liberum_veto
07.11.07, 17:36
Przypominam artykuł, któremu w_k zawdzięcza swój nick
www.rzeczpospolita.pl/news.rol?newsId=1680
Trzeba podkreślić, że choć przedstawione obok zdjęcia są fałszywym
dowodem zbrodni popełnionych na Polakach przez UPA, jest
wystarczająco wiele innych wiarygodnych dowodów tych zbrodni:
dokumentów i relacji polskich, ukraińskich czy niemieckich
opisujących tysiące mordów na bezbronnych cywilach różnej płci i
wieku, zbiorowych mogił kryjących szczątki ofiar, a także zdjęć
równie przerażających jak obraz powieszonych dzieci. Żyją jeszcze,
choć z każdym rokiem coraz ich mniej, naoczni świadkowie rzezi i
okrucieństw. Zachowanie i zgromadzenie wielu takich dowodów
zawdzięczamy badaczom amatorom ze środowisk kresowych, którzy
czynili to w poczuciu misji, z obowiązku pamięci, pomimo wielkich
przeszkód. Przez ponad czterdzieści lat rządów komunistycznych był
to temat tabu; stosowne instytucje nie prowadziły badań i dochodzeń
ani nie zbierały dokumentacji. Świadkowie wymierali, wielu milczało
z obawy o życie swoje i bliskich, upływ czasu zacierał pamięć.
Przypadki błędnych ustaleń historyków amatorów były w tych warunkach
nieuniknione. Dopiero stosunkowo niedawno rozpoczęły się badania
akademickie, w których korzysta się ze zróżnicowanej bazy źródłowej.
Dzięki temu pojawiły się nowe, solidnie udokumentowane opracowania
przedstawiające systematycznie i szczegółowo okoliczności, charakter
i skalę wydarzeń, takie jak monumentalne dzieło Ewy i Władysława
Siemaszków o ludobójstwie na Wołyniu lub wyważone analizy
historyczne Grzegorza Motyki. Pokazują one, że refleksja i metoda
historyka, choć z natury swej krytyczna, nie przeszkadza, lecz
pomaga w ożywianiu i podtrzymywaniu pamięci. Dlatego smutek i
zgorszenie budzą w nas jadowite napaści na tych historyków, którzy w
imię prawdy i zgodnie z regułami swego zawodu podchodzą krytycznie
do pewnych utartych opinii, emocjonalnych sądów i
nieudokumentowanych twierdzeń.