Gość: grg
IP: *.jawnet.pl
24.09.03, 15:46
Przez prawie pół wieku zawyżano straty Powstania Warszawskiego do 250, a
nawet do 280 tys. ludzi, podczas gdy wynosiły one 150 tys. Jak do tego doszło
i w jakim celu to robiono?
Żeby to wyjaśnić trzeba się cofnąć do lata 1944...
14 lipca 1944 Stalin, w wydanej Dyrektywie nr 37 dotyczącej "rozbrojenia
polskich sił zbrojnych uważających się za podlegające Emigracyjnemu Rządowi
Polskiemu", nakazywał:
"[...] pkt. 1. Niezwłocznie po ujawnieniu składu osobowego tych oddziałów
rozbroić i odstawić do specjalnie zorganizowanych punktów dla wyjaśnienia".
Już wiosną 1945, przy pomocy kilkuset jeńców niemieckich, w obiektach
pohitlerowskiego KL Warschau zorganizowano obóz pracy NKWD, który był
miejscem izolacji i eksterminacji żołnierzy AK i polskiej inteligencji,
sprzeciwiających się sowietyzacji Polski. Polskie "uregulowanie" obozów
nastąpiło "Dekretem z dnia 16 listopada 1945 o Komisji Specjalnej do walki z
nadużyciami i szkodnictwem gospodarczym", który w art. 10 wprowadził [na wzór
sowiecki] "kierowanie sprawcy do pracy przymusowej". Obóz pracy w Warszawie
działał od wiosny 1945 do marca 1955, czyli przez 10 lat, jako twór
pozakonstytucyjny i pozakodeksowy. Zgodnie z dyrektywą Stalina
najwcześniejszymi jego więźniami byli żołnierze polskiej konspiracji. W ciągu
10 lat przeszły przez obóz tysiące Polaków "opornych" wobec wprowadzonego
nowego ustroju politycznego. Władze NKWD i UB rozpowszechniały plotki, że
jest to obóz dla jeńców niemieckich i Volksdeutschów. Miało to wywołać
niechęć społeczeństwa Warszawy do więźniów pracujących w dawnej "Gęsiówce".
Polskich patriotów i żołnierzy AK przebrano w stare mundury niemieckie!
Chciano ich w ten sposób pozbawić godności i honoru. Był to dla nich kolejny
bolesny cios moralny...
Z tych właśnie przyczyn powojenne badania nad KL Warschau zostały przerwane,
bowiem ich kontynuowanie ujawniłoby niejako automatycznie wymienioną
działalność powojennego obozu - a takowej ujawniać nie chciano...
Przyjęto więc kierunek stopniowego "wyciszania" KL Warschau, aż do
całkowitego zanegowania jego istnienia. Zaś ofiary tego obozu wliczono do
strat Powstania Warszawskiego - ok. 100 tys., a drugie 100 tys. łączono z
gettem. W ten sposób KL Warschau, który był ewidentnym miejscem ludobójstwa
na mieszkańcach Warszawy, został "skasowany", a jego ofiary "rozpłynęły się"
wśród ofiar getta i Powstania Warszawskiego. Przez prawie pół
wieku "dyspozycyjni historycy" utrwalali w świadomości Polaków obraz Warszawy
bez KL Warschau, a zawyżonymi stratami Powstania obarczyli Armię Krajową. To
było potrzebne ówczesnym czynnikom politycznym [PPR-PZPR] i było po
ich "linii". Przez dziesiątki lat stan taki utrwalali w swych publikacjach
niektórzy "historycy", a także funkcjonariusze Instytutu Pamięci Narodowej
[IPN].
Przykłady z ostatnich lat:
Były naczelnik archiwum IPN, historyk Stanisław Biernacki, były sekretarz
Egzekutywy POP PZPR d/s Ideologicznych w Ministerstwie Sprawiedliwości, nie
posiadający żadnego liczącego się dorobku naukowego w dziedzinie historii, na
naradzie Kierownictwa IPN w 1991 powrócił "do linii" całkowitego zanegowania
KL Warschau, nazywając go "utopią", a następnie wersję tę jako stanowisko IPN
upowszechniał w mediach, na Radzie Naukowej i wśród historyków na zewnątrz.
Przyniosło to sprawie niepowetowaną szkodę, czyniła ją niewiarygodną, co
utrudniło dalsze prowadzenie śledztwa w odniesieniu do jakoby "nie
istniejącego" obozu.
Z jego inicjatywy została rozwiązana Warszawska Okręgowa Komisja Badania
Zbrodni Hitlerowskich! W następstwie tego Warszawa, która była największym
ośrodkiem zbrodni hitlerowskich w kraju i której straty ludzkie były większe
od strat całej Wielkiej Brytanii i Francji razem wziętych, pozbawiona została
organu do ich badania i ścigania...
Pani prokurator Krystyna Smardzewska została Naczelnikiem Wydziału Śledczego
d/s Zbrodni Hitlerowskich IPN. Tę pracę załatwił jej mąż: dyrektor
Departamentu Nadzoru w Ministerstwie Sprawiedliwości. Pani prokurator nigdy
nie zajmowała się zawodowo dziejami II wojny światowej, okupacją hitlerowską
ziem polskich, Gestapo, policją niemiecką, zbrodniami NKWD, nie znała nawet
nazewnictwa tych formacji. Nie czytała nigdy historii Warszawy...
Nie posiadając wymaganej wiedzy i kompetencji do pozytywnego kierowania takim
wydziałem, dołączyła do tych "kompetentnych", którzy negowali istnienie KL
Warschau lub pomniejszali jego wielkość. Z dokumentacji przygotowanej do
wysłania do Niemieckiej Prokuratury w Hamburgu usunęła całą grupę dokumentów,
w tym:
- Protokół Norymberski w części stwierdzającej funkcjonowanie KL Warschau od
października 1942,
- "Specjalny rozkaz" Heinricha Himmlera z 31 lipca 1942 skierowany do
dowódców SS i policji, zakazujący używania słowa "partyzanci" i nakazujący
zastąpienie go słowem "bandyci".
Na podstawie m.in. tego rozkazu członkowie polskiej konspiracji, polscy
patrioci walczący o niepodległość Polski, traceni byli w komorach gazowych KL
Warschau jako "kryminalni bandyci" nie podlegający ochronie prawa
międzynarodowego,
- ekspertyzę biegłych dotyczącą komór gazowych w KL Warschau.
Stanisław Kaniewski, zastępca dyrektora d/s śledczych IPN w latach 90., były
prokurator stalinowski, którego "idolem" przywoływanym jako wzór do
naśladowania był twórca CzK Feliks Edmundowicz Dzierżyński. Pan prokurator
Kaniewski prowadził śledztwo przeciwko Prymasowi Polski kardynałowi Stefanowi
Wyszyńskiemu, on też w roku 1974 został wydalony z Głównej Komisji Badania
Zbrodni Hitlerowskich w Polsce "za udział w świadomym udzielaniu pomocy w
oszustwie" - w związku ze staraniami jednej z byłych więźniarek o uznanie jej
za ofiarę eksperymentów pseudomedycznych i wypłatę odszkodowania...
W 1992, po powrocie do IPN, zażądał od sędziego prowadzącego śledztwo w
sprawie KL Warschau nieprzesyłania do niemieckiej prokuratury jeszcze innych
dokumentów poza tymi, które zatrzymała pani Krystyna Smardzewska. A
mianowicie:
- głównego rozkazu Himmlera z 16 lutego 1943 wyznaczającego cel jaki przez
KL Warschau miał być spełniony tj. zmniejszenie liczby mieszkańców miasta do
500 tys. osób
- protokołu przesłuchania Paula Ottona Geibla, w którym zeznał on, że w
Warszawie likwidowano po 400 osób dziennie.
Kiedy manipulacje z dokumentami nie powiodły się, pan Kaniewski przerwał
śledztwo w sprawie KL Warschau na dwa lata [a było ono już przerywane
trzykrotnie], odebrał akta sędziemu i zamknął je w szafie pancernej,
całkowicie uniemożliwiając dalsze badania.
Kolejne działania pana Kaniewskiego w Instytucie Niepamięci Narodowej:
- nie dopuścił do przyjazdu do IPN niemieckich prokuratorów chcących zapoznać
się na miejscu z polską dokumentacją
- blokował przekazanie przez IPN materiałów dowodowych do Niemieckiej
Prokuratury,
- polecił wyłączyć z akt KL Warschau materiały dotyczące egzekucji ulicznych.
Akta te "wrzucono" do niedomykającej się szafy na otwartym balkonie, gdzie
uległy "zniszczeniu i zaginięciu". A były to cenne materiały, akta egzekucji,
w sprawie których toczyły się śledztwa w prokuraturze w Hamburgu.
W tym samym czasie okazało się nagle, że "zniknęła" z archiwum GKBZHwP
dokumentacja KL Warschau zebrana i skompletowana w nieistniejącej już
Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Owe "zaginione" dokumenty
miały ogromną wartość historyczną i procesową. Były to materiały zawierające
zeznania naocznych świadków wydarzeń z okresu funkcjonowania KL Warschau.
Zeznania te zostały złożone we wczesnych latach powojennych, kiedy pamięć
wydarzeń jeszcze była świeża, dlatego miały pierwszorzędnie znaczenie.
Obecnie większość świadków już nie żyje...
Te wszystkie manipulacje spowodowały bardzo poważne uszczuplenie materiałów
dowodowych dotyczących całego kompleksu KL Warschau. Wtedy właśnie pan
Kaniewski osobiście przygotował