Dodaj do ulubionych

NFZ: siedmiolatek może jechać sam do sanatorium

IP: *.emea.ibm.com 14.03.11, 11:08
nadopiekuńcza matka, ufff. biedny chłopak
Obserwuj wątek
    • Gość: gosia NFZ: siedmiolatek może jechać sam do sanatorium IP: 193.111.166.* 14.03.11, 11:41
      Dzieci w tym wieku wyjeżdżają na kolonie i nie ma tragedii.W obecnym czasie syn ma na pewno do dyspozycji telefon komórkowy i kontakt z rodzicami przez cały czas. Trochę samodzielności też się przyda. Przecież wychowujecie przyszłych mężczyzn, a nie troki od kaleson. Trochę odwagi i będzie wszystko dobrze, a rodzice też trochę odpoczną od uroczych pociech
      • my.day Re: NFZ: siedmiolatek może jechać sam do sanatori 14.03.11, 12:55
        dokładnie, jak miałam 7 lat to pojechałam po raz pierwszy sama na obóz harcerski pod namiot. Nie rozumiem dzisiejszych nadopiekuńczych rodziców.
    • Gość: torro kiedy faszystow z NFZ skieruja na defaszyzacje IP: *.ifpan.edu.pl 14.03.11, 11:41
      kk
    • Gość: OpS Wymyślanie problemów a później walka z nimi.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.11, 12:03
      w normalnym ustroju nie ma takich problemów. Najlepiej problemy stworzyć a później z nim walczyć....
    • Gość: XXX NFZ: siedmiolatek może jechać sam do sanatorium IP: *.ip.netia.com.pl 14.03.11, 12:41
      Oj tak, mniej więcej w wieku 7 lat byłam w sanatorium, co było ogromną traumą - nie dość że pierwszy raz byłam daleko od rodziców, to jeszcze z racji noszenia okularów byłam szykanowana przez równolatki. Opiekunowie mieli swoje sprawy i nie interesowali się dziećmi. Na następny wyjazd grupowy (kolonia/obóz) pojechałam po prawie 10 latach.
      Mama chłopców zrobiła bardzo dobrze.
      • Gość: Cudak Re: NFZ: siedmiolatek może jechać sam do sanatori IP: *.dynamic.chello.pl 14.03.11, 13:19
        Tyle, że jak wysyłam dzieci na kolonie, to WIEM, kto będzie ich opiekunem. I wiem, że mogę mu zaufać. A w sanatorium nie mam wpływu na nic. Mój siedmiolatek jeździł na kolonie sam, ale do sanatorium ze mną. Parę lat temu byłam z moimi synami ( 4 i 8 lat wtedy) w Rymanowie i błogosławiłam sobie mój upór ( że nie puszczę ich samych). W tym samy budynku były dzieci pod opieką rodziców i dzieci same. Widziałam zatem jak wygląda opieka nad nimi. Pół biedy jeszcze w czasie pracy wychowawców. Ale gdy oni kończyli pracę, to zostawała jedna pielęgniarka na oddział. Naprawdę nie miała jak ich dopilnować.
        • Gość: warszawianka Wieniec Zdrój IP: *.adsl.inetia.pl 14.03.11, 14:23
          Jako niespełna 10-latka byłam w sanatorium przez 2 miesiące w Wieńcu Zdroju.
          Rodzice mnie odwiedzili może dwa razy, bo to było za daleko od rodzinnego domu.
          Wiele bym dała, gdyby mogli być gdzieś w pobliżu, bo to dla mnie było tragiczne
          przeżycie. Głupie koleżanki, które wmawiamy mi, że rodzice nigdy mnie już nie
          odbiorą, bo nie chcą chorej córki. Telefonów wtedy nie było. Przyduszano mnie
          poduszką, nikomu się nie skarżyłam. Okrutne dziewczyniska potrafią zniszczyć
          życie chorej dziewczynce. Lepiej być w pobliżu niż coś przeoczyć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka