Dodaj do ulubionych

the animals.

14.10.09, 09:05
w swoich czasach była to ścisła czołówka. jeśli nawet nie pierwsze
miejsce. głównie chyba dzięki ericowi burdonowi. do dziś czuje sie
dreszcze przy jego wokalizach. potężny głos. no i niesamowite czucie
tego co śpiewał. chyba on był motorem tego zespołu.
chyba w 65 czy 66 grali w sali kongresowej.
gdzieś na you tube funkcjonuje ich kawałek I'M CRYING.śmiesznie
ubrani w garniturki,jak grzeczni chłopcy. tak zresztą ubierała się
większośc kapel. może z wyjatkiem stonsów. jeszce rok-dwa i zaczęli
się chłopaki odziewac bardziej kolorowo.
na basie grał chas chandler-odkrywaca dla europy HENIA. to on go
przywiózł do gb i wypromował na tym rynku-i stąd trafiła jego
muzyka do nas.
ale to juz zupełnie inna historia.
Obserwuj wątek
    • ilnyckyj Re: the animals. 14.10.09, 16:47
      W 1966.

      To obok słynnego koncertu Rolling Stonesów w 67, najważniejsze wydarzenie
      rockowo koncertowe PRL. Swoją drogą ciekawe, że niby w tych bardziej otwartych
      latach 70-tych żaden z najbardziej znanych do nas nie przyjeżdżał. Ani Zeppelin,
      ani Deep Purple ani nawet ELO czy Eagles.

      Tylko sławy jazzowe nas nawiedzały, zawsze jeden lub parę rodzynków zdarzało się
      na Jazz Jamboree
    • sexilola_automatic Re: the animals. 14.10.09, 19:52
      billy.the.kid napisał:

      > w swoich czasach była to ścisła czołówka. jeśli nawet nie pierwsze
      > miejsce. głównie chyba dzięki ericowi burdonowi. do dziś czuje sie
      > dreszcze przy jego wokalizach. potężny głos. no i niesamowite czucie
      > tego co śpiewał. chyba on był motorem tego zespołu.
      > chyba w 65 czy 66 grali w sali kongresowej.
      > gdzieś na you tube funkcjonuje ich kawałek I'M CRYING.

      Tam chyba zaprodukowali po raz pierwszy ich jeden z (IMO) najlepszych hitów,
      choć zapomniany (?) IT'S MY LIFE...
      • basilisque Re: the animals. 15.10.09, 19:29
        Tak Chas Chandler stał się potem managerem min, Hendrixa, a w Warszawie był już
        skład bez Alana Price'a (czy nie z Valentinem na organach?). Potem Eric Burdon
        utworzył grupę Eric Burdon & New Animals, a jeszcze później The War...
        • ilnyckyj Re: the animals. 16.10.09, 21:09
          Valentine - to była gitara, ta której niezapomniane brzmienie utrwalone zostało
          w pamiętnych akordach "House Of..." a na organach po Alanie grał... właśnie kto?
          Steel w każdy razie na bębnach, a dryblas Chandler na basie.

          Ale roczek minął i już było po Animalsach; wszyscy sobie poszli, w tym Brian
          (Chas) Chandler do menedżmentu.

          Faktem jest, że dzięki niemu Jimi H. wystartował do wielkiej kariery. Chandler
          sprowadził go do Anglii, wyprodukował i wypromował jego płytę Hey Joe, dzięki
          ktorej Jimi naprawdę zaistniał.
          W tym czasie prowadził też grupę Softmachine.


          Później też prowadził jedną z najlepszych kapel glamowych czyli SLADE.

          A w ogóle to później razem z Erikiem okazjonalnie re-animowali Animalsów!
          • pomer_anya Re: the animals. 17.10.09, 11:44
            Z animalsów mnie się podoba najbardziej DON'T LET ME BE MISUNDERSTOOD, które
            potem wziął do swojego repertuaru Joe Cocker (ale ja wolę burdona):

            www.youtube.com/watch?v=3azMQLBN_0A
            Poz. Ann

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka