viri-palestyna
20.07.02, 22:45
Dopiero w ostatnich tygodniach prasa światowa zaczyna pisać o tym, co
zdarzyło się 11 marca w szkole żeńskiej w Mekce. Wąską klatką schodową
starało się uciec przed pożarem ponad 700 dziewcząt. U drzwi na dole stali
jednak "muttaua", członkowie muzułmańskiej straży religijnej, i nie pozwalali
im wyjść. Zaganiali krzyczące i duszące się uczennice (13-17 lat) z powrotem
w ogień i dym, bo nie miały na sobie strojów kryjących włosy i twarz, tzw.
abaya. Wczesnym rankiem, w panice, nie zdążyły się przepisowo
ubrać. "Muttaua" nie chcieli dopuścić, by przybyli do pożaru strażacy -
mężczyźni - tak je zobaczyli. Zanim policjantów moralności odciągnięto (bo
jednak w końcu to zrobiono), zginęło 15 dziewcząt - uduszonych, stratowanych.
Powoli sprawa stawała się głośna, komentowały ją nawet niektóre gazety w
samej Arabii Saudyjskiej, m.in. dziennik "Al Watan". Władze potępiły wydawcę,
jednak bez wyciągania poważniejszych konsekwencji. Arabia Saudyjska nie jest
krajem tak jednoznacznym obyczajowo, jak Afganistan pod rządami Talibów. Są
tu hotele, restauracje, supermarkety w zachodnim stylu, lecz jest także
Towarzystwo Popierania Cnoty i Walki z Występkiem, instytucja o dużych
uprawnieniach. Jej zbrojne ramię to właśnie "muttaua" (posłuszni, wierni) -
szwadrony, które pilnują, by kobiety ubierały się na czarno, by osoby różnej
płci nie kontaktowały się publicznie, by sklepy zamykano pięć razy dziennie
dla odbycia modłów. Hoteli i supermarketów "muttaua" zamknąć nie mogą,
starają się jednak obrzydzić im życie. Pani Abu-Nasr, korespondentka
Associated Press, opisuje scenę następującą: do eleganckiej restauracji,
gdzie przy stoliku zasiada międzynarodowe mieszane towarzystwo, wmaszerowuje
grupa brodatych mężczyzn w burnusach. To "muttaua". Udzielają zebranym
groźnych pouczeń na temat cnoty i każą im rozdzielić się, tak by mężczyźni
siedzieli po jednej stronie stołu, kobiety po drugiej. Wychodząc, jeden z
ponurych brodaczy mówi: "Gdyby moja żona usiadła przy innym mężczyźnie -
zabiłbym ją!". Nie wolno mu było zabijać kobiet w restauracji, więc tylko
wyznał, co mu leżało na sercu. Znajoma pani Abu-Nasr została kiedyś, gdy
jechała samochodem, zatrzymana przez "muttaua" za brak czarczafu. Zaczęła się
stawiać, spytała strażnika moralności o nazwisko, a gdy nie chciał
powiedzieć - złapała go za rękaw. To mężczyznę przeraziło: dotknięty przez
obcą kobietę!. Uciekł, krzycząc: "Tysiąc diabłów lata nad twoją głową!". On
pewnie te diabły naprawdę zobaczył.