Dodaj do ulubionych

Będzie spokój - zapewniają alterglobaliści

    • Gość: ali globalizm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.04, 11:11




      Wróć do Twoja skrzynka pomoc

      (( poprzedni następny ))


      dodaj adres do książki | dodaj adres do reguł
      Od: ali55@gazeta.pl
      Data: 2004-04-04 23:50
      Do: ali55@gazeta.pl
      Temat: globalizm
      rozwiń nagłówek


      REFLEKSJE: behe_mot 0 26-11-2003 08:59 CET
      I. Globalizacja czyli neokolonializm.

      Choć termin globalizacja jest pojęciem nowym, to jednak w gruncie rzeczy samo
      zjawisko, jakim jest globalizacja, do nowych nie należy. Zaczynem
      globalizacji
      stały się podboje kolonialne prowadzone przez państwa Europy Zachodniej w
      Afryce, Ameryce i innych częściach świata, dzięki którym państwa te zaczęły
      czerpać korzyści finansowe z eksploatacji bogactw i siły roboczej w swoich
      koloniach. Wtedy to właśnie pojawił się globalny wyzysk i globalny zysk.
      Eksploatacja kolonii stała się jedną z przyczyn powstania w Europie
      Zachodniej
      kapitalizmu, bowiem kapitalizm rozwinął się dzięki bogactwom naturalnym
      krajów
      podbitych i taniej sile roboczej (również niewolniczej) pochodzącej z
      kolonii.
      Kapitalizm jest więc ściśle powiązany z kolonializmem państw zachodnich ?
      dodajmy ? jest powiązany tak ściśle, iż bez kolonializmu nie istnieje. Jak
      wiadomo w związku z narastającą po II Wojnie Światowej falą aspiracji
      narodowowyzwoleńczych ludności skolonizowanej przez Zachód, państwa zachodnie
      wycofały się z większości swoich kolonii, gdyż finansowanie dużej ilości
      wojska
      i policji, koniecznej do utrzymania w posłuszeństwie buntującej się ludności
      krajów skolonizowanych, stało się po prostu zbyt drogie. Kapitalizm nie
      istnieje jednak bez kolonializmu, a ponieważ państwa zachodnie są państwami
      kapitalistycznymi, więc i one bez kolonii nie mogły prawidłowo funkcjonować.
      Państwa kapitalistyczne musiały więc stworzyć nową wersję kolonializmu. W
      neokolonializmie podstawowym narzędziem uzależnienia byłych kolonii od państw
      ?
      kolonizatorów stał się pieniądz, kapitał, a nowymi konkwistadorami zostali
      kapitaliści, właściciele ogromnych koncernów kapitalistycznych. Uzależnienie
      byłych kolonii od państw Zachodu ma więc dziś naturę głównie ekonomiczną,
      choć
      zachodni kolonialiści potrafią używać także argumentów militarnych, jeśli
      sytuacja w krajach rozwijających się zagraża ich interesom ekonomicznym.
      Współczesna globalizacja ekonomiczna, o której się tak wiele ostatnio mówi,
      to
      nic innego, jak kolejny etap rozwoju neokolonializmu (i kapitalizmu),
      cechujący
      się postępującym wzrostem znaczenia wielkich korporacji i znoszeniem barier
      krępujących ich wpływy, a także przeniesieniem pewnych kompetencji państw
      narodowych na międzynarodowe instytucje kapitalistyczne. Nie należy jednak
      zapominać, tak jak czynią to często lewicujący antyglobaliści, iż za
      globalizacją, wzrostem znaczenia instytucji kapitalistycznych, stoją państwa
      Zachodu, które świadomie rezygnują z części kompetencji na rzecz wielkiego
      kapitału, aby tym skuteczniej wyzyskiwać państwa rozwijające się. Przecież
      ostatecznie centrale wielkich koncernów nie są zawieszone w przestrzeni
      wirtualnej, ale swoje siedziby mają w konkretnych państwach
      kapitalistycznych,
      których elity są powiązane z owymi koncernami. Z tego powodu państwa
      zachodnie
      (czytaj: elity polityczne) mają swój udział w globalizacji ekonomicznej,
      tworząc
      dla wielkiego kapitału odpowiednie warunki prawne, jak również wspierając go
      politycznie i militarnie, a wszystko to w imię neokolonializmu, a więc
      wyzysku
      dawnych kolonii, zwanych państwami rozwijającymi się. Już czas, aby lewacy i
      co
      poniektórzy ekolodzy zdali sobie sprawę z tego, iż państwa zachodnie nie
      zatrzymają procesów globalizacyjnych, gdyż globalizacja jest zjawiskiem, za
      którym stoją państwa kapitalistyczne.
      Procesu globalizacji nie zatrzymają również państwa rozwijające się, bo są na
      to
      ekonomicznie zbyt słabe, a poza tym elity rządzące tymi państwami ciągną
      określone zyski z kolaboracji z koncernami i stojącymi za nimi rządami państw
      kapitalistycznych, dlatego też rządy krajów III Świata nie przeciwstawią się
      procesowi globalizacji, nawet jeśli jest on niekorzystny dla szerokich rzesz
      ich
      obywateli. Lewicujący antyglobaliści łudzą się, kiedy mówią, że można
      przecież
      wybrać w wyborach do parlamentu uczciwych ludzi (mają tu na myśli najczęściej
      siebie), którzy przeciwstawią się globalizacji. Demokracja parlamentarna
      wytworzyła takie mechanizmy, które wiążą elity polityczne z wielkim kapitałem
      (również międzynarodowym). Bez poparcia owego kapitału (np. mediów, będących
      w
      rękach wielkich koncernów) nikt nie ma szans na wygranie wyborów, a jeśli już
      nawet je wygra, to nie ma wielkiej szansy na utrzymanie się przy władzy,
      dlatego
      iż kapitał może wywrzeć presję ekonomiczną na nieprzychylnie nastawiony do
      niego
      rząd, chyba że zaraz po wyborach ów rząd przeprowadzi niezbędne korekty w
      swoim
      programie. I tak, kraje w radykalny sposób sprzeciwiające się kapitałowi
      można
      obłożyć np. embargiem, odmówić im potrzebnej pożyczki lub obłożyć ją
      lichwiarskimi odsetkami, osłabić ich walutę poprzez spekulacje giełdowe, co
      stawia niesforny rząd przed koniecznością cięć budżetowych, a stąd już tylko
      krok do jego obalenia przez niezadowolonych obywateli. A jeśli zabiegi
      ekonomiczne nie dadzą oczekiwanego rezultatu, jakim jest upadek
      antykapitalistycznego rządu, to zawsze można wysłać do zbuntowanego kraju
      wojsko
      w ramach walki o ?wolność i demokrację?, albo jeszcze lepiej: znaleźć grupę
      lokalnych wojskowych, gotową do przywrócenia ładu w swoim kraju przy
      braterskim
      wsparciu USA lub innego kochającego demokrację kraju kapitalistycznego. Takie
      scenariusze były wszak przerabiane w wielu krajach rozwijających się. Innymi
      słowy: karty do gry w politykę i gospodarkę rozdaje zawsze ten, kto ma
      pieniądze, a że to właśnie kapitał i państwa zachodnie mają pieniądze, więc
      można się spodziewać, iż to właśnie te siły będą decydować o tym, kto rządzi
      w
      państwach rozwijających się, a nie lewicujący działacze antyglobalistyczni,
      chyba że staną się oni częścią systemu, łagodząc swoje hasła i wprowadzając
      jedynie kosmetyczne zmiany w obecny układ. Chcąc powstrzymać globalizację
      ekonomiczną należy zatem wyjść poza państwo. O tym, w jaki sposób można
      walczyć
      z globalizacją bez odwoływania się do koncepcji państwa narodowego, napiszę w
      ostatniej części niniejszego opracowania. Teraz przejdę do omówienia
      mechanizmów, dzięki którym dokonuje się globalizacji ekonomicznej.




      REFLEKSJE: behe_mot 0 26-11-2003 09:01 CET
      II. Prawdziwe oblicze globalizacji ekonomicznej.

      Głównym celem ekonomii kapitalistycznej jest maksymalizacja zysków. Jednym z
      zasadniczych mechanizmów pozwalających na maksymalizację zysków jest
      obniżenie
      kosztów produkcji. Koszty produkcji obniża się przez znalezienie taniej siły
      roboczej, a także poprzez tanie i łatwe nabywanie surowców i półproduktów.
      Wymarzonym źródłem taniej siły roboczej i surowców są państwa rozwijające
      się.
      Państwa te przez dziesiątki, a nawet setki lat uzależnienia od kolonizatorów
      nie
      zdołały wytworzyć własnego przemysłu opartego na wysoko zaawansowanych
      technologiach, gdyż kolonizatorzy nie pozwalali im na rozwój takiego
      przemysłu,
      uzależniając owe państwa od produktów wytwarzanych przez firmy zachodnie. W
      związku z tym w krajach skolonizowanych wśród ludności tubylczej nie powstała
      warstwa wykształconych technicznie specjalistów, co oznacza, iż ludności tej
      przypadła rola taniej, bo niewykwalifikowanej siły roboczej. W koloniach mógł
      co
      najwyżej rozwijać się przemysł związany z wydobyciem surowców i prostych,
      tanich
      wyrobów. Po opuszczeniu przez państwa zachodnie swoich kolonii, kraje III
      Świata
      nie posiadały więc ani zaawansowanego technicznie przemysłu, ani fachowców,
      którzy mogliby przemysł taki stworzyć. Kraje te były zatem uzależnione od
      swoich
      byłych kolonizatorów, którzy zaoferowali im ?pomoc? w rozwoju ich potencjału
      gospodarczego. Zachodnie koncerny zaczęły inwestować kapitał w krajach
      rozwijających się, a także udzielać pożyczek swoi
      • Gość: Xionc Re: globalizm IP: 213.77.7.* 28.04.04, 14:21
        Powiedz na czym polega twój problem? Mamusia w dzieciństwie nie kupowała
        zabawek czy tatuś przychodził do domu pijany? A może oboje przymusowo zabierali
        cię na pochód 1-majowy i tak ci zostało???
    • Gość: ali c.d. globalizacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.04, 11:37
      II. Prawdziwe oblicze globalizacji ekonomicznej.

      Głównym celem ekonomii kapitalistycznej jest maksymalizacja zysków. Jednym z
      zasadniczych mechanizmów pozwalających na maksymalizację zysków jest
      obniżenie
      kosztów produkcji. Koszty produkcji obniża się przez znalezienie taniej siły
      roboczej, a także poprzez tanie i łatwe nabywanie surowców i półproduktów.
      Wymarzonym źródłem taniej siły roboczej i surowców są państwa rozwijające
      się.
      Państwa te przez dziesiątki, a nawet setki lat uzależnienia od kolonizatorów
      nie
      zdołały wytworzyć własnego przemysłu opartego na wysoko zaawansowanych
      technologiach, gdyż kolonizatorzy nie pozwalali im na rozwój takiego
      przemysłu,
      uzależniając owe państwa od produktów wytwarzanych przez firmy zachodnie. W
      związku z tym w krajach skolonizowanych wśród ludności tubylczej nie powstała
      warstwa wykształconych technicznie specjalistów, co oznacza, iż ludności tej
      przypadła rola taniej, bo niewykwalifikowanej siły roboczej. W koloniach mógł
      co
      najwyżej rozwijać się przemysł związany z wydobyciem surowców i prostych,
      tanich
      wyrobów. Po opuszczeniu przez państwa zachodnie swoich kolonii, kraje III
      Świata
      nie posiadały więc ani zaawansowanego technicznie przemysłu, ani fachowców,
      którzy mogliby przemysł taki stworzyć. Kraje te były zatem uzależnione od
      swoich
      byłych kolonizatorów, którzy zaoferowali im ?pomoc? w rozwoju ich potencjału
      gospodarczego. Zachodnie koncerny zaczęły inwestować kapitał w krajach
      rozwijających się, a także udzielać pożyczek swoim byłym koloniom. Z pozoru
      więc
      wyglądało na to, iż państwa rozwijające się otrzymały pomoc od państw
      zachodnich, w praktyce jest jednak tak, że neokolonizatorzy inwestują w te
      gałęzie przemysłu, które nie należą do wysoko zaawansowanych technologicznie,
      a
      więc nie przyczyniają się do znaczącego podniesienia poziomu technicznego
      przemysłu krajów III Świata, zatrzymując jednocześnie u siebie najnowsze
      technologie i intratne gałęzie przemysłu. Inwestorzy zachodni sprawują też
      kontrolę nad produkcją krajów rozwijających się, gdyż to właśnie oni stanowią
      wykwalifikowaną kadrę w krajach, do których przenieśli produkcję. Inwestycje
      kapitału zachodniego nie przyczyniają się zatem do rozwoju technologicznego
      krajów III Świata, ani do powstania w tych krajach wysoko wykształconej kadry
      technicznej i biznesowej, dzięki czemu pracownikom z krajów rozwijających się
      można wypłacać znacznie mniejsze wynagrodzenie od wynagrodzenia pracowników z
      krajów zachodnich. Dzięki temu firmy zachodnie mogą zarobić o wiele więcej w
      krajach rozwijających się niż w krajach wysokorozwiniętych. Zyski wypracowane
      przez zachodnie firmy w krajach rozwijających się są w dużej części
      wyprowadzane
      z tych krajów do krajów zachodnich. Oczywiście tymi, którzy bezpośrednio
      zarabiają na produkcji w krajach III Świata są firmy kapitalistyczne, jednak
      firmy te wpuszczają zarobione pieniądze w system gospodarczy krajów Zachodu,
      przynosząc w ten sposób stojącym za nimi krajom zachodnim określone zyski.
      W celu łatwiejszego przenoszenia produkcji z krajów zachodnich do krajów III
      Świata, likwidacji barier stanowiących przeszkodę dla ekspansji zachodniego
      kapitału, 15 kwietnia 1994 roku powstała Światowa Organizacja Handlu (WTO).
      Jej
      członkami są zarówno państwa zachodnie, jak i kraje rozwijające się, których
      parlamenty ratyfikowały przystąpienie do WTO. Zadaniem WTO jest między innymi
      obniżanie ceł, a także wpływanie na parlamenty krajowe, aby stanowione przez
      nie
      prawo sprzyjało pomnażaniu zysków firm kapitalistycznych (np. ulgi
      podatkowe).
      Jeśli więc zdaniem WTO prawo jakiegoś kraju nadmiernie eksponuje prawa
      pracownicze lub zawarte są w tym prawie rygorystyczne regulacje w zakresie
      ochrony środowiska, w związku z czym zyski inwestorów są niższe od
      oczekiwanych,
      to WTO może nałożyć na ów kraj kary finansowe. Dodajmy, że wniosek o ukaranie
      kraju, który nie stwarza ?korzystnych? warunków dla inwestorów zagranicznych,
      składa państwo, z którego pochodzą niezadowolone firmy. Widać więc wyraźnie,
      że
      za procesem globalizacji ekonomicznej stoją organizacje państwowe i to
      zarówno
      państwa zachodnie, jak i państwa III Świata, których elity czerpią zyski z
      kolaborowania z WTO.
      Dzięki WTO zagraniczni inwestorzy zyskują szereg ulg i przywilejów w kraju,
      do
      którego przychodzą z kapitałem. Uprzywilejowanie zagranicznych podmiotów
      gospodarczych prowadzi do upadku lokalnych producentów i handlowców, którzy
      nie
      są w stanie wytrzymać nieuczciwej konkurencji. Upadek lokalnej produkcji i
      handlu jest uderzeniem w społeczności lokalne, które na skutek degrengolady
      rodzimych form gospodarki zaczynają biednieć (likwidowane są np. miejsca
      pracy w
      upadających zakładach pracy, sklepach), a także zatracają swój charakter
      kulturowy, bowiem wraz z pojawieniem się nowych, obcych wzorców produkcji i
      handlu zmienia się także charakter więzi międzyludzkich i ludzkich zachowań.
      Oczywiście tymi, którzy ze swoimi firmami i produktami wkraczają do innych
      krajów są państwa zachodnie, gdyż to właśnie one dysponują silnym,
      ekspansywnym
      kapitałem, rozwiniętą gospodarką itp.
      Często mówi się, że krytyka WTO jest atakiem na wolny rynek, gdyż WTO stara
      się
      znosić bariery krępujące swobodny przepływ kapitału. Problem polega jednak na
      tym, że wolność gospodarcza, o którą WTO podobno tak bardzo zabiega, jest
      wolnością dla niektórych, a konkretnie dla tych, którzy są silni gospodarczo,
      dla słabych zaś wolność ta oznacza ruinę lokalnych producentów i handlowców,
      uzależnienie gospodarcze od firm pochodzących z krajów wysokorozwiniętych, bo
      jeśli upada własny przemysł i handel, to stajemy się zależni od przemysłu i
      handlu obcego pochodzenia. Poza tym, gdy chodzi o zabezpieczenie interesów
      państw zachodnich, to WTO potrafi zachowywać się tak, jak organizacja żywcem
      wyjęta z realnego socjalizmu, lansując model gospodarki nakazowo-
      rozdzielczej.
      Weźmy chociażby niedawne protesty polskich hodowców drobiu, którzy
      protestowali
      przeciwko importowi drobiu z krajów, w których dotuje się produkcję drobiu.
      Jasne jest ? argumentowali hodowcy polscy ? że z taką dotowaną konkurencją
      nie
      wygrają i staną na krawędzi bankructwa. W odpowiedzi usłyszeli, że import
      drobiu
      wynika ze zobowiązań Polski wobec WTO, w związku z czym nie może być
      wstrzymany,
      zresztą Polska i tak wynegocjowała z WTO korzystne warunki importu, bo ilość
      zakontraktowanego drobiu nie jest duża. Co wynika z odpowiedzi, którą
      otrzymali
      polscy hodowcy drobiu? A to, iż polityka gospodarcza WTO jest polityką
      nakazowo-rozdzielczą. WTO ustala co, ile i od kogo trzeba kupić i należy na
      te
      odgórne ustalenia przystać, jeśli nie chce się być ukaranym przez WTO. Jednym
      słowem, problemy polskich producentów drobiu nie wynikają z ich nieudolności
      w
      grze wolnorynkowej, ale wynikają z tego, iż WTO nie kieruje się zasadami
      wolnego
      rynku, ale interesem państw zachodnich i firm pochodzących z tych państw. Oto
      neokolonializm w całej pełni, w tej konkretnej sytuacji zwrócony przeciwko
      Polsce, która jest ? wraz z innymi krajami postsocjalistycznymi ? rodzajem
      europejskiego III Świata.
      Warto przyjrzeć się teraz innym globalnym instytucjom ekonomicznym. W lipcu
      1944
      roku na konferencji w Bretton Woods powołano do życia World Bank (Bank
      Światowy)
      oraz International Monetary Fund (Międzynarodowy Fundusz Walutowy). W wyżej
      wymienionych instytucjach przyjęto zasadę, że ilość głosów posiadanych przez
      poszczególne państwa skupione w tych organizacjach jest proporcjonalna do
      zasobów finansowych posiadanych przez poszczególne państwa członkowskie.
      Dzięki
      temu grupa G7 i inne państwa Europy Zachodniej mają zdecydowaną większość
      głosów
      i w gruncie rzeczy, to one decydują o kształcie tych organizacji. Zadaniem BŚ
      i
      MFW jest udzielenie pożyczek krajom rozwijającym się. W przypadku BŚ pożyczki
      te
      są przeznaczane na konkretne przedsięwzięcia, tj. budowę dróg, infrastruktury
      energetycznej itp., natomiast MFW udziela pożyczek do
    • Gość: ali c.d. globalizacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.04, 11:39
      III. Jak powstrzymać globalny neokolonializm ekonomiczny?

      Z całą pewnością nie da się powstrzymać globalizacji ekonomicznej przy pomocy
      państwa, jak naiwnie wyobrażają to sobie lewacy, narodowcy i pewni ekolodzy,
      należy bowiem zauważyć, że za koncernami kapitalistycznymi i instytucjami
      międzynarodowego kapitału stoją państwa, zarówno bogate, jak i biedne. Wszak
      WTO
      zostało powołane do życia przez parlamenty państwowe i jego członkami są
      państwa
      reprezentujące związane z nimi grupy kapitałowe, a w BŚ i MFW głosują
      przedstawiciele poszczególnych państw i to oni popychają globalizację
      naprzód.
      Instytucje państwowe idą więc ramię w ramię z globalnym kapitałem i nie
      należy
      się spodziewać, aby zostało to zmienione przez grupki lewaków, narodowców,
      czy
      zielonych, pragnące przejąć władzę w państwie i dzięki temu powstrzymać WTO,
      MFW, BŚ itp. Ludzie ci nie zostaną dopuszczeni do władzy, gdyż o tym, kto
      władzę
      sprawuje, decydują dziś wielkie koncerny i międzynarodowe instytucje
      kapitalistyczne, które mogą wspierać polityków sprawujących władzę, ale
      również
      mogą niszczyć tych, którzy wykazują zbyt daleko idącą samodzielność w
      sprawach
      ekonomicznych. Oznacza to, iż ratunku szukać trzeba nie w państwie, ale w
      czymś
      innym.
      Tym innym, stanowiącym alternatywę dla państwa, jest wspólnota lokalna, a
      także
      grupa pracownicza i to właśnie w silnych samorządach lokalnych i
      pracowniczych
      należy upatrywać nadziei na powstrzymanie globalizacji. Ktoś może jednak
      powiedzieć, że skoro państwo nie jest w stanie powstrzymać globalizacji, to
      dlaczego ma to zrobić samorząd? Skąd w ogóle ten pomysł, aby dowartościować
      samorządność?
      Otóż stwierdziliśmy wyżej, iż globalizacja uderza głównie we wspólnoty
      lokalne,
      niszcząc lokalną produkcję, handel, a także specyfikę kulturową i styl życia.
      Ludzie żyjący we wspólnotach lokalnych mają więc interes w powstrzymaniu
      globalizacji, w przeciwieństwie do elit politycznych, które z uwagi na
      uprawnienia związane ze sprawowaną przez nie władzą, zostały uwikłane przez
      wielki kapitał w jego ekspansję, w zamian za określone korzyści finansowe i
      polityczne. Pomoc finansowa dla państwa, pochwały w środkach masowego
      przekazu,
      prestiżowe nagrody przyznawane ?wybitnym ekonomistom? państwowym w stylu
      Leszka
      B., intratne posady w instytucjach międzynarodowego kapitału (vide Hanna
      Gronkiewicz ? Waltz) ? to wszystko oferuje kapitał politykom lobbującym na
      jego
      rzecz. Warto więc być przyjacielem kapitału, a nie jego wrogiem, bo wtedy nie
      ma
      mowy o wsparciu medialnym, nagrodach, posadach, pożyczkach dla państwa i
      redukcjach długu, nie ma szans na dostanie się w pobliże rządowego koryta.
      Politycy mają więc silną motywację do wspierania globalizacji ekonomicznej.
      Nie
      ma jej jednak krawiec z mojego osiedla, ani pani handlująca pietruszką na
      pobliskim rynku, bo oni nie sprawują wielkiej władzy, w związku z czym nie
      liczą
      nawet na prestiżowe nagrody i intratne stanowiska przydzielane w instytucjach
      międzynarodowego kapitału, nie oczekują, że kapitalistyczne media napiszą na
      pierwszych stronach, jakimi wielkimi są ekonomistami. Za to ludzie ci chcą,
      aby
      zachodni supermarket lub koncern nie zabrał im ich miejsca pracy, a więc to
      właśnie z nimi i im podobnymi można próbować zatrzymać globalizację. Jednak,
      aby
      nie zepsuć nikogo z tych ludzi władzą i nie dopuścić do przemiany któregoś z
      nich w lobbującego na rzecz wielkiego kapitału polityka, zamiast posyłać ich
      ?w
      posły?, należy razem z nimi domagać się autonomii dla wspólnot lokalnych.
      Skoro
      globalizacja narzucana jest dołom przez odgórną władzę, to doły muszą po
      prostu
      uniezależnić się od tej władzy, organizując się oddolnie. Jak można
      uniezależnić
      się od odgórnej władzy? A choćby organizując niezależne sieci wymiany usług i
      produktów, tworząc wolne szkoły, firmy, przejmując zakłady pracy przez
      pracowników. Wszystkimi tymi inicjatywami kierowaliby sami ludzie na zasadzie
      oddolnej, bezpośredniej demokracji, co oznacza mniej więcej to, iż mieszkańcy
      jakiegoś osiedla, wsi lub pracownicy w danym zakładzie pracy wspólnie
      podejmowaliby decyzje o miejscu swojego zamieszkania lub zakładzie pracy.
      Dzięki
      temu uniezależniliby się od działającej na rzecz globalizacji władzy
      państwowej
      i wielkich koncernów. Ponieważ poszczególne społeczności lokalne i
      pracownicze
      nie przetrwałyby same w walce z tyranią państwa i kapitału, więc musiałyby
      łączyć się w federacje współpracujących ze sobą wspólnot. Dzięki federacjom
      skoordynowana zostałaby wymiana usług i towarów na znacznych obszarach,
      federacje przejęłyby także szkolnictwo, służbę zdrowia, transport, utrzymanie
      infrastruktury itp. Oczywiście w celu uniknięcia powstania odgórnej władzy,
      która mogłaby wejść w orbitę zainteresowania wielkiego kapitału i zacząć
      narzucać ludziom globalizację, federacje nie posiadałby żadnych organów
      władzy.
      Decyzje podejmowane na szczeblu federacji uzgadniane byłby przez delegatów
      reprezentujących stanowisko ludzi z danej wspólnoty lokalnej lub
      pracowniczej, a
      tak pojęta federacja nie jest żadną odgórną władzą, ale forum dyskusyjnym, na
      którym przedstawiane są opinie ludzi ze wspólnot lokalnych i pracowniczych.
      Federacje mogłyby powoływać zespoły wykonawcze, które realizowałby podjęte
      przez
      delegatów decyzje. Zespoły takie nie miałby więc kompetencji ustawodawczych,
      gdyż kompetencje takie posiadaliby jedynie delegaci reprezentujący stanowisko
      swojej społeczności lokalnej lub pracowniczej.
      Oddolna organizacja szerokich rzesz społeczeństwa może pokrzyżować plany
      globalistów narzucenia światu jednego modelu gospodarczego, politycznego i
      zuniformizowanych wzorców kulturowych, bowiem uniezależniające się od państwa
      wspólnoty lokalne i pracownicze byłby zainteresowane przeciwstawieniem się
      wymierzonym w nie procesom globalizacji.
      Zorganizowany oddolnie ruch mieszkańców i pracowników powinien domagać się
      też:

      a)Umorzenia długów państw rozwijających się zaciągniętych przez rządy tych
      państw lub spłacania ich z osobistych dochodów osób, które długi te
      zaciągnęły,
      czyli elit rządzących.

      b)Likwidacji takich instytucji jak BŚ i MFW, gdyż ich działanie nie ma w
      rzeczywistości na celu pomocy krajom rozwijającym się, lecz przede wszystkim
      zysk kapitalistów i bogatych państw Zachodu, a także uzależnienie
      społeczeństw
      żyjących w państwach rozwijających się od instytucji międzynarodowego
      kapitału i
      zachodnich państw stojących za nimi.

      c)Zaakceptowania przez Zachód tego, iż kraje rozwijające się powinny szukać
      własnej drogi rozwoju, zgodnej z ich tradycją i mentalnością ludności w nich
      zamieszkałej. Wiele złego wynikło z przymuszania ludności krajów
      rozwijających
      się do przyjęcia obcych jej wzorów gospodarczych, co doprowadziło do
      destrukcji
      lokalnych form produkcji i handlu.

      d)Zastąpienia rzekomej pomocy państw zachodnich oddolną współpracą wspólnot
      lokalnych i pracowniczych oraz federacji z krajów rozwiniętych z odnośnymi
      instytucjami krajów rozwijających się. Współpracę tę można by koordynować na
      szczeblu globalnym dzięki powstaniu międzynarodówki (federacji
      międzynarodowej),
      skupiającej federacje krajowe. Rola międzynarodówki sprowadzałaby się przede
      wszystkim do roli międzynarodowego biura informacyjnego, które zbierałoby
      dane o
      potrzebach poszczególnych wspólnot z krajów rozwijających się i kontaktowało
      owe
      wspólnoty ze wspólnotami z krajów rozwiniętych wyrażających chęć udzielenia
      pomocy. Międzynarodówka byłaby także forum dyskusyjnym, zaś wszelkie
      ewentualne
      decyzje dotyczące kierunku rozwoju gospodarki światowej musiałyby zapadać na
      zasadzie konsensusu pomiędzy wszystkimi członkami międzynarodówki. Zasadniczą
      doktryną ekonomiczną międzynarodówki byłaby zasada równomiernego
      (zrównoważonego) rozwoju, zakładająca, iż w interesie wszystkich krajów
      świata
      jest unikanie dysproporcji pomiędzy zamożnością i rozwojem ekonomicznym
      poszczególnych rejonów świata, ponieważ podział świata na biedne i bogate
      kraje
      prowadz
    • Gość: PL JESTEM ZA ALTERGLOBALISTAMI!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.04, 11:56
    • Gość: Jerzy Będzie spokój - zapewniają alterglobaliści IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.04, 18:13
      Popieram antyglobalizm. Jednak słuchając biadolenia organizacji chcących
      protestować czuję jak ogarnia mnie pusty śmiech. Antyglobaliści płaczą, że chcą
      rozmów, ale nie daje im się tej szansy wywierając na nich ogromną siłową
      presję. A oni nie chcą rozmawiać mając na karku policję gotową do działania.
      Jakoś nie chcą pamiętać ile narobili szkód na poprzednich szczytach. W dodatku
      szkody zostały wyrządzone Bugu ducha winnym ludziom, którzy pewnie byli
      zwolennikami idei nie dopuszczenia do globalnego zarządzania gospodarką. Pewnie
      już nie są.
      Teraz gdy organizacje antyglobalistów trzymane są w karbach odzywają
      się "pokrzywdzeni" płacząc, że traktuje ich się tak, jak na to zapracowali
      przez kilka lat spotkań na szczycie.
      Tak naprawdę organizacje protestujące siłowo przeciw globalizacji przyczyniły
      się do postawienia pod mur wszystkich protestujących. Można było sporo wygrać a
      nic z tego nie będzie. Przedstawiciele szczytu, trochę obłudnie zgłaszają
      gotowość do rozmów, ale nie mają zamiaru popuścić choć na milimetr w ochronie
      stref. Mają niestety rację. Gdyby antyglobaliści ruszyli w swym proteście
      zniszczyliby dorobek wielu osób. Zniszczyliby stanowiska pracy wielu osób.
      Sporo firm po zniszczeniach nie było się w stanie podnieść i dalej normalnie
      działać. Czy można się więc dziwić tak ogromnej akcji przeciw brutalnym
      protestom ?
      Mnie jest przykro, że dyskusja o globalnym zarządzaniu jest w tej chwili
      jednostronna. Teraz trzeba będzie znów kilku spotkań na szczycie żeby
      antyglobaliści zostali dopuszczeni do rozmowy.
    • Gość: Ygrek "jestem za" Re: Będzie spokój - zapewniają alterglobaliści IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.04, 23:36
      Moim zdaniem to wyglada tak, gdyby państwo ich nie podpuszczało np. ta blokadą
      autokaru na granicy, zakazem władz Warszawy na przemarsz(bo i tak wiadomo że
      bedzie) itp. to przemarsz był by na 95% spokojny. W tym momęcie sam mam ochotę
      odreagować tą "pokojową" politykę państwa. A po za tym jeśli bedą jakieś
      zamieszki tą będą wywołane przez prowokatorów(np. "półgłówki" pseudokibice),
      którzy przyjdą na przemarsz tylko dla "zadymy". Ja osobiście jutro wybieram na
      ten przemarsz częściowo z ciekawości, i częściowo dlatego aby zobaczyć czy ci
      idjoci policjanci bedą po raz kolejny prowokować demonstrantów. Liczę że i Ty
      przyjdziesz czytelniku tego post'a. Dziękuje i pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka