polski_francuz
02.02.12, 19:21
Moi nowi rodacy lubia dawac lekcje demokracji na lewo i prawo. I los sie na nich postanowil zemscic. Jeden z czterech waznych kandydatow na prezydenta Francji, ktoremu sondaze daja 24 % poparcia moze w ogole nie byc dopuszczony do wyborow.
Prawo wyborcze przewiduje, ze kandydat na prezydenta powinien miec conajmniej 500 podpisow osob (wybranych na funkcje lokalne) popierajacych kandydata. I okazuje sie, ze pani Le Pen ma tylko okolo 380 takich podpisow.
Byc moze to tylko taki "pic na wode" aby wzbudzic litosc u wyborcow. Ale moze tak sie stac, ze wazny kandydat nie bedzie mogl stanac do wyborow. Ze wzgledow formalnych.
Mozna sie jeszcze spytac czemu tak sie dzieje. Ano, z obawy o ich wlasny los polityczny, wielu burmistrzow, majacych prawo dawania takiego poparcia, nie chce poprzec pani Le Pen, ktora ma etykietke faszystki. Wyjsciem z tej sytuacji byloby spowodowanie, ze takie podpisy stana sie anonimowe i ze nikt sie nie dowie kto popiera pania Le Pen a kto nie. I to jest chyba ostatnie wyjscie "z twarza" dla demokracji francuskiej.
PF