Dodaj do ulubionych

Turkmenbasza, pan sztucznego jeziora

IP: *.riviera.pw.edu.pl 03.01.03, 19:34
Fajnie się czyta reportaże Jagielskiego z różnych dziwnych
zakątków świata, ale jak pomyśleć, że można by się urodzić w
takiej Turkmenii, czy Gwinei Równikowej to mina człowiekowi
rzednie. Świat nie powinien tak relatywnie podchodzić do takich
satrapów i głaskać ich jak są potrzebni. Ale w polityce niestety
nie ma miejsca na ideały...
Ciekaw jestem tylko jednego, czy Jagielski był w Turkmenii dla
potrzeb tego reportażu? A jeśli był to czy odważyłby się
pojechać jeszcze raz? Może lepiej niech nie jedzie, bo lubię
czytać jego reportaże.
Obserwuj wątek
    • Gość: zbych Re: Turkmenbasza, pan sztucznego jeziora IP: proxy / *.in-addr.btopenworld.com 03.01.03, 19:59
      Tak sie zlozylo, ze tutaj (w Anglii) poznalem bardzo mila i
      sympatyczna rosyjska rodzine rodem z Turkmenii. Bylo to pare
      lat temu i juz wtedy, to co opowiadali jezylo wlosy na glowie.
      Na przyklad ta przysiega ktora dzieci skladaja codziennie, mowi
      miedzy innymi 'niech mi jezyk odpadnie jesli powiem cos zlego o
      prezydencie, niech mi reka uschnie i odpadnie jesli ja podniose
      na moja ojczyzne' itd. (tlumaczeni prawie doslowne!).
      Rzeczywiscie czlowiek nabiera innej perspektywy, jak pomysli ze
      moglby sie tam gdzies urodzic i byc skazanym na takie zycie.
      O jeszcze jedna ciekawostka - woda w kranie jest za darmo (co
      za sukces!), ale ... tylko od 7 do 9 rano i przez godzine
      wieczorem (moze pomylilem godziny ale w sumie to bylo 3-4
      godziny dziennie).
    • Gość: Toni Re: Turkmenbasza, pan sztucznego jeziora IP: *.telia.com 03.01.03, 23:20
      Był sobie taki magazyn radiowy "9-tka" i miał motto "wróżko,
      fantazjo, a wisz, życia nie przejaskrawisz !" Jedyna nadzieja
      dla tych 5-ciu miljonów nieszczęśników to zarastające by-passy
      prezydenta. Oby synowie nie byli aż tak zdolni !
    • Gość: ninka no tak, chyba nie pojade IP: *.w.club-internet.fr 03.01.03, 23:39
      sladami deportacji po 1863 roku i pielgrzymka ojca, ktory z
      Aszchabadu na piechote do Polski przywedrowal, jak tylko juz to
      bylo mozliwe... po Rewolucji
    • Gość: Ross Portret z białą plamą IP: *.246.86.105.tisdip.tiscali.de 04.01.03, 08:58
      Autor pisząc o antypatii Turkmenbeja do Rosji "zapomniał"
      wspomnieć o gorącej miłości między Turkmenistanem i USA.
      Amerykanie na czele z panią ambasador znakomicie się czują w
      Turkmenistanie.Lepiej niż u siebie w domu. Jeżeli pan Jagielski
      chce, żeby traktować go poważnie, powinien zacząć wreszcie
      pisać poważne teksty, a nie "kartki pocztowe". W tekście nie ma
      ani słowa o aspekcie geopilitycznym i gospodarczym.
      • Gość: Tomek Re: Portret z białą plamą IP: *.dip.t-dialin.net 05.01.03, 02:19
        > W tekście nie ma
        > ani słowa o aspekcie geopilitycznym i gospodarczym.
        Czy przeczytałeś dokładnie artykuł? Bo ja jakoś znalazłem takie
        informacje. I prawda jest taka, że los tych 5 milionów biedaków
        nikogo nie interesuje, bo Turkmenistan nie ma ani ropy, ani
        broni atomowej. A Amerykanie będą się starali o dobre stosunki,
        bo im bardzo zależy na wpływach w tamtym rejonie.
        • Gość: lubich Re: Portret z białą plamą IP: 213.132.64.* 05.01.03, 15:26
          Gość portalu: Tomek napisał(a):

          > >
          > nikogo nie interesuje, bo Turkmenistan nie ma ani ropy, ani
          > broni atomowej. A Amerykanie będą się starali o dobre stosunki,
          > bo im bardzo zależy na wpływach w tamtym rejonie.

          tak sie sklada ze bylem w Turkmenii w 2001 roku...W Turkmenii jest ropa:)
          (morze Kaspijskie)..
          Wspaniale centrum Aszchabadu i biedota wokol robia wstrzasajace wrazenie...

          Jeden pan z ONZ (Polak) powiedzial mi wtedy..."po co pisac ostre raporty?? ja
          czekam na emeryture...a za taki raport dostane "persona non grata"...Jakos
          wtedy przestalem wierzyc z misje pokojowe ONZ , komisje , raporty itp...
          W Turkmenii zyje sie strasznie...mam tam kilku znajomych marzacych o tym by
          uciec, ale nie majacych jak i za co..

          Reportaz ciekawy ale zycie tam niestety szare i beznadziejne....Dzieki panu
          Jagielskiemu za zwrocenie uwagi na ten zakatek swiata...
        • Gość: Ross Mylisz się! IP: *.246.84.22.tisdip.tiscali.de 06.01.03, 08:30
          Gość portalu: Tomek napisał(a):

          >Turkmenistan nie ma ani ropy, ani
          > broni atomowej. A Amerykanie będą się starali o dobre
          stosunki,
          > bo im bardzo zależy na wpływach w tamtym rejonie.

          Drogi kolego, Turkmenistan ma mnóstwo ropy i 5 co do wielkości
          na świecie złoża gazu. Dlatego właśnie Amerykanie tam się
          rozsiedli i zapuścili korzenie, dosłownie, bo budują własne
          rury ropociągowe. Oczywiście ma to ppolitycznie wiele wspólnego
          i z Uzbekistanem, Afganistanem i z paroma innymi krajami.
          Amerykanie chcą odciąć Rosję od złóż w tym rejonie. Co im się
          już praktycznie udało. Rosja kupowała tam ropę za grosze.
          Amerykanie płacą odrobinę więcej.
          Polecam CIA Fact Book :
          www.cia.gov/cia/publications/factbook/geos/tx.html#Econ
          • Gość: piotr.ny ALE WY CIERPICIE NA AMERYKANSKA MANIE PRZESLADOWCZA IP: *.valueline.com 06.01.03, 21:57
            mozna wam powiedziec podobnie jak w "Seksmisji" pan Paradys
            (Stuhr) odpowiedzial zgromadzeniu glownemu kobiet. Jak na razie
            nie oskarzacie jeszcze USA o gradobicie, trzesienia ziemi i
            koklusz. Ale sadzac po waszych tekstach to tylko kwestia czasu.
            • Gość: Wacek Gradobicia i trzęsienia ziemi już są na agendzie... IP: *.246.84.40.tisdip.tiscali.de 07.01.03, 00:38
              Gość portalu: piotr.ny napisał(a):

              > Jak na razie
              > nie oskarzacie jeszcze USA o gradobicie, trzesienia ziemi i
              > koklusz. Ale sadzac po waszych tekstach to tylko kwestia
              czasu.

              Nie tylko Stany, wiele innych krajów, w tym Francja i Rosja
              potrafią znakomicie wywoływać gradobicia i trzęsienia ziemi...
              Ostatnio cyklon, który zakręcił się nad Tikopią (Wyspy Samoa)
              najprawdopodobniej nie był "naturalnej" natury. Więcej na ten
              temat:
              homepage.ntlworld.com/steveseymour/subliminalsuggestion/zoe.html
              • Gość: piotr.ny Re: Gradobicia i trzęsienia ziemi już są na agend IP: *.valueline.com 07.01.03, 20:43
                no coz, nie ogladalem "X-files" bo uwazam to za straszne bzdury
      • Gość: UFOlotek Re: Portret z białą plamą IP: 193.193.227.* 06.01.03, 07:33
        Gość portalu: Ross napisał(a):

        > Autor pisząc o antypatii Turkmenbeja do Rosji "zapomniał"
        > wspomnieć o gorącej miłości między Turkmenistanem i USA.
        > Amerykanie na czele z panią ambasador znakomicie się czują w
        > Turkmenistanie.Lepiej niż u siebie w domu. Jeżeli pan Jagielski
        > chce, żeby traktować go poważnie, powinien zacząć wreszcie
        > pisać poważne teksty, a nie "kartki pocztowe". W tekście nie ma
        > ani słowa o aspekcie geopilitycznym i gospodarczym.

        No wlasnie. To jest wasz ukochany USA (wyniki sondazu wsrod Polakow), ktory
        deklaruje siebie jako obronca praw czlowieka i za ustalenie demokracji na calym
        swiecie. Ameryka robi to wtedy, gdy to odpowiada jej interesom narodowym. Do
        poki z Turkmenbasza Amerykanie sie dogaduja, do puty bedzie ten Ojciec
        wszystkich Turkmenow rzadzil w tym kraju. Ciekawe bedzie, jak pojdzie historia
        tego kraju po odejsciu Nijazowa od wladzy (z przyczyn naturalnych lub innych) -
        czy Zachod bedzie podtrymywal kolejnego wygodnego dla siebie chana, czy jednak
        wesprze tendencje demokratyczne (o ile jeszcze istnieja takie w tym kraju).
        • Gość: Tomasz Re: Portret z białą plamą IP: *.ibch.poznan.pl 06.01.03, 10:13
          Gość portalu: UFOlotek napisał(a):

          > Gość portalu: Ross napisał(a):
          >
          > > Autor pisząc o antypatii Turkmenbeja do Rosji "zapomniał"
          > > wspomnieć o gorącej miłości między Turkmenistanem i USA.
          > > Amerykanie na czele z panią ambasador znakomicie się czują w
          > > Turkmenistanie.Lepiej niż u siebie w domu. Jeżeli pan Jagielski
          > > chce, żeby traktować go poważnie, powinien zacząć wreszcie
          > > pisać poważne teksty, a nie "kartki pocztowe". W tekście nie ma
          > > ani słowa o aspekcie geopilitycznym i gospodarczym.
          >
          > No wlasnie. To jest wasz ukochany USA (wyniki sondazu wsrod Polakow), ktory
          > deklaruje siebie jako obronca praw czlowieka i za ustalenie demokracji na calym
          >
          > swiecie. Ameryka robi to wtedy, gdy to odpowiada jej interesom narodowym. Do
          > poki z Turkmenbasza Amerykanie sie dogaduja, do puty bedzie ten Ojciec
          > wszystkich Turkmenow rzadzil w tym kraju. Ciekawe bedzie, jak pojdzie historia
          > tego kraju po odejsciu Nijazowa od wladzy (z przyczyn naturalnych lub innych) -
          >
          > czy Zachod bedzie podtrymywal kolejnego wygodnego dla siebie chana, czy jednak
          > wesprze tendencje demokratyczne (o ile jeszcze istnieja takie w tym kraju).

          Sądzę że odpowiedź jest jedna: odejscie Nijazowa niczego nie zmieni, gdyż Stany
          zadbają żeby zastąpił go satrapa, który będzie pilnował ich interesów. Przykładem
          niech będą inne kraje posiadające ropę. Gadanie o prawach człowieka i o tym jak
          Stany je bronią może jedynie przekonywać dwunastolatków (taki jest poziom amerykańskiej
          opinii publicznej) oraz naszych rodzimych przydupasów.
          Warto zaznaczyć, że Nijazow pochodzi z wyboru Gorbaczowa, jak zresztą większosć satrapów, którzy
          obecnie rządzą Azją Centralną. Należy Gorbiemu pogratulować wyboru...
          • Gość: Boguś Dobry artykol ale niepelny IP: *.waw.cdp.pl / *.jan.pl 06.01.03, 11:03
            No no panie Jagielski nie daruje Panu ze nie wspomnial Pan o
            polakach zyjacych w Turkmenistanie i o Panu Tyszkiewiczowi ktory
            trzyma ich wszystkich w kupie i wykonuje wielka prace by udalo
            sie kogos repatriowac, by mogli pojechac na pielgrzymke i
            spotkanie z papiezem. Puka do wielu drzwi ale z reguly polacy z
            kazachstanu maja pierszenstwo ze wzgledu na ich ilosc. Choc tym
            z turkmenistanu zyje sie w mojej opini ciezej.
            Dobrze oddany klimat Turkmenistanu, bylem tam i fakt to jeden z
            bardziej wyreconych krajow w jakich bylem, zabrano mi tam
            paszport i rzez tydzien musialem sie stawiac codziennie o
            podanej godzinie w odpowiednim urzedzie, gdzie siedzialem na
            korytarzu z tlumem ludzi i nikt mnie nie mial czasu przyjac ale
            zawsze sprawdzili czy przyszedlem, klimat jak Procesie Kawki ;)
            W tym czasie przebywalem w takim osrodku z uchodzcami z
            afganistanu, zycie w tym kraju to ciagly strach, mieszkalem
            przez 2 dni u jakis turkmenow ktorzy n pytanie o Nijazowa lub
            jakas ogolna gadke na temat jak sie zyje recytowali jakies
            wyuczone formulki, wiedzac ze jedziemy z uzbekistanu i jedziemy
            do Iranu przestrzegali nas ze to sa bardzo zli ludzie i ze tylko
            turkmeni sa super.
            Apropo ropy i gazu to fakt maja jej mnostwo ale nie wydobywaja
            jej na jakas ogromna skale. Aktualnie toczy sie walka miedzy
            zachodnimi koncernami (amerykanskimi i europejskimi) o to kto im
            zbuduje infrastrukture naziemna i ktoredy pojdzie rurociag bo od
            rosyjskiego sie uniezaleznili. Jeszcze bardzo dluga droga zanim
            Turkmenitan bedzie bogaty jak arabia saudyjska..

    • Gość: migueluski Re: Turkmenbasza, pan sztucznego jeziora IP: 202.97.171.* 09.01.03, 04:07
      Jakie spoleczenstwo tacy politycy.
      Jakby sie dalo to Turkmeni glosowaliby na swoje wielblady i
      kozy.
    • Gość: ~logistyk Re: Turkmenbasza, pan sztucznego jeziora IP: *.telecom.tm 09.01.03, 21:15
      Pytasz, czy Jagielski byl w Turkmenistanie? Watpie. On chyba tylko komus
      podpisal artykul - inaczej bynieposzedl. A i faktyczny a utor nigdy tam nie byl
      (?) - przynajmniej na dluzej.
      • Gość: good son Re: Turkmenbasza, pan sztucznego jeziora IP: *.jaist.ac.jp 12.01.03, 08:51
        Gość portalu: ~logistyk napisał(a):

        > Pytasz, czy Jagielski byl w Turkmenistanie? Watpie. On chyba tylko komus
        > podpisal artykul - inaczej bynieposzedl. A i faktyczny a utor nigdy tam nie
        byl
        > (?) - przynajmniej na dluzej.

        oczywiście, chłopcze, rozszyfrowałeś go. W. Jagielski nie był w żadnym kraju
        byłego ZSRR, a prawdę mówiąc, w ogóle nigdy nie ruszył się z Warszawy. Zresztą
        W. Jagielskiego w ogóle nie ma. To operacyjna nazwa komórki amerykańskiego
        wywiadu. Specjalnie wybrali nazwisko popularnego prezentera i showmana, żeby
        zatrzeć ślady i narobić bałaganu w dokumentacji. Facet, którego czasami się
        widuje w telewizji, jest stworzonym cyfrowo fantomem.
        Czemu o Turkmenii piszesz "tam" ("faktyczny a utor nigdy tam nie byl", pisownia
        oryginalu), a nie "tutaj", skoro nadajesz z serwera Turkmentelekom?
        • Gość: boguś Polecam artykul z The Spectator , Katie Grant IP: *.waw.cdp.pl / *.jan.pl 13.01.03, 10:22
          Bawełniana dyktatura

          Turkmenistan nie jest wolnym krajem, ale też nie stał się śmietnikiem
          amerykańskiej kultury. Brytyjska dziennikarka docenia uroki życia w kraju
          łagodnego satrapy.

          KATIE GRANT

          29.06.2002

          Turkmeńskiego prezydenta Nijazowa nie da się żadną miarą nazwać demokratą,
          chyba że zastosowalibyśmy jego własną definicję tego słowa. Owszem uzyskał 99,5
          proc. poparcia obywateli byłej Turkmeńskiej Socjalistycznej Republiki
          Radzieckiej w przeprowadzonych w 1992 roku wyborach prezydenckich, które na
          pięć lat uczyniły go głową państwa. Nie rozległy się głosy protestu, gdy w
          jakiś czas później 50-osobowy, demokratycznie wybrany parlament ogłosił byłego
          szefa partii komunistycznej dożywotnim prezydentem. Gdy "mąż opatrznościowy"
          zdelegalizował partie opozycyjne i zawłaszczył przywilej zatwierdzania
          wszystkich wyższych urzędników, demokratyczny wybór władz państwowych stał się
          fikcją.

          Saparmurat Turkmenbasza, czyli "wódz wszystkich Turkmenów", sprawuje dziś
          niepodzielną władzę. Jest głową państwa oraz szefem rządu, a politycy, którym
          nieopatrznie zdarza się zapomnieć, gdzie ich miejsce, szybko trafiają za kratki.

          Jedyna autostrada

          Stolica Turkmenistanu, Aszchabad, nie sprawia jednak wrażenia miasta żyjącego
          pod uciskiem tyrana. To miłe miejsce, pełne uśmiechniętych i przyjaznych wobec
          cudzoziemców ludzi i nie czuje się tam klimatu strachu. Przybysze z Zachodu,
          mijając olbrzymie marmurowe pałace i monumentalne pomniki prezydenta strzegące
          dróg wjazdowych do miasta, patrzą na siebie znacząco i uśmiechają się
          ironicznie, gdy na elektronicznych tablicach Turkmeńskich Linii Lotniczych
          nieustannie przypomina się obywatelom o obowiązku miłowania ojczyzny.

          Marszczymy brwi, gdy dowiadujemy się, że państwo nie łoży na naprawę wyboistych
          dróg, którymi podróżuje większość Turkmenów, fundując jednocześnie prezydentowi
          25-milową autostradę, by mógł przemieszczać się jedną z licznych limuzyn do
          swej ekskluzywnej daczy. Ale kiedy pytam o to swoim kulejącym rosyjskim pewną
          Turkmenkę, kobieta wzrusza ramionami. - Dlaczego miałabym mieć coś przeciwko
          temu? Przecież i tak nie mam samochodu - argumentuje z żelazną logiką.

          I tu czytelnik lewicującego "Guardiana" byłby w kropce. Bo oto okazuje się, że
          długa lista odstępstw od demokracji, zawierająca przykłady represji
          religijnych, politycznej korupcji i pozostawiających wiele do życzenia metod
          rządów, nie jest w stanie zniechęcić Turkmenów do własnego prezydenta. Prawie
          nie ma tu zamożnych ludzi, średnia długość życia nie przekracza 61 lat, w kraju
          nie istnieje niezależna prasa, a prowadzenie antyprezydenckich stron
          internetowych jest surowo zakazane. Turkmenbasza zapewnia jednak swoim
          obywatelom lub, jak mawia "swojemu ludowi" prawie darmową elektryczność i gaz,
          bardzo niskie czynsze i tanie zboże. Na deser zaś Turkmeni otrzymują przywilej
          grania na wyścigach na hipodromie, który choć nie przypomina angielskiego Royal
          Ascot nie pobiera opłat za wejście. Turkmenbasza wie, że ludowi trzeba i
          chleba, i igrzysk.

          Ludziom żyje się dobrze

          Może dlatego nie jestem zdziwiona, gdy na pytanie zadane dwudziestoparoletniej
          kobiecie pracującej dla zagranicznej firmy, czy chciałaby wyjechać z
          Turkmenistanu, słyszę, że chce pozostać w kraju, mimo iż na własnej skórze
          odczuła kiedyś dyskryminację związaną z wyznawaną przez siebie religią. - Może
          boi się rozmawiać otwarcie poza domem? - pytam. Chyba nie. - W Turkmenistanie
          ludziom żyje się dobrze - mówi, popijając importowane piwo, a ja spoglądam z
          podziwem na jej stylowy skórzany żakiet. Pensja, którą dostaje od firmy, w
          połączeniu z bardzo niskimi kosztami utrzymania, czynią z niej zamożną
          kobietę. - Czy nie brakuje pani wyboru i dostępu do towarów, które miałaby pani
          na Zachodzie? Patrzy na mnie zdziwiona. - W Aszchabadzie można dostać prawie
          wszystko - odpowiada. I ma rację. Może nie ma tu butików z płaszczami
          Burberry's czy torebkami Prady, ale na niedzielnym podmiejskim markecie można
          kupić niemal wszystko, od wielbłąda po PlayStation.

          Nie dziwi więc, że ani Turkmenbasza, ani zwykli Turkmeni nie spieszą się z
          realizacją zalecanego przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy programu
          stabilizacji gospodarki. MFW domagałby się przecież przerwania subsydiowania
          produkcji, a to wpłynęłoby na znaczne podwyższenie cen towarów powszechnego
          użytku. Turkmenom do tego się nie spieszy.

          Dla odwiedzającego Turkmenistan niektóre pożytki reżimu Nijazowa widoczne są
          jak na dłoni: na ulicach nie walają się śmieci, ścian nie szpecą koszmarne
          graffiti, nie ma żebraków. Spotkać można eleganckie kobiety w aksamitnych
          sukienkach z haftowanymi kołnierzykami, nie brakuje minispódniczek. Kraj nie
          stał się śmietnikiem odpadków amerykańskiej kultury, a na ulicach można czuć
          się bezpiecznie, nawet po zmroku.


          Ludność, przeważnie muzułmańska (sunnici i mniejszość szyicka), jest
          usposobiona pokojowo. Gdy przybysz zacznie w ich imieniu oburzać się na
          dławiącą kraj dyktaturę, uśmiechają się, jakby patrzyli na człowieka niespełna
          rozumu. - Londyn? Okropność! Nowy Jork? Jeszcze gorzej! Nic dziwnego, że próby
          zdobycia poparcia dla usunięcia Nijazowa podejmowane przez Borysa Szikmuradowa,
          byłego ambasadora Turkmenistanu w Chinach, spełzają na niczym. W społeczeństwie
          o silnych tradycjach plemiennych, niemal całkowicie pozbawionym doświadczeń
          rządów demokratycznych, w kraju, w którym wciąż zatyka się na sztachetach
          płotów czaszki owiec, by uchronić dom przed urokiem, Nijazowowi nietrudno było
          wywyższyć się do rangi wybawiciela narodu.

          Urok łagodnego dyktatora

          Gdy przechadzam się po spokojnych ulicach, na których człowiek nie musi dławić
          się spalinami i czuję na karku miły dotyk południowego słońca, mam czasami
          ochotę odpowiedzieć uśmiechem na jego dobroduszne spojrzenie spływające z
          niezliczonych portretów rozwieszonych na murach miasta. Komuś wychowanemu w
          demokratycznym społeczeństwie trudno to przyznać, ale jeśli dyktator nie wpada
          w obłęd i zaspokaja podstawowe potrzeby ludności, to ustrój autokratyczny ma
          swoje dobre strony. Gdy porównuję nasze zaśmiecone ulice i panoszącą się
          subkulturę rozwydrzonej młodzieży z naturalnym poczuciem godności, jakie widzę
          u Turkmenów, pożytki demokracji wydają mi się wątpliwe. Nasza kultura nie
          wznosi się przecież na co dzień na poziom Bacha, ugrzęźliśmy raczej w papce la
          Marilyn Manson. Większość Turkmenów nigdy być może nie słyszała o Bachu, ale
          jeśli wraz z Bachem mają otrzymać od Zachodu "Marilyn Manson", to czy naprawdę
          mają czego żałować?

          Turkmeni mają próbkę tego, co przynosi demokracja, gdy porównają niektóre
          własne obyczaje z naszymi. Kiedy nasza gromadka wybrała się konno na pustynię i
          poprosiła w oazie o schronienie, nieznana rodzina otworzyła przed nami drzwi
          swojego domu. Gdy pod rozgwieżdżonym niebem usiedliśmy wreszcie do kolacji,
          gospodarz dumnie oznajmił, że kocha Turkmenbaszę, bo gdy prezydent dowiedział
          się, że on i jego rodzina od trzech pokoleń uprawiają to samo poletko na
          podstawie dzierżawy, natychmiast zarządził, by otrzymała je na własność.

          Jego żona ma się na co poskarżyć, ale to odwieczne skargi kobiecego rodu:
          Udałoby mi się skończyć ten dywan w ciągu miesiąca mówi gdybym tylko nie miała
          na głowie męża, dzieci i całego tego domowego rozgardiaszu. Czy u was jest tak
          samo? Ich dom to dwuizbowa lepianka z gliny i słomy, a krosna, na których
          przędzie swój kobierzec, wyglądają jak z Biblii, ale uwzględniając istniejące
          różnice okazuje się, że w podstawowych sprawach dochodzimy do porozumienia.
          Dopiero gdy zaczynamy mówić o ostatnim przedsięwzięciu prezydenta, promocji
          jego nowej książki "Ruhnama", nasi rozmówcy wyglądają na lekko zbitych z tropu.
          Tom w różowo-zielonkawej okładce, będący zbiorem porzekadeł turkmeńskich,
          opowieści o tradycji oraz wybranych przez prezydenta wątków historycznych, stał
          się obecnie oficjalnie zal
        • Gość: kota7 Re: Turkmenbasza, pan sztucznego jeziora IP: *.k.mcnet.pl 13.01.03, 10:24
          Dobrze kolega (koleżanka) odpowiedział takiemu idiocie, co to
          uważa, że jak sie artykuł nie podoba, to pewnie p. Jagielski
          pisał go siedząc zimowym wieczorem przy ciepłym kaloryferze
          swojego mieszkania. To tak jakby zakładać, że p. Kapuściński
          opisywał Afrykę znając ją jedynie dzięki dużej mapie świata i
          atlasowi geografii ze szkoły.

          A poza tym, to tym co mają antyamerykańskie fobie chciałbym
          zadać pytanie - czy jest jakieś państwo, które wg. Was ma czyste
          ręce a prowadzi jednocześnie globalną politykę? Czy jest
          ktokolwiek działając w skali światowej, kto nie musi czasami
          układać się z tyranami, satrapami, kto musi czasami wybrać
          między jednym a drugim draniem? Europa? - Europa chciałaby
          normalizacji z reżymem irańskim, a w Iranie nie jest wcale
          wesoło. Spytajcie kobiety w chustach zakrywających twarz.
          Rosja? - No bez przesady! A może Chiny ludowe?! Zakładacie
          chyba, że polityka to zabawa dla dżentelmenów, którzy zawsze
          walą prawdę w oczy i kolegują się jedynie z równymi sobie. A
          jest inaczej.
          • Gość: boguś Re: Turkmenbasza, pan sztucznego jeziora IP: *.jan.pl 17.01.03, 09:46
            z iranem to akurat nie najlepszy przyklad, nie jest tam tak zle jak sie
            przecietnemu europejczykowi wydaje ....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka