Był sobie kot, który mieszkał w domu z rodziną. Rodzina składała się
z matki, ojca i trójki dzieci w wieku szkolnym, oraz z kota. Kot był
kochany, karmiony, w razie potrzeby zanoszony do weterynarza. Kot
odwzajemniał miłosć rodziny, a ponieważ w domu wszyscy byli dla
niego dobrzy, to sądził, że ludzie w ogóle są dobrzy.
Właściwie to była kotkas, nazywała się Biszkopt, bo futerko miała w
ciasteczkowym kolorze.
Kot z rodziną mieszkali na pewnym osiedlu, w mieszkaniu na parterze.
Okna czasem trzeba otwierać, a kot bardzo chciał zobaczyć więcej
świata i wtyskoczył. Wieczorem wrócił pod drzwi i został wpuszczoiny
do mieszkania. Tak Biszkopt został kotem wychodzący i wracajacym do
domu na zawołanie. Sąsiedzi z klatki schodowej bardzo lubili
Biszkoppta, sąsiedzi z podwórka terż, bo biszopt była przyjazna i
towarzska: wystarczyało do niej zagadać i już można było toczyć
długie dialogi między Kotem i Człowiekiem. Nawet psy merdały ogonami
do Biszkopta, a te którew ogonów nie mioały to kręciły całym zadkiem
na znak, że Biszkopt jest w porządku i gonić jej nie zamierzają.
W ten sposób zażyłosć pomiędzy mieszkańcami osiedla budowała się
przez kilka lat.
Do ostatniej niedzieli, bo...
W sąsiednim domu mieszkał pies, który też polubił Biszkopta, jak się
zdawało wszyscy ja lubili. Pies wyprowadził panią na spacer w
niedzielne przedpołudnie, od niechcenia coś tam szczeknął, pomacvhał
ogonem i poszedł się wybiegać. Kedy pies juz się zmęczył, powiedział
panie, że pora wracać do domu, pani mogła tylko zgodzić się z psem.
Doszli do podwórka i była tam Biszkpt. Obok biszkopta leżała
zakrwawiona cegła, a Biszkopt miała tylko pół głowy i oczywiście nie
żyła

(( Pies nie wiedział jak zareagować, bo do tej pory nie
wiedział, że zwierzę plus cegła może równać się śmierć. Pani jakoś
te fakty skojarzyła i zrobiło jej się tak smutno, że przepłakała
całą niedzielę. Zreszta nie tylk ona, wiekszość mieszkańców tego
osiedla opłakiwala Bioszkopta.
Czy komuś sie nudziło? Przez tyle lat ten kot niukmu nie
przeszkadzał, nie zanieczyszczał piwnic, nie trzeba było go
dokarmiać... n awet nikt nie miałó obowiązku głasdkać Biszkopta,
choć większosć mieszkańców uważła to za dużą przyjemność.
Czy ktoś z Was ma teorię dlaczego??? Ja nie rozumiem

((
To nie był mój kot, zawsze bałam się pozwolić kotu na wychodzenie z
domu. Jak widać słusznie...