Dodaj do ulubionych

W IMIE BOGA ----- DOLARA !

IP: *.if.pwr.wroc.pl 13.09.02, 18:00
Jedni Maja Jahwe i w jego imie kolonizuja Palestyne inni maja Allaha i w jego
imie wysadzaja sie w powietrze inni maja boga o nazwie dolary i w jego imie
zabijaja niewinnych !

Przylaczam sie do slow Nelsona Mandeli:

"USA jest zagrozeniem dla swiatowego pokoju"

zycze USA jak najgorzej jesli zaatakuje kolejne panstwo!
Co do zarzutow to
DOKLADNIE TAKIE SAME
mozna przedstawic Izraelowi:
- bron masowego razenia
- niestosowanie rezolucji ONZ
- ludobojstwo

a nawet i wiecej:
- apartheid
- tortury w wiezieniach...

to wszystko mozna sprawdzic w niezaleznych mediach !


Obserwuj wątek
    • Gość: viri [poprostu.pl] WOJNA O ROPE ? IP: *.if.pwr.wroc.pl 13.09.02, 18:02
      Wojna o ropę?
      co łączy wojnę w Afganistanie z wojną w Czeczenii
      pisze Anatol Adda
      15. października 2001, 13:40
      Wiele motywów podaje się jako te, które stoją za nalotami na Afganistan. Wiele
      osób wierzy w to, co mówią zachodnie jastrzębie:, że jest to wojna z
      terroryzmem, choć - uwaga, uwaga - w towarzystwie podobne określenie może już
      zostać uznane za passe. Dziś modnie jest mówić - za CNN'em - wojna z terrorem
      (sic). Wielu ludzi skłonnych byłoby powiedzieć, że wojna jest powodowana przede
      wszystkim żądzą zemsty Ameryki. Są tacy, którzy widzą w niej odwieczną wojnę
      kultur czy nawet - cywilizacji. Niektórzy sądzą , że USA zaangażowały się w tej
      konflikt, aby napędzić trochę gospodarkę i wzmocnić swoją armię, gdyż - jak
      wiadomo - armia, która zbyt długo siedzi w koszarach może się nie zdać na
      wiele.
      Nie chcę się tutaj wypowiadać, który z powodów jest akurat tym prawdziwym.
      Sądzę, że amerykańskie jastrzębie pięką tutaj na afgańskim ogniu parę pieczeni.
      Chciałbym natomiast napisać o motywie, który dosyć szybko acz nieśmiało pojawił
      się w felietonach publikowanych na Indymediach i Commondreams, a który z
      biegiem czasu coraz częściej jest przytaczany. O co chodzi?

      Chodzi więc niewątpliwie o pieniądze. A pieniądze często wiążą się ostatnio z
      przemysłem naftowym. Ropa naftowa już od kilkudziesięciu lat była powodem nie
      jednej wojny oraz zachwiała niejeden raz globalną gospodarką. Tak się bowiem
      składa, że w posiadaniu złóż tego surowca są państwa, z którymi Zachodowi nie
      zawsze układa się najlepiej. W dodatku złoża te są dosyć małe i szybko się
      kurczą, przynajmniej tak szybko, jak rośnie w siłe przemysł samochodowy. Już
      niedługo państwa arabskie będą kontrolowały niemal cały światowy eksport ropy
      naftowej. Cały, oprócz Morza Kaspijskiego.

      O tym, jakie znaczenie dla amerykańskiej gospodarki ma ropa naftowa świadczyć
      może chociażby historia protokołu z Kioto, w którym najbardziej uprzemysłowione
      państwa zgodziły się ograniczyć emisję dwutlenku węgla, aby uratować Ziemie
      przed zmianami klimatu [ patrz tutaj ]. Otóż Stany migały się od ratyfikcacji
      tego protokołu już za Clintona. Gdy na czele władz Ameryki stanął George Bush,
      którego rodzina ściśle związana jest z przemysłem naftowym, opór Ameryki wobec
      ratyfikacji stał się twardy jak nigdy przedtem. Samo Exxon Mobile i Halliburton
      mają w administracji Busha swoich ludzi - mianowicie Cheneya i Rice'a.

      Co to ma jednakże wspólnego z wojną w Afganistanie? Zanim na to odpowiemy,
      poddajmy w wątpliwość fakt, że bezpośrednią przyczyną tego ataku są wydarzenia
      z 11 września. Były pakistański dyplomata twierdzi, że USA rozmawiały z
      Pakistanem już w lipcu na temat inwazji na Taliban, która miałaby się odbyć...
      w połowie października. - [ patrz tutaj ]. Rzecz jasna nie można trakotwać tej
      informacji jako pewnej na 100%, chociaż fakt, że znaleźliśmy ją w serwisie BBC
      świadczy również, że nie jest ona na pewno wyssana z palca przez jakieś
      antyamerykańskie siły. The Guardian donosi zresztą, że ostrzeżenia o możliwym
      ataku spłynęły do talibów z amerykańśkiej strony jeszcze przed wrześniem.

      No i następuje teraz odpowiednia chwila aby przytoczyć pewną historię.

      W styczniu 1998 roku talibowie podpisują umowę, w której pozwalają na
      realizację projektu wybudowania 890-milowego gazociągu, projektu
      przedstawionego przez Unocal. Gazociąg prowadziłby gaz z Turkmenistanu do
      Pakistanu, gdzie zostałby on włączony do sieci gazowej w Sui. Projekt miał być
      ukończony w 2002 roku. Jednakże już w marcu 1998 Unocal zasygnalizował
      opóźnienia wynikające z trwającej w Afganistanie wojny domowej.

      Co ważne - Unocal rozważał także poprowadzenie 1000-milowego rurociągu z
      rafinerii w Chardzou (Turkmenistan) do pakistańśkiego wybrzeża - oczywiście
      również przez Afganistan (zapewne gazociąg i rurociąg byłyby prowadzoen przez
      większą część drogi równolegle). Rafineria w Chardzou jest już połączona z
      rosyjską siecią zachodnio-syberyjską, rurociąg umożliwiałby alternatywną drogę
      eksportu ropy z rejonów Morza Kaspijskiego. Projekt przeprowadzenia rurociągu
      znany jest pod nazwą Central Asian Oil Pipeline Project.

      Jednakże nawet projekt gazociągu utknął w martwym punkcie po tym, jak z
      konsorcjum gazociągowego (znanego pod nazwą Centgas) najpierw wycofał się
      Gazprom, a później sam Unocal. Niestabilna sytuacja w Afganistanie uczyniła to
      przedsięwzięcie wysoce ryzykownym. W dodatku Unocal był naciskany przez
      organizacje na rzecz praw człowieka - m. in. RAWA. Jednak już w marcu 2000
      roku - niespełna rok po swoim wycofaniu się Unocal rozpoczął rozmowy z talibami
      nt. projektów gazociągu i rurociągu.

      Cóż - z powyższej historii - jeśli wziąć pod uwagę sytuację geopolityczną, -
      wyłania się dosyć ciekawy obraz: otóż motywy wojny w Afganistanie i w Czeczenii
      zarówno te ukryte jak i te fasadowe - mogą być bardzo podobne: walka o ropę
      naftową jednego z nielicznych rejonów, który jeszcze w nią obfituje (Morze
      Kaspijskie) pod przykrywką walki z terrozymem. Na ropę Morza Kaspijskiego,
      znajdującego się w rosyjskiej strefie wpływów, Zachód miał chrapkę od dawna.
      Nie darmo w Baku kręci się tylu amerykańśkich inwestorów. Niestety
      umiejscowienie nie jest tu zbyt korzystne. Z południa Iran. Z północy Rosja. Z
      zachodu Turcja, lecz po drodze okolice Górnego Karabachu i terytorium Armenii.
      No i ze wschodu Turkmenistan.

      Rosja niedawno zgodziła się na wybudowanie nowego rurociągu - rurociągu
      Zachodu, który miałby być poprowadzony obok istniejącego rurociągu Tengiz,
      startującego w Kazachstanie. Nowy rurociąg przechodziłby przez terytorium Rosji
      i dochodził do Morza Czarnego. Cóż - liche to uniezależnienie się od Rosji w
      kwestii kaspijskiej ropy.

      Jeśli rozważyć te fakty, to coraz bardziej prawdopodobne może się wydać to, że
      krew na tej wojnie znowu przelewana jest o to, co przelano jej już tak wiele
      całkiem niedawno w Iraku. O ropę...

      O planach rurociągu można poczytać m. in.:

      www.house.gov/international_relations/105th/ap/wsap212982.htm
      www.eia.doe.gov/emeu/cabs/afghan2.html

      O planach ataku na Afganistan sprzed 11.9:

      news.bbc.co.uk/hi/english/world/south_asia/newsid_1550000/1550366.stmhttp://www.guardian.co.uk/wtccrash/story/0,1300,556279,00.html
      www.guardian.co.uk/Archive/Article/0,4273,4261737,00.html

      W tekście opierałem się na źródłach:

      www.indymedia.org/http://poprostu.pl/
    • Gość: viri [poprostu.pl] Moralność Ameryki została wypaczona IP: *.if.pwr.wroc.pl 13.09.02, 18:03
      Moralność Ameryki została wypaczona przez 11 września
      pisze Robert Fisk
      29. marca 2002, 22:38
      Na polach Afganistanu czerwienią się maki. Tak. Podczas gdy Amerykanie brną
      coraz głębiej w afgańską pułapkę, gangsterzy kontrolujący w większości
      tamtejszy rząd (popierany przez zachód) dostarczają na światowe rynki świeże
      zbiory heroiny.
      ONZ oczywiście przestrzegało przed tym, ale nic nie zostało zrobione. Wojna z
      terrorem liczy się przede wszystkim. Zniszczone drogi i autostrady Afganistanu
      są teraz pasmami anarchii, rozbojów i morderstw w całym państwie. Niewielkie
      oddziały sił porządkowych w Kabulu nie są w stanie pilnować całej stolicy nie
      mówiąc już o reszcie kraju. Tymczasowy Prezydent Hamid Karzai może z ledwością
      kontrolować ulicę przed swoim biurem. Ale Wojna z terrorem liczy się przede
      wszystkim.

      Zaślepieni Wojną z terrorem - i dowiadujący się teraz, że wrogowie chcą ich
      zniszczyć - Amerykanie pozostają opieszali w walce z o wiele groźniejszym
      konfliktem. Ma on miejsce 2000 mil na zachód od Kabulu na ulicach Jerozolimy,
      Ramallah, Tel Awiwu, Neblusu, Jeninu i Gazy. Kiedy armia izraelska wybiera się
      na wystrzałową zabawę do obozu uchodźców i zabija 16 Palestyńczyków, w tym
      dwójkę dzieci, Stany Zjednoczone apelują o powściągliwość. Kiedy palestyński
      zamachowiec samobójca morduje tłum Izraelczyków w Jerozolimie, w tym dwoje
      niemowląt i dziesięciolatka, Stany Zjednoczone oskarżają Yaserra Arafata o
      niepowstrzymywanie terroryzmu i pozostawianie na wolności złych facetów. A
      Ariel Sharon? On jest zajęty niszczeniem posterunków policji i więzień, aby
      upewnić się, że Pan Arafat nie będzie w stanie wykonać tego, do czego został
      zobowiązany.

      Podczas gdy Pan Sharon oświadcza, że Izrael musi zadać większe straty - innymi
      słowy, zabić więcej Palestyńczyków - Waszyngton milczy. Może to nie
      opieszałość. Może administracja Busha uważa, że człowiek uznany przez izraelską
      komisję dochodzeniową za osobiście odpowiedzialnego za zamordowanie 1700
      palestyńskich cywilów w Bejrucie w 1982, naprawdę toczy amerykańską wojnę z
      terrorem. Może kompas moralny Ameryki został tak skrzywiony zbrodniami
      przeciwko ludzkości z 11 września, że prezydent Bush po prostu przestał dbać o
      to co robi Pan Sharon.

      To tak jakby wszystkie lekcje historii - zarówno w Afganistanie jak i na
      Bliskim Wschodzie - zostały wyrzucone do kosza. Weźmy eks-prezydenta Clintona.
      Przyjeżdża do Izraela i co robi? Oskarża Pana Arafata. A co mówi jego
      niedorzeczna żona, robiąc to samo? Yasser Arafat ponosi odpowiedzialność za
      przemoc, która się pojawiła; ona [odpowiedzialność] spoczywa na jego
      barkach.... Twierdzi, że jej rolą, jako senatora USA, jest wspieranie
      mieszkańców Izraela. Doprawdy? Co w takim razie jest złego we wspieraniu
      niewinnych Palestyńczyków? Inna religia? Pisanie od końca? Niewłaściwy kolor
      oczu?

      Tak więc wojna z kolonialną okupacją przemieniła się w latorośl wojny z
      terrorem, której język jest jeszcze bardziej infantylny. Musimy teraz nauczyć
      się na pamięć następujących słów i zwrotów: pięknym za nadobne (tit-for-tat),
      koło przemocy (cycle-of-violence), oś zła (axis of evil), kosiarka stokrotek
      (daisy cutter)... czy nie ma końca tej dziecinady? Nie, nie ma. Najnowszym,
      wielce zabawnym słówkiem, jest transfer albo przesiedlenie. I tak najprostszą
      odpowiedzią... byłoby stworzenie rozległego buforu w Izraelu, przesiedlając
      Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu Jordanu, gdzie 80% ludności to właśnie
      Palestyńczycy. Cytat ten pochodzi z artykułu opublikowanego w USA Today. W
      samym Izraelu sondaże opinii publicznej zapytują Izraelczyków o to, jak wielu z
      nich poparłoby transfer - oczywiście Arabów z ich domów a nie żydowskich
      osadników z ziemi arabskiej - jako rozwiązanie dla wojny [w jednym z tych
      sondaży, 46% ankietowanych opowiedziało sie za przesiedleniem - przyp. tłum.].

      To jest niesamowite. Transfer jest czystką etniczną a czystka etniczna jest
      zbrodnią wojenną. Jeśli amerykańskie gazety sugerują takie rozwiązania i jeśli
      Izraelczycy są pytani o ich zdanie na ten temat, w takim razie co Pan Milosevic
      robi w Hadze? Upadek moralny właśnie postępuje. Weźmy zmiany w najnowszym
      rządowym raporcie Stanów Zjednoczonych na temat praw człowieka. W 2000 roku,
      mówił on, że egipskie nieuczciwe sądy wojskowe nie zapewniają cywilnych
      obrońców, koniecznych podczas procesu przed niezależnym trybunałem. Jednak w
      roku 2001 to zdanie zostało ocenzurowane. Oczywiście musiało tak być, ponieważ
      Pan Bush przygotowuje teraz swoje własne sądy wojskowe do sądzenia bez
      należytego procesu, więźniów z zatoki Guantanamo.

      Wypaczając charakter wojny pomiędzy Izraelem i Palestyńczykami, Amerykanie
      równocześnie kłamią w sprawie Afganistanu. Generał Tommy Franks, z Naczelnego
      Dowództwa USA, w następujących słowach odnosi się do omyłkowego zabójstwa 16
      niewinnych Afgańczyków w Hazar Qadam: "Nie nazwałbym tego niepowodzeniem
      jakiegokolwiek rodzaju". Co takiego? Albo generał Franks - który we wtorek
      określił swoich świeżo zabitych żołnierzy mianem ginących w Wietnamie - nie
      dostrzegł faktów, albo jest strasznym człowiekiem.

      Jego szef, Donald Rumsfeld, odmawia użycia słów pomyłka czy chociażby
      dochodzenie, po tym jak tysiące Afgańczyków zginęły od amerykańskich bomb,
      ponieważ to słowo czasami pociąga za sobą bardziej formalne i dyscyplinarne
      konsekwencje. Skoro najważniejsi wojskowi Waszyngtonu są tak niecni, to czy
      powinno być zaskoczeniem, że Izraelskie czołgi otwierają ogień w obozach dla
      uchodźców lub wysadzają samochody z dziećmi w celu zabicia ich ojców, nie
      wywołując poważniejszej reakcji ze strony Stanów Zjednoczonych?

      Z pewnością już najwyższy czas, żeby Europa się zaangażowała. Z pewnością
      najwyższy czas, żeby Unia Europejska zorganizowała spotkanie dotyczące tych
      okropnych konfliktów i bezpośrednio interweniowała. Powinniśmy zwiększyć siły
      pokojowe w Kabulu w celu usunięcia z Afganistanu broni, pozwalając jednocześnie
      Ameryce brnąć w bagno pół-okupacji i wojny partyzanckiej, jeśli to jest to
      czego chce. Powinniśmy żądać od Izraela zwrotu 17,29 milionów Euro zniszczonych
      przez Izraelską armię podczas dewastowania palestyńskiej infrastruktury
      dotowanej przez kraje piętnastki.

      Skoro Amerykanie nie chcą rozmawiać z Yasserem Arafatem, powinniśmy przejąć od
      nich stery. Jeśli Waszyngton jest zbyt niechlujny aby powstrzymać wojnę między
      Arabami i Izraelem, my powinniśmy spróbować. Jesteśmy proszeni o wspieranie
      naszymi pieniędzmi amerykańskiej upadającej polityki. Najwyższy czas zażądać
      prawa głosu. Zamiast tego, Downing Street, która po świętach karciła
      publicystów prognozujących chaos i krew w Afganistanie - z radością donoszę, że
      mnie również - podtrzymuje fantazje Pana Busha opowiadając się za jeszcze jedną
      wojną z Irakiem.

      Zaczynam podejrzewać, że 11 września wyznaczył cel o wiele potężniejszy niż
      pierwotny dzień krwawej łaźni, i że przesiąknięcie Ameryki tym okropnym
      wydarzeniem grozi wypaczeniem naszej moralności. Czy anarchia w Afganistanie i
      narastająca wojna na Bliskim Wschodzie naprawdę mają być pomnikiem tysięcy,
      którzy zginęli 11 września?

      Independent, 7 marca 2002. tłum. jimmy11 (thx ZNet)
    • werw Re: W IMIE BOGA ----- DOLARA ! ### Link ### 13.09.02, 18:05
      tygodnik.wprost.pl/index.php3?dzial=7&art=12295
      • Gość: viri Re: W IMIE BOGA ----- DOLARA ! ### Link ### IP: *.if.pwr.wroc.pl 13.09.02, 18:12
        czego sie mozna spodziewac po magazynie wprost... ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka