vader_24
30.05.05, 10:46
Przejechałem trochę po piachu, potem jeszcze jedną krótką trasę.
Motorek coś mocno się nagrzał - i nie chciał specjalnie odpalić.
Pomyślałem, żeby tylko wrócić do domku dolać oleju przedmuchać albo wymienić
filr powietrza i może będzie OK.
Ale do domu nie dojechałem, motorek zaczął się dławić przy małych obrotach,
przy większych jakby brakowało mocy.
Przy średnich obrotach jakoś jechał, miałem nadzieję, że się uda,
ale wredne światła i zdechł.
Odpalić się już nie udało.
Na szczeście byłem blisko rodziny i tata mnie scholował samochodem do siebie.
Samo holowanie to poezja. Z kursu pamiętałem, że muszę mieć możliwość
szybliego uwolnienia się z hola, więc kierownik w jedną rękę, linę w drugą.
Niesamowicie ciężko chociaż to tylko 170 kg. Szczególnie przy ruszaniu.
W długi weekend troszkę czasu było więc, wymieniłem filtr powietrza i nic.
Rozrusznikiem kręci, ale nie załapuje.
Pomyślałem, że po tylu próbach mogła się świeca zalać,
więc zdjąłem siedzenie, bak, fajkę i już świecę widzę.
Ale spokojnie, świeca ta ma ciekawy rozmiar 18.
Nikt w okolicy takiego klucza nie miał (niedziela) w pobliskim hipermarku
znalezłem od jakichś małych do 17 a potem już 21.
wkońcu udało mi się dojżeć 19 do kosiarek, ale w kształcie krótkiego T.
Na szczęście w końcu jeden znajomy miał stary zardzewiały klucz o zbliżonym
rozmiarze trochę go rozbiliśmy i się tą świecę udało wymienić.
Ale moto dalej nie chce odpalić (rozrusznik kręci) - podejżenie padło na
akumulator.
Podładuję - po podłączeniu był duży pobór - widać rozłedował się.
po 10 min wskazówka nagle spada na zero.
Nie wiem co myśleć o tym akumulatorze.
Teraz w kolejce jest gaźnik - może jakiś syf się dostał?
Może macie jekieś konstruktywne uwagi, pomysły, doświadczenia - szczególnie z
Suzuki LS650 Savage?
Z góry dzięki za pomoc