Dodaj do ulubionych

kolaboracja zydow z niemcami -hanba

24.01.03, 00:46
Kolaboracja i zdrada wśród Żydów osiągnęła w getcie warszawskim duże
rozmiary.
Były one procentowo znacznie wyższe niż ilość kolaborantów i zdrajców w
narodzie polskim może i w innych narodach okupowanych. Od wiosny 1942r.
kontaktowałem się bliżej z sekcją wywiadu ŻZW (Żydowski Związek Wojskowy).
Stąd
moja dobra znajomość tego zagadnienia. Policja żydowska i Zarząd Gminy,
zasłużyli sobie na miano zdrajców. Nikt i nic ich nic może obronić ani
wytłumaczyć ich postępowania. Istniało ponadto szereg żydowskich placówek
gestapowskich, podległych bezpośrednio kierownikowi referatu żydowskiego w
gestapo — Karlowi Brandtowi. mieściły się one m.in. przy ul. Leszno nr 13 i
Leszno nr 14. Sprawy te były już częściowo omawiane w różnych pracach
wydanych
przez ŻIH choć np. as „13" i „Żagwi" kpt. Dawid Sternfeld nie doczekał się
jeszcze miejsca w pisanej historii. Bardzo mało napisano dotychczas o
kierownictwie żydowskim „szopów", czy o kierownikach różnych oddziałów
w „szopach" niemieckich. Nikt dotąd prawie nic wspomniał o takim — zdawałoby
się — niewiarygodnym fakcie, że działała wewnątrz getta dość duża grupa
żydowskich szmalcowników. Czyhali oni na Polaków nielegalnie przedostających
się z pomocą do getta, aby wymusić od nich okup. Tymi szmalcownikami byli
głównie żydowscy szmuglerzy, wśród których dominowali tragarze, oraz —
działający z nimi w zmowie — niektórzy żydówscy policjanci. Obstawiali oni
gmach Sądów, mury i różne przejścia do getta. Zdarzały się wypadki wydawania
tych Polaków Niemcom, gdy nic mieli się oni czym wykupić. Np. Jan Nowakowski
szmuglujący do getta na polecenie ojca prasę PPR, żywność, czasem amunicję,
został złapany przez policję żydowską i wydany Niemcom. Było to na początku
kwietnia 1943 r. Żandarm niemiecki widząc, że jest to 14 letnie dziecko
ulitował się, skrzyczał go i kopniakiem wyrzucił za bramę. Prawie nic nie
wiadomo do dziś o „Żagwi", za wyjątkiem tego, że istniała i że kilku zdrajców
zastrzelono. Na tych kartach autor ograniczy się jedynie do opisu walki
z „Żagwią" i z kolaborantami, prowadzonej przez ŻZW przy udziale oficerów OW-
KB. Szczegóły tych wydarzeń są dotychczas nieznane zupełnie (jest hasło w
wielkiej encyklopedii).

Kolaboracja i zdrada wśród Żydów, przybrała większe rozmiary z chwilą
zamknięcia getta i powołania do życia żydowskiej policji porządkowej. Na o
wiele wyższym szczeblu zdrady własnego narodu, stali żydowscy agenci gestapo,
jedna ich siedziba znajdowała się przy Leszno 14, gdzie szefami byli Kohn i
Heller (zausznicy Karla Brandta) a druga przy ul. Leszno 13. Tą drugą
placówką
dowodził Gancweich i kpt. Dawid Sternfeld. Leszno 14 zakamuflowane było jako
przedsiębiorstwo przemysłowe m.in. ich były tramwaje konne zwane
konhellerkami,
zaś Leszno 13 jako placówka policji przemysłowej występującej pod różnymi
nazwami np. Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, albo Urząd Kontroli Miar i
Wag, Oddział Rzemiosła i Handlu, Biuro Kontroli Plakatów, Oddział Pracy
Przymusowej a nawet Pogotowie Ratunkowe i inne. Według naszej obserwacji,
specjalnie ożywioną szeroką i szkodliwą działalność prowadziła ta ostatnia,
zwana popularnie „trzynastką". Spośród specjalnie dobranego elementu
z „trzynastki", i osobistych agentów Brandta, powstała w końcu 1940 r.
organizacja pn. „Żagiew". Organizacja ta dostała zadanie penetrowania
wszystkich przejawów życia w getcie, z agendami gminy włącznie. Miała
obserwować szczególnie akcję zorganizowanego szmuglu, by w ten sposób
rozpoznać
źródła polskiej pomocy dla getta i tą drogą dojść do organizacji
konspiracyjnych, wspierających getto. Autor był bodajże pierwszym. który
zwrócił uwagę na działalność Sternfelda i „Żagwi". W wyniku wstępnych
obserwacji, zapadła decyzja rozbudowania sieci wywiadowczej ŻZW, ze
szczególnym
uwzględnieniem okolic ul. Leszno 13. Tak się szczęśliwie złożyło, że był to
wtedy zarazem teren referatu wymiarowego Urzędu Skarbowego. w którym pracował
piszący te słowa. Fakt ten ułatwiał ogromnie obserwację całej okolicy, a
stale
kontakty z kupcami i restauratorami żydowskimi, pomogły autorowi w założeniu
sieci wywiadowczej. ŻZW obstawił wtedy swoimi agentami (wprowadzonymi przeze
mnie w charakterze pracowników) wszystkie okoliczne kawiarnie i restauracje,
leżące w pobliżu dróg przerzutowych szmuglu przy murze. I tak informatorzy
ŻZW
pracowali między innymi w Palaise de Dance (dawniej braci Frontów na
Rymarskiej), w kawiarni Fuchsa na Elektoralnej 13 i w sklepie spożywczym ul.
Elektoralna 6, w restauracji Formy — Leszno 18, w sławnej restauracji Szulca
na
Karmelickiej róg Nowolipek. w kawiarni na Grzybowskiej 30, w restauracjach na
Grzybowskiej 23 i 31, w Hotelu Brytania na Nowolipiu, następnie w bardzo
wytwornej restauracji ..Sztuka" — Leszno 2 i zaraz obok u Sary Trefler w
składzie aptecznym, oraz w wielu innych lokalach. Po stronie aryjskiej
założono
punkt obserwacyjny na Bielańskiej przy Tlomackiem u fotografki p. Haliny
Macherskiej i na Elektoralnej 2/4 w Urzędzie Miar i Wag, gdzie znajdowała się
równocześnie wytwórnia granatów i broni, kierowana przez dr. Waldemara Leega.
który pracował dla OW-KB i następnie dla AL. (Granaty produkowano w
warsztatach
mechanicznych prowadzonych przez prof. inż. Pełczyńskiego, zaś materiały
wybuchowe i chemiczne w filii urzędu w galerii Luxemburga — tym kierował dr
Leeg. Pracę tę popierał dyr. Gł. urzędu dr inż. Rauszer. kolega k-nta gł.
Orzechowskiego i też członek OW).

Zauważyliśmy, że „Żagiew" prowadzi również przemyt żywności, a właściwie
tylko
go udaje, przy przerzucaniu bowiem ich transportów, zawsze widziało się w
pobliżu policję granatową lub nawet patrol żandarmerii dla asekuracji,
chcieli
zatem wobec Żydów grać rolę grupy o charakterze przemytniczo-konspiracyjnym.
Pozyskawszy tą drogą zaufanie niektórych naiwnych ludzi, usiłowali montować
jakąś organizację rzekomo wojskową. Zdradziły ich jednak kontakty ze
Sternfeldem i z jednym z jego oficerów w stopniu podporucznika. Zdołali
początkowo wciągnąć do tej organizacji kilkudziesięciu młodych ludzi. Tych
nowo
zwerbowanych ŻZW uprzedzał o prawdziwych celach ..Żagwi'' i dużo uczciwych —
zdołało się z niej wycofać. Ci co pozostali na służbie — pomimo ostrzeżeń —
ponieśli zasłużoną karę. A „Żagiew" ilościowo rosła, dawała korzyści
materialne.

Pierwsze uderzenie w „Żagiew" odbyło się na przełomie 1940/41 roku. Po
zastrzeleniu, bądź zabiciu nożem kilku jej członków, organizacja rozleciała
się
i przestała przejawiać swą działalność. Drugi rzut „Żagwi", przystąpił jednak
do pracy wiosną 1941 r., bowiem Niemcy zbadali istnienia tej organizacji. Po
rozpoznaniu ich działalności ŻZW i kilku oficerów OW-KB przystąpiło w drugiej
połowie 1941 roku do ponownego uderzenia, częściowo tylko skutecznego.
Pojedynczych gorliwych żagwistów zlikwidowano w międzyczasie. W maju 1942 r.
autor otrzymał rozkaz K-ndy Gł. włączenia się do końcowego etapu akcji
likwidacyjnej „Żagwi", do pracy wywiadowczej wewnątrz getta. Praca „Żagwi"
przybrała wtedy bowiem dość niebezpieczne rozmiary. Wpadło wówczas i zostało
aresztowanych kilku szeregowych członków ŻZW. Widać było, że żagwiści węszą
coraz skuteczniej. Wpadł w końcu — późną wiosną 1942r. — Kosieradzki, a z nim
podręczny magazyn broni.

Ażeby nie demaskować się w oczach getta kontaktami z „trzynastką" lub
Befehlstelle Karla Brandta (Żelazna 103), „Żagiew" udoskonaliła metody swej
pracy. Agenci „Żagwi" zaczęli przekazywać meldunki i donosy swym mocodawcom
nie
w getcie, a w kilku punktach rozrzuconych w Warszawie. Znajdowały się one
między innymi na Poczcie Głównej, w kawiarni Rival (Pl. na Rozdrożu, w
pobliżu
Al. Szucha). oraz w skl
Obserwuj wątek
    • fan_titusa POLACY - ŻYDZI: CZARNE KARTY POWSTANIA 24.01.03, 00:56
      Gazeta Wyborcza nr 24, wydanie waw z dnia 1994/01/29-1994/01/30, str. 13

      Michał CICHY

      POLACY - ŻYDZI: CZARNE KARTY POWSTANIA
      Wypadki morderstw były. Były również - obok postaw pozytywnych - przejawy
      antysemityzmu. Nie próbuję wyważać zapisanych w źródłach doświadczeń
      pozytywnych i negatywnych, poprzestaję na stwierdzeniu, że były i jedne, i
      drugie. Bez szczegółowej wiedzy o doświadczeniach negatywnych nie bylibyśmy w
      stanie zrozumieć poczucia fizycznego zagrożenia ze strony AK, obecnego w
      niektórych żydowskich relacjach.

      Nie piszę, co chciałbym z naciskiem zaznaczyć, syntezy stosunków polsko-
      żydowskich w powstaniu warszawskim. Zbieram źródła (niektóre z nich wcześniej
      nie publikowane) dotyczące jedynie fragmentu tych stosunków. Przedstawiam i
      próbuję wyjaśnić epizody najczarniejsze.

      2.

      Znane mi są relacje, dokumenty i opracowania mówiące o zabiciu przez powstańców
      około 60 Żydów, w tym 44 lub 45 w dwóch zbiorowych morderstwach, z których
      jedno (30 ofiar NSZ-owców) jest bardzo słabo udokumentowane.

      Kilkudziesięciu zabitych Żydów to statystyczny margines na tle około 200
      tysięcy ofiar powstania, ale historia nie rządzi się jedynie prawami
      statystyki.

      Wielokrotnie opisano w Polsce pomoc świadczoną Żydom przez Polaków, w tym przez
      podziemie. Nie jest to jednak prawda cała. Pamięć polska i pamięć żydowska po
      półwieczu przechowują sprzeczne obrazy wojny. Nie wierzę, żeby w takiej
      sytuacji realne było prawdziwe porozumienie.

      Obca jest mi chęć jątrzenia, nie uważam się za siewcę nienawiści. Uważam, że za
      nienawiść odpowiedzialni są w dużym stopniu siewcy zapomnienia.

      3.

      Historycy nie zajmowali się dotąd szczegółowo dziejami Żydów w powstaniu
      warszawskim. Są jedynie rozdziały w syntetycznych opracowaniach. Z historyków
      polskich o czarnych kartach pisał tylko Andrzej Żbikowski z ŻIH w posłowiu do
      wspomnień Samuela Willenberga (bibliografia na końcu tekstu).

      Choć w niektórych sprawach mamy dokumenty powstańcze, większość źródeł to
      relacje i wspomnienia żydowskie. Historyka nie powinno jednak dziwić, że
      wiadomości o prześladowaniach pochodzą na ogół od prześladowanych.

      Nie mamy i może nigdy nie będziemy mieli najważniejszych informacji. Szacunki
      liczby Żydów ukrywających się w Warszawie w chwili wybuchu powstania wahają się
      od 7 do 30 tys. Nie wiem, skąd pochodzi powtarzana często informacja, że w
      szeregach powstańczych walczyło tysiąc Żydów, z których poległo 500.

      Trudno sprawdzić te dane. Również podaną przez historyka Holocaustu Martina
      Gilberta liczbę ponad stu zabójstw na Żydach popełnionych w czasie powstania
      przez Polaków.

      4.

      Dla Polaków początek powstania był upragnionym wyzwoleniem, dla ukrywających
      się Żydów - szokiem, podobnym do gwałtownego wypłynięcia z głębiny na
      powierzchnię. Wielu ukrywających się Żydów latami nie wychodziło z kryjówek. W
      tak ścisłej konspiracji nie żyli nawet przywódcy podziemnego państwa.

      Właściwie nie wiemy, co działo się z Żydami w chaosie pierwszych dni powstania.
      Przytoczonych poniżej relacji nie traktuję jako źródeł wiedzy o zabójstwach,
      ale jako świadectwa atmosfery tamtych dni.

      "Na początku powstania likwidowano Żydów - czytamy w złożonej w Yad Vashem
      relacji Mieczysława Fuksa (YV 0-16/450). - Później już stosunek Polaków trochę
      się polepszył i widywało się znów Żydów na ulicach. Ludność pokazywała na nich
      palcami, nie okazywano im współczucia, stosunek był raczej obojętny, widać było
      zdziwienie, że zdołali przetrwać i wyśmiewano ich".

      1 lub 2 sierpnia właścicielka mieszkania przy Siennej 40, która ukrywała grupę
      Żydów, w tym Mariana Berlanda, autora znanego pamiętnika, powiedziała (cytuję
      Berlanda): "Mówią na ulicy, że wybierają Żydów i którego złapią,
      zabijają". "Jak chceta, to idźta - dodał jej mąż. - Jak wyjdzieta, już więcej
      do mieszkania nie wpuszczę (...). Nie chcę ludziom na śmiech się pokazać, że
      Żydów u siebie chowałem".

      Helena Krukowiecka, polska arystokratka, która ukrywała Żydów w mieszkaniu przy
      Mokotowskiej, 1 sierpnia musiała wraz z podopiecznymi zejść do
      schronu. "Dozorca domu splunął w moją stronę i powiedział - tfu, myślałem, że
      to porządna panna, a ta Żydów u siebie chowała - czytamy w jej relacji (YV 0-
      3/2518). - Zaraz po tym odesłał mi słoik miodu, który mu dałam dla córeczki, ze
      słowami, że od takiej jak ja niczego nie przyjmie. (...) Na nasz teren trafiła
      jakaś grupa powstańców z Woli. Szybko dowiedzieli się, jaka to nielojalna<<
      Polka ze mnie. Dwaj z nich wpadli do naszego mieszkania i zaczęli je plądrować.
      (...) Prócz tego jeden jeszcze odgrażał się, że jak tylko się ściemni, rozwali
      mnie za to, że chowałam Żydów. Od tej chwili wystrzegałam się ich".

      5.

      Z relacji Staszka [Stanisława] Aronsona, w czasie powstania żołnierza AK (list
      w posiadaniu Teresy Prekerowej), dowiedziałem się, że już 1 sierpnia powstańcy
      uwolnili z baraków na dawnym Umschlagplatzu przy Stawkach kilkudziesięciu
      żydowskich więźniów.

      Rozpoczęły się kilkudniowe walki o Gęsiówkę - więzienie i założony na gruzach
      getta obóz koncentracyjny, w którym Niemcy przetrzymywali kilkuset Żydów,
      głównie węgierskich, greckich i francuskich. 348 Żydów uwolnił 5 sierpnia
      batalion AK "Zośka". Wielu ocalonych chciało wstąpić w szeregi powstańców.
      Kilku, którzy znali się na technice, przyjęto do plutonu pancernego
      batalionu "Zośki", inni walczyli w równie doborowych baonach AK "Parasol"
      i "Wigry". Bodaj najliczniejsza grupa wstąpiła do AL.

      Jak wspominał jeden z uwolnionych, Bronisław Anlen (AŻIH, relacja 259), na
      Gęsiówce zdarzył się jeden tragiczny incydent - powstańcy rozstrzelali trzech
      Żydów niemieckich, których wzięto za przebranych w pasiaki esesmanów.

      • jasny_gwint Re:panie fanie 24.01.03, 01:42
        to o polakach to nam fredzio tu pisze.my wiemy my sa antysemity.cala wojne
        tosmy zydow zabijali.ale czemu te zydy tak kolaborowali to ciekawe?
        jak tam bedzie cos na temat zagwi?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka