arkaf
19.04.14, 03:25
1.
Kłamstwem jest informacja, że powstańczy rząd w Kijowie w ogóle utworzyli (vel „doszli do władzy”) „nacjonaliści”. Nacjonaliści, czyli konkretnie kto? Za „nacjonalistów” ukraińskich uważa się - partię Swoboda. Do niedawna Swoboda miała 4 ministrów na 21, w tym wprawdzie ważnych - wicepremiera i ministra obrony. Ale 25 marca ze stanowiska ministra obrony zrezygnował Ihor Teniuch. Czyli udział Swobody to teraz 3 z 21.
Dokładnie tyle, ile w rządzie Marcinkiewicza (pod koniec) miała Samoobrona (3/21).
2.
Czarno-czerwony sztandar to nie „sztandar OUN .”
3.
„Nacjonalista” na Ukrainie znaczy co innego niż np. w Polsce. Jeśli "nacjonaliści" ukraińscy to nacjonaliści bez cudzysłowów, to nacjonaliści polscy to ludożercy. Ostatnio z wyrazami miłości do Polski wystąpił już nawet nie ktoś ze Swobody, a Dmytro Jarosz, lider Prawego Sektora. Prawy Sektor nie jest w rządzie.
4.
Czy rząd powstańczy jest antysemicki? Faszystowski? Prócz komizmu pytania, i skoro mowa o Żydach, Izraelu i Jaroszu, to właśnie Jarosza zdjęcia są wszędzie jeśli nie w mundurze to a to w jarmułce, a to w przyjaznych pozach z Żydami, itd. a powstanie ukraińskie poparli i gremialnie Żydzi ukraińscy, i państwo Izrael (jak i zresztą praktycznie wszystkie inne państwa). NB. Rosjanie do dziś wykorzystują takie zdjęcia Jarosza i innych i choć na ogół wymyślają powstańcom od „faszystów” i „antysemitów”, to nie omieszkają eksploatować instynktów żuli z przeciwnego końca spektrum swych naturalnych klientów klarując im, że wręcz przeciwnie – powstańcy to „Żydzi”. Putin ma na swe usługi w Polsce i takie portale internetowe i takich milosników, którzy eksploatują obie te wersje naraz.
5.
Słowo „nacjonaliści” - bez konkretów, kogo oznacza - użyto nieprzypadkowo. Po udowodnieniu kłamstwa i podaniu składu rządu j.w. do „nacjonalistów” kacap polski zaliczy np. Batkiwszczynę. Zresztą by się przed tym zabezpieczyć, polscy putinowcy w takie szczegóły nie wnikają i na wszelki wypadek o wszystkich Ukraińcach - w rządzie czy poza rządem - mówią „banderowcy”.
Oczywiście kto co mówi, albo z kim się fotografuje nie musi świadczyć o czymkolwiek. Jednak tworzy pewien klimat, a politycy w państwach demokratycznych to często zakładnicy własnej retoryki. Prawidłowość taka w mniejszym stopniu dotyczy Ukrainy, ale putinowska dezinformacja również w Polsce nawet przecież nie udaje jakiejś analizy.