzka Rada Kombatantów i Osób Represjonowanych, Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, Nowak zaparł się w swym uporze i postanowił bronić sowieckiego monumentu.

      W ostatnich miesiącach pod pomnikiem odbyło się kilka demonstracji zorganizowanych przez środowiska patriotyczne z Małopolski i ze Śląska. Ta z 27 września miała bardzo burzliwy przebieg i zakończyła się oblaniem haniebnego reliktu poprzedniej epoki farbą oraz zatrzymaniem kilku jej uczestników przez policję.

      Prezydent Ryszard Nowak pozostaje niewzruszony w swym prorosyjskim uporze. Czy taka jego postawa na pewno jest zgodna z linią programową Prawa i Sprawiedliwości?

      Jerzy Bukowski
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=10012
    • liberum_veto PiS współodpowiedzialny za nieszczęścia Ukrainy 23.11.14, 13:43
      Polityk PiS: Jesteśmy może nawet nieco współodpowiedzialni za nieszczęścia przodków Ukraińców
      Opublikowano: Sobota, 22 listopada 2014

      "Jesteśmy może nawet nieco współodpowiedzialni za ich nieszczęścia, bo nie prowadziliśmy wobec nich w tym wspólnym państwie takiej polityki, jaką prowadzić należało" - mówi o Ukraińcach polityk Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Sellin.

      Polityk PiS udzielił wywiadu dla sympatyzującego z jego partią portalu Fronda.pl:

      "Sami walczyliśmy przez wieki o wolność i rozumiemy narody, które dziś zmagają się z tymi samymi dążeniami. Jest realne wsparcie ze strony części polskiego społeczeństwa. Kryje się za nim też sentyment historyczny, wynikający z faktu, że z przodkami Ukraińców żyliśmy przez setki lat w jednym państwie. Jesteśmy może nawet nieco współodpowiedzialni za ich nieszczęścia, bo nie prowadziliśmy wobec nich w tym wspólnym państwie takiej polityki, jaką prowadzić należało" - powiedział Sellin w wywiadzie. Jednocześnie polityk z aprobatą odniósł się do emocjonalnego stosunku Polaków do Ukrainy:

      "Jeżeli, przez własne słabości, doprowadziliśmy do upadku wspólnego państwa, to narody, które je współtworzyły, znalazły się na dużo dłużej niż my pod rosyjskim butem. To wszystko powoduje, że stosunek Polaków do sprawy Ukrainy nie jest obojętny, ale nawet trochę emocjonalny – i dobrze" - mówi Jarosław Sellin.

      fronda.pl / Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/polityk-pis-jestesmy-moze-nawet-nieco-wspolodpowiedzialni-za-nieszczescia-przodkow-ukraincow
    • liberum_veto Kaczyński nie wyklucza koalicji z "prorosyjską par 26.12.14, 19:53
      Jarosław Kaczyński nie wyklucza koalicji z "prorosyjską partią"
      Opublikowano: Czwartek, 25 grudnia 2014

      Prezes PiS w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl nie wykluczył zawarcia koalicji z partią Janusza Korwin-Mikke - Kongresem Nowej Prawicy. Wcześniej rzecznik PiS określił KNP mianem partii "prorosyjskiej".

      "Tutaj sprawa wygląda inaczej, nie zamykam tej furtki. Pytanie pozostaje jednak zawieszone i mocno wątpliwe, bo nie wiem, jak wygląda powszechne nastawienie w tej partii, której działacze krzyczą na wiecach „PiS, PO – jedno zło” - odpowiedział Kaczyński na pytanie dziennikarza portalu wPolityce.pl, czy możliwe są wspólne rządy Prawa i Sprawiedliwości i Kongresu Nowej Prawicy, której prezesem jest Janusz Korwin-Mikke.

      Wcześniej rzecznik Prawa i Sprawiedliwości poseł Marcin Mastalerek określił Kongres Nowej Prawicy mianem "prorosyjskiej partii". "Słyszałem plotki o negocjacjach Adama Hofmana i kolegów z Kongresu Nowej Prawicy. Ale nie sądzę, by chciał wstąpić do prorosyjskiej partii" - mówił Mastalerek.

      wPolityce.pl / se.pl / Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz%2Fjaroslaw-kaczynski-nie-wyklucza-koalicji-z-prorosyjska-partia#
    • liberum_veto Posłowie PiS z wizytą u nazistów z batalionu Ajdar 09.01.15, 13:51
      Posłowie PiS z wizytą w batalionie Ajdar 2014-12-28

      Artykuł Bohdana Piętki. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2014 roku w IV Rzeczypospolitej narodziła się nowa świecka tradycja. 23 grudnia portal kresy.pl zamieścił informację, że posłanka Prawa i Sprawiedliwości Małgorzata Maria Gosiewska udała się w odwiedziny do ukraińskiego batalionu ochotniczego „Ajdar”. Informację tę potwierdziła tego samego dnia TV Republika, powołując się na korespondenta Radia Wnet, Pawła Bobołowicza. W swojej korespondencji podał on m.in., że „posłanka Prawa i Sprawiedliwości Małgorzata Gosiewska przyjechała na pierwszą linię frontu, żeby wesprzeć członków batalionu Ajdar, walczących w Donbasie przeciwko separatystom z Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej” (telewizjarepublika.pl, 23.12.2014).

      Potwierdza to zresztą zdjęcie zamieszczone pod korespondencją Bobołowicza, na którym pani poseł pozuje razem z brodatym osobnikiem ubranym w polowy mundur i uzbrojonym w kałasznikowa. Rozszerzoną korespondencję Bobołowicza zamieścił 24 grudnia portal niezależna.pl. Dowiadujemy się z niej, że posłance Gosiewskiej towarzyszył poseł PiS Piotr Pyzik i że oboje odwiedzili koszary „Ajdaru” w Starobielsku. Można to zobaczyć na załączonym zdjęciu, na którym uśmiechnięta posłanka i nieco zakłopotany poseł pozują w koszarowej stołówce w objęciach bardzo uradowanego i nie ogolonego osobnika ubranego w moro. Informację o swojej wizycie m.in. w Artiomowsku – mieście, „które doświadczyło władzy putinowskich terrorystów” – zamieściła też na swoim profilu na facebooku sama posłanka Gosiewska. „Noc spędzoną pod ostrzałem z haubic – pisze na facebooku pani poseł – zapamiętam na zawsze. Ale przede wszystkim zapamiętam tych wspaniałych, dzielnych chłopców walczących o wolną Ukrainę”. Wpisy użytkowników facebooka i portalu niezależna.pl są przepełnione jeszcze większą egzaltacją dla pani poseł i „dzielnych ukraińskich chłopców”, za których – jak napisała jedna pani – „u nas w domu trzyma się kciuki i wspiera jak tylko możemy”.

      Wizyta posłów PiS w formacji złożonej z członków Prawego Sektora, która zajmuje się pacyfikacją Donbasu i prawdopodobnie ma na swoim koncie zbrodnie wojenne, otwiera nowy rozdział w „polityce jagiellońskiej”, którą zainicjował twórca IV Rzeczypospolitej Lech Kaczyński. Otwiera też – jak się wydaje – nową świecką tradycję, bo dotychczas posłowie Sejmu RP nie składali wizyt w czymś, co polski kodeks karny definiuje jako „zorganizowana grupa przestępcza o charakterze zbrojnym”.

      Józef Stalin twierdził, że w miarę postępów budowy socjalizmu zaostrza się walka klasowa. Nieco podobną prawidłowość można zaobserwować na Ukrainie, gdzie w miarą postępów budowy „europejskiej demokracji” coraz większym sentymentem cieszy się Ukraińska Powstańcza Armia i ogólnie wszystko co ma związek z postacią Stepana Bandery. Jednym z przejawów tego sentymentu jest chociażby otwarta niedawno we Lwowie restauracja „Kryjówka”, która od razu zyskała liczną klientelę. „Wystrój położonego przy Rynku we Lwowie lokalu – czytamy na portalu Wirtualna Polonia – odwołuje się do tradycji UPA.

      Klienci mogą przebrać się za ukraińskich partyzantów. (…wink Zabawy z bronią w “Kryjówce” uchodzą na sucho. Klienci lokalu chętnie łapią za broń. Na ścianach restauracji wiszą plakaty upamiętniające partyzantów, karabiny i granaty. Kierownictwo restauracji podkreśla, że „Kryjówka” upamiętnia wysiłek ukraińskich partyzantów z UPA w walce z niemieckim najeźdźcą.

      O walkach z Polakami menedżerowie lokalu nie wspominają” (wirtualnapolonia.com, 20.12.2014). Co prawda „partyzanci” UPA z żadnym niemieckim najeźdźcą nigdy nie walczyli, ale fakty historyczne dla ich pogrobowców nie mają znaczenia. Gdyby miały znaczenie, to w „Kryjówce” oprócz karabinów i granatów powinny też wisieć noże, widły i siekiery. To była broń o wiele chętniej używana przez „partyzantów” UPA niż karabiny, szczególnie w czasie tzw. „akcji antypolskiej”, jak to eufemistycznie określa prof. Grzegorz Motyka.

      Ten niemal już powszechny sentyment do UPA, który ogarnia Ukrainę w miarę postępów budowy demokracji dotarł również nad Wisłę, gdzie dotychczas był obecny tylko w szeregach Związku Ukraińców w Polsce. Dla nikogo chyba nie jest tajemnicą, że od roku zarówno III jak i IV Rzeczpospolita cierpi na ukraińską biegunkę. Dotychczas jednakże przedstawiano to jako wspieranie „europejskich aspiracji” Ukrainy, „demokracji” itp. Oskarżenia o popieranie noeobanderowców były stanowczo odrzucane, nawet wbrew faktom (np. Jarosław Kaczyński wykrzykujący w Kijowie banderowskie pozdrowienie „Sława Ukrainie”wink. Świąteczna wizyta posłanki Gosiewskiej i posła Pyzika w batalionie „Ajdar” ten stan rzeczy jednakże diametralnie zmienia. Gdyby parlamentarzyści PiS odwiedzili centralę Frontu Ludowego premiera Jaceniuka albo Bloku Poroszenki, to można by jeszcze mówić o wspieraniu jakichś „europejskich aspiracji” Ukrainy. Ale oboje udali się z wizytą do formacji zbrojnej, której nie odwiedziłby żaden szanujący się polityk zachodnioeuropejski.

      Ta formacja zbrojna nawiązuje wprost właśnie do tradycji UPA i składa się głównie z członków Prawego Sektora oraz innych organizacji ultranacjonalistycznych czy wręcz nazistowskich, wchodzących wcześniej w skład tzw. „samoobrony majdanu”. „Ajdar” jako jedyny z tzw. batalionów ochotniczych, pacyfikujących wschód Ukrainy, nie podlega Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, tylko Ministerstwu Obrony Narodowej. Na początku września Amnesty International wezwała władze w Kijowie do „powstrzymania zbrodni wojennych popełnianych przez ochotniczy batalion Ajdar i rozliczenia winnych”. AI opublikowała też dokument, w którym przedstawiła dowody na „porwania, bezprawne przetrzymywanie, znęcanie się, kradzieże, szantaże i możliwe przeprowadzanie egzekucji”.

      Dowody te przekazał premierowi Jaceniukowi 8 września dyrektor generalny AI Salil Shetty. „Niektóre z tych działań mogą być zbrodniami wojennymi” – napisała w swoim komunikacie AI (wp.pl, 10.09.2014, kresy.pl, 10.09.2014). O zbrodniach popełnionych przez batalion „Ajdar” w Donbasie informował też ukraiński portal Obozrevatel.com, powołując się na byłego członka batalionu Jurija Hukowa. Potwierdził on, że „Ajdar” dopuszczał się tortur i rozstrzeliwań, w tym cywilów (kresy.pl, 20.08.2014). Podobnie jak i inne ukraińskie bataliony ochotnicze, „Ajdar” nawiązuje do symboliki odległej od „europejskich wartości”. Na emblemacie tej formacji znajduje się dewiza „Z nami Boh”, co jest czytelnym nawiązaniem do napisu „Gott mit uns” na klamrach pasów w siłach zbrojnych III Rzeszy.

      Wizyta posłanki Małgorzaty Gosiewskiej i posła Piotra Pyzika w batalionie „Ajdar” – nawet jeżeli była „prywatna” – pokazuje dobitnie jakich partnerów szuka na Ukrainie Prawo i Sprawiedliwość do prowadzenia „polityki jagiellońskiej”. Na drodze do konfrontacji z Rosją każdy sojusznik okazuje się dla PiS dobry, w tym także, a może przede wszystkim banderowcy. Odtąd zwolennicy tej partii, mieniącej się najbardziej patriotyczną, nie mogą zaprzeczać, że jest to partia o sympatiach PROBANDEROWSKICH. Potwierdzają to zresztą ich wypowiedzi na portalu niezależna.pl i facebookowym profilu posłanki Gosiewskiej, których cytowania sobie oszczędzę. Do tego doprowadziła PiS już nawet nie ideologiczna rusofobia, ale rusofobiczne zaślepienie. A do czego jeszcze doprowadzi, strach pomyśleć.

      Bohdan Piętka

      Oświęcim, 24 grudnia 2014 r.
      <a href="
    • liberum_veto Posłanka PiS odwiedziła batalion OUN 11.01.15, 17:01
      Posłanka PiS odwiedziła batalion OUN
      Opublikowano: Sobota, 10 stycznia 2015

      Posłanka na Sejm RP Małgorzata Gosiewska z PiS odwiedziła batalion OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) walczący w Donbasie. Wedle relacji obecnej tam dziennikarki "wszyscy są pod ogromnym wrażeniem wizyty" parlamentarzystki Prawa i Sprawiedliwości.

      O wrażeniach członków batalionu OUN napisała Monika Andruszewska - dziennikarka z Forum Żydów Polskich, która relacjonowała wydarzenia na Ukrainie dla Radia Wnet.

      "Wszyscy w Batalionie OUN są pod ogromnym wrażeniem wizyty jaką odbyła tu wcześniej Małgorzata Maria Gosiewska. Żołnierz o pseudonimie Szaman pokazał mi krzyżyk, który od niej dostał. Na fotografii wisi obok różańca z Majdanu. Wspaniała robota dla stosunków polsko-ukraińskich" - czytamy w relacji.

      Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów powstała w roku 1929 w Wiedniu. Zajmowała się działalnością terrorystyczną na terytorium Państwa Polskiego. Z jej rąk zginął m.in. minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki. Odpowiada też za śmierć dyrektora ukraińskiego gimnazjum we Lwowie, Iwana Babija.

      Zbrojne ramię OUN-B (Bandery) - Ukraińska Powstańcza Armia - odpowiada za ludobójstwo ponad 100 tysięcy Polaków na Kresach Wschodnich w czasie drugiej wojny światowej.

      Facebook.com / Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/poslanka-pis-odwiedzila-batalion-oun
    • liberum_veto PiS ciągnie do wojny.Duda wysyła wojska na Ukrainę 22.01.15, 20:22
      Kopacz: Duda proponował wysłanie wojsk na Ukrainę. "PiS zawsze ciągnęło do wojny"
      Rzeczpospolita 22-01-2015

      Premier Ewa Kopacz powiedziała w czwartek, że słyszała od kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy, że Polska powinna wysłać żołnierzy na Ukrainę. "PiS zawsze ciągnęło do wojny" - oceniła. PiS zapowiada pozew przeciwko premier.

      Kopacz w związku z wypowiedzią b. opozycjonisty Zbigniewa Bujaka, który zadeklarował, że byłby za tym, aby posłać polskich żołnierzy na Ukrainę, została zapytana przez dziennikarzy, czy rozważa taką możliwość.

      "Ja też słyszałem od kandydata PiS na prezydenta, który powiedział, że powinniśmy wysłać żołnierzy na Ukrainę. I to jest przerażające, bo jeśli priorytetem w programie wyborczym przyszłego prezydenta jest taka deklaracja, to ja mogę odpowiedzieć tylko jedno: PiS zawsze ciągnęło do wojny, a Platforma chciała pokoju" - odpowiedziała szefowa rządu.

      Rzecznik PiS Marcin Mastalerek zapowiedział pozew przeciwko premier. "Dziś usłyszeliśmy z ust pani premier Kopacz ordynarne kłamstwo w sprawie słów Andrzeja Dudy. Są one manipulacją ze strony pani premier Kopacz (...) Pozywamy panią premier Kopacz za słowa o Andrzeju Dudzie, słowa, które nigdy nie padły" - powiedział rzecznik PiS. Dodał, że pozew będzie gotowy w najbliższych dniach.

      W środę w RMF FM Bujak zadeklarował, że byłby za tym, aby posłać polskich żołnierzy na Ukrainę. Dzień później Duda, pytany o tę wypowiedź, odpowiedział: "Jesteśmy członkiem NATO i uważam, że powinniśmy to respektować, jeżeli to zostanie uzgodnione w obrębie NATO i jakieś siły NATO zostaną wysłane...". Dopytywany o osobistą opinię, Duda odparł: "Pamiętajmy o tym, że jeżeli już, to Polska mogłaby udzielić wsparcia, należałoby to rozważyć, to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się nad nią dobrze zastanowić".
      www.rp.pl/artykul/10,1173764-Kopacz--Duda-proponowal-wyslanie-wojsk-na-Ukraine---PiS-zawsze-ciagnelo-do-wojny-.html
    • liberum_veto ZUwP chwali Kaczyńskiego za występ na Majdanie 22.03.15, 21:01
      Publicysta "Gazety Wyborczej" i członek władz Związku Ukraińców w Polsce chwali Jarosława Kaczyńskiego za występ na kijowskim Majdanie
      Opublikowano: Sobota, 21 marca 2015

      Mirosław Czech, publicysta "Gazety Wyborczej" i członek Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce, z aprobatą wyraził się o udziale prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w pochodzie podczas demonstracji na kijowskim Majdanie.

      Czech napisał w swoim tekście w piątkowym numerze "Gazety Wyborczej" pt. "Marzenie w rocznicę Smoleńska", iż w 2013 roku Rosja usiłowała skłócić Polaków i Ukraińców w 70. rocznicę - jak określa ludobójstwo członek władz Związku Ukraińców w Polsce - "tragedii wołyńskiej":

      W 2013 r. Rosja dolewała oliwy do ognia, by w 70. rocznicę tragedii wołyńskiej skłócić "na amen" Polaków i Ukraińców. Chciała pokazać, że "faszystowscy i banderowscy" Ukraińcy powinni być trzymani jak najdalej od Europy. Komorowski walnie dopomógł Kościołom katolickim z Polski i Ukrainy w ogłoszeniu historycznej deklaracji o wzajemnym przebaczeniu i pojednaniu. Tusk i Sikorski zapobiegli podjęciu uchwały o ukraińskim ludobójstwie, o co do polskich posłów apelowała rosyjska V kolumna w parlamencie ukraińskim - pisze Mirosław Czech. Publicysta "Gazety Wyborczej" scharakteryzował także ówczesną postawę Jarosława Kaczyńskiego:

      Jarosław Kaczyński był przeciwnego zdania: "Polacy, którzy ginęli z rąk Ukraińców, byli ofiarami ludobójstwa, tak jak Żydzi, którzy ginęli z rąk Niemców. (...) Tylko dzięki rozliczeniu tej dramatycznej części historii Polski i Ukrainy będziemy w stanie w przyszłości zbudować bardzo dobre relacje" - przypominał słowa prezesa Prawa i Sprawiedliwości z 2013 roku Mirosław Czech. W dalszej części felietonu członek Zarządu Głównego ZUwP chwali jednak Kaczyńskiego za "zreflektowanie się" i udział w jednym z pochodów na kijowskim Majdanie:

      Pół roku później jednak się zreflektował i szedł na czele pochodu na kijowskim Majdanie - czytamy w tekście Mirosława Czecha.

      Podczas swojego publicznego wystąpienia na kijowskim Majdanie Jarosław Kaczyński wymienił z tłumem banderowskie pozdrowienie "Sława Ukrainie - herojam sława".
      youtu.be/uO0y8rhGavk
      Informacja o członkostwie Mirosława Czecha w Radzie Głównej Związku Ukraińców w Polsce znajduje się na stronie organizacji.

      "Gazeta Wyborcza", nr 66 (8399) / zup.ukraina.com.pl / Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/publicysta-gazety-wyborczej-i-czlonek-wladz-zwiazku-ukraincow-w-polsce-chwali-jaroslawa-kaczynskiego-za-wystep-na-kijowskim-majdanie
    • liberum_veto Korwin-Mikke: PiS to partia rosyjska 19.04.15, 05:31
      Korwin-Mikke: PiS to partia rosyjska
      Opublikowano: Wtorek, 14 kwietnia 2015

      W rozmowie z Mariuszem Staniszewskim z tygodnika „Do Rzeczy” lider partii KORWiN nazwał Prawo i Sprawiedliwość partią rosyjską, zaś prezydenta Rosji – absolutnie przewidywalnym politykiem.

      „Po­li­tyk musi za­wsze kal­ku­lo­wać na chłod­no – nie może wy­po­wia­dać wojny temu, kto mu się nie podo­ba i za­wie­rać so­ju­szów z tym, kto mu się po­do­ba. Dla­te­go dla mnie PiS jest par­tią ro­syj­ską – dzie­li świat na tych, któ­rych kocha, i na tych, któ­rych nie kocha” – stwierdził Ja­nusz Kor­win-Mik­ke.

      Jego zdaniem prezydent Rosji Władimir Putin jest „politykiem absolutnie przewidywalnym”, który jednak „znajduje się pod ogromnym naciskiem sił narodowych”. Przypomniał też o istnieniu dużej mniejszości rosyjskiej na na Łotwie i w Estonii, co według niego „może tylko zwiększyć presję wywieraną na pana Putina”. Korwin-Mikke uważa przy tym, że doskonale rozumie posunięcia rosyjskiego prezydenta i na jego miejscu robiłby to samo. „crying…wink gdybym ja był prezydentem Polski, to przynajmniej niektórzy by się naszego kraju bali” – dodał kandydat na prezydenta.

      Lider partii KORWiN stwierdził także, że nie widzi możliwości współpracy z Donaldem Tuskiem, którego uważa za zdrajcę idei liberalnych i socjaldemokratę. „Wolę już rozmawiać z Putinem niż z Tuskiem. (…wink Rosyjski prezydent przynajmniej nie jest socjalistą” – powiedział. Potwierdził również, że jego pierwszą decyzją po wybraniu na urząd prezydenta byłoby przywrócenie kary śmierci.

      „Do Rzeczy” / onet.pl / Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/korwin-mikke-pis-to-partia-rosyjska
    • liberum_veto Polityk PiS: Musimy popierać UA ze względu na Woły 29.04.15, 06:51
      Polityk PiS: Musimy popierać Ukrainę ze względu na Wołyń
      Opublikowano: Wtorek, 14 kwietnia 2015

      Musimy popierać Ukrainę pomimo Wołynia, a może nawet ze względu na Wołyń - napisał na swoim blogu Janusz Wojciechowski, poseł do Parlamentu Europejskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.
      www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/polityk-pis-musimy-popierac-ukraine-ze-wzgledu-na-wolyn
      "Ludobójstwo UPA potępiamy, wolną Ukrainę popieramy! … bo jeśli jutro zniknie wolna Ukraina, pojutrze zniknie wolna Polska, a wtedy i Katyń i Wołyń znów będą możliwe…" - pisze polityk na swoim blogu. Według Janusza Wociechowskiego rzeź wołyńska była możliwa, ponieważ nie istniało niepodległe państwo polskie ani niepodległe państwo ukraińskie:

      "Rzeź wołyńska była możliwa tylko wtedy, gdy nie było ani wolnej Polski, ani wolnej Ukrainy. Najpierw wrogowie – Niemcy i Rosja – rozbili państwo polskie i dopiero wtedy mógł być i Katyń i Wołyń. Była okupacja, najpierw rosyjska, potem niemiecka, potem znów rosyjska – wtedy to wszystko się działo. Inaczej dziać się nie mogło" - czytamy. Poseł do Parlamentu Europejskiego wyjaśnił też, dlaczego należy według niego popierać Ukrainę:

      "Dziś Ukraina, jutro państwa bałtyckie, pojutrze Polska… jesteśmy o etap dalej w spełnianiu się przepowiedni Lecha Kaczyńskiego. Jeśli zniknie wolna Ukraina, wcześniej czy później (raczej wcześniej), zaatakowana zostanie też Polska. Rosyjska ekspansja nie zatrzyma się na Bugu, bo nigdy się tam nie zatrzymywała. Zawsze zawsze szła dalej. Więc musimy popierać wolną Ukrainę, oby trwała jak najdłużej. Musimy popierać Ukrainę pomimo Wołynia, a może nawet ze względu na Wołyń" - zaznacza Janusz Wojciechowski. Jak dodaje polityk, wolna Ukraina nam nie zagraża, nawet jeśli gdzieś tam stawia pomniki Bandery.

      CZYTAJ CAŁY WPIS
      januszwojciechowski.salon24.pl/641555,ludobojstwa-upa-potepiamy-wolna-ukraine-popieramy
      Janusz Wojciechowski/Salon24.pl / Kresy.pl
    • liberum_veto Czy PiS uważa Polaków za idiotów? 07.05.15, 22:04
      Czy PiS uważa Polaków za idiotów?
      Opublikowano: Czwartek, 16 kwietnia 2015

      W starożytnej Grecji ‘idiotą’ nazywano człowieka, który nie interesował się polityką. Był nim ten, kto nie angażował się w sprawy publiczne i nie troszczył się o dobro wspólne. Po ostatnim wpisie na blogu Janusza Wojciechowskiego z PiS można odnieść wrażenie, że ten prominentny polityk w kwestii ukraińskiej proponuje Polakom bycie idiotami właśnie.
      www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/czy-pis-uwaza-polakow-za-idiotow
      Warto zacząć jednak od kwestii, która we wpisie posła Wojciechowskiego rzuca się w oczy najmniej – choć zupełnie niesłusznie. Przyjrzyjmy się poniższemu fragmentowi:

      "Bo dopiero wtedy, gdy nie będzie wolnej Ukrainy i wolnej Polski, zarówno Katyń, jak i Wołyń, staną się znowu możliwe. A nawet prawie pewne."

      Jest to chyba najbardziej śmiała teza, jaką w stosunku do ukraińskiego nacjonalizmu postawił jakikolwiek polski polityk czy publicysta. Zaznaczmy to wyraźnie – europoseł Prawa i Sprawiedliwości napisał, że możliwe jest powtórzenie się ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Teza ta, choć mocno dyskusyjna (hasło „Lachy za San” Ukraińcy – banderowcy i komuniści – praktycznie już zrealizowali), skłania jednak polityka do wniosku, że należy „popierać wolną Ukrainę”.

      Okazuje się, że można kreować się na poważnego polityka i nie zauważać, iż wspomniana „wolna Ukraina” uznała sprawców ludobójstwa, którego powtórzenie jest przecież według Wojciechowskiego możliwe, za walczących o niepodległość kraju. A więc ci, którzy walczyli o Debalcewo czy Iłowajsk w Donbasie, są kontynuatorami i spadkobiercami tej samej sprawy, o którą walczyła m.in. Ukraińska Powstańcza Armia. Doprawdy, nie wiadomo, czy Wojciechowski nie wie czy też tylko udaje, że nie wie, iż „wolna Ukraina” i tradycja UPA zostały uznane przez parlament post-majdanowej („demokratycznej, europejskiej…” itd.) Ukrainy za coś, czego nie da się rozłączyć i czego nawet nie wolno robić pod groźbą odpowiedzialności prawnej.

      W dalszej części nie najmądrzejszego wywodu europosła PiS pojawiają się sprzeczne ze sobą wnioski, które uprawdopodabniają hipotezę, że polityk ten niezbyt wysoko ceni inteligencję Polaków albo przynajmniej swoich wyborców. W tym samym akapicie pisze on, że „rzeź wołyńska była możliwa tylko wtedy, gdy nie było ani wolnej Polski, ani wolnej Ukrainy” oraz że Katyń i Wołyń były możliwe, gdy „wrogowie […] rozbili państwo polskie”. Na dobrą sprawę nie wiadomo, czy rzeź wołyńska była możliwa dlatego, że nie było wolnej Ukrainy i Polski czy też „tylko” dlatego, że nie było wolnej Polski. Jeżeli brak wolnej Ukrainy miał być przyczyną ludobójstwa wołyńsko-galicyjskiego, to trzeba głośno postawić pytanie: czyją właściwie perspektywę prezentuje europoseł z Polski?

      Doskonale wiemy bowiem, że nacjonaliści ukraińscy byli w stanie zorganizować rzeź Polaków w warunkach upadku państwa polskiego i chaosu wojennego. Przed wojną, gdy istniała państwowość polska – w tym na ziemiach, gdzie doszło w latach 1943-47 do ludobójstwa – byli oni w stanie dokonywać co najwyżej aktów terroru i sabotażu, co Rzeczpospolita zwalczała m.in. poprzez pacyfikację Galicji Wschodniej, uznanej za uzasadnioną nawet przez uchwałę Ligi Narodów. Interesujące, jak poseł wyobraża sobie stosowanie adekwatnych metod przez II RP w zwalczaniu problemu ukraińskiego terroryzmu, jeśli obok istniałaby „wolna Ukraina”, która na pewno wysuwałaby pretensje terytorialne do polskich Kresów, gdzie zmagaliśmy się przez całe międzywojnie z problemem możliwej irredenty ukraińskiej.

      Druga możliwość jest taka, że Wojciechowski obstaje jednak przy swojej drugiej z dwóch sprzecznych ze sobą tez, a więc że ludobójstwo na Kresach było możliwe wyłącznie w wyniku upadku państwa polskiego. Co więc ma tutaj do rzeczy „wolna Ukraina”, która przed wojną nie istniała i mimo tego do rzezi dziwnym trafem udało się wtedy nie dopuścić? Wiemy dziś, że „wolna Ukraina” w 24. roku swojego istnienia uznała sprawców ludobójstwa z UPA za bohaterów walk o niepodległość. Tę samą UPA, która z wyrachowaniem wykorzystała sytuację upadku Polski w wyniku ataku Niemiec i Związku Sowieckiego, by z zimną krwią dokonać okrutnego ludobójstwa.

      Jeśli zaś Wojciechowski chciał w ten sposób – zrzucając winę na atak Sowietów i Niemców – usprawiedliwić w jakiś sposób UPA, to wybitnie mu to nie wyszło. To, że ukraińscy nacjonaliści wykorzystali sytuację zniszczenia Polski w celu przyłączenia się do polityki eksterminacji Polaków, świadczy o nich jeszcze gorzej, niż usiłuje to przedstawić polityk PiS.

      Wolna Ukraina nam nie zagraża. Nie napadnie nas, nie przekroczy naszych granic, bo nawet gdyby ktoś tam tego chciał, to nie znajdzie dość siły – czytamy na blogu posła. Konfrontując to z początkowo przywołaną tezą, że Wołyń znowu może się powtórzyć, musimy dojść do nieuchronnego wniosku, że Wojciechowski sugeruje, jakoby do dokonania ludobójstwa na Polakach Ukraińcy byli zdolni w mniejszym stopniu wtedy, gdy posiadają własne państwo niż wtedy, gdyby go nie posiadali. A przecież to właśnie dysponowanie własnym państwem może czynić masowe mordy – jakkolwiek to zabrzmi – efektywniejszymi. Jeśli więc do ludobójstwa – jak twierdzi Wojciechowski - może dojść ponownie, to prędzej wtedy, gdy można je zrealizować w ramach eksterminacyjnej polityki państwowej. Wołyń m.in. właśnie dlatego był tak okrutny, że metody mordu na skalę „przemysłową” (komory gazowe itp.) zastąpiły „odwiedziny” każdej polskiej chaty i mordowanie jej mieszkańców narzędziami takimi jak piły czy siekiery.

      Wojciechowski w niezauważalny i niezamierzony sposób złamał też pewne tabu panujące w jego środowisku politycznym. Dlaczego europoseł PiS wyklucza możliwość zagrożenia Polski przez „wolną Ukrainę”? Dlatego, że w razie agresywnych zamiarów „nie znajdzie dość siły”. Polityk PiS wykazał więc, że słaba Ukraina jest tym, co nas ubezpiecza przed ewentualnym zagrożeniem z jej strony – a przecież sam Wojciechowski dopuścił myśl, że możliwe jest powtórzenie się tragedii podobnej do Wołynia.

      Dochodzi tutaj do kolejnego paradoksu wywodu Wojciechowskiego – według niego Ukraina nie może nam zagrozić, gdyż jest za słaba, jednak największe ewentualne niebezpieczeństwo z jej strony, czyli powtórne ludobójstwo, może nastąpić w warunkach upadku państwa ukraińskiego, a więc czegoś więcej niż słabości.

      Wróćmy jeszcze na chwilę do fragmentu:

      Bo dopiero wtedy, gdy nie będzie wolnej Ukrainy i wolnej Polski, zarówno Katyń, jak i Wołyń, staną się znowu możliwe. A nawet prawie pewne – czytamy. Wiemy z doświadczenia historycznego, iż ludobójstwo nie było możliwe mimo tego, że w okresie międzywojennym istniała wolna Polska, ale nie istniała wolna Ukraina (inna sprawa, że nie chcieli o nią walczyć sami Ukraińcy naddnieprzańscy). Odwróćmy więc sytuację – czy byłoby ono możliwe, gdyby istniała wolna Ukraina, a nie istniała wolna Polska?

      A może ci, którzy mieli ludobójcze zamiary, jakimś dziwnym trafem uznaliby za „niestosowne” dokonywanie ludobójstwa na Polakach, jeśli nie istniałoby państwo polskie, a istniałoby ukraińskie? Może byli na tyle „honorowi”, że postanowili sobie, iż mordować można tylko wtedy, gdy jest „remis” – ani wolnej Polski, ani wolnej Ukrainy?

      Pozostawmy te absurdalne rozważania na boku i odwołajmy się do innego niż Wołyń doświadczenia historycznego, a więc do sytuacji, gdy istniało państwo ukraińskie, a nie istniało państwo polskie (przynajmniej na interesujących nas terytoriach). W dostępnych w internecie bibliotekach cyfrowych można znaleźć wi
    • liberum_veto PiS domagał się potępienia Zbrodni Wołyńskiej 26.06.15, 23:48
      PiS domagał się potępienia Zbrodni Wołyńskiej przez Ukraińców?
      Opublikowano: Poniedziałek, 22 czerwca 2015

      Parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości mieli zbojkotować posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego RP i Ukrainy, domagając się od Ukraińców potępienia i przeprosin za Rzeź Wołyńską - wynika z relacji posła Marcina Święcickiego z PO.

