Dodaj do ulubionych

kryzysowa Ukraina

19.05.09, 17:24
Redaktor Wojciechowski napisał w końcu jakiś w miarę obiektywny
artykuł na temat sytuacji na Ukrainie. Gratuluję i polecam!
wyborcza.pl/1,97559,6585989,Kryzysowa_Ukraina.html
Majdan to był pic na wodę
Przez kilka dni w Kijowie nie spotkałem ani jednego intelektualisty
czy dziennikarza, który pozytywnie wyrażałby się o prezydencie. A
kilka lat temu większość moich ukraińskich znajomych była gotowa
skoczyć za nim w ogień, przekonywali, że jeśli Juszczenko zdobędzie
władzę, to wszystko w kraju się zmieni, zniknie korupcja, ruszy
gospodarka, Wschód pojedna się z Zachodem, otworzą się drzwi do
Europy. Niektórzy nazywali nawet Juszczenkę "ukraińskim mesjaszem".
- To Juszczenko stoi na czele wszystkich schematów korupcyjnych na
Ukrainie - przekonuje dziś znajomy dziennikarz. - On jeszcze w
czasie pomarańczowej rewolucji ustalał z Kuczmą [poprzednim
prezydentem] schematy, jak podzielić się potem kasą. Wszystko
zostało ukartowane. Cały Majdan to był pic na wodę. To nie była
żadna rewolucja, lecz spisek. Chodziło tylko o przyszłe zyski.
To całkiem popularny dzisiaj sposób myślenia w Kijowie, choć dowodów
brak, a pytaniem, kto w takim razie ustawił pięć lat temu miliony
ludzi na ulicach, mało kto zaprząta sobie głowę. Do żywego
przypomina to polskie myślenie o spisku Magdalenki, zmowie Okrągłego
Stołu czy zdradzie 4 czerwca. - Wielkie nadzieje rodzą wielkie
rozczarowania - filozoficznie wzdycha prof. Popowycz. - Może kiedyś
Juszczence będziemy jeszcze stawiać pomniki, ale dziś symbolizuje on
wyłącznie niewykorzystaną szansę.
Obserwuj wątek
    • liberum_veto blog Kryzysowa Ukraina 06.06.09, 11:41
      polecam też blog "Kryzysowa Ukraina"
      kryzysowaukraina.blox.pl/2009/04/O-blogu-dlaczego-Kryzysowa-Ukraina.html
      O blogu: dlaczego Kryzysowa Ukraina?
      Witam wszystkich bardzo serdecznie na blogu "Kryzysowa Ukraina". Skąd pomysł na
      tę nazwę? Pomysł narodził się w trakcie przygotowań do debaty, którą
      poprowadziłem dla Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia 19 lutego w
      warszawskiej kawiarni Tarabuk.
      W zapowiedzi debaty napisałem: "2009 rok rozpoczął się na Ukrainie kryzysem
      gazowym. Ów rosyjsko-ukraiński spór o błękitne paliwo nałożył się na kryzys
      gospodarczy, który boleśnie dotknął Ukrainę w ubiegłym roku. Z kolei kryzys
      gospodarczy nałożył się na kryzys polityczny, trwający od „pomarańczowej
      rewolucji” z 2004 roku. Ten rok na Ukrainie upłynie pod znakiem wyborów
      prezydenckich, zaplanowanych na styczeń 2010. Wielu ekspertów ocenia, że tylko
      wybory prezydenckie mogą zakończyć kryzys polityczny. Między trzema głównymi
      kandydatami będzie toczyć się zaciekła walka [...].
      Problemem Ukrainy jest to, że obecnie mamy do czynienia z kulminacją ukraińskich
      kryzysów. Mało kto w Polsce rozumie ukraińskie wojenki, a media informują o tym
      na zasadzie sensacji i pokazania, że gdzieś tam za wschodnią granicą, w Europie
      B, jest znacznie gorzej. Wystarczy poczytać pewne tytuły znanych dzienników.
      Straszenie bankructwem Ukrainy jest powszechne, choć zapomina się o ukraińskich
      (słowiańskich?) zdolnościach do przetrwania.
      Na Ukrainie byłem dotychczas kilkanaście razy i wciąż wiele mam białych plam na
      mapie tego równie dużego, co zróżnicowanego kraju. Ukrain jest co najmniej
      kilka. Warto poznać choć jedną, bo wszystko co się wydarzy w XXI-wiecznej
      Europie, będzie miało silny związek z tym krajem i szerzej - byłym Związkiem
      Radzieckim.
      Zapraszam do uczestnictwa: Tomasz Kułakowski -> kulakowski.tomasz@gmail.com
      • batoh52 Ukraina stoi nad przepaścią 15.06.09, 15:09

        Katastrofalna sytuacja gospodarcza, coraz ostrzejsze konflikty wewnętrzne na
        szczytach władzy, chaos i dążenia Moskwy do odbudowania imperium - to czynniki,
        które stawiają Ukrainę w coraz gorszej sytuacji geopolitycznej. Dziennikarze i
        politolodzy ukraińscy zastanawiają się, czy ich ojczyzna, która stoi nad
        przepaścią, przetrwa jako niepodległe państwo w obecnych granicach.

        Dziennikarze znad Dniepru i Dniestru coraz częściej w swoich tekstach piszą o
        ewentualnym upadku państwa ukraińskiego i jego rozbiorze. Przykładem takich
        prognoz jest artykuł pt. "Być albo nie być Ukrainy" opublikowany w wydaniu
        internetowym dziennika "Ukraińska Prawda" przez szefa agencji "Hajdaj" Witalija
        Pomazanowa. Politolog widzi dwa możliwe scenariusze rozwoju sytuacji na
        Ukrainie. Według pierwszego, kraj ten ma zniknąć z mapy świata jako niepodległe
        państwo. "Ukraina znajduje się w strefie interesów zarówno Zachodu, jak i
        Wschodu. I wcześniej lub później straci suwerenność. Częściowo wejdzie w skład
        Unii Europejskiej, a częściowo do Federacji Rosyjskiej, albo całkowicie znajdzie
        się pod protektoratem Rosji" - uważa Witalij Pomazanow. Ale według drugiego
        scenariusza, Ukraina może zachować niepodległość i granice, ale pod warunkiem,
        że ster władzy w państwie przejmą nowe elity.
        Zdaniem politologa, Ukraina już dawno nie jest podmiotem polityki światowej,
        lecz tylko jej przedmiotem. Najbardziej realne niebezpieczeństwo rozbioru
        Ukrainy wiąże się, zdaniem Pomazanowa, z tlącym się wciąż i podsycanym
        konfliktem Kijowa z rosyjską ludnością Krymu. Pomazanow przestrzega, że Moskwa
        ma już opracowane metody wywoływania i wykorzystywania wewnętrznych konfliktów w
        krajach dawnego ZSRS. "Tak samo jak w Osetii Południowej najpierw Rosja będzie
        ogłaszać, że musi interweniować w obronie życia Rosjan mieszkających na Krymie.
        Potem, za parę dni, zjawią się tu kolumny rosyjskich czołgów, które będą bronić
        Rosjan np. przed Tatarami" - taki rozwój wydarzeń przewiduje Pomazanow w
        niedalekiej przyszłości na Ukrainie. "W końcu Kijów i prawobrzeżna Ukraina [na
        zachód od Dniepru - przyp. red.] podpadną pod protektorat UE, a lewobrzeżna
        część Ukrainy razem z Krymem pod protektorat Rosji" - konkluduje autor.
        Anna Górska, ekspert ds. Ukrainy z Ośrodka Studiów Wschodnich, jest większym
        optymistą niż Pomazanow, choć też dostrzega wiele zagrożeń wiszących nad
        Ukrainą. - Rzeczywiście na Ukrainie są konflikty i w takich warunkach możliwe
        jest odbudowywanie silniejszych wpływów rosyjskich. Jednak praktycznie
        niewiarygodne jest, aby Ukraina się rozpadła - uważa Anna Górska. W jej opinii,
        wschodnia Ukraina, choć prorosyjska, nie dąży jednak do przyłączenia się do
        Rosji. Górska podkreśla, że Ukraina zachowa swoją niepodległość w sensie granic
        geograficznych, jednak nie jest to jednoznaczne z suwerennością. - Jeśli rosną
        zależności ekonomiczne i częściowo polityczne od innego państwa, to nie oznacza
        jeszcze rewizji granic i upadku niepodległej Ukrainy w sensie geograficznym -
        podkreśla ekspert Instytut Studiów Wschodnich. Jej zdaniem, sytuacja naszego
        wschodniego sąsiada byłaby lepsza, gdyby doszło tam do "wymiany elit", ponieważ
        obecne są skompromitowane.
        Ale polityczny system na Ukrainie jest zakonserwowany. Aby wejść do struktur
        władzy, trzeba mieć powiązania z oligarchami lub być na tyle bogatym, żeby móc
        kupić miejsce w "rodzinie" za grube pieniądze. Chociaż na Zachodzie, w tym i w
        Polsce, Ukraina w przeciwieństwie do Rosji jest uważana za państwo w pełni
        demokratyczne, to sami Ukraińcy takie opinie uważają za naiwne. W rzeczywistości
        bowiem "demokratyczną Ukrainą" zarządza około 20 oligarchicznych rodzin, które
        kontrolują kraj, w tym i wymiar sprawiedliwości, czy raczej, jak mówi wielu
        Ukraińców, "wymiar niesprawiedliwości". Wielu oligarchów ma także na koncie
        niewyjaśnione związki mafijne i przestępstwa. Dość powiedzieć, że w parlamencie
        ukraińskim wśród 450 deputowanych jest ponad 300 milionerów, których majątki
        liczy się zresztą nie w dziesiątkach czy setkach milionów hrywien, ale dolarów
        amerykańskich. Polityka w kraju oznacza generalnie możliwość osiągania
        niesamowitych zysków. W jakim państwie prezydent mógłby "zarobić" w ciągu dwóch
        kadencji 12 mld dolarów? A na Ukrainie taki majątek, jak twierdzą tutejsze
        media, zgromadził prezydent Leonid Kuczma. Legendy krążą także o bajecznych
        fortunach zbitych w latach 90. przez obecną premier Julię Tymoszenko. Krocie
        mieli też zarobić współpracownicy prezydenta Wiktora Juszczenki, on sam jest
        oskarżany o czerpanie zysków choćby z handlu gazem, choć nic prezydentowi dotąd
        nie udowodniono. System oligarchiczno-finansowy pokazał teraz swoją nieudolność
        tak w sferze gospodarczej, jak i politycznej. W dodatku publiczną tajemnicą jest
        to, że ukraińskie elity tworzą ludzie, którzy wywodzą się z dawnej partii
        komunistycznej i jej młodzieżowych przybudówek, we władzach pełno jest także
        byłych funkcjonariuszy i agentów KGB.
        Kłopoty Ukrainy są spotęgowane przez gigantyczne problemy społeczne.
        Demoralizacja, pijaństwo, narkotyki, prostytucja są wszechobecne i dotykają w
        coraz większym stopniu młodzież. Ukraińcy są przerażeni, bo w Kijowie i innych
        miastach czymś "normalnym" jest np. widok matek małych dzieci pijących piwo lub
        wódkę lub palących papierosy w miejscu zabaw swoich dzieci. To nie tylko skutek
        komunistycznego dziedzictwa, ale i efekt lansowania w mediach źle pojętych
        zachodnich wzorców życia. Dlatego Ukraińców nie dziwi to, że jeszcze do niedawna
        narkotyki można było kupić od patroli milicyjnych lub w karetkach pogotowia.
        Witalij Pomazanow, jak również wielu innych politologów i socjologów
        ukraińskich, przestrzega władze, że marazm z społeczeństwie jest tylko pozorny,
        bo kraj znajduje się na progu wybuchu ogromnych konfliktów na tle socjalnym,
        które potem mogą przerodzić się w nowy, silny ruch polityczny. Najpierw bowiem,
        zapowiada Pomazanow, młodzi ludzie, którzy będą chcieli dokonać zmian w kraju,
        będą próbowali dostać się do struktur władzy. "Te nowe elity nie będą rzecz
        jasna dopuszczone do władzy przez oligarchów. Dlatego, aby Ukraina weszła na
        nowe tory rozwoju, w kraju wybuchnie powstanie. I wtedy może dojść na Ukrainie
        do 'nocy długich noży'" - alarmuje politolog. Jego zdaniem, przedstawiciele
        obecnych władz po prostu uciekną z kraju w razie niebezpieczeństwa, a w
        warunkach zamętu władzę na jakiś czas przejmie armia i dopiero po uspokojeniu
        sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej odda władzę cywilom. "Żeby Ukraina
        ocalała, niezbędne są nowe elity. Elity mogą powstać dzięki wysiłkom mądrego
        przywódcy lub pod wpływem zewnętrznego (lub wewnętrznego) zagrożenia. Mądrego
        przywódcy u nas nie ma, dlatego kraj czekają poważne wstrząsy, czy chcemy tego,
        czy nie" - stwierdza Pomazanow, dodając, iż sprawy zaszły już tak daleko, że
        niemożliwe jest dokonanie zmian w kraju w sposób ewolucyjny.
        Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów
    • liberum_veto Sikorski na ratunek 19.06.09, 06:40
      Tylko jedność pomoże Ukrainie wyjść z kryzysu gospodarczego. O to
      wczoraj zaapelowali w Kijowie ministrowie spraw zagranicznych Polski
      i Niemiec.
      Radosław Sikorski powiedział, że kryzys gospodarczy na Ukrainie jest
      wyjątkowo odczuwalny. W jego przezwyciężeniu pomogłaby zgoda
      polityków. - "Wydaje nam się, że to jest dobry czas dla współpracy
      ponad podziałami" - dodał. Wtórował mu Frank-Walter Steinmeier.
      Premier Julia Tymoszenko zapewniła ministrów spraw zagranicznych
      Polski i Niemiec, że robi wszystko, aby walczyć z kryzysem. Jednym z
      głównych tematów spotkania była współpraca z Międzynarodowym
      Funduszem Walutowym. Kijów otrzymał już 2 transzę kredytu i czeka na
      trzecią. Zdaniem Tymoszenko, zostanie ona przekazana pod koniec
      lipca.
      Premier zapewniła także Radosława Sikorskiego i Franka Waltera
      Steinmeiera, że dąży do zjednoczenia wszystkich ugrupowań dla walki
      z kryzysem. - "Chcę, aby wszystkie siły polityczne były po jednej
      stronie barykady, bo po drugiej jest kryzys" - mówiła Julia
      Tymoszenko.
      Według Państwowego Komitetu Statystyki w maju produkcja przemysłowa
      w tym kraju spadła o 31,8 procent w porównaniu z tym samym miesiącem
      zeszłego roku. Ukraińscy politycy rozmawiają jednak o powoływaniu
      nowej koalicji i kształcie nowej Konstytucji.
      kryzysowaukraina.blox.pl/2009/06/O-wyprawie-Sikorskiego-do-Kijowa.html
      Moim zdaniem
      Tyle z oficjalnych newswów. Teraz należy się zastanowić, po co
      właściwie pojechali do Kijowa Sikorski i
      Steinmeier. "Rzeczpospolita" pisze, że na spotkanie naciskała strona
      niemiecka. Chodziło o przedwyborcze wsparcie Steinmeiera,
      krytykowanego za słabą politykę wschodnią. Steinmeier jest
      kandydatem SPD na kanclerza. W niedzielę zainaugurował kampanię. -
      "Steinmeier poderwał socjaldemokratów do walki" - pisała w
      poniedziałek niemiecka prasa. Wybory do Bundestagu odbędą się we
      wrześniu.
      W naszym MSZ-cie dowiedziałem się, że to Polska zorganizowała
      wyprawę do Kijowa. Jak powiedział mi jeden z bliskich
      współpracowników Sikorskiego, Polska przekonała do tego Berlin, by
      wzmocnić naszą misję dyplomatyczną. Celem było uspokojenie Rosji,
      która newralgicznie reaguje na polskie wyprawy do Kijowa, oraz
      podkreślenie unijnego charakteru wizyty.
      Tymczasem "Gazeta Wyborcza" pisze, że Ukraina w ogóle nie chciała
      wizyty Sikorskiego i Steinmeiera. Podobno było tak, że ci politycy
      wymusili wyjazd do zajętych wojenkami na szczytach władzy
      ukraińskich "elit". Według "GW", ministrowie musieli nawet zwiedzić
      Ławrę Peczerską, bo Juszczenko nie mógł przyjąć dyplomatów i
      opóźniał wizytę. Celem miało być niedopuszczenie do wizyty
      Steinmeiera i Sikorskiego w gabinecie szefowej rządu.
      Ukraina jest w trudnej sytuacji. Może stracić szansę na podpisanie
      umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Byłaby to kolejna
      porażka "z własnej woli", jak napisała dziś "Rz".
      Wątpliwości budzi także fakt, czy Ukraina otrzyma trzecią transzę
      kredytu MFW. W kraju, w którym kłótnia goni kłótnię, niezbędne
      reformy leżą odłogiem, a społeczeństwo na własną rękę musi radzić
      sobie ze skutkami silnej recesji gospodarczej, wszystko zmierza w
      kierunku katastrofy.
      Co może się wydarzyć na Ukrainie? Trzeba czekać do wyborów
      prezydenckich (styczeń 2010). Pytanie tylko, co dalej? Przecież
      parlamentarne wybory odbędą się rok później i pewnie znowu trzeba
      będzie czekać...
      Ukraina musi sięgnąć dna, by się od niego solidnie odbić. Ale pod
      rządami duetu Tymoszenko-Juszczenko, dno już zostało osiągnięte -
      polityczne, społeczne i gospodarcze. Więc dziw bierze, że Ukraińcy
      nie rozbijają kolejnych namiotowych miasteczek.
      Optymistycznym akcentem wyprawy jest dla mnie to, że polsko-
      niemiecki team spotkał się z Janukowyczem i Jaceniukiem. Tego
      pierwszego nie można lekceważyć (co zrobiły w 2004 r. polskie elity
      polityczne), bo jego działania popiera prawie połowa kraju,
      wytwarzająca lwią część PKB. Tymczasem Jaceniuk to młodziutki
      polityk, który dopiero co skończył 35 lat. Jest on już pokoleniowo
      inny. To nie komsomolec, jak Tymoszenko i Juszczenko. Dziś wydaje
      się on jedyną szansą na polityka, który jest w stanie zrozumieć
      demokrację, rządy prawa, wolnorynkową gospodarkę i poprowadzić
      Ukrainę w kierunku nie Zachodu, ale modernizacji.
      (Tomasz Kułakowski, 18 czerwca 2009 r.)
    • buldog2 Re: kryzysowa Ukraina 20.06.09, 20:17
      Pod wspomnianym artykułem zamieściłem poniższy wpis, ale że to Forum jest właściwym miejsce dla takich dyskusji, dlatego, ze zmianami, powtarzam go.

      W artykule czytamy:

      Dzięki kolejnym transzom kredytu z Międzynarodowego Funduszu Walutowego Ukraina utrzyma się na powierzchni. Ale sytuacja przypomina rozchwianą szalupę na oceanie, w której rozbitkowie zamiast próbować płynąć do brzegu, kłócą się o miejsca przy wiosłach, przez co łódź kołysze się jeszcze bardziej.

      Kredyty należy spłacać, a niewykluczone, że są to już ostatnie, na jakie może liczyć Ukraina w obecnej sytuacji - wciąż wydawane są na bieżące płatności i powiększają zadłużenie państwa (a jeszcze jest o wiele większe zadłużenie firm i osób fizycznych). Co stanie się w końcu jesieni, albo w przyszłym roku, trudno powiedzieć.
      Bardziej trafne wydaje się porównanie do łodzi, do której, by utrzymać jej stabilność, kapitan dolewa coraz więcej wody przez otwarte kigstony.

      Co się tyczy porównania do "zdrady 4 czerwca", to i w Kijowie, i w Polsce podobne opinie łatwo napotkać, i to nie tylko w "Ich Dzienniku" - toż to jedno ze sztandarowych haseł (kontynuacja "zdrady w Magdalence") IV RP PiS.

      Jeszcze o kryminalnej przeszłości Janukowycza. Rzeczywiście, rzecz jest bardzo nagłośniona, a uprawniona byłaby w ustach krytyków, gdyby ich liderzy nie byli obciążeni bez porównania cięższymi zarzutami. To wszystko, co media donoszą na temat złodziejstw (liczba mnoga!) Timoszenko, stawia ją o wiele, wiele niżej.
      Ostatni skok na kasę w wykonaniu Juszczenki to przepisanie całych niemal dochodów spółki Prykerczenska Ltd. na cztery studentki z Kijowa. To może zapisać się jako największe złodziejstwo w skali światowej - wartość łupu ocenia się na kilkaset miliardów dolarów.

      Ważne jest pytanie o stanowisko naszego kraju wobec tego, co się tam dzieje. Ostentacyjna przyjaźń z prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki wydaje się być już stonowana, natomiast wciąż brak przemyślanej reakcji na omawiane na Forum Ukraina coraz powszechniejsze akty wrogości wobec Polski i gloryfikacja bohaterów UPA i całej hitlerowskiej przeszłości OUN. Póki co tylko chowanie głowy w piasek i takie samo zamykanie oczu na grabież polskiego udziału w ukraińsko-polskiej (PGNiG jest udziałowcem mniejszościowym z 36,5% akcji) spółce Devon - tę akcję również przypisuje się otoczeniu prezydenta Juszczenki.

      Bardzo sensowny jest, moim zdaniem, komentarz P. Eugeniusza Tuzow-Lubańskiego wyżej. Żeby się do niego odnieść, powiem tylko, że nieprawdopodobna wydaje się inkorporacja Ukrainy do Rosji, podobnie, jak przyłączenie do Polski jej dawnych kresów. Najbardziej prawdopodobne wydaje się upadanie w stronę suwerenności coraz bardziej ograniczonej przez upadek gospodarki i ekonomiczną wasalizację Ukrainy. Nie do pominięcia jest możliwość postawienia ukraińskich elit władzy na konflikt z Rosją jako sposób na konsolidację społeczeństwa i wybrnięcie z politycznego pata w warunkach zapaści gospodarczej. Jednak i w tej decyzji Ukraina nie jest suwerenna.

      W naszych stosunkach wzajemnych trzeba zwrócić uwagę na pamięć pierwszej Rzeczpospolitej (drugiej też) i niewygasłe obawy przed twardych rządów polskich panów, czego przykładem antyutopia Gleba Bobrowa „Epoka martwych z urodzenia” (jest tu: www.fenzin.org/book/18224). Konieczne jest przekonanie Ukraińców o bezzasadności tych obaw.

      Priorytetem powinno być pozbawione elementów konfrontacji otwarcie wobec centralnych i wschodnich regionów Ukrainy, oraz jak najdalej posunięta współpraca i pomoc w kontaktach z UE i integracji ze strukturami Unii, która może i powinna przynieść stronom same korzyści.

      Pozdrowienia

      buldog.
      • stefka_z_kuzminy Re: kryzysowa Ukraina 20.06.09, 20:57
        buldog2 napisał:
        > Co się tyczy porównania do "zdrady 4 czerwca", to i w Kijowie, i w
        Polsce podob
        > ne opinie łatwo napotkać, i to nie tylko w "Ich Dzienniku"
        > Pozdrowienia
        >
        > buldog.


        grafoman, który bredzi jakby się opił kwaterką mleka
      • dystans4 Poprawka 21.06.09, 09:40
        Popełniłem literówkę przy podaniu udziałów PGNiG w spółce Devon.
        Jest:
        Póki co tylko chowanie głowy w piasek i takie samo zamykanie oczu na grabież polskiego udziału w ukraińsko-polskiej (PGNiG jest udziałowcem mniejszościowym z 36,5% akcji) spółce Devon - tę akcję również przypisuje się otoczeniu prezydenta Juszczenki.

        Powinno być:
        Póki co tylko chowanie głowy w piasek i takie samo zamykanie oczu na grabież polskiego udziału w ukraińsko-polskiej (PGNiG jest udziałowcem mniejszościowym z 36,8% akcji) spółce Devon - tę akcję również przypisuje się otoczeniu prezydenta Juszczenki.
        __

        buldog.
      • liberum_veto Ukraińscy politycy nie chcą reform [GW] 21.06.09, 17:51
        Jeśli w kraju nie zostaną przeprowadzone reformy, to pieniądze z MFW
        zostaną przejedzone, a potem może nastąpić krach infrastruktury
        socjalnej i komunalnej - mówi były ukraiński minister finansów Ihor
        Mitiukow*
        wyborcza.pl/biznes/1,82247,6654070,Ukrainscy_politycy_nie_chca_reform.html
        Wierzy pan, że kryzys zmusi polityków do reform, do których wzywa
        Zachód?
        - Sądzę, że nadchodzące wybory prezydenckie i parlamentarne
        zniechęcają polityków do zajmowania się reformami. Ale reformy
        trzeba przeprowadzić, aby nie dopuścić do krachu gospodarki,
        zwłaszcza infrastruktury. Na razie obniżyły się tylko standardy
        socjalne, ale jeśli nic nie zostanie zrobione w ciągu najbliższego
        roku, to w Funduszu Emerytalnym zacznie brakować pieniędzy na
        bieżące wypłaty emerytur. Będą też ogromne problemy z usługami
        komunalnymi. Dlatego potrzebna jest reforma cen energii - państwo
        wciąż subsydiuje jej zupełnie nieefektywne zużycie.

        Ukraiński bank centralny finansuje deficyt budżetowy, skupując
        państwowe obligacje. De facto dodrukowuje "puste" pieniądze. Jakie
        będą tego skutki?
        - Na razie nie widzę wielkiego niebezpieczeństwa, póki bank trzyma
        się swojego planu finansowego. Problemy mogą wystąpić jeśli w czasie
        prezydenckiej kampanii wyborczej zaczną się naciski polityków na
        bank centralny, aby sfinansował ich obietnice. Ale tak czy owak
        utrzymanie założonego przez rząd deficytu budżetowego w wysokości
        4 proc. PKB jest nierealne. Deficyt będzie co najmniej dwa razy
        większy i będzie musiał się z nim zmierzyć już następny prezydent i
        następny rząd.
        • dystans4 Re: Ukraińscy politycy nie chcą reform [GW] 22.06.09, 00:13
          Mitiukow w niedopuszczalny sposób fałszuje obraz sytuacji - używa trybu przypuszczającego tam, gdzie można już mówić o faktach, nie wspomina o rosnącym zadłużeniu firm oraz o niespłacalnych kredytach zaciągniętych przez firmy i osoby fizyczne. Kredyty MFW już są przejadane.
          Można tak długo. Jeśli chodzi o reformy, uważam je za niemożliwe (mogą być pozorowane), nie jest to zgodne z interesem grupy trzymającej władzę.
          Pozdrowienia

          buldog.
          • liberum_veto Re: Ukraińscy politycy nie chcą reform [GW] 22.06.09, 13:49
            W zasadzie nie widzę sprzeczności w Waszych wypowiedziach.
            Stwierdzenie o "fałszowaniu obrazu sytuacji" jest chyba przesadzone.
            Moim zdaniem, Mitiukow ma trzeźwe spojrzenie na sytuację na
            Ukrainie. Sytuacja powoli dojrzewa do wybuchu...
            Będzie nowa "rewolucja", która zmiecie obecne pomarańczowo-
            brunatne "ełyty". To tylko kwestia czasu, choć nie nastąpi to
            szybko. Raczej nie wcześniej niż po wyborach prezydenckich. Do tego
            czasu kredytów z MFW wystarczy, aby utrzymać się przy żłobie...
            A potem??? Po nas choćby potop, tak chyba rozumują w Kijowie.
            wyborcza.pl/biznes/1,82247,6654070,Ukrainscy_politycy_nie_chca_reform.html?as=2&ias=2&startsz=x
            A czy ukraińscy politycy nie myślą w ten sposób: nie będziemy
            wprowadzać niepopularnych reform, wykorzystamy pieniądze z MFW, żeby
            jakoś przetrwać, a za rok kryzys minie?
            - Kryzys nie zakończy się w ciągu roku, dla każdego trzeźwo
            myślącego ekonomisty jest to jasne. Wszystko więc zależy od tego czy
            rząd, parlament i prezydent dostawszy cały kredyt z MFW wykorzystają
            tę chwilę oddechu na przeprowadzenie reform w kluczowych sektorach
            gospodarki. Jeśli tego nie zrobią, pieniądze z międzynarodowych
            organizacji finansowych zostaną po prostu przejedzone. Kampania
            wyborcza w najbliższych miesiącach może niestety zepchnąć reformy na
            dalszy plan. A im później one się rozpoczną, tym trudniej będzie je
            realizować.

            Czy jeśli spełni się negatywny scenariusz, państwo przestanie
            wypłacać emerytury, a firmy będą coraz bardziej zalegać z płaceniem
            pensji, to może dojść do jakiegoś wybuchu społecznego?
            - Myślę, że masa krytyczna nie została jeszcze przekroczona, ale do
            czegoś takiego może dojść w ciągu najbliższego roku, jeśli nie uda
            się opanować sytuacji.
            • dystans4 Re: Ukraińscy politycy nie chcą reform [GW] 22.06.09, 19:05
              Określenie "fałszowanie obrazu sytuacji" zawiera negatywną ocenę komentarza i jest tu zbyteczne. Pozwoliłem sobie na emocjonalne podejście do tematu - nie powinno to mieć tu miejsca.

              Chodzi mi o to, że możliwości, o których mówi Mitiukow, przemieniły się w rzeczywistość (nadchodzącą). Naprawiać w jakiś sposób można finanse państwa i reformować sektor państwowy w gospodarce, a co zrobić z sektorem prywatnym? - sytuacja jest tam jeszcze trudniejsza (długi), rozmaite interesy splecione w węzeł gordyjski. Reform (oszczędności) nikt nie będzie wprowadzać, bo to gospodarki przed kollapsem nie pozwoli ocalić, a tylko wkurzy ludzi przed wyborami.
              Żeby nie wypłacać emerytur (kiedyś już tak było, podobnie z wypłatami dla gorszej części budżetówki), do tego chyba nie dojdzie, trochę pieniędzy dodrukować można zawsze (tak zrobiono, żeby ściągnąć z rynku dewizy na ratę dla Gazpromu), problem w tym, ile będą te emerytury warte.
              W sytuacji narastającego kryzysu musi dojść do przesilenia w różnych aspektach sytuacji i myślę, że pomarańczowe władze przypieczętują podział pomiędzy wschodnią i zachodnią częścią Ukrainy. Nie sądzę, by miał to być formalny podział państwa, ale, z pewnością, rzeczywisty.
              Wątpliwe, by w warunkach zapaści gospodarczej przemysłowy Wschód nadal godził się w dotychczasowym wymiarze finansować zachodnie regiony kraju, matecznik obozu pomarańczowych. A jakie mogą być tego konsekwencje, nietrudno sobie wyobrazić. Mimo to nikt, z różnych, zrozumiałych względów, nie chce tego robić. Niektóre media upatrują przyczyny własnych nieszczęść w złowrogich knowaniach zachodniej finansjery. (Jeden taki artykuł mam przetłumaczony (wspomniany w Tygodniku 2000) - wywiesić go tutaj?)

              A pod drzwiami siedzi już i dobrymi oczkami patrzy... pis.c.
              --
              buldog.
              • dystans4 Uzupełnienie 22.06.09, 19:11
                Żeby nie było wątpliwości, wcale mnie ten p...c nie cieszy, a najbardziej współczuję utrzymującym kraj ludziom z przemysłowego Wschodu.

                Z żalem stwierdzam fakt

                buldog.
              • liberum_veto Ukraina dodrukowuje pieniądze 22.06.09, 19:21
                Zastanawiałem się, kiedy na Ukrainie wpadną na taki prosty pomysł,
                że jak brakuje pieniędzy, to trzeba je dodrukować...
                Nie trzeba było długo czekać smile
                www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20090620&id=sw24.txt
                Lepszego sposobu wyjścia z kryzysu niż dodrukowanie pieniędzy
                ukraińscy finansiści nie potrafili znaleźć. Ukraina miała od
                początku roku dodrukować 24 mld hrywien. Zdaniem ekonomistów,
                deficyt budżetowy sięgnął już 14 proc. PKB. - Ukraina od początku
                swojej niepodległości nie miała aż takich problemów. Niepokojące
                jest to, że nie ma ona żadnych źródeł finansowania - zauważa Wiktor
                Penzenyk, były minister finansów.
                Wprawdzie dodrukowanie pieniędzy pozwoliło Ukrainie wyhamować
                inflację, ale ekonomiści mają obawy, czy ten trend będzie
                długofalowy.
                • dystans4 Re: Ukraina dodrukowuje pieniądze 22.06.09, 20:02
                  Dodrukowanie żywego pieniądza nasila inflację, na jakiś czas powstrzymuje ją emisja obligacji. Wychodzi na to, że w tem sposób władze zdobyły środki na zakup dewiz. Sytuacja staje się dramatyczna

                  bul.
    • liberum_veto Ile zniesie Ukraina? 23.06.09, 06:13
      "Ile zniesie Ukraina" to temat przewodni najnowszego numeru
      pisma "Nowa Europa Wschodnia" [nr 3-4, maj-sierpień], który jest do
      nabycia w największych empikach w Polsce i tzw. "prowschodnich"
      księgarniach. W numerze znalazły się dwie moje publikacje. Pierwsza
      to rozmowa z Mykołą Riabczukiem pt. "Sowieccy politycy muszą odejść"
      (s. 33-37). Wybitny ukraiński intelektualista na czynniki pierwsze
      rozkłada pojęcie ukraińskich kryzysów. Druga publikacja to
      korespondencja z Kijowa pod jakże znamiennym tytułem "Kryzysowa
      Ukraina" (s. 125-131).
      Jeszcze jedna uwaga - Marcin Wojciechowski opublikował w "Gazecie
      Wyborczej" artykuł pt. "Kryzysowa Ukraina" mając wcześniej mój tekst
      w dłoniach. Czy to przypadek? Autor uważa, że tak. Przynajmniej w
      tym tonie napisał mi maila. Ja mam sporo wątpliwości. Wkrótce
      fragment mojego tekstu.
      (Tomasz Kułakowski)
      kryzysowaukraina.blox.pl/2009/05/Ile-zniesie-Ukraina-Sprawdz-w-Nowej-Europie.html
    • klamstwo_pawlokomskie Już po kryzysie? 23.06.09, 20:06
      Jak informuje Zaxid w obwodzie tarnopolskim właśnie staniało sadło:

      www.zaxid.net/newspl/2009/6/22/122006/
      • liberum_veto Re: Już po kryzysie? 23.06.09, 22:25
        Po kryzysie? E tam, to chyba tylko zwykłe kłamstwo pawłokomskie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka