Gość: BERG
IP: *.ipt.aol.com
06.07.01, 07:34
w kwietniu 1944 r. we wsi Koniuchy na dawnej Wileńszczyźnie został dokonany
zbiorowy mord na tamtejszej ludności przez oddział partyzantów sowieckich,
złożony w znacznej mierze z Żydów zbiegłych z gett. Pisze o tym Chaim Lazar z
Izraela w książce pt. "Destruction and Resistance" (New York, 1985) dla
przydania chwały "dzielności" swych pobratymców... "Pewnego wieczoru 120
najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń [ze
zrzutów z Moskwy - dop. H.P.] wyruszyło w stronę wsi Koniuchy. Między nimi było
około 50 Żydów, którymi dowodził Jaakow Prenner. O północy dotarli w okolice
wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nikomu nie darować życia.
Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite... Przygotowanymi zawczasu
pochodniami partyzanci palili domy, stajnie, magazyny... Półnadzy chłopi
wyskakiwali przez okna i usiłowali uciec. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne
pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale
tam też spotkał ich taki sam los... 60 gospodarstw chłopskich, w których
mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt" (J.
Urbankiewicz "Jedwabne i Koniuchy", "Wiano" nr 5/138, Łódź).
Jaka była przyczyna tej masakry? Otóż w Koniuchach chłopi nachodzeni przez
bandy sowiecko-żydowskie, obrabowywani przez nie z żywności, zorganizowali
samoobronę. W końcu byli już pozbawieni podstawowych środków do życia.
Obecnie sprawą mordu w Koniuchach zajmuje się Instytut Pamięci Narodowej.
Ciekawe, kogo będą przepraszały nasze władze?