wojo1111
11.01.05, 06:51
Redaktor Chirac mowi nie jechac do arabowa bo tam morduja
Czy francuscy dziennikarze pojadą do Iraku?
Prezydent Francji Jacques Chirac zaapelował do francuskich dziennikarzy, żeby
nie wyjeżdżali do Iraku. Podobnego zdania jest również francuski minister
spraw zagranicznych Michel Barnier. Apel obu polityków zbulwersował francuskie
media.
Wciąż trwają poszukiwania francuskiej korespondentki z Bagdadu Florence
Aubenas, o której słuch zaginął 5 stycznia. Aubenas pracowała dla dziennika
"Libération". Najprawdopodobniej została porwana przez irackich terrorystów.
Ledwo Paryżowi udało się uwolnić dwóch francuskich dziennikarzy w Iraku, a
będzie musiał - najprawdopodobniej - zająć się oswobadzaniem kolejnego.
Paryż chciałyby uniknąć podobnych problemów - można oceniać na podstawie
oświadczeń prezydenta Chiraca i szefa francuskiego MSZ, Barniera. - To kwestia
odpowiedzialności. W obecnym czasie nie można zapewnić bezpieczeństwa
korespondentom zagranicznym w Iraku. Dlatego władze francuskie oficjalnie
odradzają wysyłanie przez redakcje swoich współpracowników do tego kraju.
Narażanie życia ludzi jest nierozumne - powiedział Chirac. - Zalecamy, aby nie
wysyłano dziennikarzy do Iraku. Bierzemy odpowiedzialność za naszych rodaków,
ale dziennikarz również bierze odpowiedzialność za siebie - tymi słowami
Barnier dołączył się do apelu Chiraca.
Georges Malbrunot, jeden z dwóch niedawno uwolnionych francuskich
dziennikarzy, poparł apel Chiraca. "Nie wróciłbym do Iraku. Nie mogę udzielać
rad, ale pewne jest, że wyjazd tam jest bardzo niebezpieczny. A poza tym, co
to za warunki pracy dla dziennikarza, który nawet nie może wyjść ze swojego
hotelu? Czy na tym naprawdę ma polegać informowanie?" - zastanawiał się na
łamach "Le Figaro". Zupełnie odmiennego zdania jest drugi uwolniony
dziennikarz, Christian Chesnot, który uważa, że absolutnie nie można
zaprzestać informowania społeczeństwa o tym, co dzieje się w Iraku.
Wypowiedź Chiraca spowodowała niemałe zamieszanie na rynku mediów we Francji.
Szefowie części mediów stanowczo odrzucili możliwość zastosowania się do
prośby prezydenta. - Wciąż wierzę, że obecność naszych dziennikarzy w Iraku
jest bardzo pożyteczna - uważa szef Radia France Internationale, Bernard
Brigouleix.
Również Serge July, dyrektor "Libération", którego korespondentka zaginęła w
zeszłą środę, broni obecności dziennikarzy francuskich w Bagdadzie. - Tylko
dziennikarz może być niezastąpionym świadkiem dziejących się wydarzeń - uważa
July.
Robert Ménard, główny sekretarz organizacji Reporterzy Bez Granic, zarzucił
Chiracowi "brak taktu" w jego skierowanym do dziennikarzy apelu. Za brak taktu
Menard uważa nacisk położony na prezydenta na "ogrom wysiłków i koszt, jakie
ponosi państwo aby uwolnić zakładników".
- Do głowy państwa nie należy decydowanie o tym, co mają robić redakcje.
Zbliżają się wybory w Iraku, czy rzeczywiście ma tam zabraknąć francuskich
dziennikarzy? Każde państwo demokratyczne, takie właśnie jak Francja, powinno
uczynić wszystko, aby pomóc wykonywać dziennikarzom ich zawód. Nawet w
najtrudniejszych warunkach - napomniał Manard prezydenta Francji.