Dodaj do ulubionych

Płonie Karabach

27.09.20, 10:56
Wojska Azerbejdżanu z poparciem Turcji, zaatakowały pozycję armeńskie, trwa boj
Obserwuj wątek
    • buldog2 Re: Płonie Karabach 27.09.20, 12:34
      Informacje na temat, kto zaatakował, są sprzeczne:
      iz.ru/1065972/2020-09-27/v-azerbaidzhane-zaiavili-ob-obstrelakh-so-storony-vs-armenii-v-karabakhe
      iz.ru/1065976/2020-09-27/premer-armenii-zaiavil-o-nachale-ataki-azerbaidzhana-v-napravlenii-karabakha
    • j-k Spokojnie , jak na wojnie... 27.09.20, 13:48
      brat_kryzysa napisał:
      > Wojska Azerbejdżanu z poparciem Turcji, zaatakowały pozycję armeńskie, trwa boj



      spokojnie jak na wojnie.

      Ormianie z technicznym i logistycznym poparciem Rosji - juz nie raz Azerom dolozyli.
    • walter622 Re: Płonie Karabach 27.09.20, 18:03
      brat_kryzysa napisał:

      > Wojska Azerbejdżanu z poparciem Turcji, zaatakowały pozycję armeńskie, trwa boj

      Obie strony wzajemnie się oskarżają o wszczęcie obecnego konfliktu. Lecz trzeba przyrzynać, że to Ormianie w połowie lipca br. rozpoczęli działania wojenne, usiłując przeciąć strategiczne linie komunikacyjne (ropa, gaz, kolej) w rejonie Tovuz ( płn.-zach.Azerbejdżan) , tj. w rejonie dalekim od Karabachu.

      W Armenii jest bardzo trudna sytuacja ekonomiczna - dla Paszyniana ta wojna to jedyny sposób utrzymania
      się u władzy. Wprowadzenie stanu wojennego jest równoznaczne z ograniczeniem działalności opozycji
      ( w tym zakaz zgromadzeń).
      • boavista4 Re: 21 wspanialych miast USA 27.09.20, 18:37
        w ktorych nikt niechce zyc! Pisza NYC - najwiekszy przemysl to zdrowotny. Rzeczywiscie - czyszczenie zebow - 300 dolarow. paruminutowy zabieg na prostate - 30 000 dolarow.

        za.investing.com/magazine/top-us-cities-americans-are-leaving-due-to-crumbling-industry/?utm_source=facebook&utm_medium=cpc&utm_campaign=23845480232300493&utm_content=Portland-2__&origin=facebook&fb_params[ad_id]=23845480234670493&fb_params[adset_id]=23845480232550493&fb_params[campaign_id]=23845480232300493&fb_params[ad_name]=Portland-2__&fbclid=IwAR358tYFn90dfWKdUqEV_iUYTcPaoKhE84e8-QQqF1JutEVkEap00YuhUcw
    • jk2007 Dlaczego Białoruś zbroi Azerbejdżan 02.10.20, 23:15
      2018 rok stał się przełomowym dla białoruskiej zbrojeniówki – ruszył eksport samobieżnych zestawów rakietowych Polonez. Baku kupiło przynajmniej 10 zestawów Polonezów – to rakiety, samobieżne wyrzutnie, samochody transportowo-załadowcze, punkt dowodzenia i stacja radiolokacyjna. Białoruś też dostarcza Azerom przeciwpancerne zestawy rakietowe Skif – z ukraińską rakietą i białoruskim systemem naprowadzania.
      Gdy w 2011 roku Baku wyraziło życzenie zakupu ukraińskich stacje radiolokacyjne typu 80K6, umieszczono je na podwoziu produkowanym przez MZKT – Mińskich Zakładów Ciągników Kołowych. Także przy pomocy finansowej Azerbejdżanu, powstał białorusko-ukraiński projekt gruntownej modernizacji sowieckiego rakietowego zestawu przeciwlotniczego 9K33 Osa. Nowa broń otrzymała nazwę T32 Stylet i także trafia do Azerbejdżanu.
    • caesar_pl Re: Płonie Karabach 08.10.20, 16:10
      Armenia to pierwsze chrzescianskie panstwo na Swiecie.Juz cos ok 300 roku oglosili Chrzescianstwo religia panstwowa.Nasi bracia.Jak niemiecki Bundestag przyjal rezolucje ze Morderstwa Ormian przeprowadzone przez Turkow to Ludobojstwo,to Ergogan zagrozil Niemcom powaznymi konsekwencjami,Turcy w Niemczech organizowali masowe protesty przeciw Merkel.
      A teraz,gdy Armenia znow zagrozona Islamska cholota,Turkami,w Niemczech nikt nic nie wie,w Polsce podobnie.Co za OBLUDA!!
      Armienie popiera chrzescianski sojusznik z koniecznosci - Putin.A on jest beee......
      Co zrobi Erdogan i jego tureccy bracia w Niemczech,gdy Merkel stanie po stronie Chrzescianskich Braci Ormian???Rozwala Niemcy?
        • caesar_pl Re: Płonie Karabach 09.10.20, 14:57
          Matka Slowackiego to Ormianka,z pochodzenia ormianskiego sa takze Krzysztof Penderecki,Anna Dymna,rezyser Kawalerowicz i inni.
          www.youtube.com/watch?v=1FSlE7VA2xc&t=137s
          • wtop.ek Re: Płonie Karabach 09.10.20, 23:00
            Dobry tekst:

            Przechodzący w stadium wojny na wyniszczenie konflikt o Górski Karabach uświadamia Rosjanom, jak bardzo zmalało znaczenie Moskwy na Kaukazie Południowym i w Azji Środkowej. Na miejsce Rosji w regionie wchodzi jej odwieczny konkurent - Turcja.
            Nie ma nawet mowy o tym, że prezydent z Moskwy powie przywódcom Armenii i Azerbejdżanu: „Dość! Wszyscy na miejsce. Skończcie z tym". To już nie to, co było kiedyś – w rozmowie z radiem Echo Moskwy ostrzegł Gleb Pawłowski, przez lata jeden z głównych architektów polityki Kremla.
            Nie tylko on zauważa, że Rosja wbrew swej wielowiekowej tradycji poza rytualnymi w takiej sytuacji wezwaniami do zawieszenia ognia nie ma nic do powiedzenia głównym aktorom sceny kaukaskiego konfliktu.

            Krwawe walki na obszarze, który Moskwa uważa za swoją nienaruszalną strefę wpływów, trwają już od 12 dni. I przez ten czas Władimir Putin sam nie zadzwonił do premiera Armenii Nikola Paszyniana, prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa czy spiritus movens najnowszej wojny karabachskiej prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Gospodarz Kremla uważa się zresztą za tak potężnego, że sam prawie nigdy do nikogo nie dzwoni. Po każdej rozmowie z którymś z przywódców światowych jego rzecznik z dumą podkreśla, że odbyła się ona „z inicjatywy", czyli na prośbę, „drugiej strony".

            Sam do Putina często nawet po kilka razy dziennie dzwoni Paszynian, pytając przede wszystkim, czy Kreml wciąż jest gotowy wypełnić swe zobowiązania wynikające z Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego i udzieli Armenii pomocy militarnej, jeśli ona sama zostanie zaatakowana. Słyszy, że tak, ale dopiero wtedy, kiedy wróg wtargnie na jej suwerenne terytorium. A Górski Karabach zgodnie z prawem międzynarodowym, choć zamieszkany przez Ormian, jest regionem Azerbejdżanu.
            Rozmowy z Paszynianem raczej nie są dla Putina przyjemne. Ormianin jako polityk, którego do władzy wyniosła jedna ze znienawidzonych na Kremlu "kolorowych rewolucji", nie jest dla prezydenta Rosji "swój". Bliscy władzy rosyjscy Ormianie z pasją w ostatnich dniach wieszają psy na premierze swej historycznej ojczyzny. Jedna z nich, Margerita Simonian, szefowa telewizji Russia Today, upomina go, że nie ma co skamleć, bo, kiedy był czas, nie uznał Krymu za rosyjski, a gruzińskich Abchazji i Osetii Południowej – za niepodległe państwa, do tego współpracuje z Amerykanami i w ogóle arogancko nie bije pokłonów.

            Prezydentowi Rosji na pewno znacznie bliżej do Alijewa, tak jak on tradycjonalisty, rządzącego też w stylu autorytarnym. Ale przywódca Azerbejdżanu nie uznał za potrzebne zasięgnąć opinii Putina na temat coraz gorętszej wojny o Karabach. Zadzwonił do niego w 11. dniu od wybuchu walk, ale po to, by złożyć rosyjskiemu koledze życzenia urodzinowe. Z Erdoganem, bez którego nie byłoby wojny i bez którego jej przerwać się nie da, Putin nie zamienił ani słowa. Tymczasem emocjonalna debata w Rosji w ostatnich wojennych dniach koncentruje się nie na samym Karabachu, Armenii czy Azerbejdżanie, lecz właśnie na Turcji.

            Obserwatorzy i politycy zwracają uwagę na jednoznaczne poparcie, jakiego Ankara udziela dziś Baku, wspomagając Azerów dostawami broni, doradcami wojskowymi oraz setkami, a może i tysiącami najemników przerzucanych z Syrii i Libii, krzepiąc obietnicami bezpośredniego wsparcia militarnego. Erdogan mówi jasno, że Turcja i Azerbejdżan to „jeden naród żyjący w dwóch państwach".
            Prezydentowi Turcji, jak rozumieją w Moskwie, nie chodzi o Górski Karabach, tylko o dominację na Kaukazie Południowym i w Azji Centralnej, czyli, jak to się określa, „miękkim podbrzuszu Rosji".
            Przed niebezpiecznymi ambicjami Erdogana ostrzega m.in. Władimir Żyrinowski, z wykształcenia turkolog. Według niego Ankara - korzystając z tego, że Rosja traci znaczenie w swej kaukaskiej i azjatyckiej strefie wpływów - chce przebić korytarz do Morza Kaspijskiego i opanować trasy transportu ropy i gazu z tego regionu. Dalej Turcy zamierzają sięgnąć po Turkmenię, Kirgizję (w której już wrze nie bez udziału Turcji), Uzbekistan, Tadżykistan aż po Kazachstan, gdzie zapowiedziane przyszłoroczne wybory też mogą zdestabilizować sytuację. Bo, jak podkreśla nie tylko nacjonalistyczny polityk, Erdogan dąży do odbudowy imperium osmańskiego. Robi to w Syrii, w Libii, ogłosił nawet, że „Jerozolima to nasze miasto”.

            W mediach moskiewskich o nagłym powrocie „tureckiego niebezpieczeństwa” mówi się teraz bardzo dużo. Wspominana jest historia licznych wojen rosyjsko-tureckich (od XVI do XX w. toczyły się one w sumie w ciągu 69 lat), w wyniku których imperium carów z reguły powiększało się o to, co odebrało osmańskiemu. Autorzy tekstów wypominają bolszewikom wycofanie Rosji z pierwszej wojny światowej, kiedy całkiem realne wydawało się spełnienie marzeń imperialnych o unicestwieniu Turcji i przejęciu cieśnin czarnomorskich oraz Cargradu, czyli Stambułu. A potem Lenin swymi dostawami broni i złota uratował Turków przed ostateczną klęską i pomógł przetrwać odwiecznemu konkurentowi, który dziś rośnie w siłę, a do Putina nie dzwoni.

            Mówiąc o bezsilności czy bierności Moskwy w obliczu wojny w Górskim Karabachu, Pawłowski ocenia, że „Rosja zniszczyła swą stabilną jeszcze przed dekadą bazę międzynarodową, system relacji międzynarodowych". Bezradne wobec sytuacji okazują się stworzone i hołubione przez Moskwę międzynarodowe struktury służące współpracy tych byłych republik ZSRR, które pozostały w rosyjskiej strefie wpływów. O WNP, która jest bardziej martwa niż żywa, nie ma co mówić. W skład Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej wchodzą Armenia, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Rosja. Organizację Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego, która powinna w razie agresji udzielić Armenii pomocy militarnej, tworzą te same państwa plus Tadżykistan. W trzech z nich jest wojna albo kompletny zamęt. Żadnego z tych konfliktów Moskwa nie jest w stanie zażegnać.

            Kiedy w poświęconych Karabachowi programach w prorządowych rosyjskich mediach pada nieuniknione pytanie, „co robić?”, odpowiedziami zamiast recept są wspomnienia. Eksperci i politycy z nostalgią mówią o tym, że na Kaukazie było dobrze za carów, kiedy tamtejszymi guberniami rządzili rosyjscy generał-gubernatorzy, i pod władzą radziecką. I tęsknie dodają, że tego już się nie przywróci.

            Aleksandr Goltz, ceniony ekspert od spraw wojskowych, podobnie jak Pawłowski ocenia, że bierność Moskwy wobec wojny w rejonie kluczowym dla jej interesów stanowi oznakę „krachu putinowskiej realpolitik” w strefie uznawanej przez Rosjan za "bliską zagranicę".
            Jego zdaniem prezydent Rosji będzie czekał, aż Erdogan zgodnie ze swym zwyczajem doprowadzi do wzrostu napięcia wokół Karabachu, postawi region na skraju wielkiej wojny, by uznać, że jest odpowiedni moment, by na swoich warunkach zacząć rozmawiać z Putinem o drodze wyjścia z kryzysu.

            I wtedy zadzwoni.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka