walonki_show
05.07.07, 18:21
Ruskie przyznaja ze wojskowi decyduja o embargu na mieso
Musimy poprawić wizerunek Rosji
Andriej Fiedorow, dyrektor Rady Polityki Zagranicznej i Zbrojeniowej oraz
Centrum Doradczo-Badawczego zajmującego się poprawą wizerunku Federacji
Rosyjskiej
Rz: Rosjanie nie chcą wina z Gruzji, szprotek z Estonii i Łotwy, mięsa z
Polski. Czy tak potężny kraj, jakim jest Rosja, nie ośmiesza się, prowadząc
taką politykę?
Andriej Fiedorow: Uzyskanie niepodległości przez niektóre byłe republiki
radzieckie było tak bolesne, że konsekwencje będziemy odczuwać jeszcze przez
wiele lat. Rosja nie bardzo wie, jak powinna sobie ułożyć stosunki z
krajami, które są teraz niepodległe. Zdajemy sobie sprawę, że czeka nas
jeszcze wiele napięć, zanim dojdzie do normalizacji sytuacji w byłym
obszarze wpływów radzieckich. Zrozumcie jednak i nas, to nie jest łatwe.
Moim zdaniem w tej chwili lepiej utrzymać ten stan zamrożenia w stosunkach z
niektórymi krajami, niż otwierać naraz sprawy, które są tak trudne do
uregulowania. Zgadzam się, nasze wojny handlowe rzeczywiście mogą wyglądać
niepoważnie, ale każda z nich ma podłoże polityczne.
Po podpisaniu traktatu z Łotwą ich szprotki pewnie znów będą u nas
sprzedawane. Ze szprotkami estońskimi sprawa jest dużo poważniejsza.
A polskie mięso?
To kwestia wyjątkowo złożona. W ciągu ostatnich dwóch lat Rosja stała się
silniejsza . To nie daje nam prawa do zachowywania się z taką arogancją ani
używania siły do znalezienia wyjścia na naszych warunkach, ale taka pokusa
zawsze istnieje. Sam jeszcze jako wiceminister spraw zagranicznych
kilkakrotnie brałem udział w naradach nad sposobem zakończenia kryzysu w
stosunkach z Polską, często jeździłem do waszego kraju. Ale powodem, dla
którego sytuacja stawała się coraz trudniejsza, był brak woli prowadzenia
szczerego dialogu. Moim zdaniem nasze problemy naprawdę mogą być rozwiązane
w 15 - 20 minut. Gdyby prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, wystarczyłaby
jego jedna telefoniczna rozmowa z Władimirem Putinem. Dzisiaj trudności w
naszych stosunkach polegają na obopólnym ciągłym dążeniu do konfrontacji, i
to z całym bagażem historycznym. W Moskwie wiele wpływowych osobistości nie
potrafi się pogodzić z tym, że Polska należy do Unii Europejskiej. Z kolei w
Warszawie wielu polityków nie chce uznać Rosji za kraj, z którym można mieć
dobre, normalne stosunki.
Jak długo potrwa normalizacja stosunków z Polską?
Pięć, sześć, może nawet siedem lat.
To znaczy, że tak długo będzie między innymi wstrzymany import mięsa z
Polski?
Polskie mięso to oczywiście symbol. Polska ma w tej chwili wielkich wrogów w
Rosji. To wojskowi na Kremlu, którzy uważają wasz kraj za największego
sojusznika Stanów Zjednoczonych w tym regionie, a stosunki Moskwy z
Waszyngtonem dawno nie były tak złe jak teraz. Jak długo zdanie wojskowych
będzie się liczyło tak jak teraz, stosunki z Polską będą złe.
I nic nie jest w stanie pomóc?
Przydałoby się więcej zrozumienia z obydwu stron. Pomogłaby z pewnością
szczera i poważna debata Rosja - Polska, i to na możliwie wysokim szczeblu.
Czy znaczący politycy rosyjscy przyjechaliby na wrześniowe Forum Ekonomiczne
w Krynicy, gdyby taką debatę zorganizowała "Rzeczpospolita"?
Konferencja w Krynicy jest na początku września, wtedy u nas rozpocznie się
kampania przed wyborami prezydenckimi i wszyscy, którzy mają coś do
powiedzenia, będą zajęci w Rosji. Nikt nie będzie miał ani głowy, ani ochoty
do zajmowania się stosunkami z Polską, bo dla nas nie jest to sprawa
pierwszoplanowa. Trzeba będzie z tym poczekać.
Kieruje pan instytutem zajmującym się poprawą wizerunku Rosji za granicą.
Czyli i w samej Moskwie zdajecie sobie sprawę, że ten wizerunek jest,
delikatnie mówiąc, nie najlepszy?
Wiedzieliśmy o tym jeszcze za czasów Jelcyna i próbowaliśmy coś z tym
zrobić. Teraz budujemy system, w którym mieści się akcja prowadzona w
mediach i organizacjach pozarządowych, tak aby powstał wizerunek Rosji
silnej i przyjaznej. Czasem nam się udaje, ale częściej mamy wpadki, jak
chociażby konflikt z Gruzją, który zrobił Rosji fatalną prasę i bardzo
trudno to naprawić. Niestety nasz rząd nie zajmuje się konsekwencjami
politycznych decyzji. Mówiłem wielokrotnie: konflikt z Białorusią nie
zakończy się naszym zwycięstwem. Co z tego, że jesteśmy duzi i silni, skoro
Łukaszenko skonsolidował większość Białorusinów, a ludzie żyją tam trochę
lepiej. W tej sytuacji podniesienie cen gazu do poziomu wyższego niż dla
Ukrainy było błędem.
Ale sam Putin coraz częściej mówi o politycznym realizmie i taka polityka
będzie dominowała w Rosji w przyszłości. Pewnie, że zawsze jakiś minister
może się z czymś wyrwać, a my potem będziemy musieli się zastanawiać, jak
naprawić te szkody, ale nasza polityka będzie coraz bardziej realistyczna.
Rosja powinna już dzisiaj wiedzieć, że będą inne gazociągi, nie tylko
rosyjskie, a surowce nie będą takie drogie i nasza rola będzie powoli
malała. Powinniśmy więc myśleć o czymś więcej niż tylko o ropie i gazie, bo
surowce ważne są dzisiaj, ale w przyszłości ich rola zmaleje. Przecież
chcemy również inwestować w Europie, a idzie nam to bardzo trudno.
Zainwestowaliście właśnie 25 mln dolarów w poprawę swojego wizerunku w
Europie. Czy to akcja związana z kampanią przed wyborami prezydenckimi?
Czujemy konieczność poprawy naszego wizerunku, który jest zły. Dzisiejsza
Rosja nie jest rozumiana na Zachodzie. Ludzie nie wiedzą, jak się będzie
zachowywała: jak cywilizowany kraj kapitalistyczny czy jak nieprzewidywalny
dyktator. Chcemy więc wytłumaczyć naszą politykę. Mam nadzieję, że się to
uda i Zachód uwierzy w Rosję z przewidywalną polityką, bogatą, kraj w każdym
calu cywilizowany. Ale będzie to kosztować więcej niż 25 mln dolarów.