xs550
02.12.05, 05:58
Patrze sie na swiat i dochodze do jednego, nieuniknionego wniosku: aby byc politykiem trzeba byc debilem. Przepraszam za to drastyczne slowo ale jakos nie dostrzegam wybitnych jednostek, tudziez ludzi o inteligencji wyzszej niz przecietna, ktorzy pchaliby sie do polityki. W 99 procentach przypadkow politycy to ludzie ktorzy sa niedorozwinieci umyslowo. Czy ktos moze mi wytlumaczyc przyczyny dla ktorych tak sie dzieje? Jak to jest, ze jednostki wybitne, albo przynajmniej zdrowe umyslowo, stronia od polityki?