eva15
06.06.12, 23:21
W eurolandzie nadciąga przełom. Albo się to chora konstrukcja rozleci, albo będzie taki kołchoz, przy którym Osblock może się schować niczym jamnik przy dogu, albo mrówka przy słoniu.
.
Aby ratować Grecję (początkowo tylko banki) złamano wszystkie podstawowe prawa narodowe/krajowe i unijne/eurolandowe.(bail-out nie był przewidziany w żadnym z nich). Początkowy opór Niemców został 2 lata temu szybko stłumiony, buntujących się ekonomistów niemieckich w EZB wymieniono, albo sami odeszli, bo żelazna kanclerz niczym sam Stalin ze stali stanęła za euro i ogłosiła, że euro jest "alternativlos". Upadnie euro, upadnie EU dobrze, że nie powiedziała, że upadnie cały świat.
Jednym słowem zadziałała FUNDAMENTALNA neoliberalna zasada - TINA (there is no alternativ). Tak więc w imię TINA przegapiono jedyny rozsądny moment, by zatrzymać nadciągającą lawinę.
Ratowanie Grecji (banków ale i w międzyczasie greckiego budżetu) NIC nie dało, bo po przeciwnej stronie pokerowego stolika siedzą ci, którzy każdą dowolną stawkę mogą swobodnie przebić. To są prawdziwi profesjionaliści, a politycy i komisarze eurokołchozu to przy nich smarkacze i to tacy żądni kasy, dywanów. żyrandoli i ciepłych stołków, więc łatwi do uwiedzenia.
Teraz w ramach dalszego ciągu gry podbito stawkę i wali się Hiszpania. A to już trochę inny wymiar niż Grecja. Oczywiście walą się tam (jak wszędzie od 2008 r.) BANKI. Dotąd zasada była taka, że jak banki się walą, to ich rządy przejmują ich długi (dają zastrzyk finansowy) i same, zadłużone przez to po uszy, udają się pod parasol ochronny eurolandowego funduszu ratunkowego. Ten zaś w zamian za kasę żąda od rządów oszczędności (austerity) i je brutalnie, podobnie jak IFM chce egzekwować. (Stąd zresztą zgoda na dyscyplinujący udział IFM)
Państwo hiszpańskie jako takie jest mniej zadłużone niż Niemcy i po to, by tak zostało żąda teraz od Niemiec (i 4 pozostałych rzekomo jeszcze bogatych, małych krajów) ratowania hiszpańskich banków BEZPOSREDNIO via fundusz ratunkowy, bo to wtedy nie obciąży Hiszpanii jej budżetu i ona nadal będzie mniej zadłużona niż główny sponsor, no a poza tym nie wpadnie pod ścisłą kontrolę eurolandu i IFM. Niemcy dostają gorączki, bo są w niezłej pułapce coraz większej ilości szantażystów.
A szantażyści wołają głośno, że chcą nie tylko pomocy dla swoich banków ale i wspólnych euro-bonds dla całego eurolandu. Jak powiedział Hollnde - jakim prawem niemiecckie papiery dłużne mają zero % a inne 4-6%. To trzeba zlikwidować, czyli ci, którzy lepiej gospodarują powinni płacić za innych. .
Tak więc sytuacja przy stoliku pokerowym euroland kontra rynki finansowe wchodzi w nowy etap. Obok ratowania państw niemccy, austriaccy, holenderscy, fińscy i luxemburscy podatnicy powinni ratować także zagraniczne, już nie tylko swoje własne (te też mają na karku z wyjątkiem rzecz jasna beneficjenta wydarzeń- Luxemburga) ale i cudze banki.
Albo to wszystko huknie w najbliższych miesiącach z łomotem, albo Niemcy się ugną zgodnie ze swoją Nibelungentreue, tym razem w nowym europejskim wydaniu. Stawiam raczej na to ostatnie, pewnie bądą euro-bonds i pomoc dla każdego eurolandowego banku, który sobie tego życzy.
Pod kreską wyjdzie jeszcze gorzej, tylko potrwa nieco dłużej.