lubat
29.07.13, 11:22
Wczoraj na Ukrainie spotkali się prezydenci Ukrainy i Rosji aż z dwóch powodów. O jednym, religijnym wacek wydalił nawet z siebie tekścior o wrednym Putinie czyhającym na cnotę Ukrainy:
wyborcza.pl/1,75477,14349693,Przy_okazji_chrztu_Rusi_Putin_chcial_przyciagnac_Kijow.html
Zupełnie przemilczał natomiast inne spotkanie, mające o wiele większą wagę polityczną.
Obchodzono mianowicie wspólnie święto morskich sił zbrojnych (czy jak to się tam nazywa). Po raz pierwszy od rozpadu sowietunia wspólnie, wszystkie okręty biorące udział w paradzie płynęły pod flagami Ukrainy i Rosji - mówiąc dokładniej - na każdym okręcie były obydwie flagi.
Ale gwóźdź programu był dopiero na wspólnej konferencji, gdzie Janukowicz stwierdził wprost, że Ukraina jest i pozostanie strategicznym partnerem Rosji, że tylko razem zapewnią bezpieczeństwo w basenie Morza Czarnego itp.
Nasuwa się oczywiste pytanie: a co z europejskimi aspiracjami Ukrainy? Najprostszą odpowiedzią było by, że Janukowicz chce być tym cielęciem, co dwie krowy ssie. Ale tak naiwny to on przecież nie jest, by nie wiedzieć, że to se ne da. Można oczywiście snuć różne spekulacje. Jedną z nich ja wyrażałem już ze dwa razy. To mianowicie, że Janukowicz doskonale sobie zdaje sprawę, że w EU jest mała ale hałaśliwa grupka państw, które wszystko wybaczą Janukowiczowi, nawet wybaczyli by powieszenie Julki, jeśli ten tylko zadeklaruje zerwanie z Rosją.
Ale Januka jest zbyt cwanym politykiem, by nie wiedzieć, kto decyduje w Unii, poza tym, jest wiele innych wewnątrz-ukraińskich czynników, które zdecydują o kursie tak Janukowicza, jak i Ukrainy.
Na razie jest to jednak zagadką, a milczenie polskich przekaziorów na temat wczorajszej wypowiedzi Janukowicza ma swoją wymowę.