banderom.nie
23.10.15, 19:03
Wilson był prezydentem USA w latach 1913 - 1921 . Chciał zmienić całą mapę Europy po I WS . Był przekonany, że będzie w stanie pozbyć się niekończących się wojen i przynieść nową trwałą erę pokoju, bezpieczeństwa, sprawiedliwości i .....rozumu. Sto lat później tą droga na Bliskim Wschodzie zaczęli kroczyć Bush junior i noblista Obama.
Ten drugi prowadzi "wilsonowską" politykę w Syrii już od czterech lat,którą chętnie poparli neokonserwatyści ze starej administracji Busha juniora, którzy wcześniej próbowali (ale nie mogli) "przerobić" Irak. Upadłość tej polityki jest teraz oczywista dla wszystkich rozsądnych ludzi na świecie..
Asad nadal trzyma się mocno władzy. Prawie cała Syria została spustoszona wojną domową. Prawie ćwierć miliona osób zginęło, a cztery miliony zostali wypędzeni ze swoich domów i stali uchodźcami. W tym czasie Państwo Islamskie i Front an-Nusra, który jest ściśle związany z Al-Kaidą, zajeli terytorium Iraku i Syrii, porównywalny wielkością z Wielką Brytanią.
Obecnie do walki włączył się prezydent Rosji.Putin nie ma żadnych fantazji na temat możliwości osiągnięcia absolutnej sprawiedliwości i szczęścia dla wszystkich narodów Syrii. On jest zdeterminowany aby chronić bezpieczeństwo narodowe Rosji.Której,jego zdaniem, bezpośrednio zagraża powstanie Państwa Islamskiego. On również zamierza podtrzymać dynastię Asadow, która była wiernym sojusznikiem Rosji i ZSRR w ciągu 45 lat.
Amerykanie trzymają się strategii Wilsona,a Putinem kieruje duch "żelaznego kanclerza" Otto von Bismarck, który zjednoczył Niemcy150 lat temu.Bismarck prowadził starannie zaplanowane ograniczone wojny, aby wybijać swoich wrogów jeden po drugim.Bił tylko wtedy, gdy cel był izolowany, a dyplomatyczna i strategiczna obrona kraju zapewniona.
Putin postępuje dokładnie tak samo w naszych czasach. Zapewnił sobie wsparcie Iranu (groźna regionalna siła) i Hezbollahu.Także rząd Iraku stara się połączyć z nim siły.Nawet Kurdowie, którzy byli bezradni bez setek milionów dolarów amerykańskiej pomocy wojskowej, patrzą na Putina jak na zbawiciela od Państwa Islamskiego.
Putin nie stara się stworzyć zupełnie nowe siły zbrojne z niczego, jak Amerykanie próbowali i oczywiście nie potrafili zrobić w Iraku i Syrii. On stara się odbudować i podtrzymać istniejącą syryjską armię,która pozostaje jedyną realną silą,walczącą z islamistami.
Amerykańskie naloty okazały się bezużyteczne w walce przeciwko islamistów w sytuacji, gdy nie ma żadnych sił lądowych, gotowych skorzystać z tych ciosów (inna sprawa,czy Amerykanom zależało na realnej walce z islamistami). Lotnictwo Rosji osiąga znacznie lepsze wyniki, ponieważ ono ściśle współpracuje z nadal skuteczną siłą lądową – syryjską armią. Bismarck na pewno pochwaliłby Putina za to :-)
Amerykanie,za wyjątkiem Kissingera, nigdy nie kochali i nie podziwiali Bismarcka (to nie przypadek, Kissinger urodził się w Niemczech).Praktyczny sukces Bismarcka nie zdobył serca i umysły amerykańskich strategów tak, jak zdobyła marzycielska głupota Wilsona.Dzisiaj Putin rozgrywa strategie Bismarcka w Syrii. I bije wszystkie jokery w rękach Obamy i jego neowilsonowcow.I dlatego on jest skazany na sukces,jak "żelazny kanclerz" 150 lat temu!