rolotomasi
01.04.05, 23:56
'Nieprzyjaciel ogłuszony nawałą ogniową, niszczony uderzeniem piechoty, cofał
się, nawet nie stawiając poważniejszego oporu. Dopiero w głębi zorganizowany
ogień artyleri i kontrataki z trudem powstrzymały rozszalały impet natarcia.
Najtrudniejsze do opanowania piaszczyste wzgórze – oznaczone na mapie, jako
kota 86,8 – zostało zdobyte. Zajęto też wieś Konstantynów.
W parę dni potem przeszliśmy na odcinek 1 dywizji piechoty w okolicy
Białołęki i Annopola. Walki były uporczywe i przewlekle, głównie na skutek
odczuwalnego braku amunicji. Przeżyłem tu wydarzenie, które mi szczególnie
utkwiło w pamięci.
W Annopolu umieściliśmy punkt obserwacyjny pułku w gmachu szkoły na strychu.
Jakiś czas było tu też stanowisko dowodzenia 1 dywizji. Póóźniej general
bowziuk przeniósł się w inne, mniej przyciągające uwagę nieprzyjaciela
miejsce, my zaś pozostaliśmy. Dzisiaj szkoła wśród nowoczesnej architektury
jest ledwie zauważalna. W owym 1944 roku był to jedyny większy gmach w
otoczeniu małych, przeważnie jednopiętrowych domków, stojących w otulinie
drzew i sadów o barwach zaawansowanej jesieni.
Dzień był ciepły i słoneczny, widoczność doskonała. Prowadziliśmy ogień do
celów ukrytych za piaszczystymi wydmami. Był tu Popowicz, Łazariew, dowódca
plutonu kierowniczego chorąży Zielak, może jeszcze ktoś z oficerów,
zwiadowcy, telefoniści i ja, zastępca dowódcy pułku. Popowicza ktoś wezwał do
na dół i ten odjechał. W tym czasie w odległości może 400 metrów od naszej
szkoły wzbiła się do góry ogromna fontanna ziemi. Po paru minutach usłyszeliś-
my nie tyle gwizd, co niesamowity szum lecącego pocisku i po chwili rozległ
się potężny wybuch z tyłu za naszym gmachem. Zorientowaliśmy się, że wstrzeli-
wuje się do nas nieprzyjacielska pewnie 400-milimetrowa armata. Kapitan
Łazariew przypomniał sobie, że ma coś do roboty w sztabie i szybko wyszedł.
Powietrzem wstrząsnął nowy wybuch. Pocisk tym razem trafił w stojący przed
nami drewniany domek. Został po nim potężny dół i porozrzucane strzępy desek.
Nie mogło być wątpliwości, że to my jesteśmy celem tej piekielnej armaty.
Pocisk był wystrzeliwany co dwie i pół minuty, pozostało nam więc około pięciu
minut życia.'
cdn
KrajowyWajchowyForumowy