alex.4
07.07.04, 15:08
Psycholog Andrzej S. przyznał się do pedofilii
Znany psycholog Andrzej S. przyznał się do zarzucanych mu czynów -
poinformowała szefowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie Alina Janczarska.
Ujawniła także, że wśród zarzutów postawionych podejrzanemu jest
wykorzystywanie seksualne dzieci.
"Nie mogę przytaczać fragmentów wyjaśnień podejrzanego. Mogę jedynie na tym
etapie śledztwa powiedzieć, że podejrzany, składając wyjaśnienia, przyznał
się do zarzucanych mu czynów i podjął pewną współpracę z organami
prowadzącymi śledztwo" - powiedziała Janczarska. Nieoficjalne informacje o
przyznaniu się psychologa do wykorzystywania seksualnego dzieci podały w
środę "Rzeczpospolita" i "Super Express".
Jak poinformowała Janczarska, prokuratura zarzuciła psychologowi utrwalanie i
przechowywanie treści pornograficznych oraz udostępnianie dzieciom materiałów
pornograficznych i przedmiotów mających taki charakter.
"Kolejny zarzut dotyczy wielokrotnego doprowadzenia, przy wykorzystaniu stanu
bezbronności małoletniego poniżej lat 15, do poddania się czynnościom
seksualnym" - powiedziała Janczarska. Prokuratura dotychczas nie chciała
ujawniać szczegółów zarzutów tłumacząc, że będą one modyfikowane.
Janczarska podkreśliła też, że przyznanie się i chęć współpracy podejrzanego
ułatwi prowadzenie postępowania, ale nie zwolni prowadzących śledztwo z
obowiązku gromadzenia dowodów. "Wszystko może się zdarzyć. Podejrzany może
zmienić wyjaśnienia, może przyjąć pewną linię obrony" - wyjaśniła.
Poinformowała także, że prokuratura sprawdziła wstępnie, czy opinie Andrzeja
S. były wykorzystywane w ostatnich głośnych śledztwach dotyczących pedofilii.
Zapewniła, że w sprawach m.in. pedofilów z Dworca Centralnego, braci J. i
aferze internetowej nie korzystano z pomocy S.
Prokurator podkreśliła zarazem, że nie może wykluczyć, iż w innych sprawach
opinie psychologa były wykorzystywane. "Z pewnością będziemy to sukcesywnie
sprawdzać i podejmować w tym zakresie stosowne działania" - dodała.
Zapytana, czy zarzuty dotyczące pedofilii, postawione Andrzejowi S., mogą
mieć wpływ na śledztwa, w których korzystano z jego opinii jako psychologa,
powiedziała: "Jeżeli opinia jest w oderwaniu od pozostałych dowodów, to może
to kardynalnie zmienić obraz postępowania, jeśli współgra z tymi dowodami i
nie można jej w żadnym zakresie podważyć, to obrazu dowodowego sprawy nie
zmienia".
"Można się jedynie zastanawiać, czy taka opinia może być uznawana za opinię
wydaną przez wiarygodnego biegłego" - dodała.
O sprawie stało się głośno 27 czerwca, gdy na osiedlowym śmietniku przy ul.
Racławickiej w Warszawie znaleziono kilkaset zdjęć z pornografią, także
dziecięcą. W pobliżu policja zatrzymała znanego psychologa i doradcę
rodzinnego 57-letniego Andrzeja S. Mężczyzna tłumaczył wówczas, że zdjęcia
potrzebne mu były do pracy naukowej. Podczas przeszukania w jego mieszkaniu
znaleziono dalsze zdjęcia i płyty CD z pornografią. Policja zabezpieczyła też
komputer psychologa m.in. zawierający kartotekę pacjentów.