Gość: gienia
IP: *.pools.arcor-ip.net
18.09.07, 11:08
mam nastepujacy dylemat: mieszkamy z mezem i polroczna coreczka w innym
miescie niz reszta jego rodziny (jakas godzina drogi autem). Z mala odwiedzamy
dziadkow i ciocie raz na dwa tygodnie, czasem czesciej. Czasem ktos do nas
wpadnie choc rzadziej. Rodzina jest duza wiec czesto zdarzaja sie przyjecia
urodzinowe. Niestety sa dosc gloscne i maja miejsce wieczorowa pora, czego
nasza mala po prostu nie toleruje. Tak bylo prawie od poczatku. Placze, jest
niespokojna a po dluzszym czasie to wpada w calkowita histerie i trudno ja
uspokoic. Moim zdaniem moglibysmy na takie urodziny pojechac, posiedziec z
mala godzinke i wracac do domu by poszla spac normalnie, o swoejej porze (do
20tej) i byla spokojna. Jednak zarowno maz jak i cala rodzina twierdza ze ona
sie powinna przyzwyczaic, ze moez za rzadko ich odwiedzamy i takie tam. NO i
ze ich dzieci oczywiscie tak nei reagowaly. Maz twierdzi ze jak bedziemy
unikac tych spotkan to bedziemy sie coraz bardziej 'odrywac' od rodziny. Jedno
wiem: nasza mala panikuje i nie ma mowy o przyzwyczajeniu, mam wrazenie ze
jest wrecz odwrotnie: zraza sie jeszcze bardziej. Tylko ze nikt sie ze mna nie
zgadza. Jestem przekonana o swojej racji i wlasciwie nie oczekuje wielkich
porad z waszej strony. Potrzebuje poczuc ze ktos mysli tak jak ja i ze nie
jestem sama po tej stronie. A co z mezem i rodzina?... chyba w tej kwestii
pozostaniemy w niezgodzie.