      Dziś w Sejmie odbyła się sesja Zgromadzenia Parlamentarnego RP i Ukrainy zbojkotowana przez PiS. W skład Zgromadzenia wchodzi 20 deputowanych Rady Najwyższej oraz 16 posłów i 4 senatorów z Polski. Była to największa delegacja ukraińska kiedykolwiek goszcząca w polskim parlamencie i pierwsza z deputowanymi wybranymi już po Rewolucji Godności. Parlamentarzyści PiS żądali od strony ukraińskiej potępienia Zbrodni Wołyńskiej i przeproszenia za nią. Bez spełnienia tego warunku nie chcieli z Ukraińcami o niczym rozmawiać. Tak więc bez obrażonych PiSowców odbyliśmy 4-godzinną debatę oraz przyjęliśmy jednogłośnie wspólną deklarację popierającą reformy ukraińskie, potępiającą rosyjską agresję, wzywającą do pełnej realizacji porozumień mińskich, uwolnienia Nadii Sawczenko, reagowania na rosyjską propagandę, przyspieszenia prac nad ruchem bezwizowym, wymianą młodzieży itd. - wynika z relacji Święcickiego.

      Parlamentarzysta Platformy Obywatelskiej opisał również, jak strona polska i ukraińska zamierzają rozwiązać problemy wynikające z odmiennej interpretacji historii:

      W sprawach trudnych we wspólnej deklaracji wzywa się do otwartego dialogu i swobody naukowych badań historycznych oraz „udoskonalenia ustawy o statusie prawnym bojowników o wolność Ukrainy” i do pojednania opartego na prawdzie historycznej. Zgromadzenie Parlamentarne powoła wspólny zespół do opracowania deklaracji dotyczącej spraw historycznych, w tym najbardziej bolesnych w historii obu narodów. Wspólny komunikat zapowiada, że chodzi o m.in. o „Zbrodnię Wołyńską i mordy dokonywane na ludności ukraińskiej, potępienie zbrodni przeciwko ludzkości”. Powołano się na przemówienie prezydenta Petra Poroszenki przed Zgromadzeniem Narodowym RP oraz prezydenta Bronisława Komorowskiego przed Radą Najwyższą Ukrainy. Komunikat stwierdza: „Naczelną powinnością współczesnych pokoleń jest oddanie czci ofiarom. Wszystkim ofiarom” - zakomunikował Święcicki na Facebooku.

      Rzeź Wołyńska to zbiorcze określenie mordów dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię na ludności polskiej i innych narodowościach zamieszkujących Kresy Wschodnie w latach II wojny światowej i tuż po niej. Obejmowała ona nie tylko Wołyń, ale także województwa południowo-wschodnie oraz wschodnie tereny tzw. "Polski Ludowej" po II wojnie światowej. Łącznie ofiarami ukraińskich nacjonalistów padło ponad 100 tys. osób, przede wszystkim Polaków.

      Facebook.com / Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/pis-domagal-sie-potepienia-zbrodni-wolynskiej-przez-ukraincow-
    • liberum_veto Koniec polityki rozmiękczania Zbrodni Wołyńskiej 09.07.15, 20:38
      Politycy PiS potwierdzają: polityka rozmiękczania tematu Zbrodni Wołyńskiej się kończy
      Opublikowano: Wtorek, 23 czerwca 2015

      Parlamentarzyści PiS opuścili wczoraj obrady Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i Ukrainy w proteście przeciwko zapisom ws. Zbrodni Wołyńskiej, proponowanym przez Ukraińców. „Dla nas to sprawa priorytetowa. Polityka unikania i rozmiękczania tematu Zbrodni Wołyńskiej się kończy” – mówi poseł PiS Jan Dziedziczak.

      Wczoraj poseł PO Marcin Święcicki poinformował, że w Sejmie odbyła się sesja Zgromadzenia Parlamentarnego RP i Ukrainy. Jak stwierdził: „zbojkotowana przez PiS”. Zdaniem posła PO parlamentarzyści PiS zażądali od strony ukraińskiej potępienia Zbrodni Wołyńskiej i przeproszenia za nią. „Bez spełnienia tego warunku nie chcieli z Ukraińcami o niczym rozmawiać” – relacjonował.

      W rozmowie z portalem Kresy.pl poseł PiS Jan Dziedziczak potwierdził, że w trakcie posiedzenia negocjowana była uchwała dotycząca historii. Strona ukraińska nie chciała zgodzić się na zamieszczenie w niej zapisów zdecydowanie potępiających Zbrodnię Wołyńską. W reakcji na to parlamentarzyści PiS opuścili obrady.

      „Pokazaliśmy zdecydowanie, że jest to sprawa priorytetowa. Dla nas, w kontekście przyszłych rządów, niewyobrażalna jest taka sytuacja, że o Zbrodni Wołyńskiej nie będziemy mówić” – powiedział nam poseł Dziedziczak.

      Marcin Święcicki napisał, że po trwającej cztery godziny debacie przyjęto jednogłośnie „wspólną deklarację popierającą reformy ukraińskie, potępiającą rosyjską agresję, wzywającą do pełnej realizacji porozumień mińskich, uwolnienia Nadii Sawczenko, reagowania na rosyjską propagandę, przyspieszenia prac nad ruchem bezwizowym, wymianą młodzieży”.

      Jego relacja dotycząca poruszania – jak to określił - „spraw trudnych” we wspólnej deklaracji wskazuje, że wzywa ona m.in. do otwartego dialogu i swobody naukowych badań historycznych, „udoskonalenia ustawy o statusie prawnym bojowników o wolność Ukrainy” oraz „pojednania opartego na prawdzie historycznej”. Do opracowania wspólnej deklaracji ws. historycznych ma zostać powołany specjalny zespół. W komunikacie zapowiedziano, że dotyczy to m.in. „Zbrodni Wołyńskiej i mordów dokonywanych na ludności ukraińskiej, potępienia zbrodni przeciwko ludzkości”. Powołano się przy tym na przemówienie prezydentów Petra Poroszenko oraz prezydenta Bronisława Komorowskiego.

      „Zbrodnia Wołyńska była tak przerażającym ludobójstwem, że nie można jej wkomponowywać w jakieś inne wydarzenia. Nasza delegacja nie zgodziła się na to i dlatego opuściła obrady” – tłumaczył poseł PiS. „Nie zgadzamy się na taką retorykę, na takie ustalenia, taką notatkę. I wyraźnie pokazaliśmy, że polityka unikania i rozmiękczania tematu Zbrodni Wołyńskiej się kończy. Nasze stanowisko w tej sprawie jest jednoznaczne” – podkreślił Jan Dziedziczak.

      Według posła PiS to, że członkowie pozostałych sił politycznych zdecydowali się na prowadzenie rozmów z Ukraińcami na ich warunkach jest przykre. „Posłowie PiS namawiali posłów innych partii, żeby tę sprawę postawiono twardo. Gdyby strona polska solidarnie sprzeciwiła się tego typu zapisom, ten efekt byłoby dużo łatwiej osiągnąć. Niestety, posłowie PO i innych ugrupowań nie sprzeciwili się temu. Taka forma jest dla strony ukraińskiej bardzo wygodna, a jest to szkodliwe dla Polski” – stwierdził.

      „W tej sprawie trzeba twardo stawiać nasze interesy. Jeśli ktoś robi to w sposób łagodny i niezdecydowany, to miejmy świadomość, że druga strona na pewno to wykorzysta. To jest podstawa w polityce zagranicznej” – zaznaczył Dziedziczak.

      W skład Zgromadzenia wchodzi 20 deputowanych Rady Najwyższej oraz 16 posłów i 4 senatorów z Polski. „Była to największa delegacja ukraińska kiedykolwiek goszcząca w polskim parlamencie i pierwsza z deputowanymi wybranymi już po Rewolucji Godności” – informował Święcicki.

      Rzeź Wołyńska to zbiorcze określenie mordów dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię na ludności polskiej i innych narodowościach zamieszkujących Kresy Wschodnie w latach II wojny światowej i tuż po niej. Obejmowała ona nie tylko Wołyń, ale także województwa południowo-wschodnie oraz wschodnie tereny tzw. "Polski Ludowej" po II wojnie światowej. Łącznie ofiarami ukraińskich nacjonalistów padło ponad 100 tys. osób, przede wszystkim Polaków.

      Facebook.com / Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz%2Fpolitycy-pis-potwierdzaja-polityka-rozmiekczania-tematu-zbrodni-wolynskiej-sie-konczy#
      • 99venus Re: Koniec polityki rozmiękczania Zbrodni Wołyńsk 24.10.15, 13:56
        oby tak było.ale wizyta Kaczyńskiego na Majdanie pokazała,że jego znajomość problemu kest zerowa.bez wiekszej nadziei poczekam.
    • liberum_veto PiS-owska dziennikarka jak Monika Olejnik 23.10.15, 23:13
      PiS-owska dziennikarka jak Monika Olejnik
      Opublikowano: Wtorek, 25 sierpnia 2015

      Określenie „PiS-owski” nie musi kojarzyć się negatywnie. Można – a niekiedy wręcz należy - nie zgadzać się z pewnymi punktami programu tej partii i je kwestionować. Samo skojarzenie z tym ugrupowaniem nie jest jednak niczym kompromitującym. Postacie takie jak Katarzyna Gójska-Hejke usilnie zabiegają o to, by ten stan rzeczy się zmienił.
      www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/pis-owska-dziennikarka-jak-monika-olejnik
      Niemal od początku rozmowy z Pawłem Kukizem było widać, że jej celem nie było zapoznanie się z poglądami polityka, lecz jego dyskredytacja i wytrącenie z równowagi. Poczynione przez Kukiza porównanie pisowskiej dziennikarki do znanej ze stronniczości i agresywnego stylu prowadzenia rozmowy Moniki Olejnik ze stacji TVN24 nie było nadużyciem. Monika Olejnik szorstko traktuje osoby sympatyzujące z PiS-em i członków tej partii, tymczasem per analogiam Katarzyna Gójska-Hejke stawia sobie za cel postawienie w jak najgorszym świetle krytyków wspomnianego ugrupowania – zupełnie tak, jakby usiłowała Monikę Olejnik przelicytować.

      Kukiz zapłacił za brak entuzjazmu dla agendy politycznej prezydenta Dudy w sprawie Ukrainy, którą zresztą odrzucił sam Petro Poroszenko, upokarzając tym samym polskiego przywódcę. Polityk i muzyk argumentował ponadto, że nie można Rosji „prowokować”. Reakcja Gójskiej-Hejke jest co najmniej zdumiewająca, bowiem w odpowiedzi na to stwierdzenie pada prowokacyjne pytanie, czy należy się wobec tego spodziewać rosyjskiej inwazji na Polskę, co rzekomo tenże miał sugerować. Pytanie było o tyle dziwne, że jeszcze przed chwilą oburzające były dla Gójskiej-Hejke kontakty Korwina-Mikke z Rosją w trakcie i po „inwazji” na Krym, będącej ponoć bezpośrednim zagrożeniem także dla nas. Pozytywnym jest fakt, że prowadząca wywiad zauważyła wreszcie, iż Krym został odebrany nie Polsce, a Ukrainie i to na terytorium tej ostatniej została przeprowadzona „inwazja”. Chyba że ta niekonsekwencja podyktowana była czystą złośliwością, o co, rzecz jasna, Gójskiej-Hejke nie należy absolutnie podejrzewać.

      Lider ruchu Kukiz’15 pogrążył się jednak jeszcze bardziej, gdy próbował rozmawiać z Gójską-Hejke niezrozumiałym dla niej językiem interesu narodowego. Polityk zwrócił uwagę na dość wymierne straty, jakie ponoszą polscy przedsiębiorcy i cała nasza gospodarka z powodu kontr-sankcji ze strony Rosji. A wszystko to – jak zauważyła wcześniej sama prowadząca – z powodu naruszenia integralności terytorialnej obcego państwa. Zupełnie tak, jakby Kukiz miał odpowiadać przed polskim wyborcą za to, by Krym znów był ukraiński.

      Gójskiej-Hejke nie przekonuje też argument, z którym powinna się teoretycznie zgodzić. Nie kto inny, jak właśnie Prawo i Sprawiedliwość nie bez racji przekonuje o fatalnej kondycji państwa polskiego. Dziwnym trafem III Rzeczpospolita staje się mocarstwem wtedy, gdy ma się zaangażować w konflikt ukraińsko-rosyjski. Do takiej konkluzji trzeba dojść, słuchając zarzutów Gójskiej-Hejke o „potulności” względem Federacji Rosyjskiej.

      Być może jednak dziennikarka prezentuje po prostu ukraiński, a nie polski punkt widzenia. Wszak według niej wojna toczy się „na naszej granicy”, opcjonalnie: „przy naszej granicy”. Polskie granice są oddalone od donbaskiego konfliktu o tysiące kilometrów, nie mamy więc powodu przypuszczać, by Gójska-Hejke miała na myśli Polskę. Chyba że jest po prostu źle poinformowana o przebiegu linii frontu.

      W dalszej części tzw. „wywiadu” Kukiz jeszcze raz ma się opowiedzieć po którejś ze stron ukraińsko-rosyjskiego konfliktu, mimo że wcześniej zadeklarował się jako zwolennik neutralności. Jednoczesne zwrócenie uwagi na problem wykupu polskiej ziemi przez obcokrajowców ze względu na kończący się unijny okres ochronny Gójska-Hejke kwituje – tak jak wcześniejsze wnioski Kukiza dotyczące stanu państwa polskiego – stwierdzeniem, iż są to zagadnienia polityki wewnętrznej. Problem w tym, że – jak zwracają uwagę politolodzy – zaciera się granica między polityką zewnętrzną a polityką wewnętrzną państwa i kojarzenie różnych faktów z tych obszarów świadczy akurat na korzyść Pawła Kukiza. W ten sam sposób zaciera się również granica między bezpieczeństwem wewnętrznym i zewnętrznym, trudno więc wymagać, by państwo polskie w swoim żałosnym stanie angażowało się czynnie w jakikolwiek konflikt, czego Gójska-Hejke zdaje się nie rozumieć. Nie rozumie też ona, że argument o uregulowaniu statusu polskiej ziemi przez polski Sejm nie ma żadnego znaczenia w kontekście ustaleń zawartych w toku negocjacji członkowskich z Unią Europejską. Trudno sobie wyobrazić podmiotową rolę Polski na arenie międzynarodowej, jeśli nie będziemy wkrótce gospodarzem we własnym kraju.

      Powtórzone po raz trzeci pytanie o politykę Polski wobec konfliktu na Ukrainie pozornie zbiło Kukiza z tropu. Jako kontrapunkt przedstawił on stanowisko prezydenta Dudy, który – jak stwierdził Kukiz – usiłuje nadać Polsce rolę arbitra we wspomnianym konflikcie. Gójska-Hejke zaprzeczyła jednak, by Andrzej Duda prowadził taką politykę. „Ja słyszałam wypowiedź prezydenta, nic takiego nie było” – usłyszał w odpowiedzi Paweł Kukiz. Wprawdzie dość nieprecyzyjnie odpowiedział on, że czytał na ten temat w internecie, ale nawet tego typu researchu zabrakło u rozmówczyni Kukiza. Jeszcze jako prezydent-elekt Andrzej Duda powiedział w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej z 5 sierpnia o zmianie formatu rozmów nt kryzysu ukraińskiego na taki, który uwzględniałby udział Polski:

      „Uważam, że trzeba podjąć rozmowy na ten temat. Także z samą stroną ukraińską. To jest oczywiście bardzo trudne, ale nie oznacza to, że nie należy podejmować działań. Myślę o takiej polityce, która będzie szukała sojuszników, aby nową formułę rozmów przygotować. Mam nadzieję, i chciałbym, aby te rozmowy były prowadzone z udziałem Polski i innych sąsiadów Ukrainy. Trwały pokój może zapewnić tylko szeroka konferencja pokojowa”.

      Z kolei w wywiadzie z 9 lutego dla Polskiego Radia kandydat na urząd Prezydenta RP Andrzej Duda powiedział: „To bardzo źle, że nie ma Polski przy stole tych rokowań w sprawie Ukrainy”. Ubiegający się o najwyższy urząd w państwie Andrzej Duda stwierdził również, że „Polska powinna zdecydowanie forsować swoją obecność przy stole rokowań”.

      Jak przytomnie zauważył w trakcie tzw. „wywiadu” Paweł Kukiz, „od dawna jesteśmy wykluczeni z gry”, o czym przekonał się właśnie prezydent Duda, gdyż jego propozycje odrzuciły nie tylko Niemcy, ale i sama Ukraina. Nie da się ukryć, że krytykowane przez muzyka „wychylanie się przed szereg” przyniosło nam właśnie kolejne upokorzenie ze strony Ukraińców.

      Ostatecznie Kukiz na minutę przed końcem programu wyszedł ze studia, czym nadał rozgłos tej imitującej wywiad telewizyjny konwersacji. To właśnie ten radykalny krok umożliwił naświetlenie problemów poruszanych przez muzyka, jak i problemu czynnego zaangażowania niektórych tzw. dziennikarzy „niezależnych” po stronie określonych sił politycznych. Nie trzeba się zgadzać z poglądami PiS-u, które bez wątpienia Gójska-Hejke podziela, tak jak i nie muszą wzbudzać entuzjazmu wszystkie propozycje Pawła Kukiza. W zaaranżowanym przez dziennikarkę Telewizji Republika starciu obydwu racji ciężko jednak opowiedzieć się po stronie tych pierwszych. Z uwagi na styl prowadzenia rozmowy nie wiemy tylko, czy ze względu na słuszność tych drugich, czy też agresję i ignorancję stronniczki PiS-u. Same PiS-owskie poglądy nie sytuowały jej wszak na straconej z góry pozycji, o czym najwyraźniej Gójska-Hejke nie była do końca przekonana.

      Marcin Skalsk
    • liberum_veto Zdolności prezesa PiS do awantur są na rękę Rosji 13.12.15, 11:57
      Patrząc na to wszystko, co się dzieje po dojściu PiS do władzy, boję się nie tyle o demokrację, której wolne prasa, radio i telewizja będą bronić, bo moim zdaniem PiS nie pozwoli sobie na przywrócenie cenzury i państwa policyjnego na wzór PRL, ile raczej bałaganu w kraju, destabilizacji i coraz większego zamieszania.

      Zapowiedzi są aż nadto widoczne - po krótkim okresie samodzielnych rządów PiS dwukrotnie złamał zasady konstytucji, zlekceważył niezawisłość sądów i zapowiada "reformy", z których każda jest jednocześnie zapowiedzią dalszego bałaganu. Zaczęły się protesty różnych środowisk, w mediach pełno jest opinii wyrażających niepokój, a ludzie już zaczynają wychodzić na ulice, wyrażając swój sprzeciw.

      Za taki plan "naprawy" Rzeczypospolitej odpowiada, oczywiście, jeden człowiek: Jarosław Kaczyński, który w rzeczywistości żadnej odpowiedzialności nie ponosi.

      Pełni funkcje nadprezydenta i nadpremiera, wydając polecenia, układając skład rządu i decydując, kogo należy ułaskawić. To bardzo wygodna rola szefa państwa, który za skutki swoich decyzji nie odpowiada. Wydaje się przy tym, biorąc pod uwagę długi okres obecności Jarosława Kaczyńskiego na polskiej scenie politycznej, że prezes PiS często podejmuje decyzje sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem lub realistyczną oceną faktów. Tak było w latach 2005-07, kiedy m.in. mianował wicepremierem człowieka, na którym ciążył wyrok sądu karnego. Tak jest i obecnie, gdy nadal dąży do przedstawienia katastrofy smoleńskiej jako spowodowanej zamachem i spiskiem polityków PO z Putinem.

      Gdy patrzy się na zachowanie posłów PiS w nowym Sejmie, widać wyraźnie, jak bardzo brakuje im umiaru, samokrytycyzmu i zdolności przewidywania. Wydaje się, że warto przypomnieć polskie przysłowie: "Łaska pańska na pstrym koniu jeździ". "Łaska wyborców" na podobnym koniu jeździ, o czym wielokrotnie przekonywali się politycy wszystkich partii po roku 1990.

      Jest jeszcze jedna istotna, a być może nawet najistotniejsza sprawa, o której wielokrotnie przypominano Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jego zdolność do wywoływania awantur, podziałów i zamieszania w kraju jest na rękę wyłącznie Rosji Putina. Zwłaszcza w obecnej sytuacji międzynarodowej: wojny na wschodzie Ukrainy, wojny z Państwem Islamskim i zalania Europy uchodźcami. Polska skupiona na wewnętrznych sporach, niezainteresowana wspieraniem Ukrainy i dystansująca się od Unii Europejskiej jest na Kremlu witana z radością. Tym bardziej jeśli dla Wspólnoty Europejskiej nasz kraj będzie coraz mniej stabilny i przewidywalny.

      Wszystko to tworzy pesymistyczną prognozę na najbliższe lata. Nadzieja w rosnącym oporze społecznym, postawie środowisk, które na zawłaszczanie Polski przez PiS godzić się nie będą. Poza tym jest jeszcze jedno przysłowie, które warto przypomnieć: "Dziesięciu sprawiedliwych miasto ocalić może".

      Kazimierz Orłoś, 12 grudnia 2015
      wyborcza.pl/1,75968,19333795,kazimierz-orlos-boje-sie-balaganu-i-destabilizacji-rzeczpospolita.html#MTstream

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka