werw
19.03.03, 08:33
Obywatele państw arabskich i muzułmańskich muszą się liczyć z legitymowaniem
na ulicach, a także wizytami funkcjonariuszy w domach. Lubuska policja
prowadzi "rozpoznanie" tych środowisk w związku z konfliktem irackim -
pisze "Gazeta Lubuska".
"Nie mam nic do ukrycia. Nie miałem nigdy żadnych konfliktów z prawem ani w
Polsce, ani w Maroku" - powiedział Said Bouhnouni, lekarz ze Starego Kurowa,
polski obywatel pochodzenia marokańskiego. W Polsce żyje od 15 lat, ożenił
się z Polką, mają dziesięcioletniego syna. "Jestem dumny z mojego
pochodzenia, ale nawet śnię już po polsku. Gdybym widział, że ktokolwiek
szykuje się do zamachu terrorystycznego, byłbym pierwszym, który by mu
przeszkodził" - dodał.
Nie ma dokładnych danych na temat stałych lub chwilowych mieszkańców
pochodzenia arabskiego w Lubuskiem, ale wkrótce powstanie ich lista. Policja
lubuska prowadzi już rozpoznanie.
"Nie czuję wokół siebie jakiejś podejrzliwości" - zapewnia Azmi al-Shiack,
wykładowca języka angielskiego na zielonogórskim uniwersytecie. "Oczywiście
temat wojny przewija się w rozmowach. Cóż, mogę tylko powiedzieć, że ludzi
ocenia się po ich czynach, a nie po pochodzeniu" - dodał.
"Przez Irak i jego sojuszników jesteśmy traktowani jako kraj ścisłej koalicji
antyirackiej. Musimy się liczyć z atakami terrorystycznymi" - mówi Jerzy
Kowalski, zastępca komendanta wojewódzkiego w Gorzowie.
Jego zdaniem w przypadku Polski w grę wchodzą ataki samobójców, a także
użycie broni chemicznej. Kowalski podkreśla, że wzmożone rozpoznanie
środowisk arabskich i muzułmańskich, a także osób z nimi związanych, jest
prowadzone przez policję i Centralne Biuro Śledcze w całym kraju.
"Musimy ustalić, ile jest takich osób, gdzie mieszkają, czy kogoś u siebie
goszczą itp." - mówi Kowalski. Przyznaje też, że Arabowie i muzułmanie muszą
się liczyć z legitymowaniem na ulicy, a nawet wizytą policjantów w domu,
hotelu czy akademiku. Nie będzie ich przed tym chronić nawet posiadanie
polskiego obywatelstwa. (mk)