Dodaj do ulubionych

GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ

03.11.03, 13:50
Podczas ostatnich wakacji przekraczałem kilka razy granice krajów Europy
Wschodniej. Arogancja, ślimacze tempo odpraw, wymuszanie łapówek i dziwnych
opłat bez żadnych cenników, zniechęcają turystów do odwiedzania tych krajów.
Moje doświadczenia pochodzą z granic Serbia/Bułgaria, Grecja/Bułgaria oraz
Bułgaria/Rumunia. Jako, że kolejne wakacje pewnie spędzę także w Bułgarii,
postanowiłem zainteresować szersze grono turystów tym problemem, nie tylko w
Polsce. W swojej naiwności wierzę, że opisy takich zdarzeń np. w prasie
turystycznej w Polsce, Czechach i na Węgrzech spowodują ucywilizowanie
warunków przekraczania granic. Dlatego proszę Was o opisywanie, w miarę
szczegółowo, Waszych "przygód" jakie doświadczyliście na granicach
następujących państw: UA, RO, BG, SIC(d.YU). Nie chcę się zajmować ani Rosją
ani Białorusią, bo akurat w tych przypadkach nie wierzę w żadne cuda. Kraje
bałtyckie oraz H, SK, i CZ wyłączam także, gdyż przykrości jakie spotykają
turystów na granicach tych państw są sporadyczne i nie są standardem
obowiązującym na tych wymienionych wyżej.
Obserwuj wątek
    • Gość: macek Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.acn.waw.pl 03.11.03, 17:08
      Trochę się zastanawiałem czy opisać moją "przygodę" na przejściu granicznym w
      Hrebennem. Jeśli jednak dyskusja na ten temat ma przyczynić się choć
      minimalnie do zwrócenia uwagi na problem granic na wschodzie, a co za tym
      idzie do ucywilizowania procedur ich przekraczania w przyszłości to chyba
      warto.
      Otóż w tym roku wybrałem się w podróż turystyczną na Ukrainę (patrz
      wątek "Kresowe zamki..."). Wyprawa udała się setnie, natomiast przekroczenie
      granicy z Ukrainy do Polski w drodze powrotnej okazało się prawdziwym
      koszmarem, który mocno popsuł nasze wrażenia.

      Na przejście graniczne dojechaliśmy około godziny 18-stej i ustawiliśmy się na
      końcu przeogromnej kolejki dla samochodów osobowych (do pierwszego szlabanu
      było około 1,5 kilometra), wśród aut przeważali Ukraińcy ale było też kilka
      samochodów z polską rejestracją.
      W ciągu kilku godzin posunęliśmy się może 50 metrów. Ponieważ zrobił się
      wieczór, a potem noc wielu kierowców przysypiało. Wykorzystywali to stojący
      dalej i po chamsku wpychali się przed auta, które zbyt późno ruszały. W tym
      czasie wielokrotnie podchodzili do naszego samochodu młodzi Ukraińcy
      proponując w zamian za łapówkę szybsze przekroczenie granicy. Ponieważ nie
      mieliśmy zamiaru płacić wciąz odchodzili z kwitkiem klnąc okropnie (dwie doby
      będziecie k... stali!!!) Koło godziny 2 w nocy moja dziewczyna miała już
      jednak wszystkiego dosyć, była mocno przerażona (brak jakiegokolwiek
      oświetlenia, na poboczu mnóstwo nieprzyjemnych typów, potworny śmietnik, smród
      ekstrementów) i zdeterminowana by zapłacić jednak łapówkę.

      Po 2 w nocy podjechał do naszego samochodu młody Ukrainiec w Ładzie i po raz
      kolejny zaproponował byśmy zapłacili, a wtedy szybciej przejedziemy.
      Zgodziliśmy się i po małych targach stanęło na 60 złotych (pierwotnie chcieli
      nawet 30 dolarów). Wręczył więc nam "talonczik" (rzecz ważniejsza niż
      paszport smile i kazał jechać prawą stroną do końca, aż staniemy w kolejnej
      kolejce - tej opłaconej (kolejek było chyba ze trzy, oprócz jeszcze tej dla
      tirów). Kiedy tam dojechaliśmy podszedł do nas człowiek w dresach o aparycji
      Terminatora i zapytał grzecznie "czego". Wytłumaczyłem mu, że mam talonczik i
      rozliczę się z gościem z Łady, co skwitował słowem "w porządku" (facet z łady
      nie wziął od nas na razie pieniędzy).

      Po jakimś czasie młodzieniec od talonczika przyszedł do nas i wtedy już się
      rozliczyliśmy, przy czym powiedział, że wszystkiego dopilnuje. Jak się okazało
      do godziny 5 rano nikogo przez przejście nie puszczano.
      Około 5 podniósł się straszliwy rwetest i wszyscy nagle odpalili swoje auta
      chcąc zdążyć jak najszybciej przejechać pierwszy szlaban.

      Jeśli ktoś jednak myśli, że cała procedura mafii granicznej jest jakoś
      ucywilizowana to się grubo myli, nie ma żadnych podstawionych samochodów,
      które opuszczając miejsce zwalniają je dla łapowników (byliśmy święcie
      przekonani, że tak się to właśnie odbywa), bandziory w dresach brutalnie
      zatrzymują samochody stojące w tej "uczciwej" kolejce i na ich miejsce
      kierują "nieuczciwych". Panuje przeokropny bałagan, dochodzi do przepychanek i
      wyzwisk - słowem dantejskie sceny...

      Kiedy już się odpowiednio ustawiliśmy i wypełniliśmy talonczik byliśmy
      przekonani, że teraz pójdzie "jak z płatka". Jakże się myliliśmy....

      Tuż przy szlabanie szału dostał jakiś mundurowy funkcjonariusz (chyba
      kierownik całego tego cyrku) i zaczął zawracać wszystkich, którzy zapłacili
      łapówkę. Zrobił się jeszcze większy bałagan, trzy kolejki w stronę Polski i
      samochody wjeżdzające na Ukrainę zaczęły się ze sobą mieszać i nawzajem
      blokować. Wszyscy na siebie trąbili. Jeden z Ukraińców, który nie chciał
      zawrócić został uderzony przez funkcjonariusza w twarz. Sytuacja była naprawdę
      nieciekawa. Żal i nam było pieniędzy i straconego czasu, nie zawróciłem więc
      czekając na rozwój wypadków. Zauważyłem jednego z "mafiozów" pytając o co
      chodzi, zaczął nas uspokajać i z powrotem organizować następną kolejkę (piątą
      chyba), reszta starała się dogadać z kierownikiem tego burdelu. Ten jednak był
      nieugięty. Podszedł do nas krzycząc "nazad Paliak, nazad!!!" Ja jednak też
      byłem zdeterminowany i nie cofałem się. W końcu ten z łady kazał nam znowu
      wszystkich objechać (dał nowy talonczik bo tamten został zabrany przez
      mundurowego) i ustawił obok tirów w kolejnej kolejeczce. Sam poszedł się
      dogadać z pewnym mundurowym przy szlabanie (kierownik był zasłoniety tirami i
      zajęty rękoczynami). Po pewnej chwili machnął i podjechaliśmy pod szlaban
      (obok nas jechał olbrzymi tir, któremu chcąc niechcąc zajechaliśmy drogę -
      kierowca dostał prawdziwej furii i posłał kilka niewybrednych wiązek smile
      Pod szlabanem tymczasem trwały targi...
      - tolko dwa
      -niet, dwa i iścio dwa..
      -niet tolko dwa
      - dwa plus dwa!
      -niet!
      W tym momencie mundurowy odwrócił oczy, a ja niemalże nielegalnie na pełnym
      gazie przejechałem przez na wpół uchylony szlaban, ścigany obelżywymi
      wyzwiskami kierowcy ciężarówki...

      Potem to już elegancko, jeszcze 5 godzin (tu przy odprawie puszczano przed
      kolejkę Ukraińskie samochody)i wreszcie wjechalismy na polską odprawę (Boże
      jak tu u nas było miło, celnicy i strażnicy uśmiechnięci, nawet w stosunku do
      Ukraińców zachowywali się bardzo kulturalnie - słowem cywilizacja).

      Na marginesie dodam, że trochę mi głupio za tą łapówkę (zdarzyło mi się to
      pierwszy raz w życiu i mam nadzieję ostatni), ale gdyby mimo wszystko nie ona
      to stalibyśmy jeszcze kilkanaście albo i kilkadziesiąt godzin.

      pzdr
    • wowa11 Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ 03.11.03, 21:30
      zachowanie celników i straży granicznej na wszystkich przejsciach w Europie
      Wschodniej jest okropne i aroganckie, człowiek traktowany jest jak bydło,
      szara masa, którą można przeganiać i poniżać. W medyce czy Krościenku czuję
      się jak na bramie w obozie koncentracyjnym: krzyki, przeganianie ludzi,
      popychanie, szperanie w torebkach... To chyba jeszcze ostatni bastion dawnych
      czasów. Szczerze mówiąc przejscia graniczne pomiędzy PL, SK, CZ i H wyglądają
      inaczej. Również granicę słoweńską i chorwacką miło wspomnam (wjazdy ze
      Słoweni oraz Węgier), węgirsko - rumuńską średnio ale też nie było źle.
      Najgorsza jest bezradność. O zachowaniu Ukraińców na przejściu w Krościenku
      mówi sie ostatnio często, nawet władze lokalne interweniowały w sprawie
      wymuszania łapówek, i co sie zmieniło? Nic, jak brali "piatki" tak dalej
      biorą, żądają jakiegoś podatku lokalnego w wysokości 45hr, ale można zapłacić
      15 bez kwitu, nakazują zapłacić ubezpieczenie (12hr), ale wystarczy
      dać "piatku". I tak czytam o tym setny raz w gazecie przeczuwając, że na
      zmiany nie ma najmniejszych szans. Podobno tragiczne są przejścia pomiędzy
      Rumunią i Bułgarią ale tam jeszcze nie jeździłem.
    • Gość: pio Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.attu.pl / *.waw.cdp.pl 03.11.03, 23:49
      Przekraczaliśmy granicę rumuńskó-bułgarską, pociągiem już za dworcem w
      Bukareszcie weszła Pani pogranicznik do naszej kuszetki a jej pierwsze pytanie
      to: gans,psychotropi,narkotiks?! Niezłe mieliśmy miny ale dalej było jeszcze
      lepiej, zbadała cały przedział i podejrzana wydała jej się mała szafeczka pod
      umywlką, ale nie dała się otworzyć ,zawołała ciecia wagonowego a on zwyczjnie
      wyłamał kawałek półki z wystającymi gwoździami i pukając się w głowę zostawił
      nam wszystko rozbebeszone i sobie poszedł.Z powrotem na granicy rum-
      węgierskiej tylko weszli z psami, a węgierski celnik znalazł w moim plecaku
      takie miejsca, o których sam nie miałem pojęcia.Ale to cały koloryt naszej
      wschodniej Europy w UE to dopiero wieje nudą.
    • Gość: Anisa Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.chello.pl 04.11.03, 18:25
      Dokladnie rok temu przekraczałam granice polsko-białoruska w Brześciu, ale ...
      w samochodzie białoruskim. Po prostu nie mozna jej przekroczyc piechota i na
      samej granicy zabrał mnie z mężem bardzo miły Białorusin handlujacy rowerami.
      jechał pustym busikiem. Patrzyłam na odprawe od strony Białorusina poniewaz
      przez długi czas nie pokazywalismy paszportów i zarówno Polacy jak i
      Białorusini uwazali nas za Białorusinów. Polacy traktuja naszych wschodnich
      sąsiadów z wyraźna wyższością - do naszego kierowcy zwracali sie na przykład na
      ty. Kontrolowali jego pusty samochód wielokrotnie, a kolejka nie poruszała sie
      do przodu. W sumie stalismy jako 10-ty samochód chyba 3 godziny (sama zmiena
      zmiany trwała około godziny)! Wreszcie pokonalismy wszystkie kontrole i
      staliśmy jako pierwsi przy upragnionym szlabanie. Ale on sie nie otwierał. %,
      10, 15 minut... Celnicy (Polacy) w tym czasie przemieszczali sie z jednej budki
      do drugiej aż w końcu ugrzęźli w jwdnej z nich na dłużej. W końcu mąz wściekły
      poszedl tam i zarządał puszczenia nas do kraju. Gdy zorientowali się, że
      jesteśmy Polakami, grzecznie pozwolono nam jechać i nawet usłyszelismy
      szerokiej drogi.
      Historii opowiadanych przez "naszego" Białorusina nie będe przutaczać, bo brak
      miejsca...
    • Gość: Traveler Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.proxy.aol.com 05.11.03, 06:19
      Kwestia terminologii: czy chodzi o Wschód, czy też chodzi o Europę?...
      • Gość: Kayo Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: 195.117.241.* 10.11.03, 07:08
        między rumunią i bułgarią panuje wysoki poziom usług celników, trzeba tylko za
        to płacić bo ich państwa są niewydolne więc radzą sobie jak mogą, podobnie jest
        na ukrainie, po za tym życzę polsce takich celników jak rumuni znających język
        angielski na przykład i to nie tylko na wzorcowym przejściu jakim jest granica
        przed Oradeą
        • tomaszek193 Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ 10.11.03, 14:40
          To prawda, że przejście graniczne H/RO pod Oradeą jest wzorcowe i zachowanie
          celników rumuńskich także. Zapewne zachowanie to wymuszają Węgrzy, bo niestety
          inne granice, a w szczególności z BG są "wzorcowe inaczej". Tam, w
          opieszałości, poniewieraniu turystów i ściąganiu wszelkich opłat związanych
          często z widzimisię celników, prześcigają się wzajemnie funkcjonariusze z obu
          stron granicy.
          • Gość: Kayo Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: 195.117.241.* 11.11.03, 12:40
            zauważ że przykład idzie od gorszych choć nie zawsze na granice w Ruse/Gourgiu
            poziom rumuńskich celników jest podobny ale mimo wszystko lepszy niż leniuchów
            i brudasów Bułgarów, co prawda opłaty zniechęcają ale mimo wszystko Rumuni mają
            już jakiś pseudoeuropejski poziom natomiast Bułgarzy to ciągle takie leniwe
            gnojki olewające wszystko i wszystkch... na szczęście są jeszcze inne granice
            niż ta, po za tym Rumuni bardziej nie wiem dlaczego lubią Polaków mam takie
            nieodparte odczucie od paru lat, Bułgarom jakby przeszkadzało że wracamy nad
            ich morze przyworząc tam kasę, jakby nam czegoś zazdrościli podobnie jak
            ukraińcy, natomiast rumuni raczej z humorem i jakimś luzem podchodzą do
            wszystkiego, może im lepiej płacą albo mają więcej środków unijnych już... nie
            wiem
        • staua Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ 11.11.03, 18:41
          Tu sie zdziwilam, w takim razie ci celnicy prezentuja wyzszy pozion jezykowy
          niz ci z lotniska Otopeni w Bukareszcie, ilekroc tam jestem, nikt nie rozumie
          angielskiego i musze dukac po rumunsku.
    • Gość: ciucias brasov Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.11.03, 17:01
      Granica węgiersko-rumunska w satu mare niczym nie zaskakuje. Pusto ,
      spokojnie, dobry dojazd z obu stron. Trzeba przedstawić dowód rejetracyjny -
      pytają o miejsce podróży. Samochód wpisują do bazy danych sytemu
      komputerowego. Przy wyjeździe kontrolują dane typ samochodu(przejście Oradea -
      dużo samochodów ale sprawnie)). Ciekawostką był fakt słabej znajomości języka
      francuskiego wśród rumunów, niby kraju o tradycji romańskiej. Przydatny jest
      natomiast niemiecki, szczególnie w interiorze, angielski niezły wśród
      młodzieży. w ogóle rumuni zaskakują, czego nie da się powiedzieć o węgrach ,
      lingwistycznie chyba nieprzystosowanych.
      • Gość: Kayo Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: 195.117.241.* 19.11.03, 06:41
        Węgrzy i Słowacy to calkowici ignoranci jak do takiego słowaka zagadałem po
        angielsku to się obraził i kazała na wolny pas zjechać ale widząc że nie ma
        czego kontrolować po prostu odpuścił, a jak byłem na 3 godzinnym wyjeździe w
        Miszkolcu żby zażyć energii ciepłych zródeł w głowie mu się nie mogło zmieścić
        że ktoś z Polski przyjechał na węgry na 5 godzin w zimie, chmm a jak mu
        powiedziałem że "... i z czym Wy do uni z takim podejściem..." to tak mu
        ciśnienie skoczyło że myślałem że mnie nie przepuści tak jak za normalnej
        komuny, ale w sumie to go rozumiem do pracy jeździ pracowniczym celniczym
        autobusem skodę trzyma w garażu i je ciepłe kluski na obiad więc w sumie nie ma
        się czemu dziwić...a z języków zna tylko ukraiński i to tylko dlatego że w
        sumie na pewno ma takie korzenie jak większość wschodnich słowaków
    • Gość: jan Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: 217.153.173.* / 217.153.173.* 19.11.03, 18:32
      Historia z granicy Czech i Słowacji. Przyznam się, że przy jej przekraczaniu
      miałem ubaw po pachy. Przekraczałem w czeskim miasteczku Hodonin. Granica
      przebiegała przez typowe postsocjalistyczne blokowisko. Na środku ulicy była
      buda, w której siedział czeski pogranicznik i sprawdzał zapewne paszporty swoim
      sąsiadom, z którymi do niedawna pewnie pił piwo w jednej knajpie. Kolejka
      oczekujących aut też oczywiście była. Wszystkie z rej, czeską lub słowacką. I
      ja jeden z polską. Ale odprawa szła sprawnie, bo to przecież sąsiedzi.Przyszła
      kolej na minie. Sprawdzono dokładnie paszporty, wbito pieczęcie i pojechałem
      sądząc, że to koniec. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przejechaniu ok. 1 km
      zobaczyłem wielka zadaszoną strażnicę graniczną - słowacką. Jeszcze podpadłem,
      bo zatrzymałem się na pasie przed stojącym samochodem. Zostałem skarcowny przez
      słowackiego pogranicznika z nakazem podjechania do niego na inny pas. Też
      dokładnie sprawdził paszporty, bo pewnie nasze były egzotyczne. Bo jakaż może
      być atrakcja kontrolując sąsiadów z którymi mieszka sie od lat. Ot taki
      kompleks nowych państw.
      Także w okresie majowych dni wolnych granice polsko słowackie były oblężone,
      nie chcieli sie zgodzić na uproszczoną odprawę. Kolejka np. w Łysej Polanie,
      Piwnicznej miała kilka km długości. Sprawdzali dokładnie paszporty. Pikanterii
      dodawał fakt, że mniej wiecej w tym czasie Słowacy mieli referendum o
      przynalezności do UE.
      • Gość: Travel Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.aster.pl / *.acn.pl 20.11.03, 03:46
        Ja najczesciej przejezdzam z Polski na Slowacje, czesto nawet dwa razy dziennie.
        Latem zauwazylem, juz po referendach, ze czasami SGkom nie chcialo sie juz
        wychodzic do samochodow i tylko machali reka, zeby jechac dalej. Jednak jesli
        juz dochodzilo do "odpraw skroconych", to z jakims strachem i obawami.
        Natomiast celnicy latem zachowywali sie tak, jakby juz mieli to wszystko w
        dupie.Czasami tylko zartobliwe pytanie, czy alkoholu ilosc
        przyzwoita.Generalnie przyjemni i z poczuciem humoru.(Chocholow, Chyzne,
        Niedzica).


        Natomiast facety z SG, a babki jeszcze gorzej, to sztywniaki zanadto
        przejmujace sie swoja rola.Zero poczucia humoru.
        Byc moze oni do ostatniej chwili chca pokazac, ze sa nie tylko wazni, ale i
        potrzebni, bo od 1 maja zmieni sie sporo.

        Po pierwsze bedzie sie jezdzic z nowymi dowodami, po drugie zapewne tzw
        przejscia malego ruchu zostana udostepnione dla wszystkich obywateli
        poszerzonej UE. Do czasu zadzialania umowy Schengen SG ma prawo legitymowac
        podroznych, ale nie ma obowiazku robienia standardowej odprawy kazdemu. Poza
        tym traci sens polska odprawa paszportowa wyjazdowa, bowiem kazdy Polak bedzie
        mial prawo poruszac sie po UE swobodnie. Zapewne wiec bedzie tak, ze tego
        legitymowania przy wyjezdzie dokona Slowak ( jesli dokona ), a spowrotem Polak.
        Celnikow na przejsciach od 1 maja nie bedzie, a w kazdym razie nie bedzie ich
        interesowalo, co mamy w bagaznikach.Aczkolwiek przywoz alkoholu z innego
        panstwa UE bedzie nadal podlegal ograniczeniom " na wlasnie potrzeby" czyli 10
        litrow wodki, 90 litrow wina oraz 110 litrow piwa na osobe.Od razu mowie, ze mi
        taka ilosc sie do bagaznika nie zmiesci.

        Miejmy nadzieje, ze bedzie normalniej i przez zielona granice w gorach na
        szlakach tez czesciej sie bedzie chodzic.
    • Gość: ciucas brasov Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.aster.pl / *.acn.pl 20.11.03, 22:05
      A teraz historyjka polsko - slowacka. Zima po dużych opadach sniegu i
      skończonym pomyślnie urlopie narciarskim. Jadę od strony słowackiej na
      przejście Łysa polana. Juz wieczor ok 20, zimno i bezchmurnie. W zapyziałm
      sklepie dla polaków, chyba w Zdiar kupuję pożegnalne flaszki śliwowicę i rum.
      Jedziemy dalej ostro pod góre , droga dobra, odśnieżona, posypana drobnym
      żwirkiem czyli słowacki standard zimowy. W samochdzie czuć alkoholem. Okazuje
      sie ze to niszczelny korek w butelce z rumem daje upust zawartości niewiadomego
      pochodzenia.Jeszcze trochę wybojów i jesteśmy na przejściu. Tradycyjnie
      kierowca wysiada z samochódu i podaje paszporty (swoją drogą gdzie indziej
      słabo znany proceder). Rzucam przez ramię "jeszcze zwierz". Konsternacja, ekipa
      w mundurach poważnieje i podskakuje do "okienka".A z samochodu wyglada zaspany
      bokser. Wybuchają śmiechem. Południowy sąsiad elekwentnie dodaje; u nas to mają
      beczkę na szyji, z rumem tuzemskim. Wyjmuję i przchylam moja flaszke - byle
      nie tak zaszpuntowaną. No i zrobiło sie troche mniej śmiesznie. Po naszej
      stronie polski standardzik, kopny snieg i pierwszy bieg. Za to pług z
      podniesinym do góry lemieszem jedzie na wycieczkę krajozanawczą porozumiewawczo
      migając żółtym swiatełkiem na dachu potężnego trójosiowego volvo.
    • Gość: Dwustronny Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.proxy.aol.com 21.11.03, 07:30
      Czytam te tutaj relacje z wielkim zainteresowaniem, bo to i wspomnienia z
      dawnych czasów, i zainteresowanie obecnymi realiami. Gnębi mnie jednak jedno
      pytanie bo mam dwa paszporty: co sądzicie, czy lepiej przekaraczać te granice z
      paszportem polskim, czy też z amerykańskim? Poradźcie jeśli możecie i chcecie.
      • Gość: Kayo Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.lancut.sdi.tpnet.pl 21.11.03, 08:35
        oczywiście że amerykańskim
        • tomaszek193 Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ 23.11.03, 22:28
          ...i tu się możesz zdziwić. Do zeszłego roku miałem paszport wydany w polskim
          konsulacie w Nowym Jorku. Była tam rubryczka - miejsce zamieszkania. Miałem
          tam wpisane New York. Wielokrotnie, a szczególnie na "wschodnich" granicach
          moja odprawa trwała znacznie dłużej. Prześwietlano ten paszport na wszystkie
          strony, konsultowano go w kilka głów, gdzieś tam dzwoniono, nie raz kazano mi
          zjeżdżać na bok, by odczekać te ceregiele. Kiedyś, w Barwinku, Słowacy
          trzymali mnie ponad dwie godziny zanim pozwolono mi wjechać z takim cudacznym
          paszportem. Kiedy indziej, Czesi w Chałupkach, domagali się kaucji za mój
          samochód i nie przekonało ich to, że auto ma polskie numery, ubezpieczenia, że
          miałem nawet przy sobie polski dowód osobisty. Uparli się i koniec, musiałem
          jechać na inne przejście, gdzie nikt tego nie zauważył. Dlatego nie
          ryzykowałbym z tym amerykańskim paszportem, bo różnie można trafić i po co
          narażać się na zbędną dociekliwość urzędników.
          • Gość: KAYO Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: 195.117.241.* 27.11.03, 10:29
            przyznaję rację w sumie, jeżdzę trochę służbowo po południowym wschodzie i wiem
            że słowaccy i węgierscy celnicy pomimo że niebawem wstępujemy do Uni są tak
            niereformowalni że szkoda gadać... chyba że są to ich ostatnie akty
            desperackich prób zarobienia paru groszy przed zdjęciem ich z placówek ale
            takich aktów głupoty i złośliwych wymysłów to już nawet na granicach rumuńskich
            i ukraińskich nie widziałem
    • Gość: michał_k Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.03, 13:29
      W kwietniu byłem pasażerem lini autobusowej Elbląg-Kalingrad i Kalingrad-
      Elbląg. Niestety jestem zszokowany ty co zaprezentowały polskie służby
      graniczne przy powrocie do kraju. Odprawa rosyjska trwała w miarę krótko –
      kilkanaście minut. Mimo idiotycznych jeszcze „radzieckich” procedur, przebiegła
      bezkonfliktowo i sprawnie.
      Po podjeździe do polskiej odprawy, sytuacja zmieniła się diametralnie.
      Autobus był rejsowy, tak więc powinien być „załatwiony” na bieżąco. Tymczasem
      dopiero po dwóch godzinach oczekiwania umożliwiono podjazd autobusu na
      stanowisko odprawy. Po kilkunastu minutach do pojazdu wszedł żołnierz Straży
      Granicznej. Rozsiadł się na przy wejściu, stwierdził z uśmiechem „ale zimno tu
      macie” (akurat był to weekend gdy temperatura oscylowała w okolicach zera),
      następnie powiedział, że nie chce mu się teraz sprawdzać paszportów – przecież
      i tak połowę z nas wyrzucą celnicy. Tak więc czekaliśmy dalej. W międzyczasie
      żołnierz upatrzył sobie jednego Rosjanina, sprawdził jego dokumenty i
      powiedział, iż nie wjedzie on do Polski. Brakowało zaproszenia. Jak się okazało
      zdanie zmienił po tym jak wysiadł z nim z pojazdu i porozmawiał na osobności. W
      końcu po następnych 10 minutach przyszli celnicy. No i zaczął się cyrk. Wszyscy
      zabrać torby i wysiadać – zakomunikowali. Panowie do tylnych drzwi, panie do
      przodu. Zgodnie z poleceniem poszedłem do tylnych drzwi. Celnik siedział w
      otwartych drzwiach. Wsiadaliśmy pojedynczo. Celnik pytał o to co wieziemy i
      sprawdzał torby. Następnie zadawał pytanie „co na sobie” – na początku nie
      rozumiałem o co chodzi, co celnika doprowadziło do wzburzenia, żebym sobie z
      niego nie żartował tylko przyznał się „co na sobie”. Odpowiedziałem, że nie
      wiem o co mu chodzi i żeby zachowywał się grzeczniej. Burknął coś pod nosem, ja
      zaś potulnie rozpiąłem kurtkę. Gdy wszyscy, którzy nie zostali uznani przez
      celników za przemytników, znaleźli się z powrotem w autobusie, znów do akcji
      wkroczył nasz dzielny „wopista” – sprawdził paszporty, Rosjan pytał o
      pieniążki. Musieli okazywać publicznie przy wszystkich jaką kwotę pieniędzy
      posiadają. Polscy pogranicznicy zwracali się do podróżnych, szczególnie Rosjan
      per ty lub per pan z drwiącym uśmieszkiem.
      Pewnie być może gdyby wszystko to odbywało się sprawnie i kulturalnie, te
      wszystkie procedury mogłyby aż tak nie razić.
      W maju byłem z kolei na Ukrainie. Jechałem pociągiem. Tym razem usłyszałem o
      czymś jeszcze bardziej szokującym – na kolejowym przejściu granicznym w
      Przemyślu nasi dzielni wojacy ukradli prowadnicy ukraińskiego wagonu sypialnego
      kilogram kiełbasy, dwa ogórki i paczkę 100 torebek herbaty. Nie bardzo wierzę
      by pani ta mogła sobie to wymyślić. Mówiła o tym wsiadając do wagonu, po
      odbytej odprawie trzymając w ręku otwarty kilkukilogramowy worek kiełbasy i
      rozerwaną paczkę z ogórkami.
      Tak więc wypada życzyć naszym służbom granicznym by dalej tak intensywnie
      przygotowywali się do strzeżenia granic Unii Europejskiej. Ciekawe którzy z
      poważnych importerów, eksporterów czy po prostu turystów wybiorą odprawy w
      Polsce a nie w innym kraju Unii.
    • Gość: Travel Zwardoń PKP / Skalite IP: *.aster.pl / *.acn.pl 30.11.03, 01:23
      Wróciłem dzisiaj z krótkiego wypdu na Słowację pociągiem.
      Stwierdzam, że funcjonariusze SG ze Zwardonia to kompletne sztywniaki.
      Kontrola celna polska i slowacka w obie strony sprowadza sie do wymiany
      spojrzeń, slowacka paszportowa jest pobiezna (okladka paszportu).
      Natomiast SG wyraznie przejmuje sie rolą. Nie da się z nimi normalnie
      porozmawiać.Zero uprzejmości, o usmiechu i zwyczajnym JAJU nie wspomnę.
      Kiedy przeglądał mi kilka razy w obie strony paszport nie mógł znaleźć
      pieczątki wyjazdowej, bo bardzo go interesowało, kiedy i gdzie wyjeżdżałem,
      oraz skąd wracam.Ja zawsze na takie pytania SGków( przez niektórych nazywanych
      wopkami) odpowiadam tez pytaniem "jaką odpowiedź chciałby Pan
      usłyszeć".Oczywiście nie jest żadną tajemnicą kiedy w tamtą stronę wyjeżdżałem
      na Słowację, jak też czy się tam dobrze prowadziłem czy tez nie.Natomiast
      pozwoliłem sobie zadać pytanie jakie to ma znaczenie. Tu nie uzyskałem wiążącej
      odpowiedzi prócz tajemniczego "ze być może ma..."

      Powiem po raz kolejny tylko, że ilekroć przekraczam wschodnią granicę Polski,
      tą zewnętrzną, to zachowanie funkcjonariuszy SG w stosunku do Polaków jest w
      porządku, nie ma głupich pytań. Natomiast tu, na południu, na likwidowanej
      granicy wewnętrznej między dwoma krajami wstępującymi do UE jakas paranoja i
      przerost formy nad treścią.
    • Gość: Travel Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.aster.pl / *.acn.pl 02.12.03, 15:11
      "21 lipca funkcjonariusze strażnicy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej w
      Lipnicy Wielkiej pełniący służbę graniczną w rejonie Babiej Góry zatrzymali
      24-letniego mieszkańca Żywca w woj. śląskim, który w celach turystycznych
      przekroczył granicę polsko-słowacką wbrew przepisom na głębokość ok. 250
      metrów, a następnie tą samą drogą powrócił. Został zatrzymany już 10 metrów
      od linii granicy. Będzie odpowiadał za przekroczenie granicy wbrew przepisom.

      21 lipca funkcjonariusze strażnicy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej w
      Lipnicy Wielkiej pełniący służbę graniczną w rejonie Babiej Góry zatrzymali
      turystkę z Olkusza, która wraz z 14-letnim synem w celach turystycznych
      przekroczyła granicę polsko-słowacką wbrew przepisom na głębokość ok. 150
      metrów, a następnie tą samą drogą powróciła. Została zatrzymana 5 metrów od
      linii granicy. Będzie odpowiadała za przekroczenie granicy wbrew przepisom.

      21 lipca funkcjonariusze strażnicy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej w
      Lipnicy Wielkiej pełniący służbę graniczną w rejonie Babiej Góry zatrzymali
      siedmioosobową grupę turystów z Pruszcza Gdańskiego i Knurowa w woj. śląskim,
      którzy w celach turystycznych przekroczyli granicę polsko-słowacką wbrew
      przepisom na głębokość ok. 150 metrów, a następnie tą samą drogą powrócili.
      Zostali zatrzymani 15 metrów od linii granicy. Będą odpowiadali za
      przekroczenie granicy wbrew przepisom.

      Komentarz kpt. Marka Jarosińskiego: Niektórzy turyści wędrujący szlakiem
      turystycznym na Babią Górę próbują skracać sobie drogę schodząc ze szlaku na
      stronę słowacką, gdzie zejście z góry jest wygodniejsze. Lekceważą przy tym
      obowiązujące zasady przekraczania granicy, wchodzą na terytorium Słowacji
      nawet kilkaset metrów od granicy. Jest to kwalifikowane prawnie jako świadome
      przekroczenie granicy wbrew przepisom."

      Ci panowie ( a może po prostu te TREPY) najwyraźniej chcą udowodnić ( komu?),
      że mimo wejścia Polski do UE i związanej z tym konieczności uszczelnienia
      wschodniej granicy, są dalej nie tylko potrzebni tam, gdzie są ( na
      południu), lecz nawet wymagają dodatkowych nakładów finansowych.

      Turyści masowo i to coraz częściej padają ofiarą tej demonstracji.
      Problemem powinny zająć się w sposób oficjalny organizacje turystyczne w
      Polsce, bo to zakrawa na absurd.

      Na stronie Karpackiego Oddziału SG można przeczytac w ich kronikach, ileż to
      Australijczyków, Szwajcarów, czy Amerykanów zatrzymano i WYDALONO W TRYBIE
      READMISJI z powodu przekroczenia granicy w celu turystycznym.
      Ta sprawa OSMIESZA NAS W OCZACH CYWILIZOWANEGO SWIATA.

      W kraju, w którym całe zastępy SG-ków wywala się ze służby za wieloletnie
      przymykanie oczu na przemyt wielkiego kalibru, demonstracyjnie egzekwuje się
      idiotyczne przepisy i ściga się za wystawienie nogi za kamyczek.

      CHORY i POPIEPRZONY KRAJ!!!!!!!
    • Gość: JegoMagnifikencja hehe, uwierz w cuda!!!! IP: *.ae.krakow.pl 07.12.03, 15:44
      No więc z rosją ukraina i bialorusia bylo super. w tym roku jechalem przez bialorus(sprawy sercowe) na elbrus(zeby wyjsc), po drodze zachaczajac o ukraine. i
      wszystko to na jednej pieczatce AB. Po prostu unia europejska!!! nauczylem sie, ze panowie celnicy wshodni i wogole pogranicznicy so tak zdziwieni jesli ktos im sie
      postaw(klucilem sie z ukraincami)i, ze im szczeny opadaja i mimowolnie puiszczaja cie dalej. a do tego zyskujesz sympatie wspolpodruznikow pociagowych (co w
      tamtejszych warunkach oznacza kaca-giganta nastepnego dnia). AB pieczatka zostala zuzyta na bialorusi i teoretycznie nie mialem prawa jej uzywac drugi raz. ale
      pojechalem z bialorusi na ukraine(gdzie polacy nie potzrebuja zadnych wiz i pieczatek) a potem do rosji na tej samej pieczatce. Oczywiscie mialem pelno w gaciach
      ale jak sie z nimi pogada jak slowianin ze slowianinem(ze rosja to "wielikaia derzhawa" i tak dalej...) to wszystko przejdzie. to byl jedyny raz kiedy nie placilem na
      wschodzie lapowy. niestety, ten romantyczny okres dzikich i wloczegowskich podrozy, spania na lawkach i pod pomnikami lenina skonczyl sie wraz z
      wprowadzeniem wiz. mielismy tez okazje pojechac taksowka do groznego (bez zadnych ptrzepostek!!!) ale szkoda nam bylo kasy. i ogolnie bylo wesolo
      • tomaszek193 odswieżam wątek 19.05.04, 23:24
        odświeżam wątek, bo chyba warto przed kolejnym sezonem wakacyjnym.
        • clickkey Re: odswieżam wątek 20.05.04, 04:24
          Trochę zmieniło się od zeszłego roku.

          Wizy dla Ukraińców wprowadziły prawie wszystkie kraje Europy środkowej. Europa
          zachodnia nigdy ich nie zlikwidowała.

          Za to Mołdawia zniosła wizy dla nas. Świetnie.

          Na granicy ukraińskiej tak samo marudnie jak w zeszłym roku. Byłem w tym roku
          dwa razy, raz samochodem, raz autobusem. Denerwujące oczekiwanie po próżnicy.
          • Gość: Marlew Re: odswieżam wątek IP: *.grohe.de / *.us.infonet.com 20.05.04, 09:32
            Dużo sie zmieniło po 01.05 - w sobote wróciełem z Turcji i miałem pare garnic
            po drodze, od Węgier do Polski ograniczałem sie do machania paszportem przed
            SG, celnikowi nawet nie chce sie głowy obrócić.
            Najfajniejsze jest to że na granicy Rumunskiej jest juz też tak jakby byli w
            UE - żadnych kontroli, milo szybko i sympatycznie - tradycyjnie w Oradei gość
            w okienku znający nieźle angielski i niemiecki,
            Zmieniło sie nawet w Bułgarii - zamiast 0,5 godziny w zeszłym roku wszystko
            trwało w Ruse góra 10 minut (choć oczywiście pojazd wpisany do paszportu), w
            porównaniu z przechodzeniem granicy tureckiej (3 godziny latania bez sensu od
            okienka do okienka) cała reszta to czysta przyjemność smile
            • Gość: Kayo Re: odswieżam wątek IP: *.srubex.com.pl / 195.117.241.* 26.05.04, 09:35
              opłaty w Ruse bez zmian ??
              opłaty za "autostrady" w BG bez zmian ??
              bo drogi chyba lepsze ??
              • Gość: Marlew Re: odswieżam wątek IP: *.grohe.de / *.us.infonet.com 26.05.04, 10:12
                Nie wiem co z opłatami bo jeżdże motocyklem a te nie płacą za nic (ani za most
                ani autostrady smilesmilesmile ), drogi w Bułgarii coraz lepsze, nadmorska Varna-Burgas-
                Miczurin prawie skończona (max. 2-3 remontowane miejsca po drodze) wewnątrz
                kraju (Edirne-Ruse) droga super, ale wariant dłuższy przez Veliko Tarnovo.
                Ale przechodzenie granicy teraz naprawde jest szybsze niz rok temu!
    • Gość: Travel Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.acn.waw.pl 26.05.04, 16:15
      W ostanią sobotę byłem w Pradze pociagiem z Warszawy.
      Głowna uciążliwośc, to kontrole biletów PKP na terenie Polski, chyba z 10 razy
      po drodze. Tak, ze tego machnięcia dowodem w Międzylesiu w ogóle się nie
      pamięta. Pełen luz, wyłącznie sprawdzenie obywatelstwa, żadnych pytań "skąd, po
      co dokąd na ile". Paszport w UE chowam do szuflady, bo można zgubić, a duplikat
      kosztuje 300 zł. Za nowy dowód w razie co tylko 30 zł.

      Dalej upierdliwa SG polska w stosunku do opuszczających kraj Polaków ( absurd!)
      na przejściach ze Słowacją (Słowacy też podobnie ). Tam próbują zachować ze
      starej procedury co się da. Celuje Łysa Polana.
      • Gość: Kayo Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.srubex.com.pl / 195.117.241.* 27.05.04, 06:15
        ...ja wiedziałem że tak będzie... smile
        to że polscy "pogranicznicy" będą się prześcigiwać w starych przyzwyczajeniach
        to było pewne przecież ich to tak boli że już nie są potrzebni... są tak
        ograniczeni że im się to w pale nie może zmieścić
      • Gość: noroc Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.04, 13:00
        Ja opusciłem Polske w kwietniu wracałem, 3 maja zdziwko, wiecej haseł unijnich
        niz polskih ale nawyki typu co przenosze twarde jak skała, odpowiadam ze
        wszysko w normie, jak zawsze nie po to jadę 300km w bieszczady ukrainskie by
        szmuglować na plecach jak mrówka towary..(chłopaki i tak nie dały za wygraną
        przeczepali mój dobytek i puscili dumni ze maja jeszcze co robić na wschodniej
        granicy..)
        • Gość: Rafalek Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.04, 11:14
          Wybieram się w tym roku samochodem do Turcji. Usiłuję obrać optymalną trasę
          przejazdu. Chodzi o czas. Wstępnie wymyśliłem że pojedziemy przez Słowację,
          Węgry, Serbię i Czarnogórę i Bługarię. Interesuje mnie najbardziej
          przekroczenie granicy na trasie Nis - Sofia, oraz przejazd dalej do granicy z
          Turcją. Czyli za co i ile na tej granicy, opłaty drogowe. Czy są łapówki i inne
          problemy.
          • Gość: Kayo Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.srubex.com.pl / 195.117.241.* 01.06.04, 09:42
            tam są zawsze mniejsze lub większe problemy, i płacić też trzeba ale
            przejedziesz...
    • Gość: niezawodny Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 20:38
      Po przeczytaniu Waszych postów (gratuluję barwności wypowiedzi!) na niniejszy
      temat, stwierdzam że Polska i nasi południowi sąsiedzi jednak są już w Europie
      w odróżnieniu od opisanych krajów, w sumie też europejskich ale trochę jakby
      inaczej... smile

      Z drugiej strony przyznać trzeba że w związku z powyższym z "tej Europy" wieje
      trochę jakby nudą...smile
      Jadę w tym roku do BG przez RO a potem przez Turcję i Serbię do domku i ciekaw
      jestem czy opisane przez Was wrażenia mnie nie ominą. Cieszę się na ten mały
      dreszcz emocji, którego w UE trochę brakuje i dotyczy to nie tylko kwestii
      przekraczania granic.
      • Gość: krzych Re: GRANICE W EUROPIE WSCHODNIEJ IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 05.06.04, 18:31
        Również w ubiegłym roku byłem na Krymie samochodem, wszystko pieknie i
        bajecznie, gdyby nie powrót przez granicę...kolejka w Medyce była na podobno 2
        dni, gdy zmęczony po długiej podróży to zobaczyłem pojechałem w nocy 150 km
        dalej na północ na inne przejście, tam było podobnie, na szczęcie udało mi się
        przekonać szefa ukraińkich pograniczników,że mam chora żonę i jedziemy z
        daleka, udało się ale i tak musiaeliśmy stać w kolejce ok. 6 godz.
        Krym jest piękny, ale chyba więcej samochodem tam się nie wybiorę.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka