jersey_gay
21.08.04, 08:12
Allah pod kościołem
Tygodnik "Wprost", Nr 1133 (15 sierpnia 2004)
Liczba muzułmanów w Europie będzie coraz szybciej rosnąć
Lech Jaworski
Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, doktor nauk prawnych, adiunkt
na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
Żołnierze Allaha, powstańcie i walczcie! Nadchodzą trudne czasy, bądźcie więc
twardzi. I wiedzcie, że wasza solidarność i współpraca zmierzające do
wyzwolenia świętości islamskich stanowią słuszny krok na drodze ku
zjednoczeniu społeczności muzułmańskiej" - to fragment "Deklaracji wojny z
Amerykanami okupującymi ziemię dwóch świętych meczetów", opublikowanej przez
bin Ladena w 1996 r. Bin Laden wezwał muzułmanów do dżihadu, czyli świętej
wojny, a jego odezwa ma formę fatwy, a więc oficjalnej odezwy opartej na
prawie muzułmańskim.
Teza, że islam jest religią pokoju i terroryzm nie ma z nią nic wspólnego,
wydaje się ryzykowna. Przecież to religijni muzułmańscy ekstremiści od dwóch
dekad systematycznie atakują wojskowe i cywilne obiekty, i to nie tylko
amerykańskie. I nawet jeżeli z dystansem można traktować twierdzenie Paula
Johnsona, brytyjskiego historyka, że islam jest religią imperialistyczną, w
Koranie można bez trudu odnaleźć wersety nawołujące do nawracania niewiernych
siłą - do skutku, czyli do przejścia na islam.
Dżihad, czyli wojna wszystkich wojen
Pojęcie dżihadu nie ma jednoznacznie wojennego znaczenia. Słowo to
oznacza "zmagać się", i muzułmanie rozumieją je również jako przezwyciężanie
doczesnych pokus (tzw. wielki dżihad). Jak zauważa prof. Caesar F. Farah w
książce "Islam", "chociaż Koran nie zalicza dżihadu w rozumieniu 'świętej
wojny' do dogmatów, jest pewien hadis, który pozwala interpretować dżihad
jako zalecenie podejmowania 'czynnych batalii', a to sformułowanie
niewątpliwie niesie konotacje wojenne". Mahomet przede wszystkim nauczał, że
w wierze najważniejsze są pobożność i przestrzeganie zasad moralnych.
Odpowiedni stopień pobożności można jednak osiągnąć nie tylko usilną pracą
nad sobą, ale też uczestnictwem w najświętszej wojnie - wojnie wszystkich
wojen (dżihad al-akbar), co oznaczało także prowadzenie działań zbrojnych.
Nauczając, że walka zbrojna i zadawanie śmierci innym jest rzeczą złą,
Mahomet podkreślał, że tolerowanie ucisku jest jeszcze gorsze. W ten sposób
dżihad w rozumieniu walki zbrojnej stał się jednym ze świętych obowiązków
muzułmanina.
Bernard Lewis w książce "Język polityczny islamu" upatruje w obowiązku
dżihadu uniwersalizmu objawienia Mahometa. Słowa i przesłanie Allaha są
adresowane do wszystkich, zatem wszyscy mają obowiązek poddać się woli
Allaha, i trzeba się starać nawrócić lub pokonać tych, którzy nie są
wyznawcami prawdziwej wiary. Obowiązek ten spoczywa na wyznawcach zawsze i
wszędzie, w każdym miejscu i w każdym czasie. Należy się z niego wywiązywać,
póki cały świat nie pokłoni się w kierunku Mekki w rytualnej modlitwie salat
i nie zawoła: Allah akbar (przytaczam za Paulem L. Williamsem, "Al-Kaida.
Bractwo terroru").
Kluczowym pojęciem islamu jest hidżra, co oznacza "emigrację", "wywędrowanie"
i nawiązuje do ucieczki (emigracji) Mahometa z Mekki do Medyny. Islamski
bojownik biorący udział w świętych walkach korzystał z takiej emigracji, aby
walczyć za wiarę lub się schronić przed prześladowaniami. Hidżra oznacza
także odrzucenie. Głównie w takim znaczeniu to pojęcie jest wykorzystywane
przez islamskich fundamentalistów, którzy wskazują na konieczność odrzucenia
zachodniej kultury, na potrzebę ucieczki od niej. Zasada ta funkcjonuje nie
tylko w krajach muzułmańskich, ale obowiązuje także społeczności muzułmańskie
osiadłe w państwach zachodnich.
Islamem w Europę
Na niepokój powodowany narastającą falą islamskiego terroryzmu nakładają się
obawy związane z islamizacją Europy. Nie tylko szybko rośnie liczba
imigrantów muzułmańskich na Starym Kontynencie, ale też wzrasta liczba
Europejczyków przechodzących na islam. To drugie zjawisko stanowi najbardziej
jaskrawy dowód na osłabienie (czy wręcz zanikanie) poczucia tych wartości
kulturowych, które stanowiły źródło i oparcie dla rozwoju europejskiej
cywilizacji.
We Francji, gdzie w największych miastach powstały już dzielnice arabskie,
liczbę imigrantów muzułmańskich szacuje się na 5 mln, w Niemczech - na 3 mln.
Mamy tu zresztą do czynienia nie tylko z osobami bezpośrednio
przesiedlającymi się z krajów islamskich, ale też z drugim, a nawet trzecim
pokoleniem muzułmanów osiadłych w Europie. Wśród tej społeczności,
zachowującej swą tożsamość kulturową i religijną opartą na Koranie, niemało
jest osób sfrustrowanych niższym od Europejczyków standardem życia. Dominuje
tam niechęć (a czasem wręcz nienawiść) do Zachodu, z jego zdradliwym postępem
technicznym oraz kulturą i polityką zagrażającą - według nich - islamowi.
Trudno się więc dziwić, że terrorystyczne organizacje islamskie werbują
bojowników głównie w tych środowiskach.
Islamskie wyprawy krzyżowe
Musi budzić zdumienie, że mimo niezadowolenia i ucisku, jakiego rzekomo
muzułmanie doznają od Zachodu, tak wielu się tam osiedla. Zauważmy, że prawie
wszyscy islamscy fundamentaliści przyjmują wrogą postawę wobec tego, co
według nich jest przejawem zachodniej polityki i kultury. Dążą jednak do
poznania zachodniej nauki i przejęcia zachodniej technologii. Muzułmanie
krytykują Zachód za jego zeświecczenie, choć właśnie dzięki temu mogą tu
korzystać z wolności wyznania. Mają pełne prawo praktykować swą religię, choć
ten przywilej nie zawsze jest dany zachodnim przybyszom w krajach
muzułmańskich.
Chrześcijanie nie uważają już religii za powód do wszczynania wojen.
Tymczasem, jak zauważa Peter Partner w książce "Wojownicy Boga", współcześni
islamscy fundamentaliści stanowczo utrzymują, że polityka państw wyrosłych z
kultury chrześcijańskiej jest nadal warunkowana doświadczeniami i ideami
wypraw krzyżowych.
I odpowiedzią na to ma być właśnie dżihad. Gdy dodamy do tego hidżrę,
umacniającą postawę agresywnego odrzucenia kultury Zachodu, wojowniczość
islamu wydaje się faktem.
Ocena postawy wielkiego szatana, czyli USA, dokonana w kontekście islamskiej
wojowniczości, prowadzi do zaskakujących wniosków. W otwarte konflikty, w
których jakąś rolę odgrywał wątek religijny, Stany Zjednoczone angażowały się
praktycznie po stronie muzułmanów, choć oczywiście nie ze względów
religijnych. Chodzi tu o szkolenie i dozbrajanie mudżahedinów podczas
interwencji sowieckiej w Afganistanie (jednym z przeszkolonych przez CIA
bojowników był Osama bin Laden) oraz militarną interwencję w nowej Jugosławii
(ciekawe, że przed interwencją albańską UCK - Wyzwoleńczą Armię Kosowa -
uznawano za organizację terrorystyczną).
Dechrystianizacja Zachodu
Na świecie islam wyznaje około 1,3 mld osób - w krajach Unii Europejskiej
mamy około 20 mln muzułmanów (wraz z nawróconymi). Liczba muzułmanów w
Europie będzie coraz szybciej rosnąć, a jednocześnie będzie maleć liczba
urodzeń wśród Europejczyków.
Z tymi problemami, często podsycanymi przez muzułmańskich integrystów, władze
państw unii nie potrafią sobie radzić. Przykładem może być żałosna próba
podjęta przez francuski parlament w lutym 2004 r., kiedy przyjęto tzw. ustawę
o laickości, zakazującą noszenia w szkołach publicznych "symboli i strojów,
które w sposób ostentacyjny podkreślałyby religijną przynależność ucznia".
Oczywiście, zakaz ma dotyczyć wszystkich symboli religijnych (w tym
chrześcijańskich), nie dotyczy zaś symboli politycznych ani wolnomularskich.
Wspomniany akt prawny ma już wielu zwolenników także poza Francją. Oprócz
oczywistego naruszenia swobód religijnych obywateli, ustawa ta wcale nie
uderza w islamskich fundamentalistów. Wręcz przeciwnie - tylko wzmacnia ich
wojowniczość.
Efekt może być taki, że z publicznego obiegu będzie eliminowana symbolika
chrześcijańska, tak si