Dodaj do ulubionych

sluzba zdrowia

29.11.06, 21:54
Bylam ostatnio na spotkaniu, na ktorym bylo sporo osob, ktore wywodza sie z
roznych krajow. Rozmowa zeszla na sluzbe zdrowia, bo jednej kobiecie (kiwi)
odwolali wlasnie dwie operacje - jedna z powodu strajku radiologow, druga z
powodu strajku laborantow. Narzekania bylo oczywiscie co niemiara, ale
glownie z obozu kiwi.

Ludzie, ktorzy mieszkali poprzednio w krajach takich jak Stany czy Poludniowa
Afryka mowili, ze Kiwi nie wiedza jak tu maja dobrze, bo nie doswiadczyli
sluzby zdrowia w innych krajach. Dla przykladu, kobieta ze Stanow mowila ze
ona i jej maz musieli placic ok USD600 miesiecznie za ubezpieczenie bo bez
niego po prostu nie przyslugiwala im opieka zdrowotna. Jakby trafili do
szpitala bez ubezpieczenia musieliby albo sprzedac wszystko co maja albo jak
nic nie maja, oglosic bankructwo. A koszt pobytu w szpitalu jest
horrendalny, dla przykladu porod bez znieczulenia i komplikacji - USD25,000,
pobyt na oddziale dla noworodkow - USD5,000 za noc (nie wliczajac opieki
lekarza), kazdy wacik, pieluszka itp. laduja na rachunku.

No i zaczelam sie zastanawiac czy z ta sluzba zdrowia w NZ jest naprawde tak
zle czy po prostu wszyscy narzekaja, bo utarlo sie narzekac. Nawet jak
publiczna sluzba zdrowia szwankuje, prywatne ubezpieczenia sa dosc przystepne
cenowo.

Jak to wyglada z Waszego punktu widzenia?
Obserwuj wątek
    • beatrix10 Re: sluzba zdrowia 02.12.06, 18:57
      DZisiaj pojechalam na Polska "porodowke" aby sie troche rozejzec i popytac jak
      sie tu robi ..... Wyglada na to ze "metoda naturalna " dalej tu
      przewaza.Polozna patrzyla sie na mnie jak na przybysza z innej planety gdy
      opowiadalam jej o gazie i innych udogodnieniach przy porodzie."NAjlepiej
      naturalnie bez zadnych tam dziwactw tak sie u nas rodzi"
    • iza42 Re: sluzba zdrowia 02.12.06, 22:16
      Mysle ,ze jest sporo powodow aby narzekac na sluzbe zdrowia w NZ . Najwiekszym
      problemem sa wizyty u specjalistow i planowe zabiegi. Pracuje jako GP i z tym
      poblemem szamotam sie na co dzien - pacjenci cierpia czekaja miesacami czasem
      nawet latami na operacje , niektore zabiegi lub wizyty sa po prostu odmawiane
      jako tzw low priority czyli nie ma szansy zrobic ich w systemie publicznej
      sluzby zdrowia ( np przepukliny , hemoroidy , problemy dermatologiczne itp).
      Kolejki do specjalistow wydluzaja sie , rosna szanse , ze cos waznego umknie
      uwadze lub rozwinie sie w niebezpieczne powiklanie , ktoremu wczesniejsza wizyta
      moglaby zapobiec.
      Ja odobiscie podziwiam cierpliwosc i stoicyzm pacjentow , ktorzy w wiekszosci ze
      spokojem przyjmuja fakt ,ze dlugie czekanie jest nieuniknione i nie probuja nic
      w tym wzgledzie "zalatwic " lub wykombinowac jak pewnie dzialo by sie to Polsce
      . W moim doswiadczeniu narzekaja naprawde malo, wiekszosc z nich rozumie ,ze
      inni ludzie maja pilniejsze problemy.
      Jesli chodzi o inne kraje to nie bylam w US ale pracowalam w Poludniowej Afryce
      , panstwowa sluzba zdrowia jest rzeczywiscie bardzo niedoinwestowana ale
      przecietnego przedstawiciela tzw middle class stac na ogol na ubezpieczenie bo
      czesc kosztow za nie pokrywa prcodawca. Zreszta sa rozne opcje , mozna np
      wykupic tylko tzw hospital plan , ktory nie jest taki drogi.
      Prywatna sluzba zdrowia w RPA jest bardzo dobrze wysposazona i dostep do
      wszelkiego typu dianostyki i leczenia jest natychmiastowy, problemem moze byc
      tzw "overservice " czyli robienie wiele niepotrzebnych badan i przepisywanie
      niepotrzebnie drogich lekow ale pacjent nie musi czekac i ma zapewniony wysoki
      poziom leczenia.
      • beatrix10 Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 14:47
        Moje doswiadczenia z NZ szpitalami to glownie tzw.porodowka w ktorej otrzymalam
        bardzo profesjonalny i mily "serwis".Czulam sie bezpiecznie i bylam pod opieka
        fachowcow ktorzy dbali o mnie i moje dziecko.Sala oczywiscie byla tylko dla
        jednej rodzacej i jej rodziny,nastepnie prze 3 doby w osobnym pokoiku razem z
        dzieckiem i nawet maz mogl zostac na noc na materacu.To sa standardy w
        NZ.Jsasli potrzebujesz otrzymasz wszystkie potrzebna "pomoce" znieczulenia przy
        porodzie.NA nastepny dzien przyjda z rana z karta menu i masz nawet wybor
        sniadanie , obiadu i kolacji.Pielegniarki wpadaja co chwila czy aby ci nic nie
        brakuje.Problemy z karmieniem? Otrzymasz pomoc w szpitalu.A wszystko to odbywa
        sie w milej i bezstresowej atmoswerze.Brawo Nowa Zelandia.Co do tych list
        oczekujacych na zabiegi to jest to niestety prawda , ale mysle ze przecietnego
        nowozelandczyka stac na wizyte prywatna u specjalisty.Wiele zakladow pracy
        rowniez ubezpiecza swoich pracownikow ,wiec moga oni skorzystac z prywatnych
        szpitali ,jesli jednak jestes w "podbramkowej sytuacji"to jestem pewna ze
        zawsze dostaniesz szybka pomoc.Dziecko mojej kolezanki ktore urodzilo sie z
        wada serca i musialo miec w ciagu 7 lat swojego zycia przeprowadzonych okolo 5
        poeracji na serduszku ,bylo zawsze helikopterem transportowane do Auckland.Moja
        mala gdy miala problem z jakims tam zapaleniem moczu a bylo to okolo 3 tygodnie
        przed naszym wylotem z NZ ,byla skierowana na klika testow ,na jeden z nich
        trzeba bylo czekac do 3 miesiecy ale ze wzgledu na nasza sytuacje zrobili go w
        ciagu tygodnia.Przy okazji zostala cala osluchana przez speclaliste w szpitalu
        i dostala "all clear".TAkie to sa moje doswiadczenia z NZ sluzba
        zdrowia.Pozdrowienia
        • bonzee Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 20:53
          > porodzie.NA nastepny dzien przyjda z rana z karta menu i masz nawet wybor
          > sniadanie , obiadu i kolacji.

          Osobiscie moglabym zjesc nawet owsianke (sic!) byleby tylko personel medyczny
          byl kompetentny i bylo czysto.
          Tutaj przyszla mama miala chyba mniej sczescia:
          tinyurl.com/y39lwm
          • bonzee Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 21:06
            Goraco polecam (ang.)
            tinyurl.com/w5btb
            • poledownunder Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 22:02
              I jeszcze dla scislosci zauwaze, ze ta dyskusja toczyla sie w 2003 roku, od
              tamtej pory zmienilo sie chociazby to, ze bezplatny porod i opieka po porodzie
              przysluguja tylko stalym rezydentom, wiec ten argument jest nieaktualny.
              Nieaktualne jest tez stwierdzenie, ze kobiety nie chca rodzic dzieci - w tym
              roku byla najwieksza ilosc urodzin od bodajze 1992 roku, srednia na kobiete to
              2.1 dziecka i nie wszystkie te statystyki mozna zwalic na rodziny maoryskie i z
              Wysp Pacyfiku, wsrod Europejczykow tez dominuja rodziny z trojka lub
              przynajmniej dwojka dzieci, jedynaki to naprawde rzadkosc.
              • bonzee Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 22:14
                > tamtej pory zmienilo sie chociazby to, ze bezplatny porod i opieka po
                porodzie
                > przysluguja tylko stalym rezydentom, wiec ten argument jest nieaktualny.

                Ale przeciez w NZ nie ma praktycznie nielegalnych emigrantow, na work permitach
                pewnie jakis tam malutki procent siedzi.. Wiec pewnie te bezplatne porody i
                bezplatna opieka po porodzie (dla stalych rezydentow) jakos drastycznie
                sytuacji nie zmienily.
                • poledownunder Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 23:02
                  Bylo ponoc sporo przypadkow "turystek" z krajow takich jak Japonia, ktore
                  przyjezdzaly tu w konkretnym celu - aby urodzic dziecko. Porod bezplatny,
                  warunki dobre, a do tego bonus. Poniewaz w NZ obowiazuje prawo ziemi, dziecko
                  automatycznie dostawalo obywatelstwo NZ co z kolei uprawnialo je pozniej do
                  bezplatnej nauki w szkole i dotowanych studiow - jako "international student"
                  musialoby placic chyba 4 razy wiecej. Ile takich przypadkow tak naprawde bylo,
                  nie wiem, zupelnie mozliwe ze jeden albo dwa a rozdmuchane byly do takiego
                  stopnia ze luka prawna zostala w rezultacie zamknieta.
                  • kasiul_stadt Poniewaz w NZ obowiazuje prawo ziemi 05.12.06, 00:22
                    Juz nie obowiazuje. Od czasow zmian ze bezplatny porod tylko dla szczesliwego
                    posiadacza PR nastapil i brak prawa ziemi (prawa niespodzianki smile ). Dziecko
                    otrzymuje status imigrancki po rodzicach - w zaleznosci ktory jest wyzszy od
                    rodzicow. Czyli odpowiednio: jesli mamusia ma visitor's permit a tatus work
                    permit to dziecko otrzymuje work permit.
                    Osobiscie sie nie zgadzam z platnym porodem dla work permitowcow jako ze ci
                    podatki placa tak samo jak PR. Natomiast koszty dla turystow - jak najbardziej.
                    Czesto gesto work permitowiec pracuje w kierunku PR. W mysl tej zasady work
                    pemritowiec powinien by placic nizsze pdoatki skoro placi za cos co go nie
                    bedzie obowiazywac. ALe to tak luzne spostrzezenia.
                    • poledownunder Re: Poniewaz w NZ obowiazuje prawo ziemi 05.12.06, 00:45
                      A o tym to nie wiedzialam, umknelo mi jakos.

                      Z work permitowcami widze logike w tym zeby mieli za darmo, jak piszesz, ale
                      tez widze zeby nie mieli, bo wielu work permitowcow to ludzie na kontraktach,
                      ktorzy nie maja zamiaru zostawac na stale, a przez ten czas kiedy tu sa wcale
                      tak wiele tych podatkow nie wypracuja.
                      • kasiul_stadt Re: Poniewaz w NZ obowiazuje prawo ziemi 05.12.06, 01:04
                        Bardziej mialam na mysli WP co juz rok tu sa i dalej na WP. Kontraktowcy to
                        akurat biedne stworzenia bo podatek tu i w Polsce musza rozliczyc, koszmar jakis
                        zawsze z PITami odchodzi... PITy drukuja tylko raz na jakis czas, jak nei ma
                        drukow to trzeba ekstra placic za ektra egzemplarz... Az tak duzo kontraktow w
                        NZ nie ma, glownie jak ktos ma WP to siedzi tu z job offer i liczy czas do PR.
                        Swego czasu wielu przyjezdzalo z DALMORu na kontrakty, z tego co wiem liczba ta
                        spadla. Ani sie specjalnie nie oplaca ani kasa juz taka jak byla no i warunki
                        rzekomo sie pogorszyly. ALe osobiscie nie wiem bo nie bylam na kontrakcie smile Za
                        to na WP i owszem i z zasady oburzam sie na to, mimo ze rpawo wniesli juz jak
                        mialam PR. Bo podatek odprowadzali mi taki sam jak kazdemu innemu sad A jakby mi
                        sie zaszlo to chyba bym sama wtedy naturalnie w domu tongue_out Z podrecznikiem z
                        biblioteki pt Zrob to sam: Porody tongue_out
                        • poledownunder Re: Poniewaz w NZ obowiazuje prawo ziemi 05.12.06, 02:24
                          Jak to mowia, jeszcze sie taki nie urodzil, co by wszystkim dogodzil. Mysle,
                          ze przepisy, przynajmniej w swym zamysle (i przynajmniej w tym przypadku), sa
                          napisane pod katem wiekszosci a jednak osoba z PR to przynajmniej pozornie
                          lepsza inwestycja na przyszlosc dla rzadu niz ktos na krotkoterminowej wizie
                          pracowniczej. Na pewno sa przypadki takie, jak opisujesz, ale tego nie sposob
                          z gory przewidziec tak, zeby indywidualnie dopasowac przepisy do przypadku. A
                          ludzi na kontraktach chyba jest sporo, nie pisalam tego z mysla tylko o
                          Polakach, z punktu widzenia statystyk jestesmy prawie niezauwazalni, jacys
                          tam "other" wiec nie mozna sie spodziewac, ze beda prawodawstwo zmieniac tak
                          zeby nam pasowalo.

                          Twoja wypowiedz o domach kopiuje do nowego watku, zeby sie balagan nie zrobil.
                          • kasiul_stadt Re: Poniewaz w NZ obowiazuje prawo ziemi 05.12.06, 02:41
                            O kontraktach dalam tylko przyklad Polski, stosunkowo niewiele tutaj, tak jak i
                            ludzi w ogole smile
                            Twoja wypowiedz o domach kopiuje do nowego watku, zeby sie balagan nie zrobil. -
                            spox
                      • kasiul_stadt tak wiele tych podatkow nie wypracuja 05.12.06, 01:12
                        A z drugiej strony powiedzmy z PR... Malzenstwo przyjezdza na PR. Ona zaraz
                        zachodzi i rodzi. Na koszt panstwa i podatkowcow. On dostaje kontrakt do
                        Australii i wyjezdzaja. Gwarancja placenia podatkow taka sama jak na Wp.
                        Zwlaszcza jeszcze nie tak dawno temu jak posiadacz PR mial prawo do zycia w
                        Australii jak obecnie z obywatelstwem NZ. Lubie prawo nowozelandzkie, tyle
                        kruczkow i furtek wink
                        Choc ostatnio dowiedzialam sie ze kupujacy ma kupe praw a sprzedajacy w tylek
                        sie caluje i moze sie wypchac. to tak akonto sprzedawania domu. Moze nie na
                        temat tematu ale tak podczepie dla zainteresowanych: jesli kupujesz dom to
                        stawiasz oferte i sprzedajcy akceptuje. Jako kupujacy mozesz postawic kilka
                        warunkow, ktore musza byc spelnione w pewnym czasie. Np subject to finance,
                        czyli do 5 working days jest okres zawieszenia bo czeka kupujacy na
                        potwierdzenie akceptacji kredytu z banku. W tym czasie sprzedajcy musi czekac,
                        nawet jesli dostanie lepsza oferte nie moze zerwac czy wycofac sie. Natomiast
                        sytuacja taka jest dopuszczalna w UK. Mozna zerwac umowe w okresie oczekiwania.
                        Inny tez jest penalty ze zerwanie lub niedotrzymanie warunkow umowy dla
                        kupujacego i sprzedajcego. Sprzedajacy ma oczywiscie wyzsza kare...
                      • bonzee Re: Poniewaz w NZ obowiazuje prawo ziemi 05.12.06, 12:33
                        > Z work permitowcami widze logike w tym zeby mieli za darmo, jak piszesz, ale
                        > tez widze zeby nie mieli, bo wielu work permitowcow to ludzie na kontraktach,

                        Nie wszyscy, ja na work permicie nie pracowalam jako kontraktowiec, mialam
                        stala umowe o place.Zreszta roznica pomiedzy kontraktowcem, a stalym
                        pracownikim jest mniej wiecej taka (pomijajac place smile, ze w tym pierszym
                        przypadku, pracownik placi podatek, w tym drugim pracodawca.

                        Skoro kobiety na work permitach w NZ (placace podatki) nie moga rodzic na koszt
                        podatnika, to jednak bede sie starala o zwrot mojego podatku zaplaconego w NZ.

                        > ktorzy nie maja zamiaru zostawac na stale, a przez ten czas kiedy tu sa wcale
                        > tak wiele tych podatkow nie wypracuja.

                        Z reguly duzo wiecej niz niejedna recepcjonistka, sekretarka, czy pracownik
                        umyslowy na niekierowniczym stanowisku. Poznani przez mnie ludzie na work
                        permitach w NZ byli wszyscy specjalistami wysokiej klasy!
                  • bonzee Re: sluzba zdrowia 05.12.06, 12:36
                    > Bylo ponoc sporo przypadkow "turystek" z krajow takich jak Japonia, ktore
                    > przyjezdzaly tu w konkretnym celu - aby urodzic dziecko. Porod bezplatny,

                    Zdziwiona jestem, ze z Japonii, a nie tych 'bogatszych' z Filipin czy
                    Kambodzy smile
          • poledownunder Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 21:49
            Nie moge sie doszukac, czy ta kobieta pisze na podstawie swoich wlasnych
            doswiadczen, czy jest to informacja z gatunku "zaslyszane". Wiem, ze w
            Christchurch kobiety maja opcje przeniesienia sie do szpitala prywatnego po
            porodzie na przyslugujace im 2 dni opieki poporodowej, i jezeli te opcje
            wybiora, faktycznie musza sie przeniesc w 2 lub 3 godziny po porodzie. Ale
            jest to opcja, ich wybor. Kiedy sie zglaszasz do szpitala pytaja Cie czy po
            porodzie zostajesz, czy sie przenosisz i jezeli zostac nie chcesz nie przyznaja
            Ci pokoju tylko prosto z sali poporodowej prosza, zebys sie pojechala do
            szpitala, ktory sobie wybralas. Jezeli z gory zaznaczysz, ze chcesz zostac w
            szpitalu publicznym po porodzie, z tego co wiem nie wyrzucaja Cie na sile.
            Jezeli przy porodzie sa komplikacje i konczy sie cesarskim cieciem caly plan
            bierze w leb i musisz zostac w szpitalu publicznym, bo prywatne przyjmuja tylko
            po porodzie silami natury. Ja mialam dwie cesarki, przy kazdej opieka byla
            rewelacyjna, tydzien w szpitalu, warunki jak w hotelu, pielegniarki i polozne
            na przycisniecie guzika. Naprawde jezeli chodzi o rodzenie dzieci w NZ,
            niewiele moge kiwijskiemu systemowi zarzucic.
            • bonzee Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 22:07
              Medal ma dwie strony. A juz totalnie w cuda nie wierze jezeli chodzi o public
              sector,
              To zdanie pochodzi rowniez z 2003 r.
              The North Shore Hospital and Auckland Hospital are reeking of and packed to the
              gunwales with Third World immigrants and Third World diseases.
              Zrodlo:
              www.hansard.parliament.govt.nz/hansard/Final/FINAL_2003_09_04.htm - 350k -
              • poledownunder Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 23:15
                To chyba ktos panu Petersowi z ust wyjal. Nie spedzam wiele czasu (odpukac) w
                szpitalach, wiec nie mam doswiadczen z pierwszej reki ani na tak ani na nie. Z
                jednej strony wiem, ze tutejsza prasa ma tendencje robic z igly widly i z
                jednego przypadku imigranta z wysp wymagajacego dializy tworzyc obraz kraju
                rozbieranego na kawalki przez imigrantow z trzeciego swiata oblazlych tradem i
                dzuma. Z drugiej strony, skoro zmieniaja prawo zeby temu zapobiec, moze
                faktycznie jest to problem na duza skale. Obecnie glosna jest sprawa uchodzcow
                z Zimbabwe, z ktorych kilku/kilkunastu ma AIDS, ale poniewaz zostali
                objeci "amnestia" na test HIV, nie mozna im odmowic prawa pobytu na tej
                podstawie, choc innym w podobnej sytuacji mozna po tym jak dokrecono srubki
                prawne w tym zakresie.
            • poledownunder Re: sluzba zdrowia 05.12.06, 21:48
              oj, chyba sie pospieszylam...

              www.stuff.co.nz/stuff/thepress/0,2106,3889563a6009,00.html
      • poledownunder Re: sluzba zdrowia 03.12.06, 22:21
        Dla mnie takim podstawowym problemem jest koszt wizyty u GP. Troche sie to
        zmienia, bo niektore grupy wiekowe korzystaja juz z dotowanych wizyt u GP, ale
        wiele jeszcze nie. A dla mnie koszt $50 (jak nie wiecej) za 15 minutowa wizyte
        to naprawde duzo, w koncu ludzie ktorzy maja to placic sami zarabiaja $15 na
        godzine, wiec cos co kosztuje $200 za godzine to dla nich luksus, a nie zwykly
        wydatek. Wydaje mi sie ze z tego powodu sporo ludzi odwleka wizyte u lekarza
        do czasu kiedy symptomow juz naprawde nie da sie zignorowac i cos co mozna
        byloby zaczac leczyc w zarodku zaczyna sie leczyc dopiero w zaawansowanym
        stadium choroby. Bawi mnie troche, jak gazety sie nie moga zima nadziwic
        dlaczego ludzie z grypa wala do szpitala na A&E a nie do lekarza. To chyba
        oczywiste. Mamy tu w Christchurch takie curiosum co sie nazywa Pegasus Health,
        i skupia wiekszosc lekarzy GP oraz prowadzi przychodnie 24h. Co roku na
        poczatku zimy zarzadzajacy tym curiosum pan pojawia sie w prasie nawolujac,
        zeby z grypa jechac do jego przychodni 24h (wizyta po godzinach kosztuje chyba
        $80) a nie do szpitala i za to nawolywanie otrzymuje od rzadu mnostwo forsy, bo
        przeciez aktywnie probuje rozwiazac problem przeladowania w pogotowiu.

        Rozumiem, ze lekarze musza tez z czegos zyc, i ze poniewaz przychodnie w
        tutejszym systemie to wlasny biznes ktory pociaga za soba koszty, ale jak ceny
        takich uslug sa trudno dostepne dla znakomitej wiekszosci spoleczenstwa to cos
        tu nie tak. Ciekawa jestem Izo Twojej opinii na temat lekarzy domowych i
        systemu ich pracy w NZ.

        Czekanie na operacje to tez duzy problem, ale mozna go obejsc kupujac polise
        ubezpieczeniowa na opieke prywatna. O ile sie nie myle, za mnie i 2 dzieci
        koszt ubezpieczenia Hospital & Specialist Care wynosi ponizej $1000 rocznie i
        czesc zwraca mi pracodawca, a nawet jezeli by nie zwracal uwazam to za koszt
        przystepny i wart poniesienia.
        • iza42 Re: sluzba zdrowia 04.12.06, 18:56
          Zgoda, 50 dolarow to spora cena dla kogos , kto nie zarabia duzo , niestety
          praktyki sa prywatnym businesem i musza zarobic na siebie . DOnrze byloby gdyby
          panstwo doplacalo do wszystkich grup wiekowych ale niestety tak nie jest .
          CEna za wizyte jest powodem , dla ktorego ludzie zbieraja swe rozmaite problemy
          zdrowotne i oczekuja od leakrza aby je wszytkie rozwiazal w trakcie krotkiej 15
          minutowej wizyty i to tez jest frustrujace dla obu stron.
          Mysle ,ze troche przesadzilas mowiac ,ze koszty lekarza nie sa dostepne dla
          znakomitej wiekszosci spoleczenstwa - najbozsze grupy sa subsydiowanei nie placa
          duzo ,czesto wogole nie ponasz zadnych oplat lub placa symboliczne sumy.
          Mnie osobiscie jednak dziwi cos innego - prywatne Accident &Medical clinics
          pekaja w szwach rowniez w dni powszednie a wizyta tam kosztuje duzo drozej - u
          nas np okolo $70.0 i jest to krotka wizyta na ostro ok 10 min i nie ma mowy o
          zajmowaniu sie dlugoterminowymi problemami. Znam pacjentow , ktorzy tylko tam
          chodza i wogole nie maja stalego GP.
          Jesli chodzi o A&E to nie wiem jak jest CHristchurch ale u nas pacjenci , ktorzy
          przychodza w sprawachch niepilnych musza liczyc sie z wielogodzinnym czekaniem i
          najczesciej radzi sie im pojsc do najblizszej prywatnej A&M.
          • poledownunder Re: sluzba zdrowia 04.12.06, 21:49
            Celowo uzylam zwrotu "trudno dostepne", bo nie uwazam zeby te ceny byly calkiem
            niedostepne - tak jak piszesz, ci najbiedniejsi albo nie placa albo placa
            niewiele. Tym niemniej dla tych mniej biednych, ktorym dotacje sie nie naleza,
            ale ktorzy tez nie maja wiele "luznej gotowki" w budzecie, 50 dolarow za wizyte
            to suma, ktora musza wygospodarowac kosztem czegos innego, nie jest to kwota
            ktora mozna wydac praktycznie nie zauwazajac. Mysle, ze do tego dochodzi tez
            to jak jest postrzegana wartosc tego, co za tych 50 dolarow dostajesz. Sa
            rozni lekarze, i wiele zalezy od szczescia i cierpliwosci, zeby znalezc
            takiego, ktoremu sie ufa, ale mnie troche zlosc bierze jak mam placic za to,
            zeby mi ktos powiedzial, ze po raz kolejny mam bezimiennego wirusa, podawac
            wode i pamol i czekac az samo przejdzie. Dopiero jak nie przechodzi po 2
            tygodniach i kolejnej wizycie zaczyna sie poszukiwanie ewentualnej innej
            przyczyny.

            Mysle, ze na pogotowiu sie czeka godzinami wszedzie, kiedys odsiedzialam 5
            godzin ze zlamanym palcem, ale mimo to ludzie wola tam niz do lekarza, bo jest
            za darmo.
            • iza42 Re: sluzba zdrowia 05.12.06, 09:44
              poledownunder napisała:

              ale mnie troche zlosc bierze jak mam placic za to,
              > zeby mi ktos powiedzial, ze po raz kolejny mam bezimiennego wirusa, podawac
              > wode i pamol i czekac az samo przejdzie. Dopiero jak nie przechodzi po 2
              > tygodniach i kolejnej wizycie zaczyna sie poszukiwanie ewentualnej innej
              > przyczyny.
              Tak , ale czy wolalabys aby lekarz na tego wirusa trul Cie niepotrzebnie
              antybiotykami? Wiekszosc infekcji jest pochodzenia wirusowego i antybiotyki moga
              tylko zaszkodzic , natomiast czasem sie zdarzaja sie zakazenia bakteryjne jako
              powiklanie infekcjie wirusowej i wtedy nalezy sie antibiotyk, niestety na
              poczatku infekcji wirusowej nie wiadomo czy takie problemy sie pojawia i
              dlatego trudno jest przepisac antybiotyk na wyrost.
              Z drugiej strony zdarzaja sie sytuacje odwrotne - ludzie z infekcja wirusowa np
              z zapaleniem gardla leczeni antybiotykiem przychodza do mnie domagajac sie
              silniejszego antybiotyku bo ten jest za slaby i nie dziala i trudno im jest
              zaakceptowac fakt ,ze antybiotyk nie dziala i nie bedzie dzialac bo chorobe
              wywolal drobnoustroj , na ktorego jedynym lekarstwem jest wyzej wymienony pamol
              i moze jeszcze plukanie gardla.
              lekarz bierze pieniadze za fachowa porade niezaleznie od tego czy w jej wyniku
              pacjent otrzyma " magic bullet " czy nie.
              >
              > Mysle, ze na pogotowiu sie czeka godzinami wszedzie, kiedys odsiedzialam 5
              > godzin ze zlamanym palcem, ale mimo to ludzie wola tam niz do lekarza, bo jest
              > za darmo.
              Tutaj akurat moze lepiej zrobilabys idac do swojego lekarza lub do A&M - wypadki
              objete sa ACC i placi sie tylko doplate , zdjecia RTG i inne badania i
              konsultacje sa rowniez subsydiowane .
              >
              • poledownunder Re: sluzba zdrowia 05.12.06, 10:20
                antybiotykow oczywiscie nie lubie i staram sie unikac, zwlaszcza dla dzieci,
                ale czy naprawde nie ma nic posrodku? ta moja zlosc z bezimiennymi wirusami
                wykipiala spod pokrywy kilka miesiecy temu kiedy moja corka miala przez 2
                tygodnie rozwolnienie, bylysmy w tym czasie u lekarza 3 razy i dopiero za 3
                razem skierowal nas na badanie laboratoryjne, mialam wrazenie ze bardziej zeby
                nas zbyc, niz dlatego ze uwazal to za uzasadnione. badanie wykazalo ze to
                rotovirus (chyba tak sie nazywal) i zabito na alarm bo to "notifiable disease",
                od razu telefon z DHB, kwestionariusz do wypelnienia bo to powazna sprawa. jak
                taka powazna to czemu nie badaja od razu jak sa objawy tylko trzeba sie
                zasluzyc dwutygodniowym rozwolnieniem?

                a z palcem poszlam do lekarza i stamtad mnie wyslali do szpitala, nie wiem moze
                w Christchurch tylko tam moga zrobic rentgena i wsadzic palec do gipsu. akurat
                tu nie o moj koszt mi chodzilo, chcialam tylko zaznaczyc ze znam pogotowie z
                doswiadczenia i wiem ze tu tez sie dlugo czeka, a mimo to ludzie tam wlasnie z
                grypa chodza.
          • kasiul_stadt Re: sluzba zdrowia 05.12.06, 00:27
            "dla ktorego ludzie zbieraja swe rozmaite problemy
            zdrowotne i oczekuja od leakrza aby je wszytkie rozwiazal w trakcie krotkiej 15
            minutowej wizyty". No coz. Poszlam kiedys do lekarza. Mialam grype. przy okazji
            poprosilam o nastepna recepte na pewien lek ktory biore regularnie leczniczo
            (ba, nawet mam jedno ubezp na to hehe). No i skasowal mnie osobno za wypisanie
            recepty ($35) i sosobno za grype ($50). Za 5 minut roboty, jako ze recepte maja
            w sowim rejestrze a grypa to standard - panie doktorze mam grype bo objawy
            takie, potem mierzenie temperatury, popukanie po plerkach i zajrzenie do
            paszczy. Lagodnie mowiac szlag mnie trafia, bo nic nie sa w stanie nagrype
            zrobic a w pracy wymagaja swistka lekarskiego bo inaczej nie placa chorobowego.
            Nawet za glupia recepte 35 to troche duzo moim skromnym zdaniem. Zwlaszcza ze
            nawet zadnych badan diagnostycznych nie robia a przy tym leku powinni. Ryzyko
            nalezy do mnie smile
            Dlatego ludzie omijaja Gp albo ida jak MUSZA. Ostatnia grypa kosztowala mnie 120
            dolarow, za samego lekarza tylko. To juz jest koszt...
            • iza42 Re: sluzba zdrowia 05.12.06, 08:51
              Rzeczywiscie nie poszczescilo Ci sie z tym GP . Ja bym do takiego wcale nie
              chodzila . Omijaj szczerokim lukiem.
              Wiele zdrowia Ci zycze.
              • beatrix10 Re: sluzba zdrowia 05.12.06, 21:30
                Wydaje mi sie ze nalezy w NZ unikac "przypadkowych"wizyt u "przypadkowych " GP
                w "przypadkowych "przychodniach.Tam tylko z ludzi zdzieraja kase.Trzeba sobie
                znalezc lekarza ,zapisac do niego cala rodzinke dla mlodych kobiet ktore
                planuja rodzine polecam znalezc sobie GP ktory rowniez moze odbierac
                porody.Jest calkiem inaczej jak lekarz cie "zna"i jestescie z rodzina jego
                regularnymi pacjentami.NAlezy wspomniec ze dzieci maja wizyty lekarskie
                darmowesmile
                • poledownunder Re: sluzba zdrowia 05.12.06, 21:46
                  zeby to bylo takie latwe! zwlaszcza jezeli chodzi o lekarzy, ktorzy moga
                  odbierac porody. w christchurch ostal sie jeden (na miasto liczace prawie 400
                  tys mieszkancow). nie do konca znam szczegoly, ale chodzi tu chyba o sposob w
                  jaki rzad finansuje opieke nad ciezarnymi - sposob, ktory preferuje polozne a
                  lekarzom praktycznie uniemozliwia dzialanie w tej dziedzinie. duzo sie o tym
                  mowilo jeszcze niedawno, bo bardzo wielu lekarzy w ciagu ostatnich chyba 5 lat
                  wycofalo sie z uslug polozniczych.

                  z bezplatnymi wizytami lekarskimi dla dzieci tez nie do konca prawda -
                  przychodnie moga ale nie musza ich oferowac i wiem, ze sa takie ktore pobieraja
                  oplate $10 lub nawet $15 za wizyte z dzieckiem. Ale sa tez takie, w ktorych
                  wizyty dzieci sa darmowe.
                  • beatrix10 Re: sluzba zdrowia 06.12.06, 08:35
                    A tu mnie zaskoczylas bo myslalam ze do 6 roku zycia dzieci maja darmowe wizyty
                    u lekarza i jest to jakos ustawowo zapewnione.Szukajcie wiec takich przychodni
                    gdzie ta opieka jest darmowa ,bo wiadomo z dziecmi chodzi sie do lekarza dosc
                    czesto.Co do lekarzy- poloznikow to masz racje ze ich liczba spadla w Hastings
                    o ile wiem jest ich 3 ,nie wiem czemu ten CH-Ch jakos tak miernie wyglada ,bo
                    jest to przeciez duze miasto w porownaniu do HAstings?
                    • iza42 Re: sluzba zdrowia 06.12.06, 08:54
                      Mnie to rowniez zaskoczylo , bo nie znam takich przychodni gdzie od dzieci do 6
                      tego roku zycia zada sie oplaty. Wyjatkiem od reguly sa A&M , tam trzeba
                      doplacac i sa to drogie uslugi . Pomimo to pacjentow tam nie brakuje , dzieci
                      rowniez.
                      Jezeli chodzi o lekarzy poloznikow to rzczywiscie jest ich coraz mniej bo rzad
                      robi co moze aby zniechecic ich do tego , w moim otoczeniu nikt z lekarzy nie
                      swiadczy takich uslug , nawet nie wiedzialaby kogo polecic.
                      • poledownunder Re: sluzba zdrowia 06.12.06, 23:29
                        Mam kolezanke z dziecmi w wieku moich dzieci (ponizej 6 lat) i w jej przychodni
                        oplata za wizyte wynosi $10. Zajrzalam tez na kilka stron rzadowych, ktore
                        podaja ze za wizyty u GP dla dzieci ponizej 6 roku zycia "nie ma oplat albo sa
                        minimalne", z czego wynika ze nie ma przepisu zabraniajacego przychodniom
                        pobierac oplaty za dzieci. Z tego co wiem rzad placi przychodni $35 za wizyte,
                        jezeli przychodnia wyceni usluge wyzej i chce reszte pobrac od pacjenta, moze
                        tak zrobic. I niektore tak robia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka