Dodaj do ulubionych

Macki Halliburtona

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.03, 22:11
Amerykański spór o kontrakty dla koncernu Halliburton

Koncern Halliburton otrzymał kontrakty nie tylko na gaszenie i naprawę
szybów naftowych w Iraku, ale także na wydobycie ropy naftowej w tym kraju.
Na dodatek omijając amerykańskie embarga od lat miał robić interesy z
państwami "osi zła". Te informacje wywołały polityczną burzę w amerykańskim
Kongresie, gdyż do połowy 2000 r. Halliburtonem kierował obecny
wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Dick Cheney.

W środę senator Henry Waxman z Kalifornii ujawnił, iż Halliburton otrzymał
kontrakty nie tylko na prace związane z gaszeniem i usuwaniem uszkodzeń na
polach naftowych Iraku, ale także na prace związane "operowaniem" na
tamtejszych złożach oraz "dystrybucję" ropy naftowej w Iraku. Kontrakt na
prace związane z odbudową pól, który Halliburton otrzymał w przetargu
rozpisanym przez amerykańską administrację jeszcze przed rozpoczęciem
działań wojennych w tym kraju, budził irytację głównie za granicą, np. we
Francji. Nikt jednak nie kwestionował, że działający od 1919 r. Halliburton
jest jednym z największych na świecie specjalistów w świadczeniu usług
związanych z eksploatacją złóż ropy naftowej i gazu. Zupełnie inną sprawą
jest natomiast wydobycie i obrót ropą naftową. A takie właśnie zadania ma
przewidywać nieprecyzyjnie opisana wciąż część kontraktu z Halliburtonem, o
której istnieniu senator Waxman dowiedział się w zeszłym tygodniu od
generała Roberta Flowersa z amerykańskiego korpusu inżynieryjnego.
Oficjalnie wciąż nie wiadomo, w jakim zakresie Halliburton miały zajmować
się "działalnością" na irackich polach naftowych i dystrybucją wydobywanego
tam surowca.

Wątpliwości senatora Waxmana budzi dodatkowo fakt, że od 1995 r. do sierpnia
2000 r. dyrektorem generalnym Halliburtona był Dick Cheney, obecny
wiceprezydent USA. W tamtym okresie koncern przeżywał swój rozkwit. Kupując
w 1998 r. za 7,7 mld dol. konkurencyjnego Dresser Industries, został jednym
z największych specjalistów od usług związanych z branżą naftową. Zatrudnia
ponad 80 tys. ludzi w stu krajach świata.

Biały Dom zaprzecza, by miał jakikolwiek związek z irackimi kontraktami
Halliburtona. "Biały Dom nie zajmuje się tym, kto otrzymuje kontrakty" -
stwierdził jego rzecznik Arie Fleischer. Dla administracji George'a Busha
sprawa mogłoby być faktycznie ambarasująca, gdyż Biały Dom podkreślał
wielokrotnie, iż przemysł naftowy Iraku należy do ludności tego kraju.
Amerykańscy Demokraci mają wątpliwości, czy części tego przemysłu nie
przydzielono Halliburtonowi.

Informacja, iż kontrakt z tym koncernem ma dużo szerszy zakres niż wcześniej
ogłaszano dolała tylko oliwy do ognia. Kilka dni wcześniej senator Waxman
ujawnił bowiem, iż od lat 80., omijając amerykańskie embarga, za
pośrednictwem zagranicznych spółek, rejestrowanych czasem w rajach
podatkowych, takich jak Kajmany, Halliburton robił interesy z Libią, Irakiem
czy Iranem. Państwa te amerykańska administracja oficjalnie określa jako
sponsorów terroryzmu. Część z nich na początku zeszłego roku prezydent Bush
wymienił wśród uczestników tzw. "osi zła".

"Halliburton otrzymał niedawno czołową i lukratywną rolę w wojnie USA
przeciw terroryzmowi. Są jednak dowody w prasie i z innych źródeł, że
Halliburton korzystał na licznych kontraktach z państwami, które są
sponsorami terroryzmu (...) Chciałbym się dowiedzieć, co Departament Obrony
wie na temat tych związków i czy uważa, że powinno być to przedmiotem
zainteresowania Kongresu i amerykańskich podatników" - wyraził swoje
wątpliwości Waxman w liście do sekretarza obrony USA Donalda Rumsfelda.
Waxman nie zarzucił Halliburtonowi łamania wprost amerykańskiego embarga
wobec tych państw, ale jego omijanie. Wątpliwości w sprawie przyznawania
przez państwo lukratywnych kontraktów dla Halliburtona ma też organizacja
Citizen Works, założona przez związanego z "Zielonymi" byłego kandydata na
prezydenta USA Ralpha Nadera.

Koncern replikuje, iż bezpośrednio nie robi interesów z państwami objętymi
embargiem USA. Jeśli zaś chodzi o interesy swoich zagranicznych spółek, to
wierzy, iż ich działania są zgodne z amerykańskim prawem.

Irackie kontrakty Halliburtona są kolejnymi, które budzą wątpliwości wielu
polityków w USA. W zeszłym roku doszło do sporów wokół kontraktu, jaki od
armii USA otrzymała należąca do Halliburtona firma Brown&Root Services.
Przyznany aż na 10 lat kontrakt przewiduje zaopatrzenie armii
USA "kiedykolwiek i gdziekolwiek" na świecie. Wielu amerykańskich ekspertów
zwracało uwagę, że umowa właściwie nie przewiduje ograniczeń w wartości
świadczonych usług i dostaw, które mają być realizowane na życzenie armii.
Chodzi zaś o olbrzymie kwoty. Za obsługę amerykańskich oddziałów na
Bałkanach w latach 1992-99 Brown&Root otrzymało 1,2 mld dol., a przedłużenie
tego kontraktu do 2004 r. ma wartość ok. 1,8 mld dol.

Podobne wątpliwości co do mało precyzyjnie określonej granicy wydatków
budził kontrakt z kwietnia 2001 r. - trzy miesiące po objęciu stanowiska
przez Cheney'a - Brown&Roots z amerykańską marynarką wojenną. Zawarto go
mimo negatywnej rekomendacji komisji obrony Senatu USA. Na jego podstawie
Brown&Roots za ok. 33 mln dol. wybudowało 816 cel na wyspie Guantanamo, w
których po wojnie w Afganistanie przetrzymuje się jeńców podejrzanych o
związki z Al-Quaidą.

źródło : www.gazeta.pl
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka