Dodaj do ulubionych

To się zdarzyło naprawdę 2/3

17.11.02, 11:13
06.50. Wyniesiono kogoś głównymi drzwiami. Kilka sekund później tuż pod
naszymi oknami dwóch komandosów przeniosło jakiegoś młodego człowieka w
szarym swetrze. Przed głównym wejściem pojawiają się ludzie z noszami,
wyprowadzają jakąś kobietę. Nadal dochodzą nas odgłosy strzelaniny na tyłach
domu kultury, gdzie znajdują się trzy wejścia służbowe. Z budynku wynoszą
mężczyznę, niosą go tak, jakby był terrorystą. Zaraz za nim komandosi
wyprowadzają troje ludzi, osłaniają ich. Wszędzie słychać odgłosy tłuczonego
szkła. Tłumaczymy sobie, że komandosi muszą wybić szyby, aby zmniejszyć
prawdopodobieństwo ranienia odłamkami szkła, jeżeli terroryści wysadzą się w
powietrze.

06.57. Z rozmachem otwierają się główne drzwi. Trzy dżipy należące do
Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych i karetki pogotowia podjeżdżają
bezpośrednio pod budynek. Puste autobusy ruszają wzdłuż ulicy Mielnikowa
wprost pod naszymi oknami. Przy głównym wejściu są już dziesiątki ludzi, plac
przed teatrem przypomina mrowisko polane wrzątkiem. Z teatru dosłownie
wyczołguje się zakładniczka, komandosi wyprowadzają kogoś, kto ledwie
powłóczy nogami. Wynoszą nieruchome ciało, jeszcze jedno.

07.03. Słychać wystrzały, z budynku wyprowadzają grupę ludzi. Komandos z
grupy "Alfa" wynosi na rękach dziewczynę. Ciała wynoszą nie tylko komandosi
ze specnazu, ale także ratownicy. Układają je rzędem pod daszkiem
osłaniającym główne wejście. Jest ich już ponad dwadzieścia. Jesteśmy coraz
bardziej przerażeni. Sądząc po ubraniu, to głównie kobiety. Teraz dzięki Bogu
wyprowadzili kogoś żywego. Kilka karetek pogotowia z rannymi odjeżdża spod
teatru.

07.13. Na plac po prawej stronie budynku podjeżdżają cztery autobusy.
Tymczasem z lewej strony od głównego wejścia nadal układają ciała, liczba
trupów rośnie w jakimś nieprawdopodobnym tempie. Po pewnym czasie brakuje już
miejsca: całe schodki zasłane są różnokolorowymi bluzkami, które mieli na
sobie zakładnicy. Jesteśmy jak sparaliżowani - pomyśleć, że zaledwie trzy dni
temu te kobiety założyły te eleganckie ubrania, wybierały się przecież do
teatru, na popularny musical.

Brakuje miejsca, ciała układają jedno na drugim. Leżą na plecach z głowami
odchylonymi do tyłu. Człowieka, który stracił przytomność, nie wolno kłaść w
takiej pozycji - to grozi uduszeniem.

07.20. Spod teatru odjeżdża pierwszy autobus z zakładnikami. Nasza gospodyni
zauważa, że wszyscy siedzą w jakiś dziwnych pozach - jak gdyby spali. Kilka
minut później z budynku wyniesiono jakieś szmaty i przykryto nimi leżące na
schodkach ciała. Już nie ma nadziei, że wśród trupów ułożonych pod daszkiem
są jacyś ranni. Szacujemy, że leży tam około 150 osób.

W hałasie pracujących na okrągło silników, w nieustannym wyciu syren, w
krzyku dochodzącym z placyku, rusza jeszcze jeden autobus.

07.43. Spod teatru odjeżdżają dwa kolejne autobusy. Ludzie, których do nich
wsadzono, siedzą nieruchomo.

07.50. Przed wejściem staje dodatkowy kordon, zasłaniając nam całkowicie
widok.

08.00. Nasz kolega (ten, który służył w specnazie i który sam brał udział w
akcji uwalniania zakładników) nagle krzyczy: Patrzcie, w autobusach siedzą
trupy - zsuwają się z siedzeń! Przekazuje mi lornetkę. Rzeczywiście ludzie,
których wsadzają do autobusów, w ogóle się nie ruszają, w dziwnych pozach
zastygają na siedzeniach.

W tym czasie reporter telewizji NTW, który znajduje się za rogiem na
Pierwszej Dubrowskiej, informuje, że widzi przejeżdżające koło niego autobusy
z zakładnikami. Ludzie ci mają sine twarze. Organizując w ten niesamowity
sposób wywóz ciał władze się asekurują. Potem będą mogły ogłosić, że ofiary
nie zginęły podczas szturmu, a zmarły w szpitalu. Dzwoni do nas znajomy
ratownik: Podczas szturmu użyto jakiegoś gazu, nie wiemy jakiego.

08.10. Telewizja mówi, że zatrzymano jednego z terrorystów, kiedy próbował
wmieszać się w grupę dziennikarzy (potem okazało się, że był to dziennikarz z
Azerbejdżanu).

08.45. Po prawej stronie od parkingu układają osiem czarnych worków z ciałami
zabitych terrorystów. Po trupy podjeżdża autobus.

11.00. Z budynku nadal wynoszone są ciała tych, którzy zginęli podczas
szturmu. Nawet kiedy wychodzimy z mieszkania, jeden z trupów (jak się potem
okazało, był to Mowsar Barajew) nadal leży na schodkach przed wejściem.
Opuszczamy mieszkanie ludzi, których gościnności zawdzięczamy możliwość
opowiedzenia wam o tym, co naprawdę wydarzyło się w czasie szturmu.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka