Dodaj do ulubionych

kosmonauta - niedoszła ofiara "bohaterów" UPA

28.03.08, 07:11
Gen. Mirosław Hermaszewski: Żyliśmy bardzo spokojnie do 1943 roku,
kiedy to dla nas pamiętnej nocy z 25 na 26 marca dokonano rzeczy
strasznej. Zdziczała banda „bohaterów” UPA okrążyła naszą śpiącą
wieś Lipniki i rozpoczęła systematyczną rzeź niewinnych ludzi. W
okrutny sposób zostały zamordowane 182 osoby. Z rodzin ojca i mamy
czyli Hermaszewskich i Bielawskich zginęło 18 osób. Rodzinną wieś
całkowicie spalono. Dziadek do ostatniej chwili był ufny i podobno
uspokajał nas, iż nic nam się nie stanie – bo cóż nam mogą zrobić
bracia Ukraińcy…

Aleksander Szycht: Nie jestem w stanie pojąć ani wyobrazić sobie
autentycznej przecież sceny, która rozegrała się w nocy z 25/26
marca, a mianowicie Pańskiej mamy uciekającej z 1,5 rocznym Mirkiem
na rękach z płonących Lipnik przed zaciekle ją goniącym banderowcem.
Proszę mi powiedzieć, co Pan czuje, gdy sobie przypomni, że takie
wydarzenie miało miejsce…

Gen. Mirosław Hermaszewski: Oczywiście nie pamiętam tego zdarzenia.
Miałem 1,5 roku, ale ten obraz oczywiście we mnie tkwi – wzbogacony
o opowieści starszych. Złe wieści o mordach na Polakach docierały z
sąsiednich polskich osad. W trwodze i pogotowiu – wszyscy spali nie
zdejmując ubrań - ale ta noc była piękna i jasna. Mama uznała, że w
taką noc nic się stać nie może i rozebrała dzieciaki. Wszystkich
zbudziły serie karabinowe, strzały z zapalających pocisków i
płomienie. Ojciec, który był w oddziale samoobrony na czatach wpadł
do domu i krzyknął do naszej mamy z dziećmi, by uciekali i zniknął w
ciemności. Każdy miał jakiś tobołek na plecach, tobołkiem mamy byłem
ja.

Aleksander Szycht: Banderowiec odszedł, ponieważ myślał, że zabił
Pana mamę. Ogłuszona z zakrwawioną twarzą i rozerwanym od strzału
uchem upadła. Najgorsze było jednak dla niej to, że w szoku gdzieś
Pana zgubiła…

Gen. Mirosław Hermaszewski: Kilku banderowców starało się zablokować
mamie drogę ucieczki - krzyczeli żeby stanęła, ale strach
uciekającej mamie tylko dodał sił. Jeden z bandytów może ten, który
ma czelność dziś wypinać pierś do odznaczenia dogonił ją i z kilku
metrów, celując w głowę strzelił. Trafił w ucho. Od strzału straciła
przytomność. Upadła z zakrwawioną głową. „Bohater UPA” był pewien,
że zabił. Zawiniątko przycisnęła do siebie. Sam dziwię się, że wtedy
jakoś nie zakwiliłem, przecież byłby mnie wdeptał w ziemię. Gdy mama
odzyskała przytomność - zaczęła uciekać. W sąsiedniej wsi
zaopiekowały się nią znajome Ukrainki. Po chwili gdy ochłonęła
zorientowała się, że nie ma dziecka na plecach. Była w rozpaczy i
chciała wracać, ale Ukrainki przytrzymały ją i nie puściły. „Tam
Ciebie zareżut”. Rano tata, brat i inni penetrowali pobojowisko.
Widok był przerażający – zgliszcza i trupy – większość potwornie
okaleczone. Dorobek wielu pokoleń Polaków został spalony. Niedaleko
brat zobaczył krew na śniegu i zawiniątko. Ich oczom ukazało się
niedające znaku życia dziecko – blade. Ojciec potrząsnął mną.
Otworzyłem oczy i zameldowałem „Tata si!, bu!”. Przy czym w
dziecięcym języku „si” oznaczało ogień a „bu” strzały. Widocznie
widziałem wokół płonące domy i słyszałem strzały - choć tego już nie
pamiętam –. Tak więc w ten sposób złożyłem tacie raport z tego co
się stało.
www.wolgal.pl/
Obserwuj wątek
    • wiahor kosmonauta 28.03.08, 10:57
      Czy to ten sam Mirek, który "pracował" w WRON-ie ?
      • mat120 Re: kosmonauta 28.03.08, 16:27
        Czyżbyś Wiahor ubolewał(a) nad tym, że upowska dzicz nie zdołała go
        dobic w Lipnikach, gdy był małym dzieckiem?
      • liberum_veto skrytobójczy postrzał „wojownika” UPA 29.03.08, 12:54
        wiahor napisała:

        > Czy to ten sam Mirek, który "pracował" w WRON-ie ?

        Tak, to wina tego "bohatera" UPA, który go nie dobił. Pociesz się
        jednak, że ojciec pierwszego polskiego kosmonauty nie miał aż tyle
        szczęścia i dosięgła go zbrodnicza kula "wojownika" UPA...
        Sława Herojam UPA!!!
        www.wolgal.pl/
        Aleksander Szycht: Po śmierci wielu członków Pańskiej rodziny w
        Lipnikach - później w innych okolicznościach poległ też Pański
        Ojciec, w trakcie wypadu...na swoją ziemię po płody rolne.
        Gen. Mirosław Hermaszewski: Dokładniej ojciec z braćmi mamy udał się
        na własne pole. Wracając przejeżdżali koło łanu zboża, skąd padł
        dobrze wymierzony strzał, a kula utkwiła koło serca. Pamiętam
        ojca ... - w szpitalu. Leżał w bandażach. Nie rozumiałem, dlaczego
        nie bierze mnie na ręce. Pamiętam pourywane zdarzenia – mamę, która
        rozbiła z rozpaczy na schodach szpitala słoik. Niestety skrytobójczy
        postrzał „wojownika” UPA okazał się śmiertelny i tata zmarł. Mama
        została z siedmiorgiem dzieci sama.
      • krouk Re: kosmonauta 31.03.08, 10:57
        wiahor napisała:

        > Czy to ten sam Mirek, który "pracował" w WRON-ie ?

        ---------------------------------------------------------------------

        Tak to ten sam, a czemu pytasz ?
    • krouk mord rodziny Hermaszewskich - tekst źródłowy 01.04.08, 15:45
      "(...) Najtragiczniejszy przebieg miały wypadki w północnych
      powiatach Wołynia: kostopolskim i sarneńskim (...). Wyrzynano tu w
      pień całą ludność polską bez względu na jej stosunek do Ukraińców.
      Jaskrawym np. było wypadkiem wymordowanie całej rodziny
      Hermaszewskich z 90-letnim Sylwestrem na czele, która nawet w
      rozmowie rodzinnej posługiwała się w tej samej mierze językiem
      polskim, jak i ukraińskim (...)"

      „Sprawozdanie miesięczne z ziem wschodnich – maj 1943 r.” w: „Źródła
      do dziejów Polski w XIX i XX wieku - Wybór tekstów źródłowych” tom
      IV część 2 – Pułtusk 2000 r., str. 172.
    • liberum_veto zbrodnie w Lipnikach 05.04.08, 11:41
      jeden z szowinistów banderowskich (wianuszek_kresowy) już zdążył
      zakwestionować wiarygodność wspomnień generała Hermaszewskiego,
      szkopuł w tym że odrażające zbrodnie popełnione przez jego idoli w
      Lipnikach są akurat doskonale udokumentowane, istnieją liczne
      zdjęcia dokumentujące bestialskie zbrodnie ludobójstwa OUN-UPA
      www.anti-orange-ua.com.ru/forum/viewtopic.php?p=20669#20669
      Фото 5 – ЛИПНИКИ (LIPNIKI), уезд Костопол, воеводство луцкое. 26
      марта 1943.
      На переднем плане дети – Януш Белавски, 3 года, сын Адели; Роман
      Белавски, 5 лет, сын Чеславы, а также Ядвига Белавска, 18 лет и
      другие. Эти перечисленные польские жертвы – результат резни,
      совершённой ОУН – УПА.
      • liberum_veto zbrodnie UPA w Lipnikach 20.04.08, 06:35
        www.anti-orange-ua.com.ru/forum/viewtopic.php?p=20668&sid=8f1a18826f4329671a33f04c4d3a306b#20668
        Фото 3 – ЛИПНИКИ (LIPNIKI), уезд Костопол, воеводство луцкое. 26
        марта 1943.
        Житель колонии Липники – Якуб Варумзер без головы, результат резни,
        совершённой под покровом ночи террористами ОУН-УПА (OUN-UPA). В
        результате этой резни в Липниках погибли 179 польских жителей, а
        также поляков из окрестностей, ищущих там укрытие. Это были
        преимущественно женщины, старики и дети (51 – в возрасте от 1 до 14
        летwink, 4 укрываемых еврея и 1 русская. Было ранено 22 человека.
        Идентифицированы по имени и фамилии 121 польская жертва – жители
        Липник, которые были известны автору. Также лишились жизни трое
        агрессоров.
        Фотограф Сарновски – вышеуказанная фотография, а также дальнейшие,
        касающиеся Липник. Вышеуказанная фотография, а также следующие,
        относящиеся к Липникам, опубликованы благодаря Александру Куряту.
        • liberum_veto Re: zbrodnie UPA w Lipnikach 10.05.08, 12:56
          Фото 7 – ЛИПНИКИ (LIPNIKI), уезд Костопол, воеводство луцкое. 26
          марта 1943.
          Вид перед похоронами. Свезённые к Народному Дому польские жертвы
          ночной резни, совершённой ОУН – УПА.
          www.anti-orange-ua.com.ru/forum/viewtopic.php?p=20670&sid=303cdb670f79a685ea05fac8b5de26ca#20670
        • liberum_veto zbrodnie tzw. UPA w Lipnikach 31.05.08, 12:01
          www.anti-orange-ua.com.ru/forum/viewtopic.php?p=20671&sid=af2e0d8db7edf62232c87444e67f5530#20671
          Фото 10 – ЛИПНИКИ (LIPNIKI), уезд Костопол, воеводство луцкое. 26
          марта 1943.
          В братской могиле покоится Ядвига Белавска, видимая в центральной
          части фотографии с обмотанной головой, в связи с большой дырой во
          лбу и головой, разорванной разрывной пулей, применённой ОУН – УПА
          (OUN – UPA).
          • liberum_veto zbrodnie tzw. UPA w Lipnikach 21.06.08, 11:43
            W poniedziałek (23.06.) w Dużym Formacie ma być wywiad z generałem
            Hermaszewskim, ale chyba raczej na tematy kosmiczne...
            www.anti-orange-ua.com.ru/forum/viewtopic.php?p=20672&sid=4280cbfc8fb912d83293640c6b4de1bf#20672
            Фото 12 – ЛИПНИКИ (LIPNIKI), уезд Костопол, воеводство луцкое.
            26 марта 1943.
            Засыпание братской могилы жертв резни, совершённой ОУН – УПА на
            поляках. На втором плане, на фоне конной телеги в светлом свитере
            стоит Йозеф Белавски, а в верхнем левом углу стоит Владислав
            Белавски – брат Камилы Гермашевской. Похороны состоялись без
            панихиды.
    • liberum_veto Duży Format - wywiad z gen.Hermaszewskim 29.06.08, 09:39
      Jeszcze przed startem w kosmos Główny Zarząd Polityczny Wojska
      Polskiego poprawił panu życiorys. W audycjach telewizyjnych i
      artykułach gazetowych informowano, że pana ojciec został zabity
      przez faszystów.
      - Ojca zabił Ukrainiec. Nie tylko zresztą jego. Nasza rodzina
      mieszkała na Wołyniu, w kolonii Lipniki nad Słuczą. Osobne
      gospodarstwo zajmował dziadek, swoje gospodarstwa miały rodziny
      mojego ojca i jego braci. Gdy na Wołyniu zaczęły się masowe mordy
      UPA na Polakach, dziadek uspokajał rodzinę, że w Lipnikach wszyscy
      są bezpieczni, bo z sąsiadami Ukraińcami od lat zawsze żyliśmy w
      wielkiej zgodzie. W nocy z 25 na 26 marca 1943 roku upowcy
      wspomagani przez niektórych z miejscowych otoczyli Lipniki,
      podpalili polskie obejścia i z niewyobrażalnym okrucieństwem
      wymordowali 182 Polaków. Z rodziny Hermaszewskich i rodziny mojej
      mamy, Bielawskich, zginęło w tę noc 19 osób.
      O włos zginąłbym i ja. Miałem półtora roku. Gdy zaczęła się rzeź,
      ojciec kazał mamie zabrać dzieciaki i uciekać w noc, a sam z
      karabinem pobiegł bronić wieś. Mamę dogonił jeden z bandytów i z
      bliska strzelił, celując w głowę. Kula ześlizgnęła się po czaszce,
      mama nieprzytomna padła na pole. Tak ją zostawili. Ja potoczyłem się
      w zamarzniętą bruzdę.
      Gdy odzyskała przytomność, była w szoku. Zapomniała o mnie, dotarła
      do sąsiedniej wsi. Tam znajome Ukrainki opatrzyły ją, nakarmiły i
      ukryły. Kiedy zorientowała się, że zgubiła dziecko, nie puściły jej.
      Było zbyt niebezpiecznie.
      Rano odszukał mnie w polu ojciec. Wydoił zabłąkaną krowę, na
      zgliszczach wykąpał mnie w ciepłym mleku. Tak mnie uratował.
      Uciekliśmy do sąsiedniej wioski.
      Latem ojciec z dwoma braćmi mamy pojechał na ojcowiznę nakosić
      trochę siana. Z łanu zboża strzelił do niego upowiec. Trafił w
      serce. Zostaliśmy półsierotami.
      Matka z siedmiorgiem dzieci uciekła do miasteczka powiatowego.
      Wegetowaliśmy tam dwa lata. Od głodu uratował nas ksiądz Rossowski,
      który udzielił nam gościny na plebanii.
      Podczas lotu zaaranżowano rozmowę radiową z mamą. Gdy powiedziała,
      że jestem bohaterem, przerwałem jej i poprawiłem: Mamo, to ty jesteś
      bohaterem.
      Tę rozmowę wyemitowano jeden jedyny raz. Potem, gdy ktoś w GZP
      zorientował się, o co w niej chodzi, zawsze ten fragment wycinano.
      wyborcza.pl/1,75480,5337463,Polak_z_Sojuza.html
    • ktos_021 Re: kosmonauta - niedoszła ofiara "bohaterów" UPA 28.06.09, 12:17
      Warto zachować.
      • bastion44 Nie tylko Hermaszewski. 29.06.09, 12:37
        Adam Gruca-ur.3.XII.1893r.-w Majdanie Sieniawskim-ortopeda prof.medycyny,jeden z trójcy polskich ortopedów.W okresie okupacji niemieckiej we Lwowie pracował jako wykładowca medycznych kursów zawodowych,pełniąc jednocześnie funkcję szefa sanitarnego w Komendzie Obszaru ZWZ-AK Lwów.Zagrożony śmiercią przez UPA we wrześniu 1943r.,Przeniósł się do Jarosławia.a następnie do Kalwarii Zebrzydowskiej.Po wojnie był profesorem UW,oraz kierownikiem Katedry i Kliniki Ortopedycznej AM w Warszawie.Obecnie w Jarosławiu jest ulica jego imienia,boczna ulicy Czarnieckiego i Osiedla Jagielonów.
    • liberum_veto Kresowianie w Prabutach 29.06.09, 06:49
      W tych dniach w Prabutach, na północnych Kresach, odbyły się
      uroczystości ku czci pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich.
      Gościem honorowym był gen. Mirosław Hermaszewski, ocalały z masakry
      Lipnik na Wołyniu. Jako niemowlę uratowała go jego matka,
      postrzelona przez „rycerza” z UPA. Ojca zabił ukraiński sąsiad. Losy
      generała opisałem rok temu w felietonie ‘Świadectwo kosmonauty”.
      W czasie sesji wygłosiłem swój referat, ale autentyczną gwiazdą był
      gen. Hermaszewski. Dał on piękne świadectwo o bohaterstwie swojej
      matki, która nie tylko go uratowała, ale jako wdowa w nadzwyczaj
      trudnych warunkach wychowała siedmioro dzieci. Bez ogródek też
      przedstawił młodzieży czym był nacjonalizm ukraiński. Słuchałem tego
      z pewną refleksją. Oto bowiem były członek PZPR i WRON, niedoszły
      kandydat do Senatu z listy SLD, mówi odważnie to, czego członkowie
      PO i PiS, partii zbudowanych na ideałach „Solidarności”, boją się
      powiedzieć nawet przez sen. To kolejny polski paradoks.
      Kolejnym mocnym elementem sesji był wykład dr Leona Popka,
      pracownika IPN w Lublinie, potomka pomordowanych w wołyńskich
      Ostrówkach. W tej wsi, łącznie z sąsiednią Wolą Ostrowiecką, 29
      sierpnia 1943 bandyci z UPA wymordowali 1040 Polaków, w tym 500
      dzieci. Do dziś polscy politycy boją się tutaj zapalić znicze. Oj,
      wszechwładny ambasador Ukrainy w Warszawie Ołeksander Mocyk,
      pochodzący z tych samych stron, groźnie pogroziłby palcem, gdyby się
      na to odważyli. Pana doktora słuchałem wiele razy, ale za każdym
      jestem pod ogromnym wrażeniem tak jego rzetelnej wiedzy, jak i
      ogromnej miłości do ojczystych stron jego dziadków.
      (ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski)
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1892
    • liberum_veto Świadectwo kosmonauty 15.07.09, 07:23
      Świadectwo kosmonauty
      Współczesna historia Polski zapisała wiele nieznanych dotąd kart, o
      których establishment III RP wciąż stara się zapomnieć.
      Najlepszym tego przykładem są losy kosmonauty Mirosława
      Hermaszewskiego oraz jego brata Władysława, także generała
      lotnictwa. W ich życiorysach, wydawanych w PRL, są informacje, że
      urodzili się oni w ZSRR i że do Polski zostali repatriowani w 1945
      r. Data się zgadza, ale pozostałe wiadomości są kłamliwe, gdyż obaj
      urodzili się nie w imperium sowieckim, ale na terenach II RP, do
      której wtedy należały ich rodzinne Lipniki na Wołyniu. Co więcej,
      nie byli repatriowani, ale ekspatriowani, bo wywózki Polaków z ich
      miejsc urodzenia były niczym innym jak wypędzeniem z ojczyzny, a nie
      powrotem do niej. Idąc jednak tym tropem natrafiłem na prawdziwe
      losy obu braci. Przyszli oni na świat w polskiej rodzinie,
      zamieszkującej Kresy od pokoleń. W rodzinie tej jak w soczewce
      skupiły się tragiczne wydarzenia z lat wojny. Mirosław Hermaszewski
      tak je wspomina w wywiadzie udzielonym dla strony
      internetowej "Wolhynia i Galicja": "Żyliśmy bardzo spokojnie do 1943
      roku, kiedy to dla nas pamiętnej nocy z 25 na 26 marca dokonano
      rzeczy strasznej. Zdziczała banda "bohaterów" UPA okrążyła naszą
      śpiącą wieś Lipniki i rozpoczęła systematyczną rzeź niewinnych
      ludzi. W okrutny sposób zostały zamordowane 182 osoby. Z rodzin ojca
      i mamy, czyli Hermaszewskich i Bielawskich, zginęło 18 osób.
      Rodzinną wieś całkowicie spalono. Dziadek do ostatniej chwili był
      ufny i podobno uspokajał nas, iż nic nam się nie stanie - bo cóż nam
      mogą zrobić bracia Ukraińcy".
      Z rzezi tej przyszłego kosmonautę, będącego wówczas niemowlęciem,
      uratowała jego matka. Hermaszewski wspomina dalej: "Wszystkich
      zbudziły serie karabinowe, strzały z zapalających pocisków i
      płomienie. Ojciec, który był w oddziale samoobrony na czatach, wpadł
      do domu i krzyknął do naszej mamy z dziećmi, by uciekali i zniknął w
      ciemności. Każdy miał jakiś tobołek na plecach, tobołkiem mamy byłem
      ja. [...] Kilku banderowców starało się zablokować mamie drogę
      ucieczki - krzyczeli, żeby stanęła, ale strach uciekającej mamie
      tylko dodał sił. Jeden z bandytów, może ten, który ma czelność dziś
      wypinać pierś do odznaczenia, dogonił ją i z kilku metrów, celując w
      głowę strzelił. Trafił w ucho. Od strzału straciła przytomność.
      Upadła z zakrwawioną głową. "Bohater UPA" był pewien, że zabił.
      Zawiniątko przycisnęła do siebie. Sam dziwię się, że wtedy jakoś nie
      zakwiliłem, przecież byłby mnie wdeptał w ziemię. Gdy mama odzyskała
      przytomność - zaczęła uciekać. W sąsiedniej wsi zaopiekowały się nią
      znajome Ukrainki. Po chwili, gdy ochłonęła, zorientowała się, że nie
      ma dziecka na plecach. Była w rozpaczy i chciała wracać, ale
      Ukrainki przytrzymały ją i nie puściły. "Tam Ciebie zareżut". Rano
      tata, brat i inni penetrowali pobojowisko. Widok był przerażający -
      zgliszcza i trupy - większość potwornie okaleczona. Dorobek wielu
      pokoleń Polaków został spalony. Niedaleko brat zobaczył krew na
      śniegu i zawiniątko. Ich oczom ukazało się niedające znaku życia
      dziecko - blade. Ojciec potrząsnął mną. Otworzyłem oczy". Rok
      później ojciec kosmonauty został zamordowany przez UPA, a dwa lata
      później jego rodzinę w bydlęcych wagonach wywieziono na obce im
      tereny, czyli na tzw. Ziemie Odzyskane.
      O sprawach tych nie można było wiele pisać w PRL, choć pojawiały się
      wówczas pewne publikacje, jak np. "Czerwone noce" o obronie
      Przebraża. Jednak dziwi fakt, że także w wolnej Polsce nie pisze się
      o tym zbyt wiele. Niestety wynika to z hipokryzji części
      establishmentu III RP. Polsce rzeczywiście bardzo potrzeba
      przyjacielskich relacji z Ukrainą, z którą łączą nas liczne więzi
      tak historyczne i kulturowe, jak również polityczne i gospodarcze.
      Jest to tym ważniejsze, że wciąż w siłę rośnie Rosja. W ostatnim
      wydaniu "GP" dobrze opisał to Antoni Zambrowski w artykule
      pt. "Polsko-ukraińska kwadratura koła", więc nie muszę tego dalej
      rozwijać. Relacje te jednak powinny być oparte na prawdzie i trosce
      o skrzywdzonych, a nie na kłamstwie i przemilczeniu oraz trosce o
      dobre samopoczucie katów. Poza tym doświadczenia wielu narodów uczą
      nas, że tylko poprzez prawdę o trudnych wydarzeniach można dojść do
      przebaczenia i pojednania. Jak bowiem wyglądałoby np. pojednanie
      polsko-niemieckie, gdyby zaprzeczano istnieniu komór gazowych w KL
      Auschwitz lub przemilczano ludobójstwo ludności cywilnej w czasie
      Powstania Warszawskiego? Na tym więc polega owa hipokryzja, że
      polski establishment o tę prawdę po prostu nie dba. Co więcej, inną
      miarę stosuje do obywateli polskich pomordowanych przez faszystów z
      SS, a inną do pomordowanych przez faszystów z UPA. Czy znów, tak jak
      za komuny, mamy mieć podział na "lepszą" i "gorszą" krew przelaną za
      ojczyznę? Dokąd też osoby ścigające oprawców Żydów będzie się
      nazywać ludźmi sprawiedliwymi, a osoby piszące o zbrodniach
      nacjonalistów ukraińskich - mścicielami i oszołomami?
      Uważam więc, że budowa w Warszawie pomnika ofiar ludobójstwa
      dokonanego na Polakach na Kresach Wschodnich jest sprawą wagi
      państwowej. Dlatego też na czele budowy owego pomnika powinien
      stanąć premier polskiego rządu. Ten ostatni, tuż przed wyborami, w
      myśl zasady "Paryż jest wart mszy", padł na kolana przed kościelnymi
      dostojnikami, zawierając ślub w katedrze w Gdańsku i wycierając
      klamki w kurii w Krakowie. Może więc jednak ugnie kolano także przez
      cierpieniami ofiar ludobójstwa. Tym razem już nie z wyrachowania
      politycznego, ale z szacunku dla prawdy. Tak jak na męża stanu i
      uczciwego Kaszuba przystało.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, 03-06-2008
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=831

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka