de_oakville
17.08.19, 11:31
("dotkiliwy koszmar" to przeciwienstwo "lagodnego uroku")
Kiedy mieszkalem jeszcze w PRL-u, za Gierka, ktos w pracy (nie pamietam juz dzis kto) w rozmowie w szerszym gronie na "luzne tematy" wypowiedzial opinie, ze ulica w Warszawie prowadzaca do Centrum Zdrowia Dziecka, ktora nazwano "Aleja Dzieci Polskich" (i tak nazywa sie ona do dzis) powinna sie nazywac po prostu "Aleja Dzieci". Dlaczego akurat polskich? Czyzby dzieci niepolskie to bylo cos "gorszego". Dzieci to dzieci, wszystkie niewinne i na ogol pelne uroku. Ciekawe, ze zupelnie sie nad tym wczesniej nie zastanawialem. Polskie wychowanie. Ale wyobrazam sobie, ze gdybym przyjechal np. do Berlina i wieziono by mnie do szpitala ulica o nazwie "Allee der Deutschen Kinder", albo w Paryzu jakas "Avenue d'Enfants
Français" to czulbym sie raczej "nie w sosie". Niemcy po wojnie sa bardziej dyskretni w tej kwestii od Polakow. Kiedy bylem raz na wycieczce w Berlinie Zachodnim (1986), wozono
nas autokarem po miescie. Przed wejsciem do Stadionu Olimpijskiego ("slawnego" od roku 1936) mozna sobie bylo wziac za darmo ksiazeczke-folder, swietnie wydana, pod tytulem "Berlin dla ludzi mlodych" ("Berlin für junge Leute"). Tak naprawde to ksiazka powinna byc raczej zatytulowana "Berlin dla mlodych Niemcow (zachodnich)" poniewaz obok mnostwa interesujacych informacji na temat miasta i jego historii zawierala rowniez praktyczne wskazowki jak zachowywac sie podczas wizyty w "innym Berlinie", czyli w stolicy NRD. A wiec "nie strugaj 'bogatego wujka' z Zachodu, nie siadaj w kawiarni przy stoliku obok umundurowanego przedstawiciela Narodowej Armii Ludowej NRD, bo moze to miec przykre konsekwencje dla ciebie, a jeszcze przykrzejsze dla niego, obejrzyj sobie dyskretnie jak skromnie wyglada zaopatrzenie sklepow." itd., itp. Bylem "zaszczycony" czytajac to wszystko, bo wszystko rozumialem i "pod urokiem" tej ksiazki wydawalo mi sie, ze jest adresowana rowniez i do mnie. A przeciez nie byla adresowana do takich jak ja, bo jakiz tam ze mnie byl w roku 1986 "bogaty wujek z zachodu". Raczej przybysz z "biednego wschodu", biedniejszego od NRD, ktorego zlotowki byly "nic nie warte" ("das ist nichts wert") jak mi "kulturalnie" powiedziala "panienka z okienka" przy wymianie traktujac niemal jak jakiegos "upierdliwego" kloszarda. Ale to wszystko to jeszcze "bajka" w porownaniu z artykulem
jaki przeczytalem niedawno na temat Lwowa. Okazuje sie, ze Lwow - ta "piekna polska wyspa w ukrainskim morzu" byl nie tylko piekny i bogaty, ale rowniez straszliwie antysemicki i mialy tam miejsce takie wydarzenia, o ktorych dlugo sie nie mowilo, a ktore klada cien na "polska epopeje odzyskania niepodleglosci". Ja poznalem o Lwowie tylko piekne piosenki, na przyklad ("Tylko we Lwowie"):
"Bo gdzie jeszcze ludziom
Tak dobrze jak tu?
Tylko we Lwowie!
Gdzie śpiewem cię tulą
i budzą ze snu?
Tylko we Lwowie!
I bogacz, i dziad
Tu są za pan brat
I każdy ma uśmiech na twarzy..
A panny to ma
Słodziutkie ten gród,
Jak sok, czekolada i miód..."
Okazuje sie, ze ta lwowska "slodka kanapka" posmarowana "czekolada i miodem" od gory, byla rowniez posmarowana czyms od dolu, co zupelnie zmienialo jej swietny smak.
Nie powiem jednak doslownie czym, zacytuje tylko Wojciecha Mlynarskiego fragmentem jego piosenki "Diatryba" ("panstwo wiecie czym, gdybym dodal, ze równo zrobilby sie rym").
Oto link do artykulu, ktory bylby "historyczny". Jednak to wszystko teraz wraca (po 30-tu latach wolnej Polski!) jak jakas "powracajaca fala". Calkowite przeciwienstwo tolerancyjnej Holandii (Timmermansa).
kultura.onet.pl/wywiady-i-artykuly/grzegorz-gauden-kto-rzadzi-przeszloscia-decyduje-o-przyszlosci-wywiad/8vnhlrb