Gość: ixi
IP: *.chello.pl
16.08.03, 15:44
Kilka miesięcy temu z zapartym tchem śledziliśmy pościg za tajemniczym
snajperem, który uśmiercał przypadkowych ludzi w okolicach Waszyngtonu.
Aresztowanie mordercy i jego młodocianego pomocnika odbiło się szerokim echem
w amerykańskich i światowych stacjach telewizyjnych. Wrzawa trwała jednak
krótko. Zbrodniarze okazali się wyjątkowo niewygodni, wręcz kłopotliwi. To
nie tak miało być. Założony z góry scenariusz nie wypalił. Po chwilowej
konsternacji „postępowa Ameryka” przystąpiła do działania. Ważne wątki sprawy
wyciszono, przycięto, schowano do szuflady. Nie pierwszy, nie ostatni raz. A
było co przycinać...wykli mieszkańcy Waszyngtonu odetchnęli z wyraźną ulgą
gdy aresztowano Johna Allena Muhammada i Johna Lee Malvo. Trudno się dziwić.
Nikt nie chce być potraktowany kulką podczas spożywania pizzy czy robienia
zakupów. Gorzej z dziennikarzami- wyznawcami teorii podwójnych standardów
moralnych. Wpływowi pismacy amerykańscy założyli bowiem a priori, że
snajperzy-zabójcy muszą być „wściekłymi białymi osobnikami płci męskiej”.
Najlepiej powiązanymi z obywatelskimi , antyfederalnymi
oraz „kryptorasistowskimi” milicjami, które- co zrozumiałe- odgrywają w
ojczyźnie Kaczora Donalda rolę ponurego wilka z pianą na mordzie. Nawet w
dniu zatrzymania bandziorów nieoceniony „New York Times” mędrkował, iż
podejrzani są prawdopodobnie skinheadami. Niestety, nie byli. Muhammad i
Malvo okazali się „Afroamerykanami” powiązanymi- w przypadku Muhammada to
pewnik- z wielce wpływowym „Narodem Islamu”, organizacją kierowaną przez
hebanowego fuehrera-rasistę, wielce czcigodnego Louisa Farrakhana. Może
dlatego liczni „czarni bracia” od razu wzięli w obronę zatrzymanych,
suponując iż są oni „policyjnymi kozłami ofiarnymi”. Tak przynajmniej wynika
z ankiety opublikowanej na stronie internetowej blackamerica.com. Media
tymczasem zaczęły mataczyć. Przede wszystkim solidarnie usunięto wszelkie
uwagi na temat rasy i wyznawanej przez snajperów religii. Dla CNN pan
Muhammad był niezmiennie „panem Williamsem”, chociaż „Afroamerykanin” dawno
temu w majestacie prawa zmienił nazwisko. Zapewne obawiano się
reakcji „Narodu Islamu”, z którym wszyscy- nawet amerykańscy Żydzi- muszą się
liczyć. Owszem, Farrakhan to kolorowy klon Adolfa Hitlera, ale jak widać
są „gorsze i lepsze hitlery”. Jeżeli uważacie, że przeceniam siłę, wpływy i
rasizm Farrakhana oraz jego muzułmańskich baranów- posłuchajcie w ramach
dłuższej dygresji historycznej opowieści pod tytułem „The Zebra
Killings”.Trzydzieści lat temu, dokładnie w latach 1972-1974, nad Zatoką San
Francisco szalała banda czarnych morderców-rasistów, która wzięła swą nazwę
od kanału radiowego (kanał Z) używanego przez policję. Wyczyny zwyrodnialców
wiernie udokumentował kilka lat później pisarz-kryminolog Clark Howard w
książce pt. „Zebra”. Na jej czele stało 5 upolitycznionych morderców,
członków grupy „Death Angels” (Aniołowie Śmierci), która z kolei była
powiązana z „Narodem Islamu”. Jesse Lee Cooks, J.C. Simon, Larry Green,
Manuel Moore i Anthony Harris wierzyli, że biała rasa została stworzona 3
tysiące lat temu przez czarnego szalonego naukowca Jakuba. Jakub chciał
oczywiście podporządkować sobie „białasów” (po to ich wyprodukował), ale ci
najwyraźniej wszczęli skuteczny bunt przeciwko stwórcy. Dla „Aniołów Śmierci”
zabijanie białych było obowiązkiem, powinnością i przyjemnością. Dzięki temu
zdobywali bilety wstępu do- zapewne czarnego- Nieba. Było to tym łatwiejsze,
że określali swych wrogów mianem „wściekłych węży”, „niebieskookich diabłów”
i „białych matko...ców”.Ataki kierowano najczęściej przeciwko zupełnie
bezbronnym białym kobietom oraz mężczyznom. Nie oszczędzano również lokalnych
polityków. W efekcie zabito i zraniono 23 osoby. Żeby przedstawić skalę
okrucieństwa morderców, posłużę się przykładem gehenny małżeństwa Richarda i
Quity Hague. Parę pod bronią wciągnięto do samochodu. Quitę zgwałcono, a
następnie obcięto jej głowę. Richarda poddano działaniu maczety i klucza
francuskiego. Cudem przeżył.Policji w końcu udało się aresztować 8 osób
zamieszanych w morderstwa. Jest pewne, że ich pomocnicy do dnia dzisiejszego
pozostają na wolności. Przywódców bandy bronili adwokaci wynajęci
przez „Naród Islamu”. Niektórzy z nich już skorzystali ze zwolnień
warunkowych. „The Zebra Killings” i sprawa waszyngtońskich snajperów
wskazują, że „Naród Islamu” jest w istocie grupą ekstremistyczną. Cóż z tego,
skoro Farrakhan uchodzi za moralną wyrocznię dla wielu czarnych Amerykanów, a
biali- w tym wszelkiej maści lewicowcy perorujący codziennie o rasizmie
Davida Duke’a i policjantach okładających pałami agresywnych czarnych ćpunów-
schodzą mu z drogi. Podobnież rząd – pokorny dawca funduszy dla tej
zbieraniny zmąconych idealistów, groźnych fundamentalistów, hipokrytów,
rasistów oraz psychopatów.Trudno się zatem dziwić, że sprawa „Zebry”
wyparowała z ludzkiej pamięci, a rasowo-religijna identyfikacja snajperów
właśnie składana jest do grobu. Doprawdy nikt nie wszczął śledztwa
dotyczącego nauk „Narodu Islamu”, które inspirowały Johna Allena Muhammada.
Nikt nie zainteresował się doniesieniami znajomych, że bezustannie słownie
znieważał białych, chrześcijan i Żydów. To takie niewygodne i niepoprawne.
Lepiej zajmować się bardziej wirtualnym niż rzeczywistym
rasizmem „niebieskookich diabłów”. I temat bezpieczny i zarobić można.