marcin_osikowicz
19.12.06, 16:26
Reakcje obronne (cz.1)
Nad autostradą zimny front zaciąga kołdrę zmierzchu. Prowadzą mnie
odblaskowe linie, czerwona po prawej, biała po lewej. W lusterku dostrzegam
motocykl. Trzyma się tuż za zderzakiem. Przyspieszam ale przez tylną szybę
wciąż gapią się na mnie ciemne okrągłe oczy reflektorów. w świetle jadących z
przeciwka ciężarówek błyskają anodowane na niebiesko końcówki kierownicy.
Kierownicy, której nie trzymają żadne ręce. Strasznie? Strasznie to będzie,
kiedy poluzują pasy i motocykl fiknie mi z przyczepy.
Żywot Radka. W niedzielę wieczorem wsiada w służbowy samochód i już
po sześciu godzinach jest w Poznaniu. W poniedziałek rano prasuje koszulę,
zamyka drzwi wynajętego mieszkania i do piątku sprzedaje ubezpieczenia na
życie. W piątek wieczorem wyjeżdża z Poznania i w sobotę nad ranem jest już w
Krakowie. Pośpi trochę, a potem pakuje żonę, dzieci i jadą do domku na wsi
zażywać rodzinnego weekendu. Pomaluje płot, pogada z sąsiadem, powącha lasu.
W niedzielę zawozi rodzinę do Krakowa i wieczorem… Ale póki co jest czwartek.
Siedzimy przy jogurcie pitnym i do pierwszej gadamy o motorach, rowerach i
dzieciach. Na półkach książki, których nie zabrał ze sobą właściciel
mieszkania. Dumas, Dickens, prawo cywilne. Zasypiam przy pierwszym
wielokrotnie złożonym zdaniu „Klubu Pickwicka”.
The first ray of light which illumines the gloom, and converts into a
dazzling brilliancy that obscurity in which the earlier history of the public
career of the immortal Pickwick would appear to be involved…
Poranek na torze jest wzruszający jak ubieranie choinki. Zespół
czynności, których sens i kolejność są przejrzyste niczym ryba w galarecie.
Ściąganie motocykli z przyczep (kolego mógłbyś, bo mi jebnie na prawo),
naklejanie numerów startowych, rozgrzewanie opon elektrycznymi kocami,
ustawianie przyczep, lanie wysokooktanowego paliwa. Kto przyjechał, kogo
brakuje. Wirażowi nawołują się przez krótkofalówki, Jacek Grandys rozpoczyna
pogadankę o flagach. Pierwsze motocykle wjeżdżają na nowiutką nawierzchnię.
Pierwsze telefony od żony.
- Aleksander gorączkuje i rzygał już sześć razy.
Jest ich dwóch. Mają beznadziejnie znudzone, przyzwyczajone do równin
spojrzenia, włosy na żelu i koszulki z logo Hyperpro.
- Hello chłopaki. Słyszałem, że pomagacie wszystkim ustawiać
zawieszenia? Może rzucilibyście okiem na mój motorbike?
- No way – odpowiada ten, który ma więcej żelu.
I śmieje się widząc moją minę. Gadają coś po flamandzku, nie chcę
wiedzieć co. Bujają Yamahą w górę i w dół. Nigdy w życiu nie widzieli tak
starego motocykla.