zagryziak
01.12.02, 21:35
Pisze o tym socjalistycznym bekarcie, bo tak jak za
komuny gubi on listy, opoznia dostarczenie paczek, a co
wartosciowsze przesylki zatrzymuje chyba na wlasnosc. A
oto dowody:
--po zmianie miejsca zamieszkania oraz operatora
telefonicznego - z TP S.A. na Netie - rachunek z Netii
dotarl do mnie dwa tygodnie po terminie platnosci.
Postanowilem wyjasnic te sprawe i przy okazji dac
poczcie znac, gdzie mieszkam. Poszedlem wiec ze skarga
do p. Naczelnik mojego urzedu pocztowego. W odpowiedzi
dostalem list, w którym p. Naczelnik napisala: "... nie
potrafimy wyjasnic przyczyn opóznienia doreczenia
przesylki" - przynajmniej nie kłamała. Po tym
incydencie bylem pewny, ze listonosz zawsze trafi pod
moj adres. Niestety, nie.
--na poczatku roku ozenilem sie. Slub byl skromny, bo w
rodzinie panuje zaloba. Od czesci krewnych otrzymalismy
pisemne powinszowania, czesc natomiast jakby pominela
fakt mojego slubu. Bylo mi bardzo przykro, ba, nawet
obrazilem sie na swoja rodzine. Dopiero niedawno sprawa
sie wyjasnila - prosze mi wytlumaczyc, jak to sie
stalo, ze pomimo prawidlowo wypisanego adresu niektore
telegramy i gratulacje do mnie dotarly, a inne wrocily
do nadawcow z napisem: "adresat nieznany"?! Cuda ????
--inny cud: dwie paczki wyslane z USA na tych samych
warunkach dochodza w roznym terminie, tzn. jedna po 8
dniach, druga... po 6 tygodniach?! Podejrzewalem, ze
nadawca robi mnie w konia do chwili zobaczenia daty
nadania. A może to Bin Laden gdzieś na trasie "mąci"?
--i najciezszy kaliber, sprawa, ktora wytraca mnie z
rownowagi, bo pokazuje jasno, ze ten wytwor komunizmu
od czasow swojej "swietnosci" wcale sie nie zmienil. W
pazdzierniku urodzila mi sie córka. Pelen szczescia
powiadomilem kogo sie dalo i wszyscy serdecznie mi
gratulowali na rózne sposoby. Jedynie moja siostra (!)
z Edmonton w Kanadzie pomimo zawiadomienia jej
(mail'em) nie odezwala sie ani slowem. Sprawilo mi to
ogromna przykrosc, miałem wrażenie, że sobie kpi z
faktu, że zostałem ojcem. W końcu (jako zagryziak) nie
wytrzymałem i telefonicznie nagadałem jej takich
rzeczy, że aż mi wstyd! No i kilka dni temu otrzymałem
od niej Wyjaśnienie: ona wysłała mi listem 23
października (dziś mija 40 dni) gratulacje i spory CZEK
na prezent dla mojej córki wystawiony na moje nazwisko.
I co, gdzie on jest? Moze jakis listonosz bawi sie
teraz za pieniadze mojej córki?
Kto zaplaci mi za moje zszargane nerwy, zerwane
kontakty z rodzina i inne przykrosci i
nieprzyjemnosci?! Zapewne nikt, bo prawo jest tak
skonstruowane, ale ja to sobie odbije. Na pewno.
Jest tyle gazet, tyle urzędów, tyle ministerstw, jest
UOP, prokuratura, policja. Niech oni również zmagają
się z Pocztą Polską