maska00
30.07.05, 09:22
Nie będę już przepraszać, że znikam.Może wyjaśnię: taka robota, w tzw.
cugu,wieczorem padam.
Nie chodzi o to,czy ja (albo Dana, bo o nią chodziło)personalnie
należałyśmy do jakiegoś ZMP. Ja np. nie zdążyłam, ale zazdrościłam z całego
serca tym, którzy mogli "własnymi ręcami" itd.Wam pokazują serial "Dom", w
którym Bronek jest głupim bucem. Ale dlaczego nie wybrali do tej roli kogoś o
aparycji buca?Dlaczego przeżywamy jego śmierć? Bo to jest symbol uczuć ludzi
z tamtego pokolenia.Morze gruzów,zniszczeń, śmierć w każdej
rodzinie,katolickiej równieź.Nie tylko żydowskiej. I rozpaczliwa, powojenna
bieda.Naprawdę niewielu było takich, którzy zawracali sobie głowę ustrojem i
Gomułką.Ludzie, czy Wy kiedyś słyszeliście Gomułkę?On by osła nie przekonał,
do najsłuszniejszych racji.Ale przekonał innego osła -Chruszczowa, żeby
wstrzymał marsz ruskich na Warszawę.Bo wtedy byłoby kolejne powstanie, w
którym i Dana i ja, zupełnie smarkate,poleciałybyśmy na czołgi z "koktailami
Mołotowa."Wy nie wzięliście czynnego udziału w wojnie polsko-jaruzelskiej, bo
w gruncie rzeczy była to wojna o kaszankę w bufecie.Nie będę się kajać:
bohaterów tej wojny możecie sobie obejrzeć na codzień,w TV.
Wątek był: kto z Dany zrobił Danę, z Fredzia - Fredzia.No, dobra,
wyłączmy Fredzia, on był -podobno- zupełnym dzieciakiem.
Jak to się stało,że normalne dziewczyny i normalni chłopcy, którzy
-jako pokolenie-musieli myśleć tak jak wszyscy:że Polska jednak pokazuje "gest
Kozakiewicza" pt. miało nie być Warszawy -a będzie!!!Ze produkujemy(kurde!!!)
stal, chociaż nie ma butów...Ze wszyscy mają pracę!!! Więc - jak to się stało,
że teraz czytam: w Łodzi nie ocalał ani jeden Zyd. Przypominam: z 1/3 populacji.
Chodziłam do liceum w Łodzi. Na Próchnika. I tu przywołam personalia:
do dyr.Machejkowej (która była Zydówką).Szefowa internatu była Zydówką. Część
młodzieży też.
Trzymając się personaliów (m.i. do Krystiana, `a propos "dupiatej" Dany)
najsmuklejszą, najwyższą blondynką w tej szkole była Eli Scheibler, z "tych",
łodzkich Scheiblerów.Ktoś ją musiał przecież spłodzić. Gdzie rodzice Eli
jeździli ocaleć?
Na Próchnika, Jaracza, Narutowicza w czasach Dany było całkiem sporo
"sklepów cynamonowych". Wygląda na to, że ktoś jednak ocalał.
Bo ktoś musiał też chodzić do szkoły im.Pereca, z wykładowym hebrajskim.
Problem jest taki: dlaczego ludziom te wszystkie rzeczy wylatują z
pamięci? Odpowiedź- "nie wylatują, tylko o n i tacy są" niczego nie załatwia.
Cokolwiek by sie teraz na emigracji nie mówiło,nieprawdą jest mit o
prześladowaniu Zydów przed 56 r.Nie ulica tylko władza stworzyła system
represji zmuszjący Bogu ducha winnych ludzi do masowych wyjazdów.Nieprawdą
jest, że nie uczono o Holokauście - i świństwem było zaczepić kogoś w sprawach
pochodzenia. No,może z wyjątkiem Niemców.
Nie szukam odpowiedzi, bo jest jasna:co Dana miała wspólnego z Wolską?Z
Różańskim? Dlaczego normalną, polską dziewczynę, ukształtowaną w duchu
patroityzmu polskiego (a uwierzcie mi,że to był syndrom pokolenia, nie
mieszajcie epok) nagle w ten lub inny sposób piętnuje się jako zagrożenie dla
Ojczyzny,każe jej się zostawić całe dotychczasowe życie , pakować manele, i
wyjeżdżać do kraju, w którym jakiś Hamas chce ją zepchnąc do morza?
To od tego punktu zaczyna sie pranie mózgu.Potem coraz bardziej myśli
się hipokampem: on mnie zeżre, czy ja zeżrę jego? Innego wyjścia nie ma.