easy.kobra22
06.07.10, 03:34
Jak badałem własny materiał genetyczny w publicznej służbie zdrowia.
Dziewczyna chciała wiedzieć, czy w ogóle będę mógł być ojcem, a ja
teraz czuję się nieswojo, może nawet trochę mi wstyd, na szczęście
kolejka do recepcji nie jest długa, przede mną tylko dwie osoby, poza
tym mam nadzieję, że takie badania przeprowadza się dyskretnie.
Chociaż mina mi nieco rzednie, gdy recepcjonistka pyta o dokładny
adres pacjentkę, która stoi przede mną.
- Bobrza dwa przez jeden, czy przez dwa? Bo mam tu niewyraźnie.
- Przez jeden.
- Telefon sześć, pięć, sześć, cztery, dwa, zero, zero, jeden?
- Tak.
- Czy jak wynik będzie pozytywny, to możemy zadzwonić z rana?
- Nie, rano będę w pracy, wolałabym po południu.
- To może zostawić wiadomość komuś z rodziny, żeby przekazał.
- Nie wolałabym nie, poza tym jutro rano w domu nikogo nie będzie.
No nieźle, myślę sobie, pełen zakres informacji dla włamywacza. Nie
dość, że dokładny adres, to jeszcze cynk, że mieszkanie od rana
będzie puste.
Teraz ja.
- Pan do kogo?
- Ja mam ubezpieczenie w Signal Iduna. Miałem się zgłosić na
czternastą.