Dodaj do ulubionych

Pytanie puszkarza

27.09.08, 10:01
Chciałbym zadać pytanie szanownym (bez ironii) motocyklistom licząc na niezlinczowanie za to, że będąc puszkarzem ośmieliłem się napisać na tym forum.

Obrazek z dzisiejszego poranka: Skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną. Zwykła wąska podmiejska droga. Po obu stronach skrzyżowania przed czerwonym światłem stoi sznur samochodów. Stoję jako na początku jednego z nich. Z tyłu nadjeżdża motocyklista, oczywiście omija stojące pojazdy, po czym nie czekając na zmianę świateł, przejeżdża na czerwonym (dodam, że nie było to pod koniec fazy, ale mniej więcej w połowie trwania czerwonego światła). Po przejechaniu skrzyżowania dodaje gazu i przejeżdża obok sznura aut na jednym kole.

Ponieważ pierwszy raz coś takiego widziałem na publicznj drodze, mam pytanie: po co taka jazda? Czy takie popisy to coś, na co należy patrzeć z uznaniem (bo tak się jeździ) czy tylko głupi wybryk? (Nawiasem mówiąc sądzę, że patrzącym na to puszkarzom nic innego do głowy poza myślą "co za idiota" nie przyszło, więc jeśli chciał zaimponować, to raczej nie wyszło.)

Interesuje mnie też, na ile bezpieczna jest taka ewolucja. Czy należy uznać, że koleś wiedział co robi i nie zagrażał tym nikomu, czy jednak ryzyko wywrotki nawet u doświadczonych motocyklistów jest dość wysokie?
Obserwuj wątek
    • Gość: motocyklista Re: Pytanie puszkarza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.08, 10:16
      Ryzyko zależy od doświadczenia.
      Myślę, że jeśli komuś zagrażał to tylko sobie.
      Zaleznie od prędkości jak na tym dębię walił max to mógłby zabić i innych.
      Może kurier to był.
      Musiał dostarczyć szybko przesyłkę ,żeby prawdopodobnie jakiś 'puszkarz" miał co
      chciał.
      Doświadczony motocyklista by tak nie zrobił to raz.
      Nie jest to jakieś super niebezpieczne, chociaż nie widziałem sytaucji to Ci nie
      powiem.
      PATRZ W LUSTERKA!!
    • cien1100 Re: Pytanie puszkarza 27.09.08, 10:40
      edgar22 napisał:


      > Obrazek z dzisiejszego poranka: Skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną. Zwykła wą
      > ska podmiejska droga. Po obu stronach skrzyżowania przed czerwonym światłem sto
      > i sznur samochodów. Stoję jako na początku jednego z nich. Z tyłu nadjeżdża mot
      > ocyklista, oczywiście omija stojące pojazdy, po czym nie czekając na zmianę świ
      > ateł, przejeżdża na czerwonym (dodam, że nie było to pod koniec fazy, ale mniej
      > więcej w połowie trwania czerwonego światła).

      To był po prostu pokaz głupoty, nic więcej.

      Po przejechaniu skrzyżowania dod
      > aje gazu i przejeżdża obok sznura aut na jednym kole...
      > Interesuje mnie też, na ile bezpieczna jest taka ewolucja. Czy należy uznać, że
      > koleś wiedział co robi i nie zagrażał tym nikomu, czy jednak ryzyko wywrotki n
      > awet u doświadczonych motocyklistów jest dość wysokie?

      Nawet najlepszym czasem może coś się nie udać. Masz rację, to było popisywanie się.
      Nie życzę wielu spotkań z TAKIMI motocyklistami.
      • pablo-se Re: Pytanie puszkarza 27.09.08, 12:35
        przejazd przez skrzyżowanie na czerwonym jest uzasadnione w paru przypadkach
        (pojazdy uprzywilejowane) natomiast ten przypadek jest ewidentnym naruszeniem
        prawa i brakiem zdrowego rozsądku delikatnie ujmując.
    • Gość: tatajacek Re: Pytanie puszkarza IP: *.Red-79-154-235.staticIP.rima-tde.net 27.09.08, 20:52
      "Z tyłu nadjeżdża motocyklista, oczywiście omija stojące pojazdy, po
      czym nie czekając na zmianę świateł, przejeżdża na czerwonym... Po
      przejechaniu skrzyżowania dodaje gazu i przejeżdża obok sznura aut
      na jednym kole."

