polski_francuz
19.12.05, 18:11
mlodosci.
W Polsce dodajmy z lat siedemdziesiatych. I jeszcze zeby to bylo uniwersalne
na calym swiecie.
Dla mnie to byla zdolnosc improwizacji. Jak mozna z niczego cos zrobic. Zeby
jakies urzadzenie inzynier lub doktorant zrobil nie wystarczylo miec
pieniadze. O nie. Pieniadze jakies tam zawsze gdzies byly.
Trzeba bylo poszukac znajomych. Znajomych znajomych. I znajomych znajomych
znajomych. I uzyc lagodnie przekonywaujacych argumentow, aby ci, zupelnie
obcy, ludzie, zechcieli nas wysluchac, zadzwonic, poszukac zlaczki, rury,
cylindra, plyty...gdzies tam. I nam dac albo sprzedac. Co wtedy, w warunkach
realnego socjalizmu, na jedno wychodzilo
I wracajc do siebie, czulo sie wielka dume, ze nas nikt nie pokona. I ze
wszystko mozemy.
I troche ta dzisiejsza sytuacje wydaje mi sie banalna. Masz forse kupujesz co
chcesz. I gdzie suspense? gdzie znajomi? gdzie wysilek organizacyjny?
Tak to nie to samo o nie. Zbyt banalne to wszystko.
A dla was, mlodziezy o latach 45+ czym byla mlodosc w tych pieknych latach?
I co wam z niej zostalo?
PF