Gość: Andrzej
IP: 62.89.126.*
29.04.02, 20:13
Ave,
w dzisiejszej GW jest dobry artykuł (poniżej) o przygotowaniach palestyńskich
do obrony Gazy.
Nie rozumiem tylko, dlaczego nie kopią w Gazie rowów przeciwczołgowych, a
jedynie zapory.
ANdrzej
Reportaż Roberta Stefanickiego z Gazy
Robert Stefanicki, Gaza (28-04-02 18:44)
Barykady na ulicach, stanowiska snajperskie umocnione workami z piaskiem. Tak
bojowo Gaza nie wyglądała jeszcze nigdy
- Powiedziano mi, że tu jest mina - mówi nasz kierowca, wymijając leżącą na
środku skrzyżowania metalową puszkę. Powoli, bo ulicami Gazy nie da się dziś
szybko poruszać. Trzeba objeżdżać barykady usypane na wysokość człowieka z
gruzu i ziemi, które mają za zadanie spowolnić izraelskie czołgi i dać osłonę
partyzantom. Każdy Palestyńczyk z Gazy zgromadził zapasy wystarczające na
długie oblężenie.
Gaza przygotowuje się do bitwy już prawie miesiąc. Na początku kwietnia Izrael
wysłał czołgi do palestyńskich miejscowości Zachodniego Brzegu, by
rozbić "infrastrukturę terroryzmu". Bez wątpienia ta infrastruktura rozciąga
się na Strefę Gazy - mieszkają tu bojownicy Hamasu czy Brygad Męczenników al
Aksa, grup odpowiedzialnych za liczne zamachy w Izraelu. Na razie izraelskie
władze zadowalają się izolacją Strefy, nie wykluczają jednak uderzenia.
Mieszkańcy Gazy są przyzwyczajeni do izraelskich najazdów. W marcu, w
odpowiedzi na powtarzające się zamachy przeciw Izraelczykom, armia wkroczyła do
stutysięcznego obozu uchodźców Dżabalija. Zginęło 18 Palestyńczyków,
kilkudziesięciu zostało rannych. - Dali radę wejść tylko na 50 m - mówi lider
Fatahu (partii Arafata) Abu Hassan w swoim biurze w Dżabalii, obskurnym jak
cały obóz. Na ścianie wisi zdjęcie młodego chłopaka - to pierwszy
palestyński "męczennik", który oddał życie w walkach z Izraelem podczas drugiej
intifady. - Dżabalija to najbardziej ufortyfikowany obóz w całej Palestynie -
zapewnia Abu Hassan.
- Mamy nadzieję, że do inwazji nie dojdzie - dodaje inny lider Fatahu Rawid
Abdul Khalin. - Jeśli jednak Izraelczycy wejdą do Gazy, nie pójdzie im tak
łatwo jak w Ramallah czy w Dżeninie. Tu opór stawią tysiące zwykłych cywili,
ludzie będą wspinać się na czołgi. Nie mamy wątpliwości, że Izraelczycy
wygrają, ale za wysoką cenę. Będą musieli zabić 10 tys. ludzi, a żołnierzy
stracą dwa razy tyle co na Zachodnim Brzegu. Czy Szaron jest na to gotowy?
Palestyńczycy są tak pogodzeni z porażką militarną jak przekonani o przyszłym
zwycięstwie politycznym. - Po izraelskiej inwazji na Zachodni Brzeg jesteśmy w
każdej telewizji świata -mówi Abu Hassan. - Społeczność międzynarodowa
zrozumiała, że bez rozwiązania problemu palestyńskiego nie będzie stabilności w
regionie ani na świecie.
Na ulicach Gazy widać, że uwięzienie Arafata przez izraelską armię w jego
siedzibie w Ramallah dodało liderowi Palestyńczyków popularności. Mury
pokrywają świeże napisy: "Popieramy Abu Amara" (to pseudonim Arafata), "Wszyscy
jesteśmy Fatahem". W nocy na ulice wychodzą młodzi ludzie z karabinami. Mówią,
że uczą się na przykładzie Ramallah i Dżeninu, miast zdobytych w kwietniu przez
armię izraelską - nie atakować za wcześnie, poczekać, aż żołnierze wyjdą z
czołgów...
W Strefie Gazy obok miliona Palestyńczyków mieszka 6 tys. żydowskich osadników,
ich osiedla zajmują trzecią część tego spornego skrawka ziemi długiego na 40
km. Bezustannie dochodzi do ataków - na osiedla spadają pociski moździerzowe,
przy drogach wybuchają bomby, snajperzy celują do osadników z dachów pobliskich
budynków. Palestyńczycy usprawiedliwiają ataki na "złodziei ziemi", osadnicy
popierają "antyterrorystyczną akcję Szarona". - Arabowie nas nienawidzą -
przekonuje Rachel Saperstein, nauczycielka z osiedla Neve Dekalim. Saperstein
18 lutego straciła męża, palestyński zamachowiec zastrzelił go na drodze. - Nie
odejdziemy stąd, nie mamy innego miejsca na świecie - mówi osadniczka. - To
nasza Ziemia Obiecana, tu mieszkali Izaak i Abraham. Arabowie nie mają do niej
prawa. Kiedy zakładaliśmy nasze osiedla, Strefa Gazy była pustynią.
W czasach względnego spokoju 2 tys. palestyńskich mieszkańców Gazy pracowało w
Izraelu lub w osiedlach żydowskich. Od wybuchu drugiej intifady półtora roku
temu Strefa jest praktycznie zamknięta, Palestyńczycy nie mogą dojeżdżać do
pracy na zewnątrz, izraelscy pracodawcy zastąpili ich Azjatami. W potężnych
szklarniach osiedla Kfar Darom uwijają się Chińczycy i Wietnamczycy. Gaza, i
tak biedna - nawet w porównaniu z Zachodnim Brzegiem - staje się coraz
biedniejsza.
Pośród tych, którzy stracili pracę w Izraelu, było dziewięciu braci Oda z obozu
Dżabalija. Teraz brodaty Ismail Oda, zamiast budować izraelskie drogi, buja w
kołysce swoje dwie córki bliźniaczki. Na ścianie wisi zdjęcie jego brata
Jakowa, który 11 marca zginął od izraelskiej kuli. Nikt właściwie nie wie
dlaczego - ponoć szedł spokojnie ulicą. Rodzina Oda żyje dziś z zasiłków
wypłacanych przez palestyńskie organizacje islamskie i polityczne. - W Izraelu
miałem przyjaciół i może dlatego wierzę w możliwość życia w pokoju z Żydami -
mówi Ismail. - Mam nadzieję, że nie zaatakują Gazy. Ale jeśli to zrobią, będę
walczył jak wszyscy.