ironkas1
06.04.05, 14:07
Papież był zły, bo sprzeciwiał się aborcji, malżenstwom homoseksualistów,
rozwodom itd. Gdy Kościół zalegalizuje aborcję, albo będzie koniec świata,
albo ja odejdę od Kościoła. Ludzie!!! Nikt nie mówił, że wiara jest łatwa i
przyjemna. Jaki wtedy miałaby sens? Co jak co, ale aborcja to morderstwo. Jak
Kościół spełni te postulaty, to może od razu zalegalizować morderstwa,
wielożeństwo, przecież każdy ma prawo decydować o sobie. W sprawie rozwodów
nie bedę się kłócic, tu może i można złagodzić zasady, ale reszta? Nie mam
nic przeciw cywilnym związkom homoseksualistów, ale Kościół to Kościół, nie
można poprawiać Boga, to nie papież wymyślił całą wiarę. Legalizując to
wszystko wiara katolicka straciłaby swój charakter i przestała być wiarą
katolicką. Nikt nie będzie wywracał do góry nogami katolickich (i nie tylko -
nie trzeba byćkatolikiem by być przeciw aborcji itd.) zasad moralnych tylko
po to, by werbować księży. Bo wtedy po co byliby ci księża? Jeśli i tak każdy
robiłby co chciał i wszystko by było można? Zaznaczam, że nie jestem skrajną
konserwatystką, żyję w normalnym świecie i wcale nie czuję się zniewolona
przez zakaz aborcji. Może warto się nad tym zastanowić.