Dodaj do ulubionych

"MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów.

IP: *.acn.pl 06.08.04, 08:01
Zewsząd słychać oklaski i wiwaty na część Kaczora – Wielkiego Obchodów
Organizatora (60-tej Rocznicy Powstania Warszawskiego), Ukochanego Patrioty
Naszego. To są faktycznie wielkie Kacze Dni. Twarde przemówienia...
przypominanie (a raczej: wypominanie) naszym Sojusznikom ich przewin, to tak
miłe naszym zbolałym sercom... A w dodatku, Kaczorowi udało się coś
wspaniałego, a mianowicie: "przekuć" klęskę w zwycięstwo (Powstania).

Zresztą, celebrowanie klęsk to skądinąd nasza narodowa specjalność. Im
większa była dana katastrofa historyczna, tym lepiej nam wychodzą jej
obchody. No, a już Kaczor okazał się w tej sztuce – Mistrzem. Nie dziwią
zatem huraganowe brawa dla Stanowczego Kaczora.

No i uroczysta inauguracja Muzeum Powstania w dniu 1 sierpnia w świetle
jupiterów...

Co prawda, Muzeum zostało z wielką pompą otwarte, i zaraz zostało zamknięte.
To znaczy, jest otwarte, tyle tylko, że jest zamknięte. To jest - chciałem
powiedzieć inaczej - jest otwarte, mimo, że jest zamknięte. Przepraszam,
powiem jeszcze inaczej: jest zamknięte, ale...

Trochę się pogubiłem, ale to detal. Grunt, że Muzeum JEST. Chyba.

W powyższej sytuacji Wielkopomnego Kaczego Triumfu, aż głupio zwracać uwagę
na parę drobnych niedociągnięć Wielkiego Organizatora Obchodów. Są zresztą
drobne i zupełnie nieistotne, więc wymienię je tylko dla pełnego obrazu.
Chodzi o Międzynarodowy Aspekt Obchodów.

Słychać zewsząd, że one także stanowią Wielkopomny Kaczy Sukces. Hmmm...
Przeanalizujmy to.

Kaczor zaprosił do Warszawy przedstawicieli trzech naszych wojennych
Sojuszników: Wlk. Brytanii, USA i Francji. Rosję pominął, bo Rosji sowieckiej
Kaczor za naszego sojusznika w II wś. nie uznaje. Jako kogoś w
rodzaju "gościa honorowego" Kaczor witał Bundeskanclerza Niemiec. Można taki
dobór listy najważniejszych gości szerzej skomentować:

- Kaczor zaprosił ministra Prescotta, bo Anglia była wielkim
sojusznikiem Powstania. Kaczor tak przynajmniej uważa. Nie przeszkadza mu, że
jedyną realną angielską pomocą dla powstańców było kilka zrzutów. Ciekawe, że
mimo iż Anglicy tak bardzo pragnęli powstańcom pomagać, to nad Warszawę
wysyłali głównie załogi... polskie, australijskie i południowoafrykańskie. No
cóż, widać miłość dumnego Albionu do naszej stolicy nie była aż tak dogłębna,
by skłonić wyspiarzy "to risk their own asses" (zaryzykowania własnych
tyłków). Ach, byłbym zapomniał: Mr Churchill osobiście zrobił "coś" dla
Warszawy, a mianowicie, wysłał do Moskwy skołatanego Mikołajczyka, aby biedak
wyprosił u Stalina pomoc dla Powstania. Rezultat misji: zero.

- Kaczor zaprosił sekretarza stanu Powella, bo USA były i są (podobno)
naszym głównym Sojusznikiem i Przyjacielem, a podczas Powstania Jankesi
(podobno) pomagali Warszawie, jak tylko mogli. Co prawda, nie bardzo wiadomo,
jak konkretnie pomagali, bo chyba trudno uznać za taką pomoc nieśmiałe apele
Roosevelta do "Uncle Joe" (Wujka Józia), aby ten wreszcie ruszył swoich
sałdatów i uratował Warszawę. Ach nie, przepraszam, była jednak pewna
konkretna pomoc USA, a mianowicie - imponująca ekspedycja Latających
Superfortec z zrzutami nad Warszawę, w dniu 18 września 1944. Świadkowie
wspominają, że był to piękny widok: setki potężnych maszyn błyszczących w
słońcu, od których oderwała się i poszybowała w dół chmura spadochronów z
czymś podpiętym pod nimi. Nawet Niemców na moment kompletnie zatkało na ten
widok. Wielu Warszawiaków miało nadzieję, że to desant polskiej Brygady
Spadochronowej gen. Sosabowskiego (rząd londyński prosił Anglików o zgodę na
jej wysłanie do Warszawy), ale powstańcy rozczarowali się, bo były to jednak
tylko zasobniki. Rozczarowanie było tym większe, że wiatr zniósł prawie
wszystkie zasobniki na pozycje niemieckie. No, ale cóż, "pomoc" amerykańska
była, no nie? Tzn. był takowy zamiar. Rezultat nieco gorszy, ale nic to.

Mógłby ktoś zapytać, dlaczego wiatr zniósł zasobniki? Ano dlatego, że były
one zrzucane z ogromnej wysokości. Nic dziwnego, że maszyny US Air Force
leciały tak wysoko, bo gdyby leciały niżej, to ryzykowałyby, że zostaną
zestrzelone. No cóż, nasi US-Sojusznicy widać doszli do wniosku, że tak przez
nich ukochana stolica Polski nie była jednak warta nadstawiania karku, a to,
gdzie spadną zasobniki, było im dosyć obojętne. Ważne, że "zademonstrowali"
swoją "pomoc" dla Warszawy.

Swoją drogą, to ciekawe – w sumie my Polacy, za Powstanie najmniej pretensji
mamy do Amerykanów, mimo, że ich jedyny konkretny udział w walce Warszawy w
1944 roku polegał na... dozbrojeniu Niemców. Ech, te nasze paradoksy...

A skoro mowa o Brygadzie Sosabowskiego, to warto pamiętać, że Anglicy w tych
samych dniach września 1944 faktycznie zrzucili ją nad Europę, tyle tylko, że
nie na Warszawę, lecz na okolice Arnhem w Holandii, w ramach wymyślonej przez
Marszałka Montgomery'ego poronionej operacji "Market Garden", polegającej z
grubsza na tym, żeby przełamać front niemiecki na zachodzie Europy za pomocą
spadochroniarzy, zrzucanych prosto na doborowe dywizje pancerne Adolfa. Efekt
był taki, że Niemcy mieli po paru dniach poważny kłopot logistyczny z
ulokowaniem w obozach i wyżywieniem tysięcy nowych alianckich jeńców, a
Holendrzy mieli sporo roboty z uprzątaniem pola bitewnego, zasłanego
stygnącymi zwłokami spadochroniarzy Montgomery'ego.

Notabene, dokładnie w czasie gdy Superfortece brylowały nad Warszawą, także
spadochroniarzy Sosabowskiego masakrowały niemieckie czołgi pod Arnhem. I to
był pewnie kolejny "cenny wkład" Anglików w pomoc dla Warszawy.

Aha, byłbym zapomniał – alianci zrobili dla Warszawy coś jeszcze. A
mianowicie, wymusili na Niemcach przyznanie żołnierzom AK praw kombatantów.
Szkoda tylko, że Mr Churchillowi i Mr Rooseveltowi zastanawianie się nad tym
zajęło niemal cały miesiąc (do 30 sierpnia 1944), czas który Niemcy szparko
wykorzystali, aby hurtem rozstrzeliwać ujętych powstańców jako "banditen".

Cdn
Obserwuj wątek
    • Gość: stolicznyj "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" - część 2. IP: *.acn.pl 06.08.04, 08:09
      Osobną jest sprawą, czy Alianci Zachodni w ogóle mogli w sierpniu-wrześniu 1944
      roku wiele więcej dla Warszawy efektywnie zrobić, niż zrobili. Odpowiedź jest -
      niestety - negatywna, zwłaszcza w odniesieniu do Anglików i Churchilla. Ale to
      w niczym nie zrażało naszego rządu londyńskiego, który o pomoc dla Warszawy
      prosił przede wszystkim Aliantów, którzy niewiele mogli zrobić, za to dokładał
      starań, aby za nic w świecie nie poprosić o pomoc Ruskich, mimo, że tylko Armia
      Czerwona mogła uratować Powstanie. Oczywiście to zupełnie nie przeszkadza
      naszym "błyskotliwym" politykom żądać w kółko przeprosin, od wszystkich
      dookoła. Ostatnio premier Belka zaserwował potężny wygłup, sugerując właśnie
      Anglikom w wywiadzie dla BBC, aby nas przeprosili za to, że za mało pomogli
      Warszawie. Aktualnie prasa na Wyspach ma z tej okazji niezłe używanie,
      przypominając swoim czytelnikom tradycyjny obraz Polaków jako ludzi,
      powiedzmy... niezbyt mądrych. A swoją drogą, osobiście miałem o inteligencji
      Belki wyższe zdanie. Niestety, wszystko wskazuje na to, że w strzelaniu gaf i
      obrażaniu bez potrzeby naszych ważnych partnerów postanowił stanąć z Kaczorem
      do jakiegoś pomylonego "wyścigu".

      - Kaczor zaprosił na obchody prezydenta Francji, ale Monsieur Chirac
      Kacze zaproszonko - olał. Ciekawe, dlaczego. Pewnie nie widział powodu
      przyjeżdżać, mimo, że Francuzi przecież walczyli podczas Powstania w Warszawie.
      Tyle tylko, że... po stronie niemieckiej. W jednostkach Waffen-SS żabojadów
      było sporo. Notabene - ochotników. Ale cóż, taki drobny szczegół nie
      przeszkodził Kaczorowi uznać Francji za Sojusznika Powstania. Takiego od serca.

      - A jeśli chodzi o ROSJAN - to Kaczor pokazał im tzw. figę i gospodina
      Putina nie zaprosił. Dlaczego? Ano dlatego, że jak skonstatował w swoim Kaczym
      spiczu na placu Powstańców, Rosja (sowiecka) tak naprawdę naszym sojusznikiem -
      nie była. Powiedział tak, pomimo tego, że to właśnie Armia Czerwona od 1
      sierpnia do 9 września 1944 roku toczyła ciężkie boje na przedpolach Pragi,
      dalej na wschód od Warszawy i na przyczółku magnuszewskim, odciągając od
      powstańczej stolicy najlepsze frontowe jednostki Wehrmachtu. Gdyby Ruscy w tym
      okresie przestali do Niemców strzelać i udali się np. do lasu na grzyby, to
      zwolnione w ten sposób "Panzerdivisionen" zmiażdżyłyby powstańców w 3-4 dni. A
      po tym, gdy w dniach 10-14 września Rosjanie zajęli Pragę i wyszli nad Wisłę w
      Warszawie, to choć nie weszli do Warszawy (niestety, mieli jednak swoje powody
      aby Powstania nie ratować), to jednak coś tam robili, na przykład zapewnili
      osłonę lotniczą i wsparcie artyleryjskie (ogniem kierował kpt. Kołos,
      radiotelegrafista-obserwator artyleryjski zrzucony przez tych wstrętnych
      Ruskich do Śródmieścia, wskazywał cele do ostrzału według wskazówek dowództwa
      Powstania). Powie ktoś, że Ruscy mogli zrobić więcej. Pewnie mogli, co nie
      zmienia faktu, że efektywnie zrobili więcej, niż wszyscy nasi Ukochani
      Sojusznicy Zachodni razem wzięci. Powtarzam: nie werbalnie, deklaratywnie,
      lecz - efektywnie. Tak było - czy się to komu podoba, czy nie.

      A swoją drogą, to ciekawe, że Alianci Zachodni jakoś tak się nie brzydzili
      zaprosić gospodina Putina na uroczystość 60-lecia "D-Day" w Normandii w
      czerwcu, mimo, że nie jest znana żadna sowiecka jednostka, która by
      uczestniczyła w lądowaniu na pięknych francuskich plażach.

      Niewątpliwie w jednej dziedzinie "pomagania" Powstaniu Sowieci
      zupełnie "wysiadali" w porównaniu z Aliantami Zachodnimi, a mianowicie:
      WERBALNEJ. Ruscy opluwali Powstanie, a Zachód wynosił je pod niebiosa.
      Niestety, problem polega na tym, że jak raportował jeden z dowódców
      powstańczych do gen. Bora, do wroga strzela się amunicją, a nie - słowami i
      obietnicami, choćby najbardziej górnolotnymi. To przykre, ale tak to już na
      wojnie jest.

      - Jeśli chodzi o NIEMCÓW - Kaczor ugościł Herr Schroedera, bo Niemcy byli
      naszymi wrogami, a dziś są - przyjaciółmi. Podobno. W każdym razie wielkie były
      Kacze nadzieje, że Niemcy się ukorzą, przeproszą, rozpłaczą itd., a w ramach
      ekspiacji Herr Bundeskanzler zagwarantuje, że tzw. wypędzeni nie będą od nas
      żądać odszkodowań. To chyba dlatego Schroder "robił" za kogoś w rodzaju "gościa
      honorowego". I to pomimo tego, że to właśnie jego rodacy zmasakrowali Warszawę
      w 1944 roku i zrobili z miasta rumowisko. Pozwolę sobie nadmienić, że na
      obchodach 60. rocznicy lądowania w Normandii nasi drodzy Alianci Zachodni cały
      czas trzymali Herr Schroedera w tylnym rzędzie, i głosu mu na głównych
      uroczystościach nie udzielili - dając mu tym samym wyraźny sygnał, że to nie
      jest JEGO uroczystość. No cóż, widać Kaczor był innego zdania w odniesieniu do
      pamięci o Powstaniu Warszawskim, o czym świadczy też to, że Schroeder był
      PIERWSZYM zagranicznym przywódcą, który miał zaszczyt odwiedzić nowe Muzeum
      Powstania, i stanąć przed ścianą pamięci z nazwiskami powstańców, wyrżniętych
      przez jego rodaków. Jednak trzeba przyznać, że Herr Schroder ponoć się nawet
      wzruszył przy tej okazji.

      Cdn
      • Gość: bonk Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" - część 2. IP: *.crowley.pl 06.08.04, 08:16
        dwoma rękoma podpisuje sie pod twoją wypowiedzią.Pokazuje dobitnie skalę
        polskiej paranoi związnaej z PW.
        Pozdrawiam
        bonk
    • Gość: stolicznyj "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" - część 3 (ost.). IP: *.acn.pl 06.08.04, 08:17
      Czy powyższe uwagi oznaczają, że z obecności trzech Najważniejszych Gości
      Kaczych Obchodów, my Polacy nie mieliśmy żadnego pożytku? Ależ skądże...

      - Mister Prescott wygłosił tak płomienne przemówienie o Warszawie, że
      można się było zastanawiać, czy aby nasza polska krew nie płynie w jego
      żyłach... Można się było też dowiedzieć z jego enuncjacji ciekawych rzeczy: na
      przykład, gdy wspominając swoje wojenne dzieciństwo w Anglii przypomniał, że w
      jego domu rodzinnym gościł pewien polski uchodźca, imieniem Paweł (Paul). Otóż,
      małego Preskocika zafascynowało to, że gdy spadł śnieg (w Anglii rzecz
      niezwykła), to ów Polak zademonstrował zziębniętym gospodarzom
      znakomity "typowo polski" sposób na radzenie sobie z tym mrożonym fenomenem, a
      mianowicie – tarzanie się w białym puchu i nacieranie sobie nim oblicza, co
      jest podobno idealnym sposobem na przetrwanie mroźnej pory, bardzo (wg
      Prescotta) popularnym w Polsce, kraju znanym z syberyjskich zim (wg Prescotta).
      Przy opowiadaniu swoich głupot Mr Prescott przypominał pewnego amerykańskiego
      detektywa polskiego pochodzenia, o "typowo polskim" nazwisku 'Banaczek' (info
      dla młodych internautów - był kiedyś taki w telewizji), którego specjalnością
      było m.in. opowiadanie "starych polskich przysłów". Jedno z nich sobie
      przypominam, brzmiało mniej więcej tak: "Najjaśniejsze żyrandole dźwięczą
      zawsze w Białymstoku" (czy coś w tym stylu). Niestety, "miłość" do Polski i
      wzniosłe okrzyki Prescotta jakoś nie przeszkadzają Angolom w robieniu
      wszystkiego co mogą, aby płacić do kasy UE jak najmniej, co oznacza m.in., a
      może przede wszystkim, obcinanie funduszy przeznaczonych dla nowych krajów
      członkowskich, z Polską włącznie.

      - US Secretary of State, Mister Powell, mówił długo i kwieciście, że
      bardzo Warszawę i Polskę kocha (nawet zasalutował!), i że jesteśmy wspaniałym,
      bliskim i wiernym sojusznikiem USA, zarówno w 1944 roku, jak i teraz. Trudno mu
      zaiste odmówić racji. Aż nie wypadało postawić pytania, jaki my mamy z tego
      pożytek, że posłusznie i wiernie robimy to, o co nas nasi US-Przyjaciele
      poproszą (oczywiście pomijam tę "korzyść", że kolejni nasi żołnierze powracają
      do Polski z Iraku - w trumnach). Bo tego, na czym nam tak bardzo zależy - jakoś
      od Wuja Sama nie dostajemy. Wprost przeciwnie, na drugi dzień po spiczu Powella
      USA ogłosiły, że wnioskujący o wizy amerykańskie będą musieli składać odciski
      paluchów od razu przy składaniu podania. A i bez tego Polacy dostają
      proporcjonalnie co najmniej 10 razy mniej wiz, niż 30 innych krajów, mimo, że
      byliśmy i jesteśmy tak wiernym i podobno tak szalenie "bliskim i ważnym"
      sojusznikiem USA. Innymi słowy: "Drodzy Polacy, uwielbiamy Was, ale trzymajcie
      się od nas z daleka". Ciekawe, że Francuzi i Niemcy, których główną rozrywką
      jest podszczypywanie Wuja Sama jak się tylko da, a pomimo to, tychże wiz
      dostają o wiele więcej, niż my.

      - Herr Schroeder wygłosił Super-Przemówienie, takie, jakiego
      oczekiwaliśmy. A przynajmniej przez chwilę tak się wydawało... Powiedział
      zasadniczo dwie rzeczy: 1) Że zagłada Warszawy to "hańba" dla Niemiec.
      Faktycznie, niezwykle "odkrywcza" konstatacja. Oczywiście mówię to
      sarkastycznie, ale jeśli powiem, że w ustach niemieckiego kanclerza naprawdę
      była odkrywcza - to nie będzie to żadna ironia, niestety. 2) Schroeder
      uroczyście obiecał nam, że jego rząd absolutnie nie poprze niemieckich roszczeń
      wobec Polski. I byłoby fajnie, gdyby nie to, że już na drugi dzień Frau
      Steinbach (szefowa tzw. wypędzonych) stwierdziła (całkiem słusznie), że
      oświadczenie Schroedera nie ma żadnej wartości prawnej, a Herr Pawelka (szef
      tzw. Pruskiego Powiernictwa), zadeklarował, że enuncjacje kanclerza ma w d....,
      i nie przeszkodzi mu to w złożeniu już jesienią, pierwszych pozwów przeciwko
      Polsce. Jakoś do tej pory brak reakcji Pana Kanclerza na te wypowiedzi.

      - Gospodina Putina Kaczor oblał tzw. ciepłym moczem i w ogóle nie
      zaprosił do Warszawy na Obchody, bo Kaczor bardzo nie lubi Ruskich. A nie znosi
      ich m.in. dlatego, że nie uratowali Powstania, choć zasadne wydaje się
      postawienie pytania, jaki Ruscy mieli właściwie interes w tym, żeby ratować
      Powstanie, wywołane bez ich wiedzy, i które było faktycznie wymierzone
      przeciwko nim. A jednak, chcąc nie chcąc, Ruscy coś tam dla Warszawy w 1944
      roku robili, mimo, że werbalnie o Powstaniu Stalin mówił brzydko. Za to Alianci
      dla Warszawy właściwie prawie nic nie zrobili konkretnego, no, ale za to jak
      pięknie mówili o bohaterstwie Warszawy... Ciekawe, że do dziś dnia tak
      rozpowszechnione jest u nas przeświadczenie, że Zachód nas gorąco kocha i z
      Zachodem trzeba robić głównie interesy, a nie z Rosjanami. Przykładowo: ciągle
      się mówi, że koniecznie musimy kupować ropę i gaz z Zachodu, mimo, że Rosjanie
      oferują swoje surowce w dowolnych ilościach, i to - znacznie taniej.

      - Jaki jest "pożytek" dla Polski z aroganckiego afrontu, zrobionego
      Ruskim przez Kaczora? Ano taki, że mamy już gniewne oświadczenie rosyjskiego
      MSZ-u stwierdzające, że Rosjanie nigdy nie przeproszą za to, że nie uratowali
      Powstania. "Ośmielili się" przy tym zwrócić uwagę, że 600 tys. ich
      krasnoarmiejców pozostało w Polsce na zawsze (pod ziemią),
      wyzwalając "prywislanski kraj" spod władzy faszystów. To dosyć zabawne, że
      nasze media tak bardzo się dziwią, że Ruscy napisali coś takiego. A co niby
      mieli zrobić po tym, jak Kaczor napluł im w twarz i nie dał Putinowi w ogóle
      żadnej szansy, aby wypowiedzieć się w Warszawie podczas obchodów rocznicy
      Powstania...? Tak oto mamy minikryzys w stosunkach polsko-rosyjskich,
      sprowokowany przez Kaczora-kryzysoroba.

      Swoją drogą, Kaczy talent do natychmiastowego generowania konfliktów wszędzie
      tam gdzie się tylko pojawi, jest fenomenalny. Im wyższe stanowisko zajmuje, na
      tym wyższym szczeblu popisuje się swoim awanturnictwem. Strach pomyśleć, co
      będzie gdy zostanie prezydentem RP w 2005 roku (a bardzo tego pragnie). Pewnie
      zaraz każe naszym wojakom ruszyć szturmem na Berlin i Moskwę. A gdyby został
      prezydentem Układu Słonecznego, to ani chybi znaleźlibyśmy się w stanie wojny z
      sąsiednimi galaktykami.

      Ważny(?) cel Obchodów, czyli skłonienie naszych Aliantów do przeprosin za
      niedostateczną pomoc Powstaniu, też nie został osiągnięty. Gdy Belka
      zasugerował, że powinni to zrobić Anglicy, to urzędnik londyńskiego MSZ-u dał w
      odpowiedzi do zrozumienia, że Polakom odbiła tzw. palma. Rosjanie zamiast
      przeprosić - wściekli się, i polskie pretensje nazwali "bluźnierstwem". Zdaje
      się, że jakaś nasza narodowa rozrywka - bezustannie żądać od wszystkich naszych
      najważniejszych partnerów, aby nas ciągle przepraszali. Efekt? Jak zwykle,
      robimy z siebie dziwadło i pośmiewisko na forum międzynarodowym.

      Ale cóż, wielu pewnie uzna, że powyższe zastrzeżenia do "fantastycznego
      sukcesu" Kaczych Obchodów Rocznicy Powstania, to betka bez znaczenia.

      Ale czy aby na pewno...?
      • obces Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" - część 3 (ost.). 06.08.04, 09:37
        • obces Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" - część 3 (ost.). 06.08.04, 09:38
          Pytanie: Dlaczego godzi się zapraszać na obchody rocznicy Powstania
          Warszawskiego przedstawicieli rządu Niemiec a nie godzi się zapraszać
          przedstawicieli rządu Rosji?

          Odpowiedź: Niemcy oficjalnie przeprosili za zbrodnie dokonane podczas II wojny
          światowej. Rosjanie uważają takie przeprosiny za NIEDORZECZNOŚĆ. Dopóki Rosja
          nie uzna odpowiedzialności ZSRR za okupację i zbrodnie dokonane na Polakach w
          latach 1939-1941, Katyń, bezczynność podczas Powstania Warszawskiego,
          morderstwa oficerów i żołnierzy AK, wasalizację Polski po 1945 r. po prostu nie
          powinniśmy zapraszać oficjalnych delegacji rządu rosyjskiego na jakiekolwiek
          obchody związane z II wojną światową.

          Z dzisiejszej wyborczej:
          "Jastrzembski powtórzył - jak dzień wcześniej uczynili to przedstawiciele
          głównej prokuratury wojskowej i MSZ - że Moskwa nie widzi podstaw, by
          zakwalifikować tę zbrodnię jako ludobójstwo. - To by postawiło nas na równi z
          faszystami. A przecież, wyzwalając Polskę spod okupacji hitlerowskiej zginęło
          600 tys. żołnierzy radzieckich - argumentował Jastrzembski. Również inni
          Rosjanie przekonywali, że ze względu na ogrom cierpień narodów ZSRR w czasie
          wojny II światowej nie są w stanie zgodzić się, by w materiałach ich śledztwa
          znalazło się słowo "ludobójstwo" na określenie zbrodni katyńskiej. - Przyznaję,
          że szanse na uzgodnienie stanowisk są minimalne, ale jako człowiek wierzący nie
          tracę nadziei - mówi prof. Kieres."
          • Gość: tomaszek pomrocznosć IP: *.crowley.pl 06.08.04, 10:10
            A widziales kiedys żeby zwycięzca przepraszał?To tak jakby żądac od Busza
            przeprosiń dla Wietnamczyków...A co pozostało Niemcom jak dostali po dupie od
            Ruskich i Aliantów?Reparacje i przeprosiny.Nas Polaczków charakteryzuja jakaś
            dziwna sraczka prozachodnia.Zapewne dzięki niej czujemy się dowartościowani i
            bardziej cywilizowani.Oburza nas podanie ręki tepemu z natury (bo tak jest
            najczęsciej charakteryzowany) Ruskiemu a po tłustych paluchach Niemców całujemy.
            Zachód zawsze nas dymał jak się patrzy.Przez pryzmat historii bylismy zawsze
            traktowani per noga i wykorzystywani kto wie czy nie bardziej niz przez tych ze
            wschodu.Nawet pod Grunwaldem kwiat zachodniego rycerstwa stanął przeciw
            nam.Byliśmy jak barachło wykorzystywani do interesów państw zachodnich tak w
            historii jak i teraz, szczególnie w Iraku.Jakoś pod butem sowieckim nasi nie
            musieli uczestniczyć na taką skalę w misjach wojennych zwanych potocznie
            pokojowymi.Skala trumien wracajacych z naszymi żołnierzami też nieco inaczej
            wyglądała.Zraziliśmy sobie przez 10 lat kraje bałkańskie i kraje muzułmańskie.
            Sprowadziliśmy realne zagrożenie na siebie przez włazidupstwo prozachodnie
            kiedy przez 40 lat sowieckiej okupacji jedynie Czechom się narazilismy.
            Kolega stoliczny choc tylko w odniesieniu do obchodów PW ale za to doskonale
            pokazał naszą przaśną sobofobię narodową i typowy przykład wiecznego
            niedowartościowania i gdzieś w duchu poczucia bycia gorszym.
            Pozdrawiam
            • kixx Re: pomrocznosć 06.08.04, 11:25
              Gość portalu: tomaszek napisał(a):

              > A widziales kiedys żeby zwycięzca przepraszał?To tak jakby żądac od Busza
              > przeprosiń dla Wietnamczyków...

              €€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€
              to Amerykanie wygrali w Wietnamie??????????
              Mozesz podać zrodlo tej rewelacji




              ▐▌
              • Gość: tomaszek Re: pomrocznosć IP: *.crowley.pl 06.08.04, 11:40
                tak to prawda posłużyłem się skalą co nie zmienia faktu, że Wietnamczycy także
                nie przepraszali.
                • kixx Re: pomrocznosć 06.08.04, 11:48
                  Gość portalu: tomaszek napisał(a):

                  > tak to prawda posłużyłem się skalą co nie zmienia faktu,
                  €€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€
                  Czy moglbys to przetlumaczyc na polski
                  prawda jest ,ze Amerykanie wygrali???
                  i co to jest ta skala?
            • obces pomrocznosć tomaszka 06.08.04, 11:54
              Twój wywód był długi ale nie odniosłeś się w nim ani trochę do treści mojego
              postu.
              Moje zdanie jest proste, jasne i naprawdę nie rozumiem jak można z tym
              dyskutować: jeżeli Rosja nie uznaje swojej częściowej odpowiedzialności za
              tragiczny upadek Powstania i dewastację miasta (m.in. z powodu uniemożliwienia
              lądowania samolotom alianckim na swoich lotniskach) to jaki sens ma zapraszanie
              oficjalnych delegacji rządu Rosji na obchody rocznicy powstania? I co taka
              delegacja miałaby powiedzieć w przemówieniu? Powtórzyć oficjalną rosyjską
              interpretację tamtych wydarzeń?
              Ja naprawdę nie mam "sraczki prozachodniej" ani "fobii antyrosyjskiej". Po
              prostu, jeżeli nowa Rosja nie uznaje krzywd, które zadał nam ZSRR to ja się
              takiej nowej Rosji boję. Przyznam się, że nie do końca rozumiem dlaczego Rosja
              tak uparcie nie przyjmuje do wiadomości oczywistych prawd z naszej najnowszej
              historii. Przecież wystarczyłoby uznać nasze krzywdy, podkreślić krzywdy jakich
              doznał od Sowietów naród rosyjski i zamknąć całą sprawę. Rozliczyć zbrodniarzy
              stalinowskich. Ale Rosja tego nie czyni bo jest, jak i większość Rosjan, prawną
              i mentalną kontynuatorką ZSRR. Dla większości Rosjan ZSRR to był ich kraj.
              Imperium, którego bał się cały świat. Dla Rosjan absurdalne są jakiekolwiek
              pretensje, które wysuwa mały przywiślański kraj. Jak można mieć wogóle
              jakiekolwiek pretensje i żale do Rosji - mocarstwa światowego.

              Reasumując - jest dla mnie rzeczą oczywistą, że obchodząc rocznice szczególnie
              bolesnych wydarzeń, każdy rozsądnie myślący człowiek zaprosi tylko te osoby,
              które solidaryzują się w bólu z ofiarami. Nie zaprasza się współsprawców,
              którzy nie uznają swojej winy. Nie czyńmy więc zarzutów Kaczyńskiemu, że
              zaprosił Schroedera a nie zaprosił Putina.
              • Gość: tomaszek Re: pomrocznosć tomaszka IP: *.crowley.pl 09.08.04, 11:00
                A gdzie jest napisane, ze w interesie ZSRR lezala jakakolwiek pomoc PW? Czy
                tego typu stanowisko jest zrazu obligatoryjne by pomagac komus, kto ewidentnie
                przeczy swoją dzialalnoscia interesmom ZSRR.To nie Orkiestra Świątecznej Pomocy
                tylko polityka, bitwa o wpływy, rząd dusz i o uzaleznienie.Mozna abstrachowac
                czy sytuacja geopolityczna a nade wszystko militarna pozwalala na tego typu
                pomoc fakt jest jednak faktem ze podczas II WŚ, a szczególnie jej początku nasi
                sojusznicy , którym tak w dupę włażimy właśnie ową dupę wypieli na nas broniąc
                własnych interesów tak jak Rosjanie w 1944 bronili własnych choć w nieco innej
                sytuacji.Wypisz wymaluj historia lubi sie powtarzac.
    • chaladia Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. 06.08.04, 10:33
      Stolicznyj, w tym, co napisałeś, popieram Cię w całej (niemal) rozciągłości.
      Pomimo, że nie we wszystkim i nie zawsze się na tym Forum zgadzamy.

      Dodałbym jeszcze jedno. Od paru dni na Pl. Powstańsów Warszawy straszą
      dekoracje pozostawioone po obchodach. W czasie obchodów prezentowały się
      doskonale i przyjemnie było popatrzeć, ale niestety, zostały zrobione z lichego
      materiału (i bardzo dobrze, miały służyć trzy dni) i obecnie ogromne płachty
      białego półtna powiewają na wietrze. Czy mają tak stać aż 63 dni? A może w
      budżecie Obchodów zapomniano dodać rubrykę "likwidacja dekoracji"?
      Powstanie było być może aktem polityczej głupoty i fizycznym samobójstwem II
      RP, ale było też dowodem niezwykłego bohaterstwa setek tysięcy Warszawiaków,
      dla wielu stało się grobem i strasznie przykro jest patrzeć na znak "Polski
      Walczącej" w podartych szmatach.
      • j_karolak Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. 06.08.04, 10:46
        Gdyby rocznicy nie uczczono, to by było źle, bo chwila wiekopomna, a Kaczor nic
        nie robi. Ponieważ obchodom rocznicy PW nadano odpowiednią rangę, to też źle,
        bo Kaczyński, chce zbić kapitał polityczny. Ludzie, opamiętajcie się!

        Niech wszyscy politycy zbijają w ten sposób kapitał polityczy. Czy to źle, że
        ludzie będą bardziej popierać Kaczyńskiego z tego powodeu, że zrobił coś
        dobrego?

        Nie jestem zwolennikiem Kaczyńskiego, ale za uczczenie 60. rocznicy wybuchu PW
        należą mu się słowa pochwały.

        ps Tekstu stolicznego nie czytałem, bo za długi, no i styl ma fatalny. Mógłby
        ktoś streścić?
        • Gość: Automobilista Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. IP: 62.233.175.* 06.08.04, 10:50
          > ps Tekstu stolicznego nie czytałem, bo za długi, no i styl ma fatalny.

          No tak, zawsze miałem wrażenie, że lektura tekstu dłuższego niż trzylinijkowy
          przerasta twoje możliwości.

          Dlatego specjalnie dla ciebie mój tekst adresowany do ciebie jest krótki.
          • j_karolak Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. 06.08.04, 12:08
            Twój tekst był dość długi dlatego przeczytałem tylko pierwsze i ostanie słowo.
            Niewiele zrozumiałem, ale myślę, że nie masz racji.
        • Gość: Do Karolaka Streszczenie postów: takie pierdu-pierdu IP: *.crowley.pl 06.08.04, 11:25
          istotnie niewarte czytania, w dodatku pisane jedną ręką, rozpowszechniane pod
          nickami chaladia, stolicznyj, automobilista, obces i który tam jeszcze dureń w
          tej czerwonej ferajnie.

          j_karolak napisał:
          > ps Tekstu stolicznego nie czytałem, bo za długi, no i styl ma fatalny. Mógłby
          > ktoś streścić?
          • Gość: Automobilista Re: Streszczenie postów: takie pierdu-pierdu IP: 62.233.175.* 06.08.04, 11:44
            > istotnie niewarte czytania, w dodatku pisane jedną ręką, rozpowszechniane pod
            > nickami chaladia, stolicznyj, automobilista, obces i który tam jeszcze dureń
            > w tej czerwonej ferajnie.

            No tak, oto objawił nam się kolejny dupek, który nie ma nic ciekawego do
            powiedzenia i umie jedynie obrzucac adwersarzy inwektywami :(

            Wakacje się niedługo skończą, idź lepiej kup sobie nowy piórnik, dzieciaczku.
            • Gość: Do "Automobilisty" Re: Streszczenie postów: takie pierdu-pierdu IP: *.crowley.pl 06.08.04, 13:11
              Do powiedzenia mam dużo ale starannie dobieram sobie sluchaczy. Nie będę wszak
              rzucał pereł przed wieprze...

              Gość portalu: Automobilista napisał(a):
              > No tak, oto objawił nam się kolejny dupek, który nie ma nic ciekawego do
              > powiedzenia i umie jedynie obrzucac adwersarzy inwektywami :(




              • Gość: Automobilista Re: Streszczenie postów: takie pierdu-pierdu IP: 62.233.175.* 06.08.04, 13:27
                > Do powiedzenia mam dużo ale starannie dobieram sobie sluchaczy. Nie będę
                > wszak rzucał pereł przed wieprze...

                To dlatego nie jadasz kolacji z rodziną, teraz już wiemy.
                • Gość: jacek zaczyna sie robic ciekawie .... IP: *.u.mcnet.pl 06.08.04, 13:35
                  to wy jestesce rodzina ???

                  i pierzecie wlasne brudy na forum ???

                  pogodzcie sie i jedzcie zawsze razem - cala rodzina
                • j_karolak Re: Streszczenie postów: takie pierdu-pierdu 06.08.04, 15:03
                  Gość portalu: Automobilista napisał(a):

                  > > Do powiedzenia mam dużo ale starannie dobieram sobie sluchaczy. Nie będę
                  > > wszak rzucał pereł przed wieprze...
                  >
                  > To dlatego nie jadasz kolacji z rodziną, teraz już wiemy.

                  To już wiemy, co na kolację jada automobilista - perły.
      • Gość: Automobilista Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. IP: 62.233.175.* 06.08.04, 10:52
        Chaladia, dobrze napisane. Może i potrafimy coś zrobic, ale nie potrafimy potem
        po sobie posprzątać. I jak widać nie tylko na poziomie bazaru warzywnego - na
        poziomie uroczystych obchodów także :(

        > A może w
        > budżecie Obchodów zapomniano dodać rubrykę "likwidacja dekoracji"?

        Pewnie zapomniano, ale Kaczor zwali winę na ukłąd warszawski :D
    • kixx Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. 06.08.04, 11:46
      Nie masz co pluc na Kaczora,z niego woda splywa jak po kaczce
      Z jednym masz na pewno racje-cokolwiek Kaczor zrobi,lub nie zrobi, tym gorzej
      dla niego
      Powinien czym predzej zejsc do podziemia i zostac ucielesniem basni o zlotej
      kaczce plywajacej gdzies w kanalach
      a prezydentem Warszawy powinien zostac jakis komunista,ktory przywrocilby
      swietowanie 17-ego stycznia i zdelegalizowal obchody 1-ego sierpnia
      po czcic przegrane bitwy,lepiej czcic wygrane
      Dziwi mnie tylko jedno:Anlicy be,Amerykanie be,powstancy be,Kaczor
      be,warszawiacy czcacy poleglych w powstaniu be,a o Rosjanach ani jednego zlego
      slowa
      Milosc jest slepa??
      • ukos To nie miłość 06.08.04, 11:59
        To psie przywiązanie raba z przekonania. Tacy na myśl o sowieckim imperium
        niewolniczym zawsze doznają orgazmu.
        • Gość: Automobilista Re: To nie miłość IP: 62.233.175.* 06.08.04, 12:01
          A ty pewnie dostajesz orgazmu jedynie na myśl o miłości francuskiej we
          flegmatycznym angielskim stylu :D
      • Gość: Automobilista Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. IP: 62.233.175.* 06.08.04, 12:00
        Czemu sugerujesz, że przeciwnik Kaczora musi być jednoczesnie zwolennikiem
        prezydentury dla jakiegoś komunisty?

        A co do Rosjan, to mapisze tyle - jeśli Amerykanie, Anglicy itd. mają rzesze
        swoich goroących zwolenników, to Rosjanom tez się coś nalezy :)

        A tak na poważnie, to zgadzam się z zarzutami postawionymi tzw. sojusznikom
        zachodnim. Nie kieruję się tu bynajmniej miłością do Rosjan, bo ich nie trawię
        jeszcze bardziej. Po prostu argumenty Stolicznego do mnie trafiają.
        • kixx Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. 06.08.04, 12:09
          Oczywiscie,wiele z tego co napisal to prawda,w dodatku gorzka
          ale jesli gosc chce swoimi "wypracowaniami"naswietlac historie to nie powinien
          omijac kwestii niewygodnych z jakiegos(nie wiem jakiego) powodu dla niego,i
          chodz\i mi wlasnie o udzial Rosjan w pomocy dla powstania
          bez tego aspektu jego posty staja sie jednak niewiarygodne,stronnicze
          a jesli chodzi o Kaczora,to nie jest on ani gorszym,ani lepszym prezydentem niz
          poprzednicy,tamci tez obsadzali stanowiska swoimi,a zreszta moim
          subiektywnym ,przyznam,zdaniem ilosc afer jest jednak jakby mniejsza ostatnio
          • Gość: Automobilista Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. IP: 62.233.175.* 06.08.04, 12:31
            > a jesli chodzi o Kaczora,to nie jest on ani gorszym,ani lepszym prezydentem
            > niz poprzednicy,tamci tez obsadzali stanowiska swoimi

            Mało mnie obchodzi, kim kiedyś obsadzano stanowiska. Grunt, że za rządów
            Platformy powstały dwa nowe mosty i wiele inwestycji.

            Gdyby Kaczyński rzadził dobrze, to nie przeszkadzałoby mi obsadzenie stanowisk
            przez jego ciocię, szwagra, i kolege. Rzecz w tym, że rządzi źle, a miasto
            pogrąza się w stagnacji. I o to mam do Kaczora pretensje, a nei o jakieś ciocie
            czy wujków. O nieudolność właśnie.

            > a zreszta moim
            > subiektywnym ,przyznam,zdaniem ilosc afer jest jednak jakby mniejsza ostatnio

            A jakie to ma twoim zdaniem przełożenie na funkcjonowanie miasta? Moim zdaniem -
            nie bójmy się tego słowa - negatywny. Miasto funkcjonuje po prostu źle, jest
            fatalnie zarżadzane. To już wolę rozój połączozny z aferami, które czasem
            wydają się nieuchronne - gdzie drwa rąbią, tam wióry leća. Kacozr drew nie
            rąbie, siediz biernie na stołku, ot i afer mniej.
      • sceptyk Odpowiedz jest prosta 06.08.04, 12:00
        kixx napisał:

        > Dziwi mnie tylko jedno:Anlicy be,Amerykanie be,powstancy be,Kaczor
        > be,warszawiacy czcacy poleglych w powstaniu be,a o Rosjanach ani jednego
        zlego
        > slowa
        > Milosc jest slepa??

        Bo o tych wszystkich "be" to pisze ube.
        • Gość: Automobilista Re: Odpowiedz jest prosta IP: 62.233.175.* 06.08.04, 12:05
          Kiedyś jak za komuny pojawiał się temat powstania, to obowiązywała
          dyrektywa "Towarzysze i Towarzyszki, krytykujemy i bez dyskusji!". A teraz
          odnoszę wrażenie, że na dobre zagościła dyrektywa "Panie i Panowie, chwalimy i
          bez dyskusji!".

          Dlatego nie obrzucajmy błotem kogoś, kto jednak do tej dyskusji dąży. Dyskusja
          na tematy trudne jest bardzo potrzebna jako służaca poznaniu prawdy o tamtych
          czasach. Nie unikajmy jej.
          • Gość: jacek Odpowiedz jest za prosta IP: *.u.mcnet.pl 06.08.04, 12:10
            > Dlatego nie obrzucajmy błotem kogoś, kto jednak do tej dyskusji dąży.

            1. nikt nie obrzucil stolicznego blotem
            2. 'dazenie do dyskusji' - to raczej eufemizm - ja zauwazylem jego dazenie do
            zniszczenia wszystkich, ktorzy smia miec wlasne zdanie - chocny w najmniejszym
            stopniu odbiegajace od totalnej krytyki powstania i jego dowodcow


          • j_karolak Re: Odpowiedz jest prosta 06.08.04, 12:11
            Ty to nazywasz dyskusją?

            Nazywanie żołnierzy walczących w Powstaniu półgłowkami to dyskusja?
            Obrażanie jednego z najbardziej honorowych dowódzców AK półgłówkiem i idiotą to
            zdrowa wymiana zdań? Dyskusje prowadzi się na fakty, a tu widzę tylko
            emocjonalne konwulsje.
            • Gość: jacek Odpowiedz jest za prosta IP: *.u.mcnet.pl 06.08.04, 12:15
              to jednak zmieniles sie na lepsze

              tak trzymac
              • Gość: Rysiu Sprawa jest za prosta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.04, 12:36
                Po wypowiedziach dokładnie widać kto z jakiej gliny jest ulepiony.

                Niektórzy są ulepieni z czerwonego komuszego gówna. Nic się na to nie
                poradzi....chociaż, nie - wystarczy pociągnąć spłuczkę i moskiewscy i inne
                łajno popłynie do szamba
                • Gość: Automobilista Re: Sprawa jest za prosta IP: 62.233.175.* 06.08.04, 12:40
                  Po towjej wypowiedzi,że jesteś ulepiony z gliny buraczanej.
            • Gość: Automobilista Re: Odpowiedz jest prosta IP: 62.233.175.* 06.08.04, 12:26
              > Nazywanie żołnierzy walczących w Powstaniu półgłowkami to dyskusja?

              1. Nie żołnierzy, tylko ich dowódców.

              2. Określenie "półgłówki" było zawarte w zdaniu pytajacym - każdy mógł przeciez
              odpowiedzieć na oytanie przecząco i podać argumenty.

              > zdrowa wymiana zdań? Dyskusje prowadzi się na fakty, a tu widzę tylko
              > emocjonalne konwulsje.

              Tak szczerze, to więcej tych emocjonalnych konwulsji dostrzegam w grupie pod
              szyldem "chwalić i nie dyskutować!".
              • j_karolak Re: Odpowiedz jest prosta 06.08.04, 15:07
                Gość portalu: Automobilista napisał(a):

                > > Nazywanie żołnierzy walczących w Powstaniu półgłowkami to dyskusja?
                >
                > 1. Nie żołnierzy, tylko ich dowódców.

                Dowódcy, to też żołnierze. Nie wiem, czy wiesz, ale ukochana żona wraz córką
                Bora-Komorowskiego pozostała w Warszawie, choć wiedzieli oni wcześniej o
                Powstaniu. Czy to o niczym nie świadczy?
                >
                > 2. Określenie "półgłówki" było zawarte w zdaniu pytajacym - każdy mógł
                przeciez
                >
                > odpowiedzieć na oytanie przecząco i podać argumenty.
                >
                Wielu odpowiedziało twierdząco, choć argumentów nie miało.

                > > zdrowa wymiana zdań? Dyskusje prowadzi się na fakty, a tu widzę tylko
                > > emocjonalne konwulsje.
                >
                > Tak szczerze, to więcej tych emocjonalnych konwulsji dostrzegam w grupie pod
                > szyldem "chwalić i nie dyskutować!".

                A o czym tu dyskutować. Wasze racje sprowadzają siędo tego, że nie mieli dość
                informacji koniefcznych do podjęcia decyzji. Na wojnie nigdy nie ma się dość
                informacji!
                • Gość: stolicznyj KŁAMIESZ, J_KAROLAK !!! IP: *.acn.pl 06.08.04, 15:37
                  > Nie wiem, czy wiesz, ale ukochana żona wraz córką
                  > Bora-Komorowskiego pozostała w Warszawie, choć wiedzieli oni wcześniej o
                  > Powstaniu. Czy to o niczym nie świadczy?


                  ŁŻESZ.

                  To SAM BÓR-KOMOROWSKI wiedział. Jego (ciężarna zresztą) żona NIE wiedziała, bo
                  jej nie powiedział, mimo, że wieczorem 31 lipca 1944 roku z nią rozmawiał.

                  O czym to świadczy? O tym, że Bór POSTĄPIŁ NIELUDZKO WOBEC SWOJEJ WŁASNEJ
                  RODZINY.
                  • Gość: jacek Lzesz stolicznyj !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.u.mcnet.pl 06.08.04, 15:40
                    zona to nie rodzina !!!!!!!!!!!!

                    rodzina to wiezy krwi - a zone mozna zmienic ....
                    • Gość: stolicznyj KTO JEST "RODZINĄ" WEDŁUG JACKA? IP: *.acn.pl 06.08.04, 15:47
                      Otóż według JACKA, żona w zaawansowanej ciąży NIE JEST RODZINĄ męża.

                      Według JACKA, 2-letni syn NIE JEST RODZINĄ (w 1944 roku Bór-Komorowski miał już
                      syna, Adasia).

                      WEDŁUG JACKA, OJCIEC NIE MA WIĘZI KRWI ZE SWOJĄ RODZONĄ CÓRKĄ I SYNEM.

                      Jest też inna możliwość: że JACEK NIE MA POJĘCIA, że Bór miał w 1944 roku syna,
                      a żona generała była w ciąży.

                      Byłby to kolejny dowód SKRAJNEJ IGNORANCJI HISTORYCZNEJ INTERNAUTY "JACKA".
                      • Gość: jacek co za debil uczyl stolicznego logiki ??? IP: *.u.mcnet.pl 09.08.04, 14:05
                        kto mu zrobil taka krzywde ???

                        nawet w prostym zdaniach wychodzi twoje klamswto i manipulacja
                        • Gość: stolicznyj Dlaczego NIKT nie uczył JACKA logiki ??? IP: 212.76.39.* 09.08.04, 14:21
                          Przynajmniej KTOŚ MNIE UCZYŁ !

                          LEPSZA TAKA NAUKA NIŻ ŻADNA - JAK W TWOIM WYPADKU...
                  • j_karolak Re: KŁAMIESZ, J_KAROLAK !!! 06.08.04, 16:27
                    Gość portalu: stolicznyj napisał(a):

                    > > Nie wiem, czy wiesz, ale ukochana żona wraz córką
                    > > Bora-Komorowskiego pozostała w Warszawie, choć wiedzieli oni wcześniej o
                    > > Powstaniu. Czy to o niczym nie świadczy?
                    >
                    >
                    > ŁŻESZ.
                    >
                    > To SAM BÓR-KOMOROWSKI wiedział. Jego (ciężarna zresztą) żona NIE wiedziała,
                    bo
                    > jej nie powiedział, mimo, że wieczorem 31 lipca 1944 roku z nią rozmawiał.
                    >
                    > O czym to świadczy? O tym, że Bór POSTĄPIŁ NIELUDZKO WOBEC SWOJEJ WŁASNEJ
                    > RODZINY.


                    Jesteś kretynem. Przecież, to że nie powiedział właśnie świadczy o nim jak
                    najlepiej i to chciałem napisać. Nie zrozumiałeś, więc wytłumaczę
                    łopatologicznie. Mógł powiedzieć, ale po pierwsze przedkladal obowiązki
                    patriotyczne i żołnierskie nad interes własnej rodziny. Nie uprawiał prywaty.
                    Podejmując decyzję o wybuchu PW położył na szalę życie własne i osób
                    najbliższych jego sercu. Po drugie jego żona i tak by go nie opuściła, bo była
                    równie gorącą patriotką jak i on.
                    • Gość: stolicznyj Re: Rodzina gen. Bora-Komorowskiego. IP: *.acn.pl 06.08.04, 16:50
                      Sprawa nie jest tak prosta i jednoznaczna moralnie jak piszesz, bo życie bywa
                      bardzo trudne i skomplikowane.
                      Trzeba mieć tego świadomość. Są sytuacje, których nmie da się zbyć tylko i
                      wyłącznie rzucaniem wzniosłych haseł patriotycznych, okraszonych wyzwiskami pod
                      adresem rozmówcy.

                      Dlaczego obrzucasz mnie obelgami? Dlatego, że ci wykazałem ci kłamstwo? Jesteś
                      naprawdę żałosny, gdy tak się zachowujesz, kolego.

                      Pozwól, że zacytuję (nie dla Ciebie, chamie, tylko dla innych Czytelników
                      śledzących dyskusję) pewien fragment relacji Jana Nowaka-Jeziorańskiego ze
                      spotkania odbytego z Borem zaraz po wojnie.

                      CYTUJĘ:

                      "(...)Pewnego dnia zastałem Generała [Bora] w stanie skrajnego przygnębienia.
                      Usiłowałem dowiedzieć się, co się stało.(...) Generał przyznał się w końcu, że
                      przed godziną dostał pierwszy list od żony, z którą rozstał się w Warszawie w
                      przeddzień Powstania. Znalazła się z dwojgiem dzieci w Lubece. Pisała, że
                      młodszy synek, urodzony po Powstaniu, jest nienormalny i będzie upośledzony do
                      końca życia.
                      - To moja wina - wykrztusił z siebie Generał.
                      - Jakim sposobem? - zapytałem.
                      - A bo widzi pan, Irena [żona Bora] siedziała sobie bezpiecznie w Górze pod
                      Grodziskiem u Zdzitowieckich. W dniu 31 lipca [1944 r.] przyjechała z Adasiem i
                      niańką do Warszawy. Przyszła do mnie wieczorem zapytać, co ma ze sobą robić,
                      gdy Sowieci wejdą do Warszawy. Powinienem był odeswłać ją natychmiast do Góry.
                      Była w ostatnich miesiącach ciąży. Nie zrobiłem tego. Wybuch Powstania
                      zaskoczył ją w mieście. Przeżyła straszne rzeczy i taki jest tego rezultat.
                      - A dlaczego pan jej nie powiedział, że ma natychmiast wracać na wieś?
                      - Bo nie mogłem ostrzec wszystkich ciężarnych kobiet w Warszawie, więc nie
                      miałem prawa robić wyjątku dla własnej żony".

                      {Cyt. za "Gen. Bór-Komorowski, RYTM, Warszawa 200, s. 140).

                      Jak widać, Bór miał wyrzuty sumienia z powody swej decyzji.

                      Nie mam zamiaru dalej tego komentować.

                      Ta sytuacja wymyka się jednoznacznym ocenom. Decyzję Bora można podziwiać,
                      można ją uznać za okrutną (tak ja uważam).

                      Prawda jest taka, że nikt z nas nie wie, jak by się w takiej sytuacji zachował.
                      Ani ty, ani ja, ani żaden inny internauta odpowiedzialny za swoją rodzinę.

                      A ty tego nie zmienisz wykrzykiwaniem hurrapatriotycznych haseł i obrzucaniem
                      mnie obelgami, więc przynajmniej w tym momencie - daruj sobie.
                      • j_karolak Re: Rodzina gen. Bora-Komorowskiego. 09.08.04, 10:04
                        Twoja bezczelność nie zna granic. Potwierdzasz, to co napisałem i nazywasz mnie
                        dlatego chamem.
                        • Gość: stolicznyj Re: "wiedza" i zachowanie Karolaka. IP: *.acn.pl 09.08.04, 10:57
                          > Dowódcy, to też żołnierze. Nie wiem, czy wiesz, ale ukochana żona wraz córką
                          > Bora-Komorowskiego pozostała w Warszawie, choć wiedzieli oni wcześniej o
                          > Powstaniu. Czy to o niczym nie świadczy?



                          Udowodniłem ci KŁAMSTWO, kolego KAROLAK.

                          Żona Bora pozostała w Warszawie, BO NIE WIEDZIAŁA O POWSTANIU.

                          Nie możesz temu zaprzeczyć merytorycznie, więc "w odpowiedzi" nazywasz mnie
                          KRETYNEM i BEZCZELNYM.

                          (Nawiasem mówiąc, małżeństwo Komorowskich miało wtedy 2-letniego SYNA Adasia, a
                          nie - córkę, tak jak ty napisałeś).


                          A może... ty wcale nie jesteś KŁAMCĄ...?

                          A może... po prostu i zwyczajnie NIE WIEDZIAŁEŚ, że rodzina Bora NIE została
                          przez niego poinformowana o tym, że decyzja o Powstaniu została już podjęta...?


                          W takim razie nie byłbyś KŁAMCĄ bynajmniej, lecz... HISTORYCZNYM IGNORANTEM,
                          wypowiadającym się autorytatywnie o sprawach, o których NIE POSIADA
                          FAKTOGRAFICZNEJ WIEDZY.


                          Wybieraj, co wolisz?

                          KŁAMCA czy HISTORYCZNY IGNORANT?


                          A twoje zachowanie - obrzucanie rozmówcy wyrazami powszechnie uważanymi za
                          obelżywe, zwłaszcza w sytuacji, gdy stanowi to reakcję na merytoryczną
                          bezradność wobec argumentów adwersarza - nazywa się - CHAMSTWEM.


                          Pewnie nie wiesz, co znaczy słowo "CHAM". Pozwól więc, że dla twojej wiedzy
                          zacytuję ci jego definicję (Słownik PWN, Warszawa 2002, s. 81):


                          "CHAM - 1. Człowiek NIEKULTURALNY, ORDYNARNY, GRUBIAŃSKI.(...)".

                          Twoje zachowanie wobec mnie, idealnie pasuje do powyższej definicji.
                          • j_karolak Re: "wiedza" i zachowanie Karolaka. 09.08.04, 14:13
                            90% mieszkańców wiedziało co się kroiło już po pierwszej mobilizacji pod koniec
                            lipca. Nie udawaj kretyna.
    • krzysztofplebs Re: "MIĘDZYNARODOWY SUKCES" Kaczych Obchodów. 08.08.04, 15:34
      "Kaczych obchodów", czy "kaczych odchodów"?...
    • pan_pndzelek Ty masz stoliczny FIXUM DYRDUM... 09.08.04, 10:21
      Ty masz stoliczny FIXUM DYRDUM jakieś na punkcie Kaczora? Miłość jakaś
      nieodwzajemniona czy co?
      • Gość: Madi Re: Ty masz stoliczny FIXUM DYRDUM... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.04, 10:38
        > pendzel

        nie, on ma fiksacje na punkcie pisania na forum, co oznacza ze czuje sie nie
        doceniony no i ma za duzo wolnego czasu.... od paru tygodni tutaj wywodzi swoje
        poglądy i do tej pory nie powiedział nic sensownego.
        a do tego lubi P I S A Ć KAPSAMI..

        może z Tworek się urwał...
      • krzysztofplebs Re: Ty masz stoliczny FIXUM DYRDUM... 09.08.04, 22:55
        A "Kaczor" kota na punkcie kota....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka