titus_flavius
20.07.04, 20:12
Chaire,
poniżej przedruk z ostatniej Polityki. Wybika z niego, że w ciągu 150 lat
działalności z jej powodu zycie straciło ok. 200 osób.POrównajcie to tylko ze
zbrodniami talmudystów, czy protestantów, masowo mordujących katolików!
T.
Święta Inkwizycja nie była taka straszna. Ale to żadne usprawiedliwienie
Na stosach spłonęło znacznie mniej heretyków (kacerzy), niż się zwykle
uważa. Czas przestać robić z inkwizycji narzędzie ataku lub obrony Kościoła –
apelują znawcy tematu.
ADAM SZOSTKIEWICZ
W Watykanie zaprezentowano owoc wielkiej sesji naukowej z udziałem wybitnych
historyków z kilkunastu krajów, która odbyła się w 1998 r. Po sześciu latach
specjalna komisja redakcyjna zakończyła prace, którymi kierował profesor
historii chrześcijaństwa Agostino Borromeo z rzymskiego uniwersytetu La
Sapienza. – Dyskusja nad inkwizycją przenosi się na płaszczyznę czysto
historyczną, operuje solidnymi danymi statystycznymi – powiedział
dziennikarzom podczas prezentacji tomu.
Liczbę ofiar inkwizycji szacowano na setki tysięcy, a nawet miliony.
Tymczasem według najnowszych badań – w 1998 r. Jan Paweł II odtajnił
watykańskie archiwa inkwizycji – ciesząca się najbardziej ponurą sławą
inkwizycja hiszpańska w latach 1540–1700 przeprowadziła 44 674 procesy z
oskarżenia o zdradę świętej wiary katolickiej. Na karę śmierci skazano w nich
dokładnie 1,8 proc. oskarżonych. Na dodatek część ze skazanych na śmierć
sądzona była zaocznie (zdążyli zbiec lub ukryć się przed inkwizytorami) – na
stosach spłonęły symboliczne kukły.
Nieszczęśników, którzy nie wymknęli się trybunałom Świętej Inkwizycji i
zostali uznani winnymi, czekał los okrutny. Kiedy inkwizycja okrzepła,
dostojnicy Kościoła i katolickiej monarchii hiszpańskiej zdali sobie sprawę,
że mają w rękach potężne narzędzie urabiania mas w duchu posłuszeństwa
religii i państwu. Ogłoszenie i wykonanie wyroku bywało widowiskiem
przyciągającym tłumy. Skazanych prowadzono w uroczystej procesji, w asyście
zakapturzonych księży i ze śpiewem. Skazańcowi golono głowę, nakładano mu
wysoką szpiczastą czapkę, ubierano w strój hańby – zwany sanbenito – coś w
rodzaju żółtego worka pokutnego z wymalowanymi diabłami, piekielnymi
płomieniami i imieniem ofiary. Jeśli w ostatniej chwili wyrzekł się grzechu
herezji, mógł liczyć na złagodzenie kary. Duszono go przed spaleniem. Kto z
tej możliwości nie skorzystał, trafiał na stos żywy i z zakneblowanymi
ustami, by nie próbował przeklinać katów. Tak umierał renesansowy włoski
filozof Giordano Bruno, jedna z najsławniejszych ofiar inkwizycji (1600 r.).
Ostatnie takie widowisko – znane pod nazwą auto dafé (z portugalskiego – akt
wiary) – urządzono w Meksyku w połowie XIX w.; w Europie należały już one do
przeszłości.
Jak pogodzić lochy, tortury i stosy inkwizycji z Ewangelią? Nie jest tak, że
Kościół musiał stworzyć tę instytucję, która do dziś wyrządza mu wielkie
szkody moralne. Czarnej legendy inkwizycji nie wyssali z palca wrogowie
Kościoła. Ale nie jest też tak, że inkwizycja nie budziła w chrześcijanach
wstrętu. I że nie próbowali oni jakoś zahamować rozpędzonej machiny, która
zresztą zmiażdżyła niejednego z funkcjonariuszy kościelnego terroru.
Przeciwko nadgorliwcom protestowali u papieża niektórzy biskupi. Okrutny
inkwizytor francuski Robert Le Bourge doprowadził bezwzględnością działania
do zamieszek i został aresztowany na rozkaz papieski.