onatutrwa
01.04.05, 14:21
W Lesie Katyńskim
Jest taki las, w którym ptaki rzadko śpiewają. Panuje tu cisza i powaga.
Wśród drzew wznoszą się duże, jednakowe mogiły. Spoczywa w nich ponad 4
tysiące polskich oficerów. Las Katyński był ostatnim miejscem, jakie widzieli
za życia. Tu 65 lat temu spotkała ich okrutna śmierć - strzał w tył głowy.
Długo nikt w Polsce nie wiedział, co się stało z tysiącami oficerów wziętych
do niewoli sowieckiej w 1939 r. Mijał wrzesień, październik, wciąż nie było
żadnych wiadomości. Wreszcie po Bożym Narodzeniu nadeszły pierwsze listy...
Widniały na nich obco brzmiące nazwy: Kozielsk, Starobielsk, Ostaszków... W
tych trzech obozach, daleko na wschodzie, w Związku Sowieckim, przetrzymywano
blisko 15 tysięcy polskich oficerów. Bardzo tęsknili za Polską, za rodzinami,
o których los byli niespokojni. Życie w obozach płynęło w trudnych warunkach -
zimno, głód, ciągłe przesłuchania, rewizje. Nie tracili jednak czasu na
narzekanie i smutek. Wśród oficerów było wielu znakomitych uczonych,
specjalistów z różnych dziedzin, więc organizowano - oczywiście potajemnie -
różne odczyty, spotkania, uczono się języków obcych, dyskutowano. Oficerowie
nie wiedzieli, jak długo pozostaną w obozach, ale wierzyli, że na pewno wrócą
do Polski.
Nie znali najpilniej skrywanej strasznej tajemnicy. Już 5 marca 1940 r.
Stalin wydał rozkaz, by wszystkich Polaków znajdujących się w sowieckiej
niewoli - blisko 22 tysiące - bez sądu rozstrzelać. Tylko za to, że byli
Polakami! Wymordować niewinnych ludzi, bezbronnych jeńców - drugiej takiej
zbrodni nie zna historia II wojny światowej.
3 kwietnia 1940 r. z obozu w Kozielsku wyjechał pierwszy transport jeńców.
Pociąg z więziennymi wagonami udał się w nieznane. Co zrobią z naszymi
kolegami - zastanawiali się jeńcy, którzy zostali w obozie. Od tej pory
każdego dnia wyruszała w drogę nowa partia jeńców. 5 kwietnia zaczęto wywozić
oficerów ze Starobielska. 6 kwietnia z Ostaszkowa. Powoli opróżniały się
wielkie obozy, zostało w nich niewiele ponad 400 osób. Wśród cudownie
ocalonych był 21-letni podchorąży, harcerz Zdzisław Peszkowski, dziś nasz
drogi, wspaniały kapłan, kapelan Rodzin Katyńskich.
Do Polski przestały przychodzić kartki od oficerów. Nikt nie wiedział, co się
z nimi stało, poszukiwania nie przynosiły rezultatu. Wreszcie 13 kwietnia
1943 r. ogłoszono wiadomość: w Lesie Katyńskim znaleziono mogiły polskich
oficerów. Znaleziono w nich listy od rodzin, pamiątki, fotografie
najbliższych, różańce, obrazki, gazety z datą 1940 r. Wszystkie dowody
wskazywały, że zbrodni dokonał Związek Sowiecki. Ale Stalin kazał kłamać, że
polskich oficerów zamordowali Niemcy. Przez pół wieku nie wolno było mówić o
Katyniu, czcić pamięci zamordowanych oficerów.
Dopiero w 1990 r. Rosjanie przyznali się do popełnienia zbrodni. Staraniem
Polski zbudowano cmentarze wojenne w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Do swoich
bliskich przyjeżdżają tu rodziny, dzieci i wnuki polskich oficerów... Stają
nad mogiłami i uczą się w tym miejscu kochać i przebaczać.