Dodaj do ulubionych

Amerykańska "potęga".

19.04.07, 10:09
Zastanawiałam się nad tą amerykańską potęgą i nad tym co ona może w
dzisiejszym świecie. Może żyć, dopóki wierzyciele nie zaczną domagać się
spłaty długów. Amerykanie mają potężną armię, ale nie mają szans wygrać
wojny. Bo przecież nie Bush walczy tylko cały kraj, czyli na wojnę musi być
przyzwolenie opinii publicznej, niezależnych mediów, różnych grup nacisku,
ruchów obywatelskich itp. Amerykanie wygraliby wojnę tylko w jednym wypadku,
gdyby to była wojna obronna, ale na taką wojnę też nie mają szans. No bo jaki
kraj otwarcie zaatakuje Amerykę, nikt nie jest samobójcą. Otwarty atak
zdarzył się 11 września i Amerykanie mieli prawo odwetu ale... zaatakowali
nie ten kraj, który powinni, a podobno mają dobry wywiad:) Paradoksalnie
największe mocarstwo świata stało się zakładnikiem własnej demokracji i
własnej niby potęgi. Pokoju Amerykanie też nie potrafią wygrać. Od czasu gdy
sprzedali (nie tylko oni) pół Europy Stalinowi, nauczyli się świetnie
handlować. Handlują cudzą wolnością po całym świecie, jak na jarmarku. Skoro
Amerykanie nie mają szans na wygraną wojnę, a pokój przehandlowali, to co oni
potrafią? Porafią żyć na kredyt.
Obserwuj wątek
    • de_oakville Re: Amerykańska "potęga". 19.04.07, 12:37
      weronika8881 napisała:

      > Otwarty atak
      > zdarzył się 11 września i Amerykanie mieli prawo odwetu ale... zaatakowali
      > nie ten kraj, który powinni, a podobno mają dobry wywiad:)

      A jaki powinni byli zaatakowac? Czyzby jakis o wiele wiekszy i silniejszy od
      Afganistanu lub Iraku? A moze wybrali metode karania "poslusznego konia" w celu
      zastraszenia "hardego rumaka" jak w "Balladzie o dwoch koniach" Wojeciecha
      Mlynarskiego?

      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      "Ech ubawi was ogromnie w pare chwil balladka ta,
      Raz w zaprzegu szly dwa konie, szly w zaprzegu konie dwa,
      Pierwszy byl to kon posluszny, ktory w galop, cwal czy trucht
      Pieknie ruszal, grzecznie ruszal na najmniejszy bata ruch.

      Za to drugi kon byl hardy - nieposluszny pedziwiatr,
      W biegu szybki, w pysku trwardy - furda lejce, furda bat,
      Zas gdy chodzi o woznice, co na kozle z batem tkwil,
      Bardzo on to kierownicze stanowisko lubil byl.

      Ten woznica dnia kazdego myslal mruzac slepia zle:
      << Skarce konia niegrzecznego - gotow jeszcze kopnac mnie,
      Lecz cos przeciez robic musze albo z kozla ruszac precz,
      Autorytet sie mnie kruszy, autorytet wazna rzecz. >>

      Po czym w stajni juz przy zlobie ten woznica bat swoj bral,
      Bral go tego w dlonie obie i... grzecznego konia pral,
      Zas do niegrzecznego mawial, strojac glos na srogi ton:
      << Jak sie bedziesz draniu stawial to zarobisz tak jak on. >>
      (...)"
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      • goldbaum Re: Amerykańska "potęga". 19.04.07, 12:42
        de_oakville napisał:


        > Po czym w stajni juz przy zlobie ten woznica bat swoj bral,
        > Bral go tego w dlonie obie i... grzecznego konia pral,
        > Zas do niegrzecznego mawial, strojac glos na srogi ton:
        > << Jak sie bedziesz draniu stawial to zarobisz tak jak on. >>
        > (...)"
        > ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

        Dobre, pasuje jak ulal do opisanej sytuacji :-)
        • weronika8881 Re: Amerykańska "potęga". 19.04.07, 15:12
          Miałam na myśli Afganistan, pisząc o nieudanej odpowiedzi na atak 11 września.
          Saudyjczycy odcieli się od Bin Ladena. To było oczywiste, że tak zrobią. A
          gdyby Bin Laden schronił się w Arabii Saudyjskiej, to Amerykanie nigdy by na
          nich nie przypuścili takiego ataku jak na Afganistan, tylko by pertraktowali.
          A ty goldbaum co masz na myśli pisząc, że jakiemuś j-k znowu nie wyszło? Pisz
          na temat, bo widzę , że tobie nic nie wychodzi.
      • weronika8881 Re: Amerykańska "potęga". 19.04.07, 14:10
        Amerykanie po 11 września powinni byli wziąć pod uwagę jakiej narodowości byli
        zamachowcy i skąd pochodziły pieniądze. Oni dobrze to wiedzieli, ale z
        Saudyjczykami woleli nie zadzierać, bo robili i robią z nimi świetne interesy.
        A ballada o dwóch koniach dobrze tu pasuje.
        • felusiak1 Re: Amerykańska "potęga". 19.04.07, 17:22
          droga weroniko, myślę że ten temat ci nie służy.
          • weronika8881 Re: Amerykańska "potęga". 20.04.07, 20:46
            A wiesz co ja myślę o tobie? Po pierwsze napisałeś, że ten temat mi nie służy i
            nic więcej. Podałeś jakiś argument? Nie, bo to dla ciebie za trudne. Nie
            podjąłeś tematu, bo nie zrozumiałeś co napisałam i nie zrozumiesz.
            Po drugie zmieniasz nicki żeby wyszydzać innych albo powtarzać jak papuga cudze
            słowa, zależnie od sytuacji. Zmieniasz nicki, bo to ci dodaje odwagi.
            A po trzecie: skoro zmieniasz nicki, to ja cię nazwę. Ktoś kto na forum zmienia
            nicki tylko po to żeby, jak mu się wydaje, bezkarnie innych obrażać, wyśmiewać,
            czy powtarzać cudze słowa jest małpą internetową. Jesteś małpą internetową
            felusiaku1 i odchrzań się ode mnie raz na zawsze.
            • felusiak1 Re: Amerykańska "potęga". 20.04.07, 21:17
              droga weroniko, o wszystko możesz mnie posądzić ale o używanie wielu nicków z
              całą pewnościa NIE.
              W dalszym ciagu uwazam, ze ten temat ci nie służy.
              Chcesz argument, proszę uprzejmie.
              Napisałaś, że USA zaatakowało nie ten kraj i lepiej byłoby zaatakować Arabie
              Saudyjska, UAE i Egipt a także Pakistan. Wszak stamtad byli ludzie i pieniądze.
              To po jaka cholerę rzucili sie na Afganistan? Własnie, ciekaw jestem jak ty
              uzasadniłabyś taki krok. Co takiego działo sie w Afganistanie, ze inwazja była
              konieczna, otrzymała glejt ONZ i jest oficjalnie operacja NATO pod egidą Nardów
              Zjednoczonych?
              • weronika8881 Re: Amerykańska "potęga". 20.04.07, 21:34
                Pisałam tylko o Arabii Saudyjskiej i nie dokonuj nadinterpretacji moich słów,
                których i tak nie rozumiesz. Atak 11 września był atakiem terorystycznym i żeby
                na niego odpowiedzieć należało poszukać źródła tego ataku. Źródło tego ataku w
                2001r. znajdowało się w Arabii Saudyjskiej.
                I nie zapewniaj mnie, że nie zmieniasz nicków. Osoba, która nie zmienia nicków
                nie odpowiada w tak głupi sposób.
                • felusiak1 Re: Amerykańska "potęga". 20.04.07, 23:53
                  droga weroniko pozwól, ze zacytuje twoje własne słowa:
                  "Amerykanie po 11 września powinni byli wziąć pod uwagę jakiej narodowości byli
                  zamachowcy i skąd pochodziły pieniądze."
                  Zatem nie pisałaś jedynie o Arabii Saudyjskiej. Zapomniałem dodać Liban i
                  zapewne Jemen. Nie odpowiedziałas jednak na moje pytanie dotyczace Afganistanu.

                  Faktem niezbitym jest, ze uzywam tylko jednego nicku gdyż ze wzgledu na
                  anonimowośc nie ma potrzeby ukrywania sie pod dziesiecioma nickami skoro jestem
                  anonimowy pod jednym.

                  Jest taka gra. Nazywa sie "Connect the Dots". Mniemam, ze nigdy nie grałaś.
                  • jennifer5 jestem anonimowy 21.04.07, 02:03
                    felusiak1 napisala:

                    Faktem niezbitym jest, ze uzywam tylko jednego nicku gdyż ze wzgledu na
                    anonimowośc nie ma potrzeby ukrywania sie pod dziesiecioma nickami skoro jestem
                    anonimowy pod jednym.

                    ---

                    i dlatego udajesz babe (felusiak1 napisala).
                  • cs137 Re: Dear Felusiak: 21.04.07, 02:40

                    Do you remember the "streakers" at the US university campuses in the 1960s and
                    70s? Well, at least you should remember it from reading news, even if you had no
                    chance to eyewitness a real streaker.

                    I have never seen a real streaker, either, but from the press stories I read
                    when the phenomenon reached its summit and the newspapers in Europe were writing
                    about it almost daily, I remember what they were saying about cops' reactions.
                    Namely, a stupid cop was trying to chase the streaker. His good luck was if the
                    srtreaker outran him. But sometimes cops were able to catch the streaker, and
                    then they were really in big troubles. Because there is nothing more ridiculous
                    than a cop wrestling with a nude person! Bypassers who had the fortune to
                    witness such incidents were just ROTSL-ing (ROTSLing is the same as ROTFL-ing,
                    but on the street).

                    Therefore, intelligent cops, when they spotted a streaker, they pretended they
                    had to deal with something else, and something much more important - for
                    instance, tying a shoelace. Because when they were busy with a task of such a
                    crucial importance as tying a shoelace, it was absolutely impossible they could
                    pay any attention to the straeaker, or even notice him! (streakers were
                    exclusively of male gender, as far as I remember).

                    So, I thing, Felusiak, that in your relations with Weronika you should follow
                    the example of those intelligent cops. When she posts something, just pretend
                    that you are extremely busy with tying your shoelace. Because, see, when you
                    argue with Weronika, you have
                    • felusiak1 I know it looks silly 21.04.07, 03:40
                      I can't help myself. Gotta have some fun.
                      Are you saying I should just shut the fcuk up?
                      How? I'm talkative by nature.
                      Help!!!!!
                      Doctor, doctor come here quick.....

                      Seriously. I am just trying to plant a seed of a doubt. Unsuccesfully though.
                    • i-love-2-bike Re: Dear Felusiak: 21.04.07, 20:28
                      cs137 napisał:

                      >
                      >
                      > So, I thing, Felusiak, that in your relations with Weronika you should follow
                      > the example of those intelligent cops. When she posts something, just pretend
                      > that you are extremely busy with tying your shoelace. Because, see, when you
                      > argue with Weronika, you have
                      • jennifer5 Re: Dear Felusiak 21.04.07, 22:37
                        > cs137 napisał:
                        > > So, I thing, Felusiak, that in your relations with Weronika you should
                        > follow the example of those intelligent cops.

                        ---


                        Widac sami siebie musicie dowartosciowac. Przykre jest ze ludzie ktorzy cos tam
                        lizneli wiedzy spadli tak nisko a ta wiedza zapedzila ich w dolek wypelniony
                        pycha, slepota i brakiem zdolnosci inteligentnego dostrzegania otaczajacej ich
                        rzeczywistosci. Wydaje wam sie ze samo posiadanie informacji tworzy z was ludzi
                        rozumiejacych. Informacje nalezy jeszcze analizowac i umiec wyciagac z nich
                        niezalezne wnioski. Brak tych cech powoduje ze wasza wiedza sprowadza sie do
                        zera.

                        Gdyby dzisiaj podano wiadomosc o ataku na Chiny i przemowienie puppeta
                        tlumaczace koniecznosc takiego posuniecia typy w rodzaju f... nie analizowalyby
                        tego czy to sluszne, one by to zaakceptowaly bezkrytycznie.

                        ps: uczcie sie od najlepszych. Czy ktorys moze prztlumaczyc co on chce
                        powiedziec w ponizszym zdaniu? Trudno czasami nadazyc za 'geniuszem' mysli
                        jaka reprezentuje ten puppet:

                        "Suiciders are willing to kill innocent life in order to send the projection
                        that this is an impossible mission." --George W. Busy, Washington, D.C., April
                        3, 2007
                        • i-love-2-bike Re: Dear Felusiak 22.04.07, 01:46
                          jennifer5 napisała:

                          > > cs137 napisał:
                          > > > So, I thing, Felusiak,


                          the problem jen is in that "thing"
                          which does not work
                          but wants to be a KING

                          that thing is small
                          that thing is low
                          that thing
                          is insignificant
                          after all

                          it tries to spit
                          it cries like zit
                          if I were you
                          I would not bother
                          with that piece of s....t
                          • jennifer5 Re: Dear Felusiak 23.04.07, 00:21
                            i-love-2-bike napisała:

                            > if I were you
                            > I would not bother
                            > with that piece of s....t

                            ---

                            Masz troche racji ze nie warto zabierac sobie czasu i odpisywac temu czemus co
                            reprezentuje taki jak f... ale czesto to on wcina sie w moje watki starajac je
                            zerwac z tematu. Taki prostacki styl komunistyczny, dobry byl na ich zebraniach
                            partyjnych, tutaj nie pracuje podjudzanie neokomunistycznego g...na.
                    • weronika8881 Re: Dear Felusiak: 22.04.07, 18:30
                      Znowu żadnego argumentu tylko bla bla bla.
                    • weronika8881 Re: Dear Felusiak: 22.04.07, 18:34
                      To bla bla bla to do ciebie cs137, obrońco felusiaka. Swój do swego ciągnie.
                      • cs137 Re: Weroniko, zlotko! Nie teraz, prosze! 23.04.07, 07:36
                        Akurat mam nie cierpiace zwloki sprawy... Sznurowadlo mi sie rozwiazalo!
                        Nie moge terasz z Toba rozmawiac!

                        Perhaps you may be helped by someone else? Please talk to the manager!
              • jennifer5 zaciemniasz f... 21.04.07, 01:56
                felusiak1 napisała:

                > Chcesz argument, proszę uprzejmie.
                > Napisałaś, że USA zaatakowało nie ten kraj i lepiej byłoby zaatakować Arabie
                > Saudyjska, UAE i Egipt a także Pakistan. Wszak stamtad byli ludzie i
                pieniądze.

                ---

                zaciemniasz f... oj zaciemniasz. Pieniadze pochodzily z neokonskich bankow,
                zaatakowac nalezalo kraj z ktorego pochodzili ludzie wiwatujacy na dachu
                magazynu w tle walacych sie budynkow WTC. Z jakiego kraju byli ci ludzie f...?
                Jak odpowiesz sobie na to pytanie, to znajdziesz odpowiedz na pytanie ktory
                kraj nalezalo zaatakowac.
                • banme2 Re: zaciemniasz f... 22.04.07, 05:08
                  tepy polakj ma dowody? jakie? polskie po cwiartce wodki? zalosny tepy
                  antysemiat. bo polak i glupi.
                • jennifer5 kogo nalezalo zaatakowac f...? 23.04.07, 00:12
                  > felusiak1 napisała:
                  >
                  > > Chcesz argument, proszę uprzejmie.
                  > > Napisałaś, że USA zaatakowało nie ten kraj... Wszak stamtad byli ludzie i
                  > pieniądze.
                  >
                  ---

                  > Z jakiego kraju byli ci ludzie f...?
                  > Jak odpowiesz sobie na to pytanie, to znajdziesz odpowiedz na pytanie ktory
                  > kraj nalezalo zaatakowac.

                  a ponizej masz f... jeszcze jeden argument dlaczego wlasnie to ten kraj
                  nalezalo zaatakowac:

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=61013519&a=61178572
            • banme2 Re: Amerykańska "potęga". 23.04.07, 00:17
              USA broni swojej ziemi na twojej, polaku debilny. a ty? kopa za kopem na twoim
              podworku ci daja. madry polak , hehehe
        • warmi2 Re: Amerykańska "potęga". 21.04.07, 00:32
          Daj sobie spokoj i zacznij budowac swoja Polske.

          Kiedy zbudujesz kraj ktory chociaz 1/2 dorownuje USA wtedy bedziesz mogla
          dawac rady Amerykanom ...
          • jennifer5 Re: Amerykańska "potęga" 21.04.07, 02:20
            warmi2 napisał:

            > Daj sobie spokoj i zacznij budowac swoja Polske.
            >
            > Kiedy zbudujesz kraj ktory chociaz 1/2 dorownuje USA wtedy bedziesz mogla
            > dawac rady Amerykanom ...

            ---

            a ty icek odwal sie od Polski. Polska ma historie o ktorej USA moze tylko
            pomarzyc... Polska byla dlugo przed USA, jest teraz i bedzie zawsze...
            Amerykanie jak chca przetrwac niech otworza oczy i ucza sie od tych ktorych
            starano sie wymazac z map swiata. Ktorzy bronili swojej wolnosci i
            niepodleglosci przez dlugie stulecia odpierajac wrogow z kazdej mozliwej
            strony. Niech sie ucza od tych ktorzy zostali zdradzeni i sprzedani na pozarcie
            komunistycznej zaglady na dziesieciolecia. Niech sie ucza od tych ktorzy w
            chwilach najwiekszych zagrozen istnienia Narodowego potrafili chronic zycie
            innych narazajac sie za to na smierc wlasna i calej rodziny. Niech sie ucza od
            tych ktorzy za swoja wielowiekowa goscine na wlasnej ziemi sa teraz opluwani i
            szczuci plugastwami ze strony narodu ktory podobno jest "dobroczynca ludzkosci.
            Amerykanie jak nie beda szanowac swiata, jego historii i madrosci innych
            Narodow zwala sie pod ciezarem wlasnej pychy i slabosci.
            • warmi2 Re: Amerykańska "potęga" 21.04.07, 19:22
              Czyli jak zwykle .. "Chrystus narodow" ...

              Dziekuje .. ale podziekuje. Wole normalne zycie.

              "Amerykanie jak nie beda szanowac swiata, jego historii i madrosci innych
              > Narodow zwala sie pod ciezarem wlasnej pychy i slabosci.
              "

              Amerykanie to sa inne narody ... zaden kraj nie jest jak USA, kombinacja setek
              narodowosci.

              A wogole co ty robisz w USA .. ah zapomnialem , Polska jest piekna. ... z
              daleka.
              • jennifer5 Re: Amerykańska "potęga" 21.04.07, 22:17
                warmi2 napisał:

                > Dziekuje .. ale podziekuje. Wole normalne zycie.

                ---

                Normalnie zyc mozna tylko wowczas kiedy szanuje sie swoje pochodzenie, kiedy
                korzenie z ktorych sie wywodzimy potrafimy zachowac i wzmacniac. W innym
                wypadku stajemy sie chwastem, odpadkiem i nic nieznaczacym kawalkiem obcego
                organizmu. Wczesniej lub pozniej uschniemy zniszczeni wlasnym jadem lub pogarda
                innych, pogarda do nas za to ze plujemy na wartosci ktore daly nam szanse
                istnienia.
                • warmi2 Re: Amerykańska "potęga" 22.04.07, 05:54
                  Normalne zycie jest takie jakie ja uwazam za normalne...

                  Zrozum to i zrozumiesz co to znaczy byc czlowiekiem wolnym, w kazdym znaczeniu
                  tego slowa.


          • weronika8881 Re: Amerykańska "potęga". 22.04.07, 18:17
            Warmi2 widzę, że jesteś zakochany w Ameryce, która Polskę ma daleko w d... A
            poza tym mój wpis nie był radą dla Amerykanów, tylko ogólną refleksją nad
            znaczeniem Ameryki we współczesnym świecie. Ale tobie chyba trudno zdobyć się
            na jakąkolwiek refleksję, ponieważ wiara w dolara ci to uniemożliwia.
            • warmi2 Re: Amerykańska "potęga". 22.04.07, 19:55
              Oczywiscie ze jestem .... zyje tu od wielu lat juz.

              Odpowiedz byla warta twojej "refleksji" ktora byla niczym innym niz typowym
              europejskim idiotyzmem na temat USA.



              • jennifer5 Re: Amerykańska "potęga". 23.04.07, 00:17
                warmi2 napisał:

                > Oczywiscie ze jestem .... zyje tu od wielu lat juz.
                >
                > Odpowiedz byla warta twojej "refleksji" ktora byla niczym innym niz typowym
                > europejskim idiotyzmem na temat USA.

                ---

                Jak widac niewiele cie to twoje zycie nauczylo. Jestes nic nieznaczacym
                kawalkiem miesa... przez takich jak ty Polska cieriala i musiala walczyc o
                wlasne istnienie na przestrzeni wiekow. Przyjdzie dzien kiedy ta 'ameryka'
                wypnie sie na ciebie i wowczasw zrozumiesz czym tak naprawde jestes.
                • warmi2 Re: Amerykańska "potęga". 23.04.07, 20:38
                  Hehe .. jezeli ja jestem kawalkiem miesa to czym ty jestes ? Kawalkiem miesa
                  wypelnionym powietrzem ?
    • tornson Amerykańska potęga to zawsze był mit. 21.04.07, 01:37
      IWŚ wygrali Francuzi i Brytyjczycy, drugą ZSRR, w obu wojnach USA odegrały ważną
      ale nie decydującą rolę. W okresie zimnej wojny Amerykanie potrafili wygrać
      wojnę jedynie z Grenadą, w pozostałych konflikty albo obskakiwali bęcki albo
      załatwiali je rękami lokalnych siepaczy i morderców
      (Gwatemala,Indonezja,Nikaragua,Bliski Wschów,itp.).
      Swoją silną pozycję w dzisiejszym świecie zawdzięczają głupocie Europejczyków,
      która to głupota doprowadziła do obu wojen światowych i do tego że po IIWŚ
      Europa zamiast zając neutralne stanowisko lub trzeciego supermocarstwa
      podporządkowała się USA i ich kretyńskiemu imperializmowi realizowanymi
      najczęściej rękami innych.
      • de_oakville Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 21.04.07, 20:37
        tornson napisał:

        > IWŚ wygrali Francuzi i Brytyjczycy, drugą ZSRR, w obu wojnach USA odegrały ważn
        > ą
        > ale nie decydującą rolę. W okresie zimnej wojny Amerykanie potrafili wygrać
        > wojnę jedynie z Grenadą, w pozostałych konflikty albo obskakiwali bęcki albo
        > załatwiali je rękami lokalnych siepaczy i morderców
        > (Gwatemala,Indonezja,Nikaragua,Bliski Wschów,itp.).
        > Swoją silną pozycję w dzisiejszym świecie zawdzięczają głupocie Europejczyków,
        > która to głupota doprowadziła do obu wojen światowych i do tego że po IIWŚ
        > Europa zamiast zając neutralne stanowisko lub trzeciego supermocarstwa
        > podporządkowała się USA i ich kretyńskiemu imperializmowi realizowanymi
        > najczęściej rękami innych.

        Wszystko "pieknie" Tornson, zaluzmy przez moment, ze to co napisales to prawda.
        Ale odpowiedz na pytanie: "Kto pokonal Japonie?, kraj 'odrobine' wiekszy i
        silniejszy od Grenady, a pewnie nawet i od Niemiec" Czyzby imperialna Japonia
        "zawalila sie" pod wplywem jakiegos huraganu lub trzesienia ziemi. W 1945 roku
        takiego trzesienia nie bylo. A przeciez ten kraj opanowal ogromne polacie Azji.
        Jednak potem zostal zmuszony do podpisania przed Amerykanami kapitulacji. Kto go
        pokanal? Rosjanie? Owszem Zukow odniosl jakies tam zwyciestwo nad wojskami
        japonskimi w Mongolii (pod ??-goł), ale Japonia nie byla podzielona po wojnie na
        zadne strefy okupacyjne tylko okupowana wylacznie przez Amerykanow. Stalin
        chcial inaczej, ale musial zadowolic sie jedynie Kurylami i polowa Sachalina.
        W obu wojnach swiatowych Amerykanie odegrali decydujaca role.
        • de_oakville Strzelilem "byka" 22.04.07, 04:35
          de_oakville napisał:

          > Wszystko "pieknie" Tornson, zaluzmy przez moment

          Chcialem napisac "załóżmy", ale zorientowalem sie ze "strzelilem byka" czytajac
          ten tekst po raz drugi po pewnym czasie.
        • weronika8881 Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 22.04.07, 18:28
          De_oakville widzę, że straciłeś wątek. Czyżby u ciebie czas stanął w miejscu i
          żyjesz II wojną światową? Ja nie pisałam o roli jaką odegrała Ameryka podczas
          tamtej wojny. Bardzo jasno napisałam, że na wojnę obronną Ameryka nie ma szans,
          a tylko w takiej mogłaby wygrać. Mogłaby wygrać wojnę, w której jasno jest
          określone kto jest najeźdźcą, a kto się broni.
          • banme2 Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 23.04.07, 00:16
            USA broni swojej ziemi na twojej, polaku debilny. a ty? kopa za kopem na twoim
            podworku ci daja. madry polak , hehehe
          • de_oakville Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 23.04.07, 01:46
            weronika8881 napisała:

            > De_oakville widzę, że straciłeś wątek. Czyżby u ciebie czas stanął w miejscu i
            > żyjesz II wojną światową? Ja nie pisałam o roli jaką odegrała Ameryka podczas
            > tamtej wojny. Bardzo jasno napisałam, że na wojnę obronną Ameryka nie ma szans,
            >
            > a tylko w takiej mogłaby wygrać. Mogłaby wygrać wojnę, w której jasno jest
            > określone kto jest najeźdźcą, a kto się broni.

            Musialem odpowiedziec Tornsonowi, ktory niedlugo moze napisac, ze podczas obu
            wojen swiatowych wklad Argentyny w zwyciestwo byl wiekszy niz wklad USA. I caly
            czas powtarzam, ze odczuwam sympatie zarowno do Ameryki jak i do Europy.
            Natomiast jesli ktos z niezrozumialych dla mnie wzgledow zaczyna "obsmarowywac"
            Ameryke z byle powodu, wtedy jej bronie. Tak samo bronilbym Europy, gdyby to ja
            ktos zaczal "obsmarowywac". Wielu Europejczykow wymaga zrozumienia Amerykanow
            dla swojej odleglej kultury i historii, a samemu nie zadaje sobie trudu, aby
            zrozumiec choc troche Ameryke. To inne dzieje historyczne i inna dynamika
            rozwoju, ktorej nie mozna wymierzac centymetrem "made in Europe".
        • tornson Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 22.04.07, 19:55
          de_oakville napisał:

          > Wszystko "pieknie" Tornson, zaluzmy przez moment, ze to co napisales to prawda.
          > Ale odpowiedz na pytanie: "Kto pokonal Japonie?,
          Armię Kwantuńską rozbiło ZSRR wespół z Chinami.

          > kraj 'odrobine' wiekszy i
          > silniejszy od Grenady, a pewnie nawet i od Niemiec"
          Nie ośmieszaj się! Japonia podczas IIWŚ silniejsza od Niemiec? Wtedy to było
          biedne państwo ze słabym przemysłem ciężkim.
          • de_oakville Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 23.04.07, 01:16
            tornson napisał:

            > Nie ośmieszaj się! Japonia podczas IIWŚ silniejsza od Niemiec? Wtedy to było
            > biedne państwo ze słabym przemysłem ciężkim.

            Japonia to bylo wtedy panstwo silne, posiadajace znakomite lotnictwo i silna
            flote. Japonczycy mysleli, ze pokonaja USA i odbeda defilade zwyciestwa w
            Waszyngtonie. I nawet jesli ich gospodarka nie byla wtedy wieksza od Niemiec
            (jak jest obecnie), to ich fanatyzm i zacietosc w walce byly jeszcze wieksze niz
            u zolnierzy "fuehrera". Poza tym jest znacznie trudniej walczyc z przeciwnikiem,
            ktorego kraj lezy na wyspach i ktorego wojska okupuja inne kraje wyspiarskie
            (Filipiny, Tajwan itd.) W porownaniu z walkami z Japonczykami w tropikalnej
            dzungli, walki w Europie pomiedzy Renem a Laba to byl "spacerek". Z punktu
            widzenia Ameryki, glowny teatr dzialan wojennych byl w Azji a w Europie
            drugorzedny. Z geograficznego punktu widzenia, Japonia to archipelag wysp lezacy
            u wybrzezy Rosji, z ktorej teoretycznie jest znacznie latwiej dokonac na te
            wyspy inwazje niz z dalekiej Ameryki (chyba zeby probowac z Alaski). A jednak
            wklad Rosji w pokonanie Japonii byl stosunkowo niewielki. Ameryka przerzucala
            swoje wojska i sprzet przez 2 oceany: przez Atlantyk aby pokonac Niemcy i przez
            Pacyfik aby pokonac Japonie. Piszesz, ze Europa powinna byla po wojnie pojsc
            wlasna droga a nie trzymac sie USA. Europa po wojnie niewiele mogla, gdyz lezala
            "na lopatkach" zajeta przez wojska Amerykanskie na zachodzie a przez wojska
            rosyjskie na wschodzie.
            • tornson Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 23.04.07, 13:25
              de_oakville napisał:

              > Japonia to bylo wtedy panstwo silne, posiadajace znakomite lotnictwo i silna
              > flote. Japonczycy mysleli, ze pokonaja USA i odbeda defilade zwyciestwa w
              > Waszyngtonie.
              Ale nie w tamtej wojnie, może w następnej. W 1941 roku chcieli tylko zdobyć
              totalne panowanie nad Pacyfikiem co dałoby im wolną rękę do zdobycia panowania
              nad Azją.

              > I nawet jesli ich gospodarka nie byla wtedy wieksza od Niemiec
              > (jak jest obecnie),
              W 1939 nie była większa nawet od Francuskiej.

              > to ich fanatyzm i zacietosc w walce byly jeszcze wieksze niz
              > u zolnierzy "fuehrera".
              Fanatyzm taki występował u wojsk lądowych, z którymi walczyli Chińczycy i pod
              koniec wojny ZSRR. Japońska flota prezentowała się zupełnie inaczej, jej
              oficerowie byli dużo bardziej cywilizowani niż oficerowie armii.
              Poza tym nawet z tym swoim fanatyzmem do pięt nie dorastali najlepiej na świecie
              wyszkolonemu i najnowocześniej uzbrojonemu Wermachtowi, z którym Anglosasi
              samotnie nigdy by wojny nie wygrali, jedynie ZSRR było do tego zdolne.

              > Poza tym jest znacznie trudniej walczyc z przeciwnikiem
              > ,
              > ktorego kraj lezy na wyspach i ktorego wojska okupuja inne kraje wyspiarskie
              > (Filipiny, Tajwan itd.)
              Wręcz przeciwnie, wysepki można odciąć od zaopatrzenia i zmiękczyć masowym
              bombardowaniem, dużo trudniej walczyć na wielosetkimotereowym odcinku frontu.

              > W porownaniu z walkami z Japonczykami w tropikalnej
              > dzungli, walki w Europie pomiedzy Renem a Laba to byl "spacerek".
              Nie ośmieszaj się!! Wygłodzeni i zalani tonami bomb obrońcy wysepek to był
              pikuś, nie mówiąc już że garnizony takich wysepek to była garstka obrońców, a
              atakujący ma totalną inicatywę, może spokojnie zgromadzić odpowiednie siły i
              zmiękczać wroga bombami z morza i powietrza bez obawy że w tym czasie wróg
              wykona jakiś kontratak i dopiero gdy będzie miał zdecydowaną inicjatywę uderzy.
              Armia Czerwona nie miała takiej sielnki, na całym odcinku frontu należało
              wykonywać opieracje z udziełem milionów żołnierzy i modyfikować plany ze względu
              na posunięcia wroga co znacznie zmniejszało inicjatywę atakujacych.

              > Z punktu
              > widzenia Ameryki, glowny teatr dzialan wojennych byl w Azji a w Europie
              > drugorzedny.
              No trudno by było inaczej gdy lądowanie w Normandii miało miejsce dopiero w
              połowie 1944 a ciężar wojny w Afryce spoczywał głównie na Brytyjczykach. Jednak
              od 1944 zdecydowanie na pierwszym miejscu liczył się europejski teatr działań.

              > Z geograficznego punktu widzenia, Japonia to archipelag wysp lezac
              > y
              > u wybrzezy Rosji, z ktorej teoretycznie jest znacznie latwiej dokonac na te
              > wyspy inwazje niz z dalekiej Ameryki (chyba zeby probowac z Alaski).
              I tak by się zapewne stało, ZSRR zdobyłby wyspy japońskie gdyby nie bestialski
              atak jądrowy na Hiroshimę i Nagasaki.

              > A jednak wklad Rosji w pokonanie Japonii byl stosunkowo niewielki.
              Nie ośmieszaj się, Armia Kwantuńska była wielokroć silniejsza niż garnizony
              wszystkich tych wysepek (włącznie z Filipinami) razem wziętych.

              > Ameryka przerzucala
              > swoje wojska i sprzet przez 2 oceany: przez Atlantyk aby pokonac Niemcy i przez
              > Pacyfik aby pokonac Japonie.
              Gdy się panuje na oceanach to żadna sztuka.

              > Piszesz, ze Europa powinna byla po wojnie pojsc
              > wlasna droga a nie trzymac sie USA. Europa po wojnie niewiele mogla, gdyz lezal
              > a
              > "na lopatkach" zajeta przez wojska Amerykanskie na zachodzie a przez wojska
              > rosyjskie na wschodzie.
              Francja jakoś potrafiła pogonić jankesów ze swego terytorium, inni też byliby w
              stanie.
              Zupełnie inna sytuacja była na Wschodzie a inna na Zachodzie, zacofany Wschód
              potrzebował ZSRR by dokonać niezbędnego skoku cywilizacyjnego. Zachód był w
              niewielkim stopniu zniszczony wojną, miał silnie rozwiniętą infrastrukturę i
              technologię, kwestia odbudowania ze zniszczeń i uruchomienia fabryk.
              Podporządkowanie się Amerykanom przyniosło korzyści na krótką metę (lata 40te
              początek 50tych), potem jednak Europa już tylko traciła na znaczeniu i
              ubezwłasnowolniała się technologicznie,militarnie i politycznie.
              • de_oakville Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 23.04.07, 18:53
                tornson napisał:

                > Poza tym nawet z tym swoim fanatyzmem do pięt nie dorastali najlepiej na
                >świecie wyszkolonemu i najnowocześniej uzbrojonemu Wermachtowi, z którym
                >Anglosasisamotnie nigdy by wojny nie wygrali, jedynie ZSRR było do tego zdolne.

                Piszesz tak, jakbys mial cos wspolnego z tym "swietnym Wehrmachtem" przez sam
                fakt, ze mieszkasz w Europie. Jezeli nie jestes Niemcem (a podejrzewam, ze nie
                jestes bo sklaniasz sie raczej ku wielbieniu Rosji) to przypominasz kogos, kto
                sam jezdzi "syrenka", ale jest dumny z tego, ze jego sasiad ma piekny dom i
                "mercedesa". Zapominasz, ze USA w roku 1945 byly jedynym panstwem na swiecie
                dysponujacym bronia atomowa. Nawet, gdyby pod kazdym innym wzgledem ustepowali
                Niemcom (co jest nieprawda, gdyz Anglosasi podczas II WS mieli przewage
                techniczna nad Niemcami, czego odzwierciedleniem bylo rowniez posiadanie broni
                atomowej), to przeciez wiadomo, ze te bomby bylyby uzyte przeciwko Hitlerowi,
                gdyby nie skapitulowal w maju 1945. I wtedy zostalby tak czy siak "rzucony na
                kolana". Poniewaz jednak skapitulowal to bron atomowa zostala uzyta przeciwko
                Japonii. W maju 1945 mieszkancy Berlina widzac od wschodu blask - rozpoczela sie
                "operacja berlinska" mysleli, ze to "fuhrer" uzywa nowej cudownej broni. W
                rzeczywistosci byly to reflektory Zukowa, ktorych uzyl, zeby oslepic zolnierzy
                Wehrmachtu za linia Odry (nie oslepil, ale efekt byl duzy). "Furhrer" zadnej
                "cudownej broni" wtedy nie posiadal. Tak jak sam nie byl zbyt "cudowny".
                • de_oakville Re: Amerykańska potęga to zawsze był mit. 24.04.07, 00:22
                  Drobne sprostowanie:
                  "Operacja berlinska" rozpoczela sie naturalnie nie w maju, tylko pod koniec
                  kwietnia 1945 roku, co bylo swoistym "prezentem urodzinowym" dla Hitlera od
                  Stalina (urodziny "fuehrera" byly 20-go kwietnia). Marszalek Zukow wpadl na
                  pomysl, aby rozmiescic silne reflektory lotnicze wzdluz Odry na sporej dlugosci
                  i zapalic je rownoczesnie, kiedy rozpocznie sie ofensywa. Mialo to zastraszyc i
                  sparalizowac oszolomiony Wehrmacht,ktory przyjal pozycje obronne po drugiej
                  stronie Odry. Dotatkowo na czolgach umieszczono syreny, ktorych wycie mialo byc
                  dodatkowym "gwozdziem do trumny" dla morale przeciwnikia (Wczesniej Niemcy tez
                  zwykli byli zrzucac "wyjace" bomby na miasta swoich ofiar). Efekt byl duzy, z
                  tym ze przez te reflektory zginelo tylko wiecej atakujacych Rosjan, ktorzy w ich
                  swietle byli lepiej widoczni dla siedzacych w okopach zolnierzy Wehrmachtu.
                  Blask tych reflektorow byl jednak tak wielki, ze w odleglym o 60-80 km Berlinie
                  widac bylo lune na wschodzie. Ale to nie "fuhrer" stosowal jakas nowa i cudowna
                  bron (jak sadzilo wielu Berlinczykow), tylko wojska Zukowa i Koniewa zblizaly
                  sie do stolicy III Rzeszy, aby ja ostatecznie zdobyc 2-go maja.
    • gieroy_asfalta Re: Amerykańska "potęga". 21.04.07, 20:13
      gdyby nie oni dziś czyścił(a)byś buty "rasie panów" albo siedziałbyś w
      kołchozie, tłuku.
    • gieroy_asfalta Re: Amerykańska "potęga". 21.04.07, 20:18
      a zamiast bredzić w ineternecie (wynalazek Amerykanów) i klepać w komputer
      (wynalzek Amerykanów)chodząc w fufajce żarłabyś słoninę na czarnym chlebie
      płaszcząc się przed kołchozowym brygadzistą tornsonem:)
      • jennifer5 Re: Amerykańska "potęga". 21.04.07, 22:20
        gieroy_asfalta napisał:

        > a zamiast bredzić w ineternecie (wynalazek Amerykanów) i klepać w komputer
        > (wynalzek Amerykanów)chodząc w fufajce żarłabyś słoninę na czarnym chlebie
        > płaszcząc się przed kołchozowym brygadzistą tornsonem:)

        ---

        Gdyby nie Europa, nie byloby USA... Amerykanie to zupelnie inna sprawa.
      • tornson Komputer to wynalazek Niemców i Brytyjczyków, 22.04.07, 19:58
        ty pie..ięty o asfalt gościu. Oba kraje prowadziły niezależne badania nad
        maszynami cyfrowymi podczas IIWŚ i tam powstało poraz pierwszy to co można
        określić jako komputer.
        • de_oakville Re: Komputer to wynalazek Niemców i Brytyjczyków, 24.04.07, 04:41
          I nie tylko komputer! Od poczatku istnienia USA prawie do naszych czasow, a
          pewnie jeszcze i do dzis, biali Amerykanie to w najwiekszej czesci potomkowie
          Niemcow i Brytyjczykow, a zatem mozna powiedziec, ze w pewnym sensie sa rowniez
          ich "wynalazkiem". A w dodatku pierwsi uzyli tego komputera w praktyce! Operacja
          "Overlord" nie moglaby byc przygotowana tak szybko, gdyby Amerykanom nie pomogl
          w obliczeniach komputer. A general i pozniejszy prezydent Dwight Eisenhower
          ("Ike") byl potomkiem niemieckojezycznych Szwajcarow. Jeden z pierwszych
          prezydentow Ameryki - Martin van Buren byl z pochodzenia Holendrem. Ameryka ma z
          Europa Zachodnia o wiele wiecej wspolnego niz Europa Zachodnia z Rosja. Nie
          udawaj, ze o tym nie wiesz.
    • jj-kk Amerykańska mitrega :))) 22.04.07, 01:15
      weronika8881 napisała:

      Amerykanie...
      Porafią żyć na kredyt.

      no wlasnie...
      to nie kazdy potrafi :)))

      buenas noches.
      • quickly Wartosc dolara caly czas spada... 22.04.07, 02:03
        I taka jest obecna sytuacja na rynku walut.
        Bez watpienia niebawem skonczy sie monopol dolara, wiec skonczy sie i "potega"
        USA. Nadchodzacy kryzys z ropa naftowa tylko ten krach przyspieszy...
        Nie da rady drukowac zielonych w nieskonczonosc i w ten sposob naciagac caly
        swiat... Niestey nie da rady... Nawet bez wzgledu na to, jak glosno warmi2,
        felusiak1 i j-k beda pierdziec na tym forum...
        • warmi2 Re: Wartosc dolara caly czas spada... 22.04.07, 05:55
          Co ja mowie na tym forum nie ma znaczenia ... tak samo jak nie ma znaczenia co
          ty mowisz i setki innych ktorzy przepowiadali upadek USA juz od 50 lat ...

          • weronika8881 Re: Wartosc dolara caly czas spada... 22.04.07, 18:41
            To co piszę na tym forum ma znaczenie, bo znaczenie ma każde słowo napisane
            albo powiedziane. Zdziwiłbyś się gdybyś się dowiedział co znaczy SŁOWO.
            • warmi2 Re: Wartosc dolara caly czas spada... 22.04.07, 19:51
              Hehe ..slowo slowu jest nie warte ... powinnac o tym wiedziec.
            • banme2 Re: Wartosc dolara caly czas spada... 23.04.07, 00:17
              USA broni swojej ziemi na twojej, polaku debilny. a ty? kopa za kopem na twoim
              podworku ci daja. madry polak , hehehe
              • quickly Re: Wartosc dolara caly czas spada... 23.04.07, 02:59
                Szkoda warmi2, ze tym razem nie udawadniales, ze slaby dolar amerykanski, jest
                bardzo wskazany w obecnej sytuacji gospodarczej tego kraju. (Wzrost eksportu i
                takie tam bla bla bla...)

                Faktycznie nie jest wazne co napiszemy.
                Jedno jest jednak pewne. Dolar spada i BEDZIE SPADAC, a cena ropy bedzie sie
                podnosic...
                • felusiak1 Re: Wartosc dolara caly czas spada... 23.04.07, 06:24
                  Słaby dolar jest jak najbardziej wskazany i dlatego FED nie broni go,
                  jednocześnie zapewniajac wszystkich że dokłada wszelkich starań aby powstrzymać
                  jazdę w dół.
                  Chiny maja coraz wieksze trudności z utrzymaniem przypietego agrafka do dolara
                  yuana. Chińskie rezerwy walutowe ulokowane w Waszyngtonie, a siegajace ponad 700
                  mld dolarów są obiektywnie warte mniej niz przed rokiem i nie można ich wycofać.
                  W tym roku przybedzie jeszcze okolo 250 mld. I w przyszłym roku i w nastepnym i
                  w nastepnym. Rzecz jasna wynikaja z tego pewne konsekwencje, które można bedzie
                  zauważyć już za kilka lat ale dzisiaj nie bedę wam o tym pisał.
                  • quickly Re: Wartosc dolara caly czas spada... 23.04.07, 07:14
                    Zwodzic mozna wielu (ale nie wszystkich), i to tylko przez jakis czas, a nie
                    zawsze.
                    The bottom line is: dolar jest coraz slabszy i ludzie traca do niego zaufanie.
                    Kazdy kolejny dzien jest tego dowodem.

                    • felusiak1 Re: Wartosc dolara caly czas spada... 23.04.07, 08:20
                      Dolar nie cierpi na brak zaufania i cierpieć nie będzie.
                      Natomiast drobni spekulanci uciekają do walut, których kurs zwyżkuje.
                      Odwrotną strona medalu jest problem rosnacego kursu euro i funta.
                      Gospodarka i finanse to nie drobni spekulanci. Ci działaja na obrzeżach
                      i nie maja wiekszego znaczenia.
                      Euro warte jest dziś dokładnie tyle ile w grudniu 2004
                      Jen spadł do poziomu z sierpnia 2003 a funt nieustannie rośnie.
                      Za franka szwajcarskiego płaci sie mniej niż w grudniu 2006 i mniej więcej tyle
                      ile płaciło się w czerwcu ub. roku.
                      Kursy walut nie są stałe. Generalnie waluta, której emitor oferuje wiekszy
                      procent zwyżkuje. Zatem jeśli euro oferuje 8% a dolar 3% to euro pójdzie do góry
                      jak dwa razy dwa jest cztery.
                      • jennifer5 Wartosc dolara caly czas spada... 24.04.07, 01:45
                        felusiak1 napisała:

                        > Dolar nie cierpi na brak zaufania i cierpieć nie będzie.
                        > Euro warte jest dziś dokładnie tyle ile w grudniu 2004

                        ---

                        Decem 2004: 1 EUR = 1.34065 USD (23 days average)
                        April 23, 2007: 1 EUR = 1.35818 USD1.34767 USD

                        2004 - American Dollars to 1 EUR
                        www.x-rates.com/d/USD/EUR/hist2004.html

                        Average Rates
                        January 1.2999 USD (23 days average)
                        February 1.3083 USD (20 days average)
                        March 1.32459 USD (22 days average)
                        April 1.34767 USD (16 days average)


                        TY
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka