you-know-who
21.03.07, 06:59
niemcy chca wyprowadzenia wojsk z afganistanu
www.angus-reid.com/polls/index.cfm/fuseaction/viewItem/itemID/15113
kanadyjczycy tam wlasnie przegrywaja rozgrywke z talibanem - tzw. wojne o
serca i umysly (afganczycy stopniowo odwracaja sie od nich, zas popieraja
coraz liczbniej taliban) paktribune.com/news/index.shtml?172590 )
w domu, czyli w kanadzie ta wojna na posylki (ameryki) nigdy nie cieszyla sie
wielka popularnoscia a w miare zapadania sie w bagno stanie sie znienawidzona.
w polsce wojna z terrorem (sic) cieszyla sie popularnoscia krotko, do czasu
kiedy ludzie nic nie pojmowali, ale powoli poprzez blokade informacyjna cos do
polakow dotarlo i od dluzszego czasu bodaj 2/3 wolaloby sie z afery wycofac.
anglicy mnie dziwia, moze za malo sledze wydarzenia - tak jakby bardziej sie
emocjonowali wzgledem busza i blaira od samego poczatku niz teraz.
moze to wyjatek potwierdzajacy regule, a moze nie mam racji - ostatecznie
blair jest raczej niezywy jako polityk, jego pole manewru jest zerowe.
no i maja mloda kadre :-)
www.moonbatmedia.com/time_to_go_230906/IMG_0031.JPG
japonia - ponad 2/3 ludzi chca sie wycofac z pomocy usa w iraku
www.alertnet.org/thenews/newsdesk/T92167.htm
w koncu ameryka: oczywiscie jak przystalo na "one nation controlled by the
media" (green day) i ogolnie bardzo zaczadzeni gung ho patrioci, zorientowali
sie ze cos nie gra jako ostatni, nawet pozniej niz polacy, ale w koncu i oni
doszli do wniosku w swej wiekszosci ze busz prowadzi ich do ruiny moralnej i
bagna przegranej wojny. chca zmiany polityki prezydenta-impotenta ktoremu w
zasadzie nic nie wyszlo.
inne kraje tez maja tak samo, zaloze sie ze we wszystkich krajach koalicji czy
osi dobra czy jak tam te imbecyle politycy siebie nazywaja: ludzie w
plebiscycie natychmiast dokonaliby zasadniczych zmian polityki zagranicznej
swoich rzadow.
jednak nie widze sladow masowej dezercji rzadow. wola olac wyborcow niz
zdenerwowac imperium? cos tu nie gra w zestawieniu z teoria demokracji.
to nasuwa mi przypuszczenie, ze demokracja w tych wszystkich niewatpliwie
demokratycznych krajach (tego nie podwazam) powinna nosic przydomek "realnej".
to tak, jak byl kiedys socjalizm idealny (fikcyjny) i socjalizm realny (jedyny
istniejacy). albo jeszcze lepsza analogia:
tak jak byla kiedys "demokracja socjalistyczna" udajaca demokracje.
wowczas bedzie moze latwiej odrozniec doktryne od opornej, przeciwstawnej
rzeczywistosci.