poledownunder
29.11.06, 21:54
Bylam ostatnio na spotkaniu, na ktorym bylo sporo osob, ktore wywodza sie z
roznych krajow. Rozmowa zeszla na sluzbe zdrowia, bo jednej kobiecie (kiwi)
odwolali wlasnie dwie operacje - jedna z powodu strajku radiologow, druga z
powodu strajku laborantow. Narzekania bylo oczywiscie co niemiara, ale
glownie z obozu kiwi.
Ludzie, ktorzy mieszkali poprzednio w krajach takich jak Stany czy Poludniowa
Afryka mowili, ze Kiwi nie wiedza jak tu maja dobrze, bo nie doswiadczyli
sluzby zdrowia w innych krajach. Dla przykladu, kobieta ze Stanow mowila ze
ona i jej maz musieli placic ok USD600 miesiecznie za ubezpieczenie bo bez
niego po prostu nie przyslugiwala im opieka zdrowotna. Jakby trafili do
szpitala bez ubezpieczenia musieliby albo sprzedac wszystko co maja albo jak
nic nie maja, oglosic bankructwo. A koszt pobytu w szpitalu jest
horrendalny, dla przykladu porod bez znieczulenia i komplikacji - USD25,000,
pobyt na oddziale dla noworodkow - USD5,000 za noc (nie wliczajac opieki
lekarza), kazdy wacik, pieluszka itp. laduja na rachunku.
No i zaczelam sie zastanawiac czy z ta sluzba zdrowia w NZ jest naprawde tak
zle czy po prostu wszyscy narzekaja, bo utarlo sie narzekac. Nawet jak
publiczna sluzba zdrowia szwankuje, prywatne ubezpieczenia sa dosc przystepne
cenowo.
Jak to wyglada z Waszego punktu widzenia?