      Zdarzaja sie czerwone swiatla gdzie sie stoi tylko po to zeby stac.
      Jezeli nic nie jechalo... to i tak zachowal sie jak tuman. Inni
      stali. Wqrzajace to (stanie), ale pozwala sie nawzajem nie pozabijac.
      Co do gumy to produkowano by, zapewne, motocykle o jednym kole gdyby
      bylo to rownie bezpieczne jak jazda na dwoch. W swietle kolejki z
      przeciwka znowu tuman.

      dla rownowagi:
      w ciagu 10 min (naprawde) wczoraj:
      - pani wjezdza na rondo zajezdzajac mi droge (tak na trafienie
      centralnie w kierowce) i patrzac w oczy. Fuck na porzegnanie w
      zamian za klakson.
      - taksiarz przedemna zjezdza w prawo w zatoczke i bez kierunkowskazu
      odbija w lewo, zeby zawrocic, i staje w poprzek jezdni bo z
      przeciwnego kierunku jechal samochod.
      - tatusiek z wewnetrznego pasa ronda skreca w zjazd w prawo
      spychajac mnie na trawnik. Trabka go nie rusza prawie wcale. Tylko o
      tyle zeby miec powod do pokazania mi fuck'a.

      prawie cytujac:
      Czy należy uznać, że wiedzieli co robia?
      Mysle, ze tak.
      I nie zagrażali tym nikomu?
      Sobie i tym co z nimi jechali raczej nie.
      "Czy takie popisy to coś, na co należy patrzeć z uznaniem (bo tak
      się jeździ) czy tylko głupi wybryk?"
      Hmmmm...

      Konczac.
      Rozumiem, ze chciales przekazac, ze debili ci wszedzie dostatek. A
      to tylko jeden z przykladow. Prawda?
      • Gość: mad max Re: Pytanie puszkarza IP: *.broker.com.pl 27.09.08, 22:12
        hmm na ukrainie jak na czerwonym swietle nic nie jedzie to skuterowcy i
        motocyklisci przejezdzaja, oczywiscie na wlasne ryzyko, widzialem w paru
        miastach, na nas co stalismy to dziwnie spogladali,ale na jednym kole to tam nie
        widzialem ,w sumie jak juz czerpiemy sam gnój z zachodu to mysle ze moze i ze
        wschodu mozna by co bylo,w sumie po co stac na czerwonym swietle jak piesi juz
        przeszli a czerwone dlugo swieci za dlugo ??
        • pablo-se Re: Pytanie puszkarza 27.09.08, 22:46
          >w sumie po co stac na czerwonym swietle jak piesi juz
          przeszli a czerwone dlugo swieci za dlugo ??

          Zwłaszcza jesli jest tak jak kiedyś ja miałem na ul.Puławskiej w wa-wie gdzie
          chciałem wyjechać w lewo z jednej podporządkowanej ulicy na wcześniej wspomnianą
          ulice w kierunku na Piaseczno. Stałem na czerwonym ok 5 min. aż w końcu
          skręciłem w prawo dojechałem do najbliższych świateł gdzie zawróciłem i kiedy
          przejeżdżałem przez skrzyżowanie na którym wcześniej stałem okazało się, że
          samochód który był za mną dalej stoi i czeka na zmianę. w sumie nie wiem ile
          upłynęło zanim nastąpiła zmiana ale ja szacuje, że nie mniej jak 10 min..
          Dodam ruch był taki że mogłem pojechać jak planowałem nie narażając nikogo ale
          wybrałem "legalną wersję".
      • edgar22 Re: Pytanie puszkarza 28.09.08, 09:46
        Gość portalu: tatajacek napisał(a):
        > Rozumiem, ze chciales przekazac, ze debili ci wszedzie dostatek. A
        > to tylko jeden z przykladow. Prawda?

        Oczywiście. Nie jestem z tych toczących wojny z pieszymi, motocyklistami czy rowerzystami. Żadna grupa uczestników ruchu nie ma monopolu na debilne zachowania.
        A ponieważ motocykle tylko oglądam, chciałem poznać Waszą opinię odnośnie ryzyka dla przymusowo oglądających takie popisy, bo że zachowanie takie jest - delikatnie mówiąc - niezbyt rozsądne, chyba nie ulega wątpliwości.
        Dzięki za odpowiedzi.
        • Gość: baba_zanetti Re: Pytanie puszkarza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.08, 13:22
          trafiłeś na jakiegoś durnia i cwaniaka, sam nie lubię takich zachowań, choć
          czasami zdaża mi się przejechąc na czerwonym, ale z powodu sygnalizatorów które
          nie ragują na motocykl i można stać w nieskończoność, bądż czekać na jakieś auto.
          Co do jazdy na kole, ona sama nie zabija. i może być bezpieczna. W połączeniu z
          brakiem wyobraźni, i przerostem ambicji, oraz często super mocnym motocyklem
          może prowadzić do nieszczęścia. (choć a tym roku widziałem kilka kraks podczas
          jazdy na gumie i zakończyło się na obtłuczeniach, co innego zdrzenie podczas
          takiej jazdy).
    • Gość: exbandit Re: Pytanie puszkarza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.08, 17:04
      a w moim mieście /poznań/ pojawiła sie ostatnio moda wsród puszkarzy na wjazd na
      skrzyzowania pomimo czerwonego swiatła...
      takim kretynom powinno sie zabierać prawko...
      • domiska75 Re: Pytanie puszkarza 28.09.08, 19:33
        No to nie tylko w Poznaniu...3 miesiące temu pewna miła pani
        postanowiła przejechać na "póznym pomarańczowym" i trafiła
        prościutko w mój motocykl...Pani ma sprawę w sądzie, oczywiście
        przyznaje się do winy, ale co z tego, kiedy moje ręce nadal do
        niczego się nie nadają...Nie wiem, czy kiedykolwiek wsiądę na
        moto...Ale teraz z drugiej strony: jadę dziś rano autem od strony
        okęcia, a tam oba pasy zablokowane przez motocykle - na jednym pasie
        ktoś wykonuje na moto akrobacje, na drugim para motocyklistów jadąc
        baaardzo pomału pstryka mu zdjęcia. Korek, ludzie trąbią.
        Motocykliści olewają. Tak więc jełopy trafiają się wszędzie.
        Pozdrawiam:))
    • Gość: Majkel Re: Pytanie puszkarza IP: *.171.114.5.crowley.pl 29.09.08, 08:49
      A ja mam prośbę do edgara.

      Nie mam zamiaru przepraszać w naszym (motocyklistów) imieniu, za tego kretyna,
      którego wygłupów byłeś świadkiem, ale proszę - nie postrzegaj wszystkich
      motocyklistów jako takich. Wśród kierowców wszystkich pojazdów znajdą się
      idioci, co to się chcą popisać. A jak masz możliwość zrobienia miejsca w korku,
      to po prostu zrób. Dla Ciebie to jeden pojazd mniej w ruchu, a dla motocyklisty
      oszczędność czasu.

      Wszyscy się zmieścimy ;)
      • edgar22 Re: Pytanie puszkarza 29.09.08, 09:06
        Spoko, nie oczekiwałem przeprosin. Jeden jedyny raz widziałem coś takiego, więc nie mam podstaw uważać, że wszyscy motocykliści tak jeżdżą. A miejsce w korku robię. :)
        • Gość: Majkel Re: Pytanie puszkarza IP: *.171.114.3.crowley.pl 29.09.08, 10:01
          I za to ośmielę się podziękować w imieniu wszystkich motocyklistów :)
          • trypel Re: Pytanie puszkarza 29.09.08, 19:02
            a podobnego kretyna który od paru dni pałęta sie po Piasecznie na SM bez
            rejestracji i nic sobie nie robi ani z czerwonych świateł ani z pierwszeństwa to
            miałbym ochotę odstrzelić profilaktycznie.
            Bo tych 100 co jadą w miarę przyzwoicie to nie widac ale ten to dba żeby go
            wszyscy widzieli....
    • szmatola Re: Pytanie puszkarza 11.10.08, 03:40
      @ Edgar22

      Z ta jazda na kole to masz racje - troche to lekkomyslne, przynajmniej w ruchu
      drogowym. Ale ja o czym innym chcialem.

      Wkurza mnie mianowicie strasznie rygoryzm na drodze, zarowno z pozycji pieszego
      jak i zmotoryzowanego uczestnika ruchu. Jak juz nadmienil moj przedmowca, sa
      swiatla postawione tylko po to, by stac - bez jakiejs zauwazalnej przyczyny.

      Bylem w zyciu dwa razy w Atenach. Dwie rzeczy rzucaja sie od razu w oczy:
      mnogosc motocyklistow i skuterowcow oraz traktowanie sygnalizacji swietlnej w
      sposob, nazwijmy to, pomocniczy. Konkretnie oznacza to, ze ludzie czasem
      przejezdzaja na czerwonym swietle. Z moich obserwacji wynika, ze im mniejszy
      ruch, im mniejsze skrzyzowanie i/lub im bardziej dynamiczny pojazd, tym czesciej
      zdarza sie przejechac na czerwonym. O pieszych nawet nie wspominam, bo jest to
      rzecz oczywista - nawet policja nie stosuje sie do swiatel. Dla porownania, w
      Polsce mozna stracic prawo jazdy za przechodzenie na czerwonym swietle...

      I to wlasnie mi sie podoba - owo nastawienie, ze przepis jest dla ludzi, nie na
      odwrot. To samo tyczy sie obowiazku jazdy w kasku, w Grecji notorycznie
      olewanego. Twoja glowa - Twoj problem.

      I na koniec: przejezdzanie na czerwonym odbywa sie na wlasne ryzyko. Spowodujesz
      kolizje, masz przerabane - w koncu nie byles w prawie wjezdzac na skrzyzowanie.

      Jak myslisz, sprawdziloby sie takie fakultatywne czerwone w Polsce, zwlaszcza w
      duzych miastach?

      Pozdro
      • edgar22 Re: Pytanie puszkarza 11.10.08, 10:17
        szmatola napisał:
        > Jak myslisz, sprawdziloby sie takie fakultatywne czerwone w Polsce,
        > zwlaszcza w duzych miastach?

        Widzisz, ja akurat mam w tej materii mocno "konserwatywne" zdanie.
        Przepisy są po to, by ich przestrzegać. Bo wtedy wszyscy wiedzą, czego mogą się
        spodziewać po innych (mniej więcej, bo nieprzewidywalnych "wariatów" nie brakuje).
        A czerwone to czerwone - stoję bez względu na to, czy jadę rowerem samochodem,
        czy też jestem pieszo. (Pomijam oczywiście awarię sygnalizatora, bo takie rzeczy
        się zdarzają).
        Traktowanie świateł czy innych przepisów wyłącznie jako "sugestii" - wg mnie to
        nie jest dobry pomysł.
        • szmatola Fakultatywne czerwone 11.10.08, 23:16
          @ All (edgar22, jsz, patmate)

          O jednej rzeczy nie wspomnialem, a powinienem byl... Czestokroc jest tak, ze ludzie przejezdzajacy na czerwonym trabia, zeby ostrzec innych uzytkownikow ruchu. Zazwyczaj dziala :) Dziala w Atenach, zeby nie bylo watpliwosci.

          Zas co do wypadkowosci w Grecji - rzeczywiscie, jest wyzsza, niz europejska srednia. Szczegolnie motocyklistow ginie tam wiecej. Pewnie dlatego, ze ich udzial w ruchu jest wiekszy, a ponadto punktem honoru jest jezdzic z kaskiem przewieszonym przez kierownice lub ramie. Coz - przypadek szczegolny ogolnej prawidlowosci, ze wolnosc i bezpieczenstwo nie chodza w parze...

          I jeszcze uwaga ogolna: bardzo byc moze, ze takie fakultatywne czerwone dziala tylko w Atenach, co czyniloby nasza dyskusje jalowa. Ot, enklawa i ciekawostka turystyczna. W kazdym razie, jak bedziecie w stolicy Grecji, przyjrzyjcie sie organizacji ruchu i tym tlumom motocyklistow :) Warto!

          @ Edgar22

          Coz, nie sadze, ze stanie na czerwonym ma cokolwiek wspolnego z konserwatyzmem ;) Przepisy sa dla ludzi, nie na odwrot. Tak to przynajmniej wyglada w teorii. A w praktyce? Sam piszesz, ze dopuszczasz przechodzenie na czerwonym w przypadku awarii sygnalizatora - jesli Cie dobrze zrozumialem. Czyli co do zasady jestesmy zgodni, teraz uzgadniamy szczegoly :) Co na przyklad z przechodzeniem na czerwonym swietle w srodku nocy przy zerowym ruchu?

          Popatrz, tak czy inaczej musisz wiedziec, czego sie spodziewac po innych, z poprawka na nieprzewidywalnosc. Ot, zasade ograniczonego zaufania wlasnie sformulowales. Natomiast mnie nie chodzi o traktowanie swiatel czy przepisow jako "sugestii", lecz jako NAKAZU fakultatywnego. Takie ujecie powoduje, ze zlamanie nakazu nie pociaga za soba konsekwencji, chyba, ze doprowadza do wypadku. Tak dziala zielona strzalka czy krzyz Sw. Andrzeja na przejezdzie kolejowym, prawda?

          Proponuje zostawic na razie inne przepisy i skupic sie na swiatlach, zeby nie zasmiecac watku. OK?

          Pozdro

          szmatola
          • edgar22 Re: Fakultatywne czerwone 12.10.08, 19:09
            szmatola napisał:
            > Co na przyklad z przechodzeniem na czerwonym swietle w srodku nocy
            > przy zerowym ruchu?

            Ja nie przechodzę. Nawet jak nikt nie widzi. :)

            Prawdę mówiąc - w ogóle nie rozumiem potrzeby przechodzenia czy przejeżdżania na
            czerwonym. Przecież za chwilę (krótszą lub dłuższą) będzie zielone. Wtedy
            przejadę/przejdę.
      • Gość: jsz Re: Pytanie puszkarza IP: 89.174.218.* 11.10.08, 12:11
        szmatola napisał:
        > I na koniec: przejezdzanie na czerwonym odbywa sie na wlasne ryzyko. Spowodujes
        > z
        > kolizje, masz przerabane - w koncu nie byles w prawie wjezdzac na skrzyzowanie.

        taaa... powiedz to tym, których taki ktoś skasuje, połamie kończyny, rozwali
        samochód czy motocykl, albo rodzinie zabitego

        > Jak myslisz, sprawdziloby sie takie fakultatywne czerwone w Polsce, zwlaszcza w
        > duzych miastach?

        u nas z pewnością nie: za niska kultura jazdy. zauważ, że w wymienionych krajach
        statystyki wypadków generalnie są łaskawsze, niż w polsce. i to pomimo - jak
        widać - mniej rygorystycznych przepisów. niestety ludzie u nas uczą się
        przepisów dopiero na kursie nauki jazdy, a i to tylko w zakresie pytań
        egzaminacyjnych; de facto przepisów jako takich nie znają - potrafią odpowiadać
        na teoretyczne, wysnute z nich zagadki. rzeczy w innych krajach normalne, jak
        przepuszczenie motocykla czy wjazd na zwężenie na zmianę, u nas potrzebują
        specjalnych akcji społecznych, żeby w ogóle były zauważone jako zasada ruchu
        drogowego. jeśli pozwolić na wjazd na czerwonym pod pewnymi warunkami, ludzie w
        tym kraju widzą już tylko zgodę na wjazd - o warunkach dodatkowych nikt nie
        pamięta; vide zielona strzałka, przy której spora grupa kierowców zapomina, że
        nadal ma czerwone, albo obowiązek przepuszczenia pieszych na przejściu przy
        skręcie... przykłady można mnożyć
        jsz
        • szmatola Re: Pytanie puszkarza 12.10.08, 01:09
          @ jsz

          Co niby mam powiedziec? Twierdzisz, ze w tej chwili nikt nikogo nie kasuje, nie
          lamie konczyn, nie rozwala samochodu czy motocykla, tudziez nie jest sprawca
          smierci w wypadkach komunikacyjnych? Wiesz, pytam zaczepnie, ale chyba jest
          miedzy nami zgoda, ze jedyna calkowicie bezpieczna predkosc to 0,0 km/h? Oraz ze
          sa wypadki spowodowane wjazdem na skrzyzowanie na czerwonym swietle, z zielona
          strzalka lub bez?

          Jest po prostu tak, ze ruch drogowy wiaze sie z ryzykiem i wsiadajac do auta czy
          na moto akceptujesz ten fakt. Konkretnie, uwazasz, ze ryzyko jest na tyle male,
          ze jestes w stanie je podjac. Podobnie, jak wszyscy inni uczestnicy ruchu.
          Niektorym przychodzi za to zaplacic, czasami cene najwyzsza.

          Jak to jest z ta kultura jazdy, ciezko mi stwierdzic. Ze swojego doswiadczenia
          (glownie puszkarz, jazda na Slasku oraz w polnocnych Niemczech) moge zaryzykowac
          twierdzenie, ze nie jest tak tragicznie. Jasne, wiele rzeczy w PL wkurza, np.
          niemrawe ruszanie spod swiatel lub nagminne przeoczenie mniejszych uczestnikow
          ruchu, ale nie jest to dzungla. Oczywiscie, powyzsze jest jedynie moja
          subiektywna opinia, moge sie w 100% mylic, ale jesli tak jest, zapewne zostane
          sprostowany :)

          Co do szkolenia kierowcow: temat rzeka. Nie wiem, jak w innych krajach, ale np.
          w Niemczech jest pod tym wzgledem tak samo beznadziejnie, jak w Polsce. Wydumane
          pytania egzaminacyjne, duzo teorii, malo praktyki. Efekty takie, jak w Polsce -
          wiekszosc wypadkow jest powodowana przez mlodych wiekiem i stazem kierowcow,
          wsrod przyczyn wymienia sie nadmierna predkosc i alkohol/dragi. Fakt faktem, w
          Niemczech okres probny trwa dwa lata. Czy oslabia to temperament mlodych
          kierowcow - nie wiem, nie znalazlem na to zadnych publikacji. A tak na
          marginesie: wszystkiego trzeba sie nauczyc, a kierowca nabywa doswiadczenia za
          kolkiem, sama teoria nie zda sie na nic.

          Zas co do przepuszczania motocykli czy zamka blyskawicznego na zwezeniu - masz
          racje. Tyle tylko, ze w innych krajach bylo podobnie - tez jakies akcje
          uswiadamiajace, itp. No i najwazniejsze: masowa motoryzacja w Europie Zachodniej
          zaczela sie w latach '60, u nas w '90. Te trzy dekady roznicy widac dokladnie w
          zachowaniu kierowcow. Opowiadal mi kumpel dziennikarz: rok 2000 czy jakos tak w
          Moskwie; jak wejdziesz na przejscie dla pieszych, to kierowcy zaczynaja
          przyspieszac i trabic opetanczo. Taki Carmageddon na zywo. Brak kultury na
          drodze zwiazanej z brakiem obycia, nieprawdaz? W Polsce takich zachowan sie juz
          nie spotyka, o ile wiem z wlasnego doswaidczenia. Summa summarum, dobrze sie
          dzieje, ze piszemy o tym - jestem przekonany, ze nasze slowa nie ida na wiatr i
          mamy swoj niewielki udzial w poprawie kultury na drodze. No bo ktos to forum w
          koncu czyta, prawda?

          Co do Twojej uwagi na temat zielonej strzalki: nie moge sie zgodzic z taka
          generalizacja. Nie widze, zeby to bylo zachowanie nagminne. Wiekszosc staje,
          zeby przepuscic pieszych czy samochody - pisze na przykladzie Katowic. Jak jest
          w innych duzych miastach, nie wiem. Podejrzewam, ze podobnie.

          I ostatnia sprawa: statystyki wypadkow sa tym laskawsze, im lepsze sa drogi.
          Ciekawosc, ze widzi to kazdy prosty czlowiek, a odpowiedzialni za drogownictwo w
          Polsce nie.

          Pozdro
      • patmate Re: Pytanie puszkarza 11.10.08, 12:44

        szmatola napisał:

        > Jak myslisz, sprawdziloby sie takie fakultatywne czerwone w
        Polsce, zwlaszcza w
        > duzych miastach?

        Miałem wypadek z właśnie jak to nazwałeś samochodem traktującym
        czerwone fakultatywnie. Fart że prawie wyhamowałem, więc mi poza
        fikołkiem nic się nie stało, gorzej z motem, tak samo fakultatywnie
        został wcześniej pieszy potraktowany - idiota prawie przejechał mu
        po butach.
        Parę lat wcześniej miałem poważny wypadek, bo gościu potraktował
        fakultatywnie znak pierwszeństwo przejazdu. Ja szpital, 5 miesięcy
        na zwolnieniu, motąg na złom....
        Zauważ że czerwone "fakultatywnie" jest u nas traktowane na
        początku cyklu, kut.sy wjeżdżają nagminnie na skrzyżowania żeby
        zdążyć. Niebawem bedziemy stawali na zielonym.
        Pzdr
        • szmatola Re: Pytanie puszkarza 12.10.08, 02:00
          @ patmate

          Przykro mi, ze miales wypadki. Naprawde, bez ironii to pisze. Ale jak to sie ma
          do mojego pytania?

          Najpierw troche spekulacji. Ja nie wiem, czy ten gosciu, ktory potraktowal
          fakultatywnie najpierw czerwone, potem pieszego, a nastepnie Ciebie robil tak
          nagminnie, czy ten jeden, jedyny raz. Mysle, ze to drugie - jakby to robil
          czesciej, to by pewnie berdziej uwazal. Ale, jak pisze, jest to czysta
          gdybologia, bez znaczenia w tej chwili.

          Widzisz, piszesz "fakultatywnie" z gorzka ironia, a mnie chodzi o co innego:
          mianowicie o to, zeby temu gosciowi WOLNO BYLO przejechac na tym czerwonym,
          GDYBY nie bylo tego pieszego na przejsciu i Ciebie na moto. Ot, taka zielona
          strzalka, tyle, ze na wprost.

          Problem jest zreszta troche bardziej skomplikowany. Zapewne wiesz, ze
          motocyklisci sa czesto nie zauwazani w ruchu drogowym, a to z dwoch przyczyn:
          mniejszy pojazd trudniej zauwazyc; ponadto kierowcy, nieprzyzwyczajeni do widoku
          moto, nie patrza konkretnie za motocyklami, rowerami, itp., a tylko za
          samochodami. Mowiac uczenie, nie sa na motocyklistow kondycjonowani. Zapewne tak
          samo bylo z tym idiota, o ktorym piszesz. Ciekawe tylko, ze na pieszym tez
          pierwszenstwo wymusil, chociaz na nich akurat kierowca jest kondycjonowany. Jak
          dla mnie, to kryminal.

          I drugi problem: otoz postawienie znakow drogowych, a sygnalizacji w
          szczegolnosci, usypia czujnosc kierowcow. Jest to druga strona medalu zwanego
          organizacja ruchu. Mam zielone swiatlo, to jade, bez ogladania sie na boki.
          Wiem, wiem, motocyklisci patrza, ale puszkarze juz niekoniecznie, prawda?
          Jakkolwiek niesprawiedliwie to brzmi, byles mniej czujny niz zwykle. Zapewne
          zszedlbys z gazu nieco wczesniej, gdyby na tym skrzyzowaniu nie bylo
          sygnalizacji albo byla wylaczona. Chociaz pewnosci nie mam :) A jak Ty to widzisz?

          W swietle powyzszego: chcialbys likwidacji zielonych strzalek, czy pozostawienia
          tak, jak jest?

          Co do Twojego drugiego wypadku: gosc nie mogl potraktowac znaku fakultywnie, bo
          informacja, jaka znak przekazuje, jest niezmienna w czasie. Wymusil
          pierwszenstwo skrwsn i tyle. I tu smutna refleksja: niestety, caly system jest
          do niczego... Powiedz mi, jakie konsekwencje poniosl ten puszkarz? Oprocz
          mandatu i punktow, bo to zadna sankcja jest. W normalnym kraju sprocesowalbys
          goscia, za "przestoj" pieciomiesieczny w szpitalu, za uszczerbek na zdrowiu, za
          straty z tytulu niezdolnosci (czasowej) do pracy. W normalnym kraju prawnicy
          biliby sie o taka stosunkowa czysta i latwa do wygrania sprawe, jak Twoja. W
          normalnym kraju wreszcie wymiar sprawiedliwosci takie sprawy zalatwialby szybko.
          A jak jest u nas? Predzej swoje wnuki zobaczysz, niz pieniadze. Ludziska o tym
          wiedza i stosownie do tego sie zachowuja. A tak na marginesie, moglbys napisac
          cos o tym kierowcy? Faktycznie nie zauwazyl, czy tez po chamsku wymusil
          ("myslalem, ze zdaze!", ewentualnie "panie, po cos pan tak zprdlł?")

          Szerokosci, przyczepnosci zycze :)

          Pozdro

          PS. Wlasnie mi przyszlo na mysl, ze z tym krzyzem sw. Andzeja z postu do edgar22
          chyba troche przekombinowalem...
          • patmate Re: Pytanie puszkarza 12.10.08, 20:05
            Podałem dwa przykłady lekceważenia przepisów które troche mi
            namieszały w życiorysie.
            Zobacz co się dzieje w kraju na ulicach, nagminnym zachowaniem jest
            przejeżdzanie świateł tuż po zmianie z żółtego na czerwone.
            Wprowadzenie proponowanej zasady może pogłębić takie zachowanie (już
            słyszę tłumaczenia sprawców).
            Mam tylko pytanie, na jakich skrzyżowaniach w Grecji widziałeś
            jazdę na czerwonym i czy jest odpowiedni zapis w greckim kodexie?
            Podejżewam że istnieje przyzwolenie ale na małych spokojnych
            skrzyżowaniach.
            Jak na razie jesteśmy nacją niezbyt dobrze jeżdzącym... start spod
            świateł to kpina - a wystarczyłoby przyuczyć przed egzaminem.
            Zielone strzałki - ilu gości zatrzymuje się przed skręceniem?
            Niemniej jestem za strzałkami...

            .."> I drugi problem: otoz postawienie znakow drogowych, a
            sygnalizacji w
            > szczegolnosci, usypia czujnosc kierowcow..."
            Jednak światła to konieczność - żadne duże skomplikowane
            skrzyżowanie bez niego sie nie obędzie.
            ..." Zapewne
            > zszedlbys z gazu nieco wczesniej, gdyby na tym skrzyzowaniu nie
            bylo
            > sygnalizacji albo byla wylaczona..."
            Startowałem z drugich świateł, odległość do miejsca wypadku ca 20 m
            to jest dodatkowy czas czerwonego dla przeciwnika.... Po zdarzeniu
            zawsze można znaleźć sposób na uniknięcie, np nie wyciąganie wogóle
            sprzęta z garażu ;). Nikt bezbłędnie nie jeździ.

            .."Powiedz mi, jakie konsekwencje poniosl ten puszkarz? Oprocz
            > mandatu i punktow, bo to zadna sankcja jest. W normalnym kraju
            sprocesowalbys
            > goscia, za "przestoj" pieciomiesieczny w szpitalu, za uszczerbek
            na zdrowiu, za
            > straty z tytulu niezdolnosci (czasowej) do pracy..."

            Tu akurat nie było problemu, znalazła się firma pomagająca w
            wyciąganiu odszkodowania i nie krzywdowałem, jednak w obydwu
            przypadkach trochę trwało...
            W #2 gość był ubezpieczony w norweskiej małej f-mie ubezp. która
            nie miała korespondenta w Polsce, a ja nie wziąłem od gościa odcinka
            polisy AC i w sumie sprawa wylądowała w Funduszu Gwarancyjnym, co w
            sumie wydłużyła finał o 5 miesięcy.
            Pzdr
          • pablo-se Re: Pytanie puszkarza 12.10.08, 20:26
            Przykro mi ale jestem w grupie ludzi myślących w sposób konserwatywny. Nie
            twierdze że sam jestem święty i wszystkie przepisy traktuję jak najwyższy
            priorytet. Ogólne (umowne) przyzwolenie na wjazd na skrzyżowanie pomimo
            czerwonego spowoduje większe zamieszanie a nasze zmotoryzowane społeczeństwo
            wykorzysta to nadmiernie. Będzie to tak jak w przypadku alkoholika któremu dać
            otwarty kredyt w monopolowym i liczyć na jego zdrowy rozsądek, że nie będzie
            tego nadużywać.
            Wolę jasno ustalone reguły, że ten co ma stać stoi i nie ma prawa ruszyć do
            czasu aż sygnalizacja pozwoli a nie jechać a ja mam się zastanawiać sie czy ten
            inny na drodze wykona lub nie ten ruch, czy mnie widzi czy akurat teściowa do
            niego nie dzwoni na komórę itp.. Wielokrotnie moje 4 litery uchroniło to, że
            staram się przewidywać poczynania innych ale nie da się przewidzieć wszystkiego.
            Sam doświadczyłem wiele złego z winy innego uczestnika ruchu przez co obecnie
            jazda nie jest już dla mnie tak przyjemna i widząc każdorazowo stojące auto z
            prawej strony mam przed oczami mój wypadek. Nie jest to zabawne. Każdy kto
            przeżył to co ja wie co mówię.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka