Dodaj do ulubionych

kiedy szaron podzieli los miloszevicza?

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:11
Operacja "Stalowy mózg"
Grażyna Dziedzińska, Nasz Dziennik, 04.01.2002

fragmenty


Palestyńczycy - naród wygnańców, prześladowanych, najdłużej w powojennej
historii walczący o prawo do ojczyzny, wolności, państwowości - przez wiele
mediów w Polsce, w tym publiczną telewizję, nazywani są "terrorystami".
Charakterystyczne przy tym jest, że używający tego określenia dziennikarze z
reguły utożsamiają się także z żydowską propagandą, przedstawiającą Izrael
mordujący z broni ciężkiej Palestyńczyków (walczących głównie kamieniami),
jako "demokratyczny", "miłujący pokój" kraj, który rozprawia się z
arabskimi "bandytami". Czasami wprawdzie któryś z komentatorów zająknie się
np., że premier Izraela był "podobno powiązany" z masakrą w libańskich
obozach dla uchodźców, ale to wszystko.
Warto więc może przypomnieć, jaką w istocie rolę odegrał obecny przywódca
Izraela we wspomnianej zbrodni. Tym bardziej, że właśnie obecnie czterej
libańscy prawnicy, na czele z prof. prawa na Uniwersytecie im. Świętego
Józefa w Bejrucie, Shebly Almallatem (dyrektor Centrum Studiów Prawa
Koranicznego przy Unii Europejskiej), przygotowują się do postawienia Szarona
przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze jako ludobójcy... Również
amerykańska organizacja pozarządowa "Międzynarodowa Solidarność na rzecz Praw
Człowieka" chce Szaronowi wytoczyć proces za łamanie tych praw w Libanie i
Palestynie.

Rzeź do spółki z laureatem Nagrody Nobla

Zaatakowanie w 1982 r. Libanu przez Izrael z lądu, morza i powietrza miało w
błyskawicznym tempie rzucić Palestyńczyków na kolana. Tymczasem, mimo iż
Izrael zmobilizował 100 tys. żołnierzy oraz lotnictwo i marynarkę - przeciw
35 tys. żołnierzy wspólnych sił palestyńsko-libańskich, o wiele gorzej
uzbrojonych, bez samolotów i bomb, Palestyńczycy przez 88 dni zaciekle
bronili oblężonego miasta, w którym coraz bardziej brakowało wody, żywności,
lekarstw, elektryczności. Masowe zabijanie cywilnej ludności spowodowało
jednak, że Organizacja Wyzwolenia Palestyny zdecydowała się wyprowadzić
swoich żołnierzy z Bejrutu Zachodniego. Wycofali się niepokonani, zostawiając
rodziców, żony, dzieci. Zgodnie z izraelskimi zobowiązaniami, armia miała nie
wejść do Bejrutu Zachodniego, zaś amerykańskie gwarancje zapewniały cywilom
po odejściu fedainów [bojownicy palestyńscy - wyj. red.] całkowite
bezpieczeństwo.
16-20 VIII 1982 r. podczas VII Specjalnej Sesji Zgromadzenia Ogólnego NZ
ogłoszono rezolucję, w której członkowie ONZ poparli prawo narodu
palestyńskiego do własnej ojczyzny i niepodległości oraz potępili agresję na
Liban. 1 IX prezydent Reagan przedstawił "nowy" plan rozwiązania konfliktu.
Te decyzje wywołały wściekłość w Tel Awiwie, zwłaszcza Szarona, który
postanowił jak najszybciej zablokować wymienione inicjatywy (podobnie czyni
teraz, na każdą wzmiankę o pokoju organizuje prowokacje zbrojne). Zamiarem
Szarona było również zrehabilitowanie się oraz uspokojenie tych, którzy nie
doczekali się triumfalnego zwycięstwa i pałali żądzą zemsty za wielkie straty
Izraela w Libanie. Aby osiągnąć te cele, a także doprowadzić do usunięcia
wszystkich Palestyńczyków z Libanu i zmuszenia rządu libańskiego do
podpisania "traktatu pokojowego" z Izraelem, Szaron, w porozumieniu z
ówczesnym premierem Menachemem Beginem, laureatem (tak, tak!) Pokojowej
Nagrody Nobla, rozpoczął przygotowania do operacji pod kryptonimem "Moah
Barzel" (Stalowy mózg).

Obserwuj wątek
    • Gość: sabra i szatila Moah Barzel IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:13
      Zginął w "tajemniczym" zamachu

      O północy z 9 na 10 września 1982 r. Begin, Szaron i Szamir spotkali się z
      Beszirem Dżemajelem (przywódcą milicji falangistowskiej) i z Fady Fremem
      (szefem sztabu sił libańskich). Beszir nie wyraził zgody na natychmiastowe
      zawarcie traktatu pokojowego z Izraelem (który po agresji był znienawidzony nie
      tylko przez lewicę, ale i prawicę libańską). "Muszę najpierw zjednoczyć naród -
      powiedział - a dopiero potem myśleć o traktacie z wami". "Ale o tym wiedział
      pan przedtem" - warknął Begin. "Nie doceniłem oporu" - oświadczył Beszir. Wtedy
      Menachem Begin stracił panowanie nad sobą i zaczął ubliżać rozmówcy. Rozstali
      się w gniewie.
      Szaron jednak uznał to zachowanie Begina za błąd. Już dawno zamierzał posłużyć
      się Falangą, pospieszył więc ratować sytuację. 12 IX 1982 r. na obiedzie u
      Dżemajelów zaproponował Beszirowi transakcję: natychmiast po opuszczeniu
      Bejrutu przez oddziały OWP (mające izraelską gwarancję!) i tzw.
      Międzynarodowego Korpusu Pokojowego wkroczą tam wojska izraelskie i "oczyszczą"
      miasto, a milicja falangistowska, wsparta przez Izraelczyków, zajmie się
      obozami palestyńskimi. Beszir zgodził się. Uważał, że "ostateczne rozprawienie
      się" z Palestyńczykami osłabi libańską lewicę i pozwoli mu umocnić władzę. Dla
      władz Izraela, które reprezentował gen. Szaron (ówczesny minister obrony), był
      to również "doskonały interes". Tel Awiw liczył na to, że wymordowanie
      palestyńskich uchodźców w Bejrucie Zachodnim zastraszy tych, którzy jeszcze
      znajdują się w innych częściach Libanu i zmusi ich do ucieczki. Beszir prosił
      tylko, żeby dokonać tej akcji dopiero po 25 września, kiedy to miał być
      zaprzysiężony na prezydenta.
      Ale rankiem 14 września Beszir zginął w "tajemniczym" zamachu. Było to ogromnie
      na rękę Szaronowi, gdyż zamach na nowo rozbudził nienawiść prawicowych
      falangistów do libańskiej lewicy muzułmańskiej oraz Palestyńczyków. To
      otworzyło Szaronowi drogę do działania.
      O północy decyzja o inwazji izraelskiej na Bejrut Zachodni i wymordowaniu
      ludności w obozach dla uchodźców została ponownie przedyskutowana między
      Beginem a izraelskim szefem sztabu "Rafulem" Eitanem, następnie zaś między
      Beginem a Szaronen.
      W środę, 15 września o godz. 5.00 Szaron przybył do Bejrutu. O godz. 8.00
      spotkał się z Eitanem. Później udał się na konsultacje z czołowymi przywódcami
      milicji falangistowskiej do ich kwatery głównej. Po tej naradzie Szaron
      podyktował adiutantowi Avi Dudai "zaszyfrowaną" dyspozycję dla Eitana: "Jeden
      oddział upoważniony został do wprowadzenia sił zbrojnych na teren (...) w
      czasie operacji w obozie. Zezwolić falangistom na wejście...".
      15 września Szaron spotkał się również z amerykańskim mediatorem Morrisem
      Draperem. Amerykański dyplomata - jak później zeznał Szaron przed Komisją
      Kahana - w rozmowie z Eitanem zaakceptował wysłanie falangistów do obozów,
      dla "oczyszczenia ich z 2 tys. palestyńskich 'terrorystów'" (jak się później
      okazało: dzieci, kobiet, starców, kalek, a nawet koni, psów itd.). Tego dnia
      także rząd izraelski dał swoje placet na rozpoczęcie operacji "Stalowy mózg".
      O północy z 15 na 16 września (ze środy na czwartek) nad Bejrutem Zachodnim
      pojawiły się izraelskie samoloty. Czołgi i wozy pancerne ruszyły na miasto.
      Desperacka obrona nielicznych i wykrwawionych jednostek Libańskich Sił
      Narodowych w Al-Mazraa, Al-Tariq, Al-Jadida, Al-Fakhani u granic obozów i w Al-
      Rosheh załamała się. Rozmieszczona na terenie stadionu sportowego artyleria
      izraelska ostrzelała obozy Sabra i Szatila. 25 ofiar tego ostrzału trafiło do
      szpitala "Gaza" na terenie Sabry. Powołując się na uzgodnienia ze stroną
      izraelską i na amerykańskie gwarancje, libański premier ostro zaprotestował w
      ambasadzie USA przeciwko inwazji. Ambasador zapewnił go, że celem tego
      posunięcia jest wyłącznie rozminowanie dróg wjazdowych do Bejrutu Zachodniego i
      uprzątnięcie barykad w mieście. Oznajmił, że po wykonaniu tego zadania
      Izraelczycy natychmiast wycofają się z miasta. Premier depeszował nawet do
      prezydenta Reagana, który z kolei odpowiedział, że Izraelczycy zarezerwowali
      sobie "ograniczone posunięcie" jako nieodzowne dla "zapewnienia bezpieczeństwa"
      po zamachu na Beszira Dżemajela (ponownie przydał się "tajemniczy" zamach!).

      Pomyślna koleżeńska operacja

      16 września, w czwartek rano, dwa samoloty transportowe typu hercules 130
      wylądowały na międzynarodowym lotnisku w Bejrucie, gdzie znajdowały się już
      grupy milicji falangistowskiej. Wynurzyły się wojskowe jeepy - toyoty
      wypełnione żołnierzami, wielu z nich było w mundurach, lecz bez żadnych znaków
      czy dystynkcji. Po godzinie kolumna, w asyście oficerów izraelskich, skierowała
      się z lotniska w stronę obozów Sabra i Szatila.
      Po południu obozy zostały otoczone przez ponad 150 izraelskich czołgów, 100
      samochodów opancerzonych, 14 transporterów i 20... buldożerów (zapamiętajcie! -
      to ważne). O godz. 16.00 izraelscy żołnierze wpuścili do obozów, przez
      zablokowane przez siebie wejścia, falangistów, niezidentyfikowanych żołnierzy i
      jakichś ludzi w cywilnych ubraniach. Dowódca sił izraelskich w Libanie Płn.,
      gen. Drori, złożył Szaronowi raport o rozpoczęciu akcji "oczyszczania" obozów.
      Ten z entuzjazmem odpowiedział: "Moje uznanie! Niech to będzie pomyślna,
      koleżeńska operacja".
      Eitan i inni wyżsi oficerowie izraelscy obserwowali rzeź przez lornetki, stojąc
      obok reflektorów oświetlających makabryczną scenerię. Z dachu siedmiopiętrowego
      budynku, usytuowanego po drugiej stronie przylegającej do obozu Sabra ulicy
      Camille Chamuna, Izraelczycy widzieli wszystko jak na dłoni. Dokładnie słyszeli
      też detonacje wysadzanych domów, wybuchy granatów, rozpaczliwe krzyki, wycia
      torturowanych i mordowanych ludzi, przeraźliwy płacz zabijanych dzieci,
      rzężenie zwierząt. Kilkanaście kobiet palestyńskich i libańskich wyrwało się z
      obozów do przejść w murze, wołając do izraelskich żołnierzy pilnujących wyjść,
      że tam trwa rzeź! Jeden z izraelskich żołnierzy poinformował o tym
      przełożonego, który spokojnie odpowiedział: "Ze beseder" (w porządku, nie
      przejmuj się).
      Około godz. 23.00 pierwszy tajny raport izraelski, opatrzony
      nagłówkiem "poufne", a zaadresowany do Droriego, dotarł do Tel Awiwu.
      Przejrzało go co najmniej 20 oficerów, żaden z nich jednak nie zareagował.
      W piątek rano o całonocnej masakrze wiedzieli już wszyscy na liniach
      izraelskich, niektórzy mieszkańcy Bejrutu Zachodniego, a także korespondenci
      zagraniczni, mimo że Izraelczycy nie chcieli ich wpuścić na teren obozów.
      Dziennikarze zaprzeczyli izraelskiej wersji o rzekomej "walce z fedainami"
      ukrytymi w obozach, ponieważ za murami słychać było tylko strzały jednej
      strony. Korespondent wojskowy izraelskiego pisma "Haaretz" Zajev Shiff
      zatelefonował do ministra poczty Mordechaja Zipori (zaprzysięgłego wroga
      Szarona), który z kolei powiadomił ministra spraw zagranicznych Szamira,
      że "coś złego dzieje się w obozach". Szamir twierdził potem, że kazał to
      sprawdzić swoim ludziom w armii, którzy poinformowali go, że "sytuacja jest
      normalna". W czasie dochodzenia Komisji Kahana nie można było odnaleźć ani
      ludzi, którym rzekomo Szamir polecił sprawdzenie informacji, ani tych, którzy
      mieli mu dać uspokajającą wiadomość.
      A co robi w czasie piątkowej masakry Szaron - jej inicjator do spółki z
      Beginem? O godz. 11.00 spotyka się z gen. Drori - ale jak zeznawał przed
      komisją - na temat Sabry i Szatili nie rozmawiali! Od godz. 12.00 do 16.00
      uczestniczył w konferencji w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w okupowanej
      Jerozolimie, z udziałem amerykańskiego mediatora Drapera. O masakrze już
      doskonale wiedzieli, ale - jak Szaron zapewniał Komisję - "nie było mowy na ten
      temat" (!). Później "Arik, król Izraela", jak określali Szarona jego
      zwolennicy, pospieszył na sobotni odpoczynek. Oliwkowym helikopterem dotarł do
      Negevu, gdzie znajduje się jego 400-hektarowa farm
      • sala.hamil SZANA TOVA! 15.09.02, 21:16
        A niech ten Nasz Dziennik odczepi sie od Izraela!
        To nacjonalistyczne pismo.
        I niestety antysemickie.
        Zwiazane z LPR i innymi mniej lub bardziej "dziwnymi organizacjami"
        • Gość: +++IGNOR Że antysemickie to dobrze o nim świadczy! IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 16.09.02, 01:32
        • Gość: werw Re: SZANA TOVA! IP: *.98.hostpool.rsmi.com 23.09.02, 17:41
          sala.hamil napisała:

          > A niech ten Nasz Dziennik odczepi sie od Izraela!
          > To nacjonalistyczne pismo.
          > I niestety antysemickie.
          > Zwiazane z LPR i innymi mniej lub bardziej "dziwnymi organizacjami"
          >
      • Gość: sabra i szatila Piekło IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:16
        Oliwkowym helikopterem dotarł do Negevu, gdzie znajduje się jego 400-hektarowa
        farma, na której zatrudnia arabską siłę roboczą. O godz. 19.00 położył się
        spać. Dwie godziny później zbudził go telefon od Eitana. Mowa była o Sabrze i
        Szatili. Szaron kazał zakończyć akcję w sobotę rano, po częściowym przynajmniej
        uprzątnięciu zwłok zabitych. O godz. 23.00 znów wyrwał go ze snu telefon. Tym
        razem od wścibskiego korespondenta wojskowego z TV, Rona Ben Yshai, który
        poinformował go o masakrze. "Wiem - powiedział ze złością Szaron - kazałem
        wstrzymać operację". I znów zasnął snem sprawiedliwego.
        W tym czasie siepacze kończyli swoje ponure dzieło. Jeszcze tylko uganiali się
        za rannymi, którzy usiłowali wydostać się z obozu. Buldożerami niszczyli domy z
        ciałami pomordowanych. Wrzucali zwłoki umarłych i na wpół żywych do dołów,
        paląc je albo zasypując wapnem czy ziemią. Rankiem odjechali. Na drodze do
        Damour miejscowi Libańczycy widzieli konwój składający się z 30-40
        ciemnozielonych, wojskowych jeepów - toyota, z których tylko trzy miały
        emblematy falangistowskie. W każdym z nich, obok żołnierzy libańskich,
        znajdowali się ludzie w mundurach bez znaków i dystynkcji. Ich wygląd upewnił
        obserwatorów, że nie byli to Libańczycy. Kilka dni później w tygodniku "Der
        Spiegel" ukazała się wypowiedź prawicowego falangisty, który potwierdził, że w
        masakrze brali też udział izraelscy Żydzi, przebrani w libańskie mundury.
        Wezwani przez Komisję Kahana (utworzoną od nazwiska jej przewodniczącego, dla
        uciszenia gwałtownych protestów świata) oficerowie izraelscy początkowo
        konsekwentnie podtrzymywali linię obrony: "nic nie wiedzieliśmy", "nic nie
        słyszeliśmy". Laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Begin, do końca zaprzeczał
        współuczestnictwu w zbrodni. Twierdził, że jako "pobożny człowiek" spędzał
        przypadające wtedy święto Roch Hachana, tj. żydowski Nowy Rok, w świątyni i o
        masakrze dowiedział się dopiero po jej zakończeniu, z BBC. Ta skrajnie cyniczna
        wypowiedź już była oznaką, że zarówno Begin, jak i jego otoczenie zamierzają
        wszelkie podejrzenia skierować na swoich "przyjaciół" z Falangi, chroniąc tylko
        libańskich kolaborantów, haddadowców z południa Libanu. Ale ci, którym cudem
        udało się uratować z rzezi, dali świadectwo prawdzie.

        To było piekło!

        Libańczyk, który bał się podać swoje nazwisko: - Opuszczałem wraz z żoną
        Szatila po wizycie u krewnych, kiedy wjechały tam izraelskie, wojskowe
        landrovery, pełne mężczyzn ubranych po cywilnemu. Ludzie uciekali w różne
        strony, szukając schronienia. Tamci otworzyli ogień i prażyli w nas kulami.
        Zdołaliśmy dotrzeć do wschodniego krańca obozu, tam spotkaliśmy grupkę
        umundurowanych Izraelczyków, którzy zabarykadowali drogę. Nie mogliśmy
        uwierzyć. Podeszli do mnie, pokazałem im więc moją kartę tożsamości. "Jestem
        Libańczykiem" - powiedziałem. Wtedy zaczęli mnie tłuc pałkami.
        13-letni Mounir, Palestyńczyk, stracił w 1976 r. ojca i brata w czasie masakry
        w obozie Tal Zaatar. Z matką i resztą rodzeństwa znalazł się później w
        uchodźczym obozie Raszidija pod Tyrem, tuż przy granicy z Izraelem. W czasie
        zmasowanych ataków izraelskich na Liban Płd. uciekli do Szatili w Bejrucie. -
        Pobiegliśmy do schronu - wspomina. - Tam było już 9 rodzin. O godz. 8.30
        umundurowany mężczyzna wszedł i kazał nam opuścić schron. W obozie było jasno
        prawie jak w dzień. Mężczyzna mówił po arabsku z akcentem południowolibańskim.
        Na rękawie miał wyszyty cedr, na piersi odznakę, ale nie mogłem jej odczytać.
        Mężczyzn ustawili w szeregu przy ścianie. Ja byłem w grupie dzieci i kobiet.
        Kiedy nas odprowadzano, zobaczyłem, jak milicjant bije mężczyzn kijem, oni zaś
        padali na ziemię. Zaprowadzili nas na stację benzynową, zamknęli i powiedzieli,
        że przyjdą, jak zjedzą kolację. Kilku zostało, żeby nas pilnować. Kiedy
        wrócili, zaczęli strzelać. Padliśmy na ziemię. Wrzasnęli, żeby ranni wstali.
        Byłem ranny, lecz nie wstałem. Szeptem powiedziałem do matki: "Nie wstawaj, oni
        kłamią". Miałem rację: jednego, który usiłował wstać, zastrzelili. Poświecili
        latarkami, żeby zobaczyć, czy wszyscy są martwi. Nie podnosiłem głowy i
        wstrzymałem oddech. Spędziłem noc obok matki. Ona umarła.
        • Gość: sabra i szatila Piekło trwa.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:18
          Drugi raz przyszli rano. Jeden z nich zauważył, że się trzęsę i strzelił dwa
          razy. Pierwsza kula nie trafiła, druga zraniła mnie w policzek i w rękę.
          Narzucili na nas płachtę. Usłyszałem, że kazali jakimś ludziom wywieźć trupy na
          stadion sportowy. Kiedy poszli, wyczołgałem się spod płachty i dowlokłem do
          najbliższego domu. Dwóch milicjantów złapało mnie. Przeklinali, krzyczeli: "Ty
          s...synu, jeszcze żyjesz!". Błagałem, żeby mnie puścili. Jeden spytał, czy
          jestem Palestyńczykiem. Skłamałem, że Libańczykiem. "No to zabieraj się" -
          powiedział. Doszedłem do Sabry. Pod meczetem jakiś mężczyzna zabrał mnie do
          szpitala Gaza.
          W szpitalu Mounir stracił świadomość. Był nieprzytomny aż do następnego dnia.
          Obudził się już w innym szpitalu, na terenie miasta, gdzie został przeniesiony
          przez Czerwony Krzyż. Wuj, który znalazł go tam w sobotę i został z nim,
          powiedział dziennikarzom: "Mały nie może zasnąć i ciągle pyta: "Czy na pewno
          oni nas tutaj nie znajdą?".
          A oto co powiedziała Libanka, pielęgniarka ze szpitala Akra: - Zaatakowali
          szpital w piątek (...). Kilku lekarzy wyszło z białą flagą, żeby z nimi
          porozmawiać. Milicjant rzucił w nich granatem. Jedna z pielęgniarek pobiegła,
          żeby zobaczyć, co z lekarzami. Jeden z tych zbirów odciągnął ją i zaczął bić do
          nieprzytomności. Rozerwał jej odzież, rzucił ją na środek drogi i zgwałcił, a
          potem zrobili to jego koledzy. Kilku wpadło do szpitala. Wyłapywali mężczyzn.
          Zagraniczni doktorzy usiłowali nas bronić, ale napastnicy sklęli ich po
          francusku, angielsku i hebrajsku. Jeden uderzył norweskiego lekarza i zaczął
          się z nim kłócić. (...)
          Wajanet Zein Adul Latif, Egipcjanka, zeznała: - W Szatili żyło wielu Egipcjan,
          wszystkie rodziny zniknęły z domów, ale ja zaczęłam iść ich śladem i natrafiłam
          na zabitych. W sobotę wrzucili Palestyńczyków, także kobiety i dzieci, do
          wielkiego leja po bombie na Stadionie Sportowym. Stanęli wokół z karabinami
          maszynowymi. Izraelczycy zaczęli zasypywać buldożerami zabitych, umierających i
          jeszcze żywych. Ktokolwiek chciał się wydostać, był zabijany. To było piekło.
          Widziałam wszystko na własne oczy, bo szłam w pewnej odległości za nimi, kryjąc
          się za domami (...). Widziałam, jak buldożery mieszały z ziemią ciała mężczyzn,
          kobiet, dzieci. Byłam w szoku. Nie wiem, jak długo. Potem zaczęłam chodzić w
          kółko...

          Musiał się przyznać

          Komisja Kahana orzekła, że Szaron jest odpowiedzialny za masakrę 4.000
          Palestyńczyków i Libańczyków w obozach Sabra i Szatila. Wtedy izraelski
          generał, obawiając się, że może zostać uznany za głównego winowajcę, przestał
          zasłaniać się brakiem pamięci i zaprzeczać udziałowi w rzezi. Zgodnie z
          dewizą "jak topić się, to razem", obciążył nie tylko siebie, ale i władze
          izraelskie. Podczas przesłuchania w lutym 1983 r. oświadczył: "Decyzję o
          wpuszczeniu sił libańskich do obozów podjąłem zgodnie z udzielonymi mi
          pełnomocnictwami i zasadniczym porozumieniem, jakie zostało zawarte w czasie
          posiedzenia gabinetu izraelskiego".
          Zwolennicy "Arika" pospieszyli mu natychmiast z pomocą. Wyszli na ulice z
          wypisanym na transparencie hasłem: "Szaron zasługuje na Pokojową Nagrodę
          Nobla!". Zaś proizraelscy dziennikarze na Zachodzie rozwodzili się nad
          izraelską "sprawiedliwością". Tymczasem Szaron, chociaż został pozbawiony
          funkcji ministra obrony, objął stanowiska w dwóch najważniejszych komisjach
          rządowych: ds. Obrony i ds. Rokowań z Libanem! W ten sposób uzyskał znaczący
          wpływ na wojsko i na politykę zagraniczną, co nawet niektórzy deputowani z
          Knesetu ocenili jako "kpinę z demokracji". Nic więc dziwnego, że nie stracił
          werwy. Dwa lata po zorganizowaniu rzezi w Sabrze i Szatili udał się do Nowego
          Jorku, aby - jak powiedział dziennikarzom - oczyścić się z "cholernego
          oszczerstwa", którego rzekomo dopuścił się w stosunku do jego osoby
          tygodnik "Time". W pozwie zażądał 50 mln dolarów odszkodowania za "moralną
          krzywdę" polegającą na jakoby fałszywym i "złośliwie tendencyjnym" oskarżeniu
          go o bezpośrednią inspirację masakry. Tupet Szarona wzbudził powszechne
          zdumienie. Spodziewano się bowiem, że skompromitowany "rzeźnik Libanu" będzie
          raczej unikał afiszowania się przed społecznością światową. Jednak logika
          Szarona była inna. Nieprzypadkowo przecież wystąpił w obronie swojej "czci"
          dopiero po tak długim czasie, który minął od wydarzeń w Sabrze i Szatili oraz
          od wydrukowania artykułu na temat rezultatów śledztwa Komisji Kahana. Liczył na
          zawodną pamięć ludzką, na zaabsorbowanie świata nowymi problemami, tragediami,
          sensacjami, które odsuwają w cień wydarzenia wczorajsze, nawet najbardziej
          tragiczne. Uznał, że przyszła pora zrzucić z siebie odium mordercy, zwłaszcza
          wobec opinii publicznej USA, izraelskiego sojusznika wpływającego przecież na
          układy personalne w izraelskim rządzie, co dla Szarona nie było obojętne,
          ponieważ od dawna pragnął się wspiąć na wyżyny władzy. Proces przegrał, ale to
          co chciał, osiągnął - został premierem Izraela.
          Jeszcze w 1983 r. poseł do Knesetu, Ajer Mauz, powiedział: "Zastanawiam się, co
          stałoby się z demokracją w Izraelu, gdyby Szaron został premierem". Wtedy inny
          poseł dodał: "Wszędzie pozakładałby obozy koncentracyjne". I niestety, nie
          pomylił się.


          Grażyna Dziedzińska, Nasz Dziennik, 2002-01-04
        • sala.hamil Re: Piekło 15.09.02, 21:21
          Piasku!
          Co to znaczy Szatila?
          Bo nie wiem.
          To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
          Bardzo powaznie.
          Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
          Maja dowody?
          Szczerze w to watpie.
          Bardzo szczerze.
          Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o znieslawienie.
          • Gość: sabra i szamila zaaresztuj autorów encyklopedii PWN IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 22:08
            sala.hamil napisała:

            > Piasku!
            > Co to znaczy Szatila?
            > Bo nie wiem.
            > To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
            > Bardzo powaznie.
            > Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
            > Maja dowody?
            > Szczerze w to watpie.
            > Bardzo szczerze.
            > Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o znieslawienie.
            >
            >
          • Gość: sabra i szatila oskarż izraelska komisje śledczą.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 22:20
            sala.hamil napisała:

            > Piasku!
            > Co to znaczy Szatila?
            > Bo nie wiem.
            > To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
            > Bardzo powaznie.
            > Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
            > Maja dowody?
            > Szczerze w to watpie.
            > Bardzo szczerze.
            > Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o znieslawienie.
            >
            >
          • Gość: U Re: Piekło IP: *.gis.net 16.09.02, 00:56
            sala.hamil napisała:

            > Piasku!
            > Co to znaczy Szatila?
            > Bo nie wiem.
            > To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
            > Bardzo powaznie.
            > Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
            > Maja dowody?
            > Szczerze w to watpie.
            > Bardzo szczerze.
            > Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o
            znieslawienie.


            Tym razem nie wytrzymalem wiec

            wszystkim i wobec oglaszam,ze sala jest gupia.
            >
            >
            • Gość: duabeł Sala zdekonspirowana IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.02, 08:02
              Gość portalu: U napisał(a):

              > sala.hamil napisała:
              >
              > > Piasku!
              > > Co to znaczy Szatila?
              > > Bo nie wiem.
              > > To Nasz Dziennik powaznie przesadzil.
              > > Bardzo powaznie.
              > > Zdaje sie ze podpada to pod prawodawastwo polskie.
              > > Maja dowody?
              > > Szczerze w to watpie.
              > > Bardzo szczerze.
              > > Premier Ariel Szaron powinien ich oskarzyc np. o
              > znieslawienie.
              >
              >
              > Tym razem nie wytrzymalem wiec
              >
              > wszystkim i wobec oglaszam,ze sala jest gupia.
              > >
              > >
    • Gość: sabra i szatila nietolerancja, ksenofobia i parafianszczyzna. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:25
      tytus.tripod.com/pfretl/MMI/pf561.html
      Faszyzm po zydowsku?

      Adam Wielomski

      Z zalem musze stwierdzic, ze wieloletnia praca demoliberalnych mediow
      krzewiacych w swiecie idee "spoleczenstwa otwartego", tolerancji i praw
      czlowieka poniosla kleske. Oto, kilka dni temu, w wyborach powszechnyc wygrala
      nietolerancja, ksenofobia i parafianszczyzna. Premierem Izraela zostal Ariel
      Szaron, znany ze swoich rasistowskich, szowinistycznych i antysemickich
      pogladow - pamietajmy, ze Arabowie to takze semici, a wiec wrog Arabow tez jest
      antysemita, nwet jezeli jest Zydem.

      Charakterystyczna jest jednak reakcja demoliberalnych mediow na to
      zwyciestwo "faszyzmu" i "ksenofobii". Sa one co najwyzej
      zaniepokojone "zagrozeniem procesu pokojowego". Jesli jest mowa o pogladach
      Szarona, to tylko w tym kontekscie. Wyobrazmy sobie jednak sytuacje, ze Ariel
      Szaron nie jest Zydem, tylko np. Polakiem - nazywa sie Karol Iksinski i ma w
      swoim zyciorysie takie fakty, jak zamordowanie 69 osob - kobiet i dzieci - oraz
      odpowiedzialnosc za rzez kilkuset osob w obozach Sabra i Szatila. To jeszcze
      nic, wyobrazmy sobie, ze ten morderca jest Polakiem, a zamordowani byli Zydami.
      Czy wyobrazacie sobie Panstwo ten krzyk grozy demoliberalnych mediow, te tytuly
      prasowe o "faszyzmie" w Polsce, o "ksenofobii", o "rasizmie" itd.? Co by sie
      dzialo, gdby premierem Polski byl czlowiek ponoszacy odpowiedzialnosc za smierc
      Zydow w Jedwabnem? Oj, oj, oj! Az strach pomyslec.

      Gdyb Ariel Szaron nie byl Zydem, to dawno juz ganialyby go rozne lewacko-
      demoliberalne trybunaly inkwizycyjne, jak np. Trybunal Praw Czlowieka w Hadze i
      podobne "prawo-czlowiecze" heco-sady. Tym razem jednak nic, cisza! Mamy tu
      bowiem zderzenie sie ze soba dwoch demoliberalnych dogmatow. Z jednej strony
      jest niewzruszalny dogmat o uniwersalnych zasadach praw czlowieka; z drugiej
      zas, pseudometafizyczny dogmat o szczegolnym charakterze narodu wybranego,
      ktory zawsze ex definitione jest niewinny, gdyz jest ofiara holokaustu.
      Demoliberalni, scholastyczni teologowie staneli przed nie lada problemem -
      ktory dogmat jest wazniejszy? Wszystko wskazuje jednak na to, ze mimo aksjomatu
      o rownosci ludzi bez wzgledu na rase, plec i wyznanie, narody wybrane dalej
      istnieja. Dzieki temu czlowiek, ktorego stosunek do Arabow wydaje sie, moim
      skromnym zdaniem, wykazywac pewne podobienstwa do stosunku Adolfa Hitlero do
      Zydow, moze spokojnie cieszyc sie owocami swego wyborczego sukcesu.

      Aby nie bylo nieporozumien, gdybym byl obywatelem Izraela, to takze glosowalbym
      na Szarona, gdyz jest on, podobnie jak ja, zwolennikiem idei, ze "wojna jest
      przedluzeniem polityki" i calkowicie normalnym elementem stosunkow
      miedzynarodowych; czyms, co wynika z natury ludzkiej. Pisze ten tekst dlatego,
      ze budzi moje obrzydzenie faryzejski stosunek najwiekszych demoliberalnych
      autorytetow "moralnych" do nagminnego lamania praw czlowieka w Izraelu, gdzie
      Palestynczycy sa traktowani jako istoty nizsze, podludzie i dyskryminowani
      prawnie na wszelkie sposoby. Jesli prawa czlowieka sa dogmatem, to dlaczego
      nikt z roznych komitetow helsinskich jeszcze nie zgromil tego
      izraelskiego "faszyzmu" tak, jak gromi sie go w Polsce i na calym swiecie?
    • Gość: sabra i szatila Rzeżnik z Bejrutu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:34
      www.rmf.fm/akcje.html?akcja=uchodzcy&art=szaron
      ARIEL SZARON - żołnierz i polityk
      Szaron, syn żydowskich imigrantów z Białorusi, urodził się 27 lutego 1928 roku
      w rządzonej przez Brytyjczyków Palestynie. Od 17 roku życia był żołnierzem -
      dwukrotnie odniósł poważne obrażenia w boju. Już jako roczne dziecko
      doświadczył wojny, gdy wraz z matką w 1929 r. ukrywał się w stodole atakowanej
      przez Arabów, walczących o kontrolę nad jerozolimskim Wzgórzem Świątynnym.
      Wizyta Szarona w tym miejscu we wrześniu 2000 roku spowodowała wybuch "drugiej
      intifady", palestyńskiego powstania. Szaron, jak prawie każdy izraelskie
      polityk, swoją karierę zaczynał od służby w wojsku. Brał bezpośredni udział we
      wszystkich pięciu wojnach izraelsko - arabskich, począwszy od 1948 r. W czasie
      wojny w 1973 r. (Yom Kippur) dowodził 27 tysiącami izraelskich żołnierzy,
      uczestniczącymi w spektakularnym pochodzie przez Kanał Sueski do Egiptu, co
      zmieniło losy wojny. Kampania ta dała Szaronowi miano bohatera narodowego. Jego
      nazwisko wiązane jest jednak także z masowym mordem cywilów arabskich. W 1953
      r. Szaron dowodził kampanią odwetową, zorganizowaną po zabójstwie trzech
      Izraelczyków. Jego żołnierze podpalili 45 domów arabskich we wsi Kibija,
      zabijając 69 osób, w połowie - kobiety i dzieci. We wrześniu 1982 r., w trzy
      miesiące po wejściu armii izraelskiej do Libanu, żołnierze pozwolili miejscowej
      chrześcijańskiej milicji wkroczyć na teren obozów palestyńskich Sabra i Szatila
      i dokonać tam masakry setek ludzi. Także i ten incydent wiązany jest z
      nazwiskiem Szarona, który miał być - jako minister obrony w owym czasie -
      głównym architektem inwazji na Liban w 1982 r. Część Arabów do dziś nazywa
      generała "rzeźnikiem z Bejrutu". Specjalna komisja izraelskiego parlamentu
      uznała później, że Szaron pośrednio ponosił odpowiedzialność za rzeź w obozach
      palestyńskich - raport ten kosztował go urząd ministra obrony. W ciągu
      ostatnich 19 lat generał pełnił jednak wiele funkcji w rządzie, a także -
      piastował mandat deputowanego w Knesecie.
    • Gość: sabra i szamila Kto aresztuje Szarona ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:40
      www.republika.pl/xyz234/artykuyz4.htm
      Kto ukarze Szarona?

      Jaka jest różnica pomiędzy państwowym a indywidualnym aktem terrorystycznym?
      Jeśli zrozumiemy tę różnicę, to zrozumiemy także zło amerykańskiej polityki
      wobec Bliskiego Wschodu i zbliżającą się katastrofę. Kiedy Jaser Arafat został
      oblężony w swoim biurze i trzymany tam przez izraelskie siły okupacyjne jako
      zakładnik, był pod nieustanną presją zmuszającą go do potępienia terroru i
      walki przeciw terroryzmowi. Izraelski państwowy terroryzm jest określany przez
      administrację Stanów Zjednoczonych jako samoobrona, podczas gdy indywidualni
      samobójcy z ładunkiem wybuchowym są nazywani terrorystami.

      Jest tylko „mała” różnica w tym, że za izraelską agresję bezpośrednio
      odpowiedzialni są Ariel Szaron, Beniamin Ben Eliezer, Shimon Peres i Shaul
      Mofaz, podczas gdy indywidualne terrorystyczne akty są dokonywane jako akty
      desperacji, zwykle wbrew intencjom Arafata. Godzinę po ogłoszeniu przez Arafata
      jego poparcia dla wstrzymania ognia i życzeniach skierowanych do
      Izraelitów: „Szczęśliwego Passovera”, nastąpił samobójczy bombowy atak w hotelu
      Netanya, w wyniku którego zginęły 22 niewinne osoby celebrujące Passover.
      Arafat został obarczony odpowiedzialnością za ten czyn, który stał się
      uzasadnieniem obecnej ofensywy IDF.



      Świat ignoruje zbrodnie wojenne Tel Awiwu

      W tym samym czasie odpowiedzialność Sharona za izraelskie zbrodnie wojenne jest
      całkowicie ignorowana. Kto powinien zostać aresztowany za wybiórcze zabijanie
      [politycznie poprawna nazwa na polityczne morderstwa – przyp. red.] prawie 100
      Palestyńczyków? Kto powinien być zaaresztowany za zamordowanie więcej niż 1200
      Palestyńczyków i za zbiorową karę dokonaną na ponad 3 000 000 cywilnej ludności
      w czasie ostatnich 18 miesięcy? Kto stanie przed Trybunałem Międzynarodowym za
      bezprawne zagrabienie i zaludnienie palestyńskiego terytorium i ignorowanie
      decyzji ONZ przez więcej niż 35 lat?



      Akty desperacji kontra czystki militarne

      Samobójcze ataki zabijające niewinnych ludzi muszą być jednoznacznie potępione
      jako niemoralne akty, a popełniających je powinno umieszczać się w więzieniu.
      Nie mogą one jednak być porównywane z terroryzmem prowadzonym przez państwo
      izraelskie. Pierwsze są indywidualnymi aktami desperacji ludzi, którzy nie
      widzą nadziei na przyszłość i którzy są ignorowani przez nieuczciwą i
      zniekształconą opinię międzynarodową. Drugie są zimnymi i „racjonalnymi”
      decyzjami państwa i jego militarnego aparatu, dobrze finansowanego,
      wyposażonego i popieranego przez największą potęgę na świecie.

      Mimo to w publicznych debatach rządowy terroryzm i indywidualne samobójcze
      ataki nie są w ogóle rozróżniane. Państwowo kierowany terroryzm i zbrodnie
      wojenne dokonywane przez aparat rządowy Izraela przedstawiany jest
      jako „samoobrona”, podczas gdy od Arafata będącego w stanie beznadziejnego
      oblężenia wymaga się aresztowania „terrorystów”.



      • Gość: sabra i szatila Re: Kto aresztuje Szarona 2 ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 21:41
        Kto aresztuje Szarona?

        Chciałbym zapytać: kto aresztuje Szarona, osobę bezpośrednio odpowiedzialną za
        rozkaz mordowania Palestyńczyków? Kiedy i on zostanie nazwany terrorystą? Jak
        długo świat będzie ignorował krzyk Palestyńczyków, że jedyną rzeczą, którą
        pragną, to wolność i niezależność? Kiedy zacznie się zauważać fakt, że celem
        izraelskiego rządu nie jest jego bezpieczeństwo, lecz kontynuacja okupacji i
        podporządkowanie sobie Palestyńczyków?



        Jesteśmy izraelską opozycją przeciw ludobójstwu Szarona

        Jako Izraelczycy w opozycji, walczymy przeciwko naszemu rządowi, ale
        międzynarodowe poparcie, jakie otrzymuje Szaron, zagraża naszym dążeniom. Cała
        międzynarodowa opinia publiczna musi być zmieniona i ONZ musi zastosować
        interwencyjne siły w celu zatrzymania rozlewu krwi i nieuchronnego pogorszenia
        sytuacji. Zarówno Izraelczycy, jak i Palestyńczycy potrzebują obudzenia się
        międzynarodowej opinii publicznej i odwrócenia dotychczasowego globalnego
        punktu widzenia. Jest to potrzebne dla ratowania naszego życia w sensie
        dosłownym i zachowania nadziei na lepszą przyszłość.


        Lev Grinberg




        Dr Lev Grinberg jest socjologiem politycznym i dyrektorem Humphrey Institute
        for Social Research przy Ben Gurion University. Powyższy tekst ukazał się 2
        kwietnia 2002 r. w piśmie "Counter Punch", pod oryginalnym tytułem Izraelski
        terroryzm państwowy. Tytuł i śródtytuły – redakcja “NP”.

    • Gość: sabra i szatila Trying to Try Sharon IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.02, 15:57
      http://www.merip.org/pins/pin72.html

      Trying to Try Sharon
      Linda A. Malone

      (Linda A. Malone teaches at William and Mary Law School in Williamsburg, Va.
      She is author of two law review articles on the Sabra and Shatila massacres.

      October 11, 2001
      The concept of universal jurisdiction in international law is undergoing a
      historic test in Belgium. On November 28, a Belgian court will decide whether
      Israeli Prime Minister Ariel Sharon can be tried for his alleged role in the
      slaughter by Lebanese militiamen of untold numbers of Palestinian and Lebanese
      civilians in the Sabra and Shatila refugee camps in West Beirut in 1982. At the
      time, Sharon was in charge of Israel's invasion and occupation of Lebanon. On
      October 3, an appellate court grand jury convened in Brussels to begin
      determining whether Belgium can invoke the mechanisms of international law to
      prosecute a sitting head of state from another country.
      HISTORIC SUIT
      On June 18, survivors of the Sabra and Shatila massacres filed two civil
      lawsuits against Sharon in a Belgian court. The complaints describe the events
      leading up to the September 15, 1982 sealing of Sabra and Shatila by the
      Israeli army during the invasion of Lebanon, followed by authorization from
      Sharon, then Israeli Defense Minister, for a unit of 150 Phalangists
    • Gość: Jurek Re: kiedy szaron podzieli los miloszevicza? IP: 5.2.1R1D* / 193.188.174.* 16.09.02, 16:01
      Sprawiedliwosc zydowska.

      www.mirror.co.uk/news/allnews/page.cfm?objectid=12202728&method=full&siteid=50143
    • Gość: sabra i shamila return of the terorist IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.02, 23:01
      Return of the Terrorist
      The Crimes
      of Ariel Sharon
      Some incorrigible optimists have suggested that only a right-wing extremist of
      the notoriety of Likud leader Ariel Sharon will have the credentials to broker
      any sort of lasting settlement with the Palestinians. Maybe so. History is not
      devoid of such examples. But Sharon?

      Sharon's history offers a monochromatic record of moral corruption, with a
      documented record of war crimes going back to the early 1950s. He was born in
      1928 and as a young man joined the Haganah, the underground military
      organization of Israel in its pre-state days. In 1953 he
      was given command of Unit 101, whose mission is often described as that of
      retaliation against Arab attacks on Jewish villages. In fact, as can be seen
      from two terrible onslaughts, one of them very well known, Unit 101's purpose
      was that of instilling terror by the infliction of discriminate, murderous
      violence not only on able bodied fighters but on the young, the old, the
      helpless.

      Sharon's first documented sortie in this role was in August of 1953 on the
      refugee camp of El-Bureig, south of Gaza. An Israeli history of the 101 unit
      records 50 refugees as having been killed; other sources allege 15 or 20. Major-
      General Vagn Bennike, the UN commander, reported that "bombs were thrown" by
      Sharon's men "through the windows of huts in which the refugees were sleeping
      and, as they fled, they were attacked by small arms and automatic weapons".

      In October of 1953 came the attack by Sharon's unit 101 on the Jordanian
      village of Qibya, whose "stain" Israel's foreign minister at the time, Moshe
      Sharett, confided to his diary "would stick to us and not be washed away for
      many years". He was wrong. Though even strongly pro-Israel commentators in the
      West compared it to Lidice, Qibya and Sharon's role are scarcely evoked in the
      West today, least of all by journalists such as Deborah Sontag of the New York
      Times who recently wrote a whitewash of Sharon, describing him as "feisty", or
      the
      Washington Post's man in Jerusalem who fondly invoked him after his fateful
      excursion to the Holy Places in Jerusalem as "the portly old warrior".

      Israeli historian Avi Shlaim describes the massacre thus: "Sharon's order was
      to penetrate Qibya, blow up houses and inflict heavy casualties on its
      inhabitants. His success in carrying out the order surpassed all expectations.
      The full and macabre story of what happened at Qibya was
      revealed only during the morning after the attack. The village had been reduced
      to rubble: forty-five houses had been blown up, and sixty-nine civilians, two
      thirds of them women and children, had been killed. Sharon and his men claimed
      that they believed that all the inhabitants had run away and that they had no
      idea that anyone was hiding inside the houses."

      The UN observer on the scene reached a different conclusion: "One story was
      repeated time after time: the bullet splintered door, the body sprawled across
      the threshhold, indicating that the inhabitants had been forced by heavy fire
      to stay inside until their homes were blown up over them." The slaughter in
      Qibya was described contemporaneously in a letter to the president of the
      United Nations Security Council dated 16 October 1953 (S/3113) from the Envoy
      Extraordinary and Minister Plenipotentiary of Jordan to the United States. On
      14 October 1953 at 9:30 at night, he wrote, Israeli troops launched a battalion-
      scale attack on the village of Qibya in the Hashemite Kingdom of Jordan (at the
      time the West Bank was annexed to Jordan).

      According to the diplomat's account, Israeli forces had entered the village and
      systematically murdered all occupants of houses, using automatic weapons,
      grenades and incendiaries. On 14 October, the bodies of 42 Arab civilians had
      been recovered; several more bodies were still under the wreckage. Forty
      houses, the village school and a reservoir had been destroyed. Quantities of
      unused explosives, bearing Israel army markings in Hebrew, had been found in
      the village. At about 3 a.m., to cover their withdrawal, Israeli support troops
      had begun shelling the
      neighbouring villages of Budrus and Shuqba from positions in Israel.

      And what of Sharon's conduct when he was head of the Southern Command of
      Israel's Defense Forces in the early 1970s? The Gaza "clearances" were vividly
      described by Phil Reeves in a piece in The London Independent on January 21 of
      this year.

      "Thirty years have elapsed since Ariel Sharon, favourite to win Israel's
      forthcoming election, was the head of the Israel Defence Forces' southern
      command, charged with the task of 'pacifying' the recalcitrant Gaza Strip after
      the 1967 war. But the old men still remember it well. Especially the old men on
      Wreckage Street. Until late 1970, Wreckage, or Had'd, Street wasn't a street,
      just one of scores of narrow, nameless alleys weaving through Gaza City's Beach
      Camp, a shantytown cluttered with low, two-roomed houses, built with UN aid for
      refugees from the 1948 war who then, as now, were waiting for the international
      community to settle their future. The street acquired its name after an
      unusually prolonged visit from Mr Sharon's soldiers. Their orders were to
      bulldoze hundreds of homes to carve a wide, straight street. This would allow
      Israeli troops and their heavy armored vehicles to move easily through the
      camp, to exert control and hunt down men from the Palestinian Liberation Army.

      "'They came at night and began marking the houses they wanted to demolish with
      red paint,' said Ibrahim Ghanim, 70, a retired labourer. 'In the morning they
      came back, and ordered everyone to leave. I remember all the soldiers shouting
      at people, Yalla, yalla, yalla, yalla! They threw everyone's belongings into
      the street. Then Sharon brought in bulldozers and started flattening the
      street. He did the whole lot, almost in one day. And the soldiers would beat
      people, can you imagine? Soldiers with guns, beating little kids!' By the time
      the Israeli army's work was done, hundreds of homes were destroyed, not only on
      Wreckage Street but throughout the camp, as Sharon ploughed out a grid of wide
      security roads. Many of the refugees took shelter in schools, or squeezed into
      the already badly over-crowded homes of relatives. Other families, usually
      those with a Palestinian political activist, were loaded into trucks and taken
      to exile in a town in the heart of the Sinai Desert, then controlled by
      Israel."

      As Reeves reported, the devastation of Beach Camp was far from the
      exception. "In August 1971 alone, troops under Mr Sharon's command destroyed
      some 2,000 homes in the Gaza Strip, uprooting 16,000 people for the second time
      in their lives. Hundreds of young Palestinian men were arrested and deported to
      Jordan and Lebanon. Six hundred relatives of suspected guerrillas were exiled
      to Sinai. In the second half of 1971, 104 guerrillas were assassinated. 'The
      policy at that time was not to arrest suspects, but to assassinate them', said
      Raji Sourani, director of the Palestinian Centre for Human Rights in Gaza
      City".

      Israeli complacency leading to their initial defeat by the Egyptians in the
      1973 war was in part nurtured by the supposed impregnability of the "Bar Lev
      line" constructed by Sharon on the east bank of the Suez canal. The Egyptians
      pierced the line without undue difficulty.

      In 1981 Sharon, then minister of defense, paid a visit to Israel's good friend,
      President Mobutu of Zaire. Lunching on Mobutu's yacht the Israeli party was
      asked by their host to use their good offices to get the US Congress to be more
      forthcoming with aid. This the Israelis managed to accomplish. As a quid pro
      quo Mobutu reestablished diplomatic relations with Israel. This was not
      Sharon's only contact with Africa. Among friends he re
    • Gość: diabeł Sharon&# 8217;s war crimes in Lebanon: the record1 IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.02, 17:23


      Sharon’s war crimes in Lebanon: the record
      By Jean Shaoul
      22 February 2002

      http://www.wsws.org/articles/2002/feb2002/sab-f22.shtml

      Below we publish the first in a three-part series examining Israeli Prime
      Minister Ariel Sharon’s role in the war crimes committed during the Israeli
      invasion of Lebanon in 1982, culminating in the massacre of Palestinian
      refugees at Sabra and Shatilla.

      An attempt by Palestinians to bring Israeli Prime Minister Ariel Sharon before
      a Belgian court on charges of war crimes appears to have been thwarted. On
      February 14, the International Court of Justice in The Hague ruled that past
      and present government leaders cannot be tried for war crimes by a foreign
      state because of their diplomatic immunity and can only be held to account in
      their own country.

      Under a 1993 law, Belgium gave itself the right to try war crimes committed by
      anyone anywhere at any time. A Belgian judge was due to rule on March 6 whether
      a case against Sharon should go to trial, but a legal adviser to the Belgian
      government, Jan Devadder, said that the International Court of Justice “has
      clearly ruled government leaders and heads of state enjoy total immunity from
      prosecution. The Sharon case, in my opinion, is closed.”

      The court determined that a former or serving government official could not be
      tried in a foreign court because “throughout the duration of his or her office
      [the minister], when abroad, enjoys full immunity from criminal jurisdiction”.
      This was so whether or not the accused was abroad on official business or in a
      private capacity.

      The court stressed that the judgement does not have any bearing on the trial of
      former Yugoslav President Slobodan Milosevic, as he is being tried by an
      international body, the United Nations, and not by a foreign government. But
      this legal technicality aside, the International Court of Justice has made
      clear that it wishes to see only those deemed to be acting contrary to the
      interests of the imperialist powers facing prosecution and not their political
      allies such as Sharon.

      At this point Sharon still faces charges relating to the brutal massacre of
      2,000 Palestinians in the refugee camps of Sabra and Shatilla, Beirut, in
      September 1982. The prosecution, working on behalf of the relatives of some of
      his victims, alleges that Sharon bore responsibility in his capacity as
      minister of defence of the occupying power, which under international law was
      in charge of the overall safety of the population and was party to an agreement
      to protect the Palestinians. It also holds Sharon responsible for the direct
      role the Israeli army played both in the massacre and the subsequent
      internment, torture and disappearance of many of the camps’ inhabitants.

      Sharon’s responsibility for Sabra and Shatilla is well known. Following an
      international and domestic uproar, the Israeli government was forced to hold an
      inquiry. The resulting Kahan Commission laid direct responsibility on Elie
      Hobeika, the leader of Lebanon’s fascist Phalange militia that carried out the
      bloodbath, but said that Sharon bore “personal responsibility”. He was forced
      to resign from his post in 1983 although he remained in the cabinet.

      Sharon has vigorously opposed the attempt to prosecute him and all the main
      political parties in Israel have rallied to his defence. Israel has put
      pressure on Belgium to change its laws and levelled accusations of anti-
      Semitism in an attempt to prevent the case against its prime minister from
      proceeding.

      There are also accusations that Israeli forces carried out the assassination of
      Hobeika a few weeks ago in order to eliminate a key witness to the events of
      September 16-18, 1982. With the approval of the Israeli Defence Force (IDF),
      Hobeika and Major Saad Haddad, of the Southern Lebanon Army, had entered the
      refugee camp and gone on the rampage for 40 hours. They butchered an estimated
      2,000 men, women and children, as the IDF, having sealed off the exits, looked
      on. Hobeika was blown up just a few days after announcing that he would testify
      against Sharon.

      The case came at a particularly sensitive time. The indictment and trial of a
      serving Israeli prime minister would transform the status of the Zionist state
      itself in the eyes of world opinion and severely embarrass Sharon’s main
      backers, the Bush administration in the United States. The fact that the case
      has got as far as it has is indicative of the growing divergence between Europe
      and the US in the Middle East in general and the Israel-Palestinian conflict in
      particular.

      There has been growing frustration within Europe’s capitals over Bush’s ever
      more open support for Sharon’s war mongering, which is threatening to ignite
      social tensions throughout the Middle East and destabilise the Arab regimes
      upon whom they depend to police their financial interests. But none of Europe’s
      governments, including Belgium, were genuinely desirous of parading Sharon
      before a court and The Hague decision will have come as a relief.

      Regardless of what now happens in Belgium, however, anyone wishing to
      understand the nature of the Zionist regime and the underlying motives of the
      Likud-Labour government’s renewed military offensive against the Palestinians
      would do well to examine the events leading up to the Sabra and Shatilla
      massacre and Sharon’s criminal role in them.


      Israel, Lebanon and Zionist expansionism

      While public attention has focused on the atrocities at Sabra and Shatilla, the
      record shows that these were the culmination of 15 years of military action by
      Israel in Lebanon, much of which constituted war crimes. Israel’s aim was to
      disperse the Palestinian refugees created by the establishment of the Zionist
      state and the 1948-9, 1967 and 1973 wars. To this end, Sharon sought to destroy
      the Palestinians’ emerging political and military organisations, sow divisions
      between the Palestinians and those countries in which they sought sanctuary,
      and prevent the unification of the Arab working classes and oppressed masses
      against Israel and its imperialist backers.

      Israel presented its military action in Lebanon and its subsequent invasion in
      1982 that led to the bombing and siege of Beirut, the expulsion of the PLO and
      the atrocities at Sabra and Shatilla, as a defensive reaction to Palestinian
      raids on her northern towns. But as the historical record shows, in reality,
      its “Operation Peace for Galilee” flowed inexorably from the logic of Zionist
      expansionism.

      The Israeli invasion of the Lebanon in June 1982 was prepared through numerous
      provocations against the Palestinians and Lebanon designed to torpedo the 1981
      Fahd Peace plan (named after the then Crown Prince and now King of Saudi
      Arabia). This plan recognised Israel’s right to exist and called for a
      Palestinian state in the territories occupied by Israel since the 1967 war.
      Such a resolution of the Israeli-Palestinian conflict cut across Israel’s
      plans, only partially implemented in the June 1967 war, to expand its borders.

      The Zionists had long had an interest in Lebanon, one of four small states
      carved out of the Syrian province of the Ottoman Empire by French imperialism
      in the aftermath of World War I. In 1938, Ben Gurion, who was to become
      Israel’s first prime minister in 1948, envisaged a state of Israel that would
      include Southern Lebanon as far as the Litani River—an essential water supply.
      His perspective included an alliance with Lebanon’s Christian Maronites, one of
      the many sectional groups encouraged by the French colonial regime to keep the
      region divided—despite the fact that many supported fascist Germany—

